HomeStandard Blog Whole Post

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na Białorusi Znadniemna.pl, zablokowali także szefowi „GP” dostęp do tweetdecka – aplikacji do zarządzania Twitterem. Jak dowiedział się portal Niezalezna.pl – atak na powiązany z Telewizją Republiką serwis „Poland Daily” został dokonany z Rygi, stolicy Łotwy.

Rasa Jakilaitiene, rzeczniczka litewskiego ministra spraw zagranicznych, powiedziała, że fałszywa wiadomość została umieszczona na polskiej stronie internetowej.

Fałszywe wiadomości pojawiły się na Polanddaily.com. W zamieszczonym tam artykule znalazła się uwaga ministra Linkeviciusa, w której twierdził, że na Białoruś trzeba wysłać siły pokojowe – powiedziała rzeczniczka.

Rzeczniczka litwewskiego MSZ zwróciła uwagę, że dla podniesienia wiarygodności fake newsa w artykule pojawiała się także wzmianka na temat polskiego ministra spraw zagranicznych.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy wydało oświadczenie zaprzeczające fałszywym informacjom. Potwierdzono, że odpowiednie służby wszczęły już w tej sprawie dochodzenie.

Jest wysoce prawdopodobne, że trwa cyberatak informacyjny, który jest obecnie badany przez władze litewskie – czytamy w komunikacie.

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” stracił dostęp do konta (zmieniono hasło), na którym wstawiono odnośnik do artykułu zamieszczonego na portalu Znadniemna.pl, który prowadzi Związek Polaków na Białorusi. Ów artykuł to także cyberprowokacja. Dowiadujemy się z niego, że „Polska i Litwa wzywają NATO do wysłania wojsk na Białoruś”.

Podrobiony artykuł na portalu „Poland Daily” nosił tytuł „Polska i Litwa naciskają na wysłanie wojsk na Białoruś”. Napisany był w języku angielskim i podobnie jak publikacja wrzucona na Znadniemna.pl, dezinformował o rzekomych naciskach Polski, Litwy i Stanów Zjednoczonych na NATO. W tekście pojawiły się też nazwiska ministra spraw zagranicznych Polski Zbigniewa Rau oraz Swiatłany Cichanouskiej. Na zdjęciu głównym umieszczono szefa litewskiej dyplomacji Linasa Linkevičiusa.

To nie pierwszy rosyjski atak na media związane ze „Strefą Wolnego Słowa”. Przypomnijmy: w maju 2020 r. portal Niezalezna.pl dwukrotnie padł ofiarą rosyjskich hakerów, którzy zmieniali treść naszych publikacji.

Na naszą stronę (a także na portale Telewizji Republika, Radia Szczecin, olsztyn24.pl oraz stronę gminy Orzysz, gdzie znajduje się garnizon) wstawiono artykuł pt. Amerykanie „chwalą” pobyt w Drawsku. „Jedyne czym mogą strzelić to gumki od majtek”

Gdy opublikowaliśmy informację o tym ataku, Rosjanie dokonali kolejnego włamania, zmieniając ją na „newsa”, że Niezalezna.pl przyznaje się do autorstwa wcześniejszego artykułu.

To nie koniec działań Moskwy przeciwko naszym mediom. Pod koniec maja na anglojęzycznym prorosyjskim portalu „The Duran” ukazał się „wywiad”, przeprowadzony rzekomo przez Katarzynę Gójską dla „Gazety Polskiej”. Rozmówcą wicenaczelnej tygodnika miał być amerykański generał broni Christopher G. Cavoli, dowódca sił amerykańskich w Europie. Nie trzeba chyba dodawać, że rozmowa, w której Cavoli twierdzi, że Polska i kraje bałtyckie są fatalnie zorganizowane pod względem militarnym, została w całości wymyślona.

Znadniemna.pl za niezalezna.pl

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na

Założyciel internetowej biblioteki Kamunikat Jarosław Iwaniuk znalazł się na celowniku białoruskich służb. To kolejny przypadek represji wymierzonych w osoby dokumentujące historię i współczesność Białorusi oraz losy Polaków mieszkających za wschodnią granicą. W rosyjskich i białoruskich bazach osób poszukiwanych figuruje również redaktor naczelny portalu Znadniemna.pl Andrzej Pisalnik, a także inni obywatele Polski.

Prowadzona przez Jarosława Iwaniuka Biblioteka Kamunikat od lat gromadzi publikacje poświęcone historii, kulturze i życiu społecznemu Białorusi. W jej zasobach znajdują się także liczne materiały dotyczące polskiej mniejszości na Białorusi, w tym archiwalne numery uznawanego przez reżim Łukaszenki za „ekstremistyczny” i wydawanego na emigracji peiodyku „Głos znad Niemnana uchodźstwie”.

Iwaniuk przyznaje, że nie wie jeszcze, jakie konsekwencje mogą go spotkać ze strony władz w Mińsku.

– Zastanawiam się, czy jak już dojdzie do rozprawy, dojdzie do tak zwanego sądu w Mińsku, czy ja jako obywatel RP też zaocznie mogę dostać karę więzienia. Takich przypadków podobno jeszcze nie było, żeby zaocznie skazano obywatela spoza Republiki Białorusi – powiedział wydawca.

W marcu białoruskie KGB uznało grupę niezależnych wydawnictw działających poza granicami kraju za tak zwaną „koalicję” i oskarżyło jej domniemanych uczestników o działalność ekstremistyczną. Wśród podmiotów wymienionych przez służby znalazło się również białostockie wydawnictwo Kamunikat. Na liście osób powiązanych z rzekomą „formacją ekstremistyczną” umieszczono także nazwisko Jarosława Iwaniuka. Sam wydawca stanowczo odrzucił te oskarżenia, podkreślając, że wskazywane przez KGB środowiska nie tworzyły żadnej wspólnej struktury organizacyjnej.

Sprawa Iwaniuka wpisuje się w szerszy obraz represji stosowanych przez reżimy w Mińsku i Moskwie wobec osób zaangażowanych w działalność publiczną, społeczną, kulturalną i informacyjną dotyczącą Białorusi. W rosyjskiej bazie osób poszukiwanych od pewnego czasu figuruje również redaktor naczelny portalu Znadniemna.pl Andrzej Pisalnik, od lat opisujący sytuację Polaków na Białorusi oraz przypadki łamania praw człowieka przez reżim Aleksandra Łukaszenki.

Na podobnych listach w Rosji i na Białorusi znalazły się także inne osoby publiczne z Polski, w tym urzędujący Prezydent RP Karol Nawrocki. Trafił on do rosyjskiego rejestru ściganych jeszcze w czasie pełnienia funkcji prezesa IPN w związku z realizacją ustawy dekomunizacyjnej i koordynowaniem akcji usuwania z polskiej przestrzeni publicznej sowieckich obiektów propagandowych. Umieszczanie zagranicznych obywateli i wysokich rangą urzędników państwowych w bazach osób poszukiwanych stało się jednym z kluczowych elementów politycznej oraz propagandowej presji wywieranej przez autorytarne władze Białorusi i Rosji na krytyków ich działań.

Według obrońców praw człowieka represje na Białorusi nie ustają. Mimo zwolnienia części więźniów politycznych, w kraju nadal dochodzi do nowych zatrzymań, przesłuchań i procesów prowadzonych pod zarzutami działalności „ekstremistycznej”. Jak podają białoruskie władze, w ciągu ostatniego półtora roku zarzutami w takich sprawach objęto ponad 2,5 tysiąca osób, a machina urzędnicza reżimu systematycznie rozszerza listy tak zwanych ekstremistów, obejmując nimi kolejne tysiące obywateli.

Przypadek Jarosława Iwaniuka pokazuje, że w kręgu zainteresowania służb Łukaszenki pozostają nie tylko obywatele Białorusi, lecz także osoby mieszkające za granicą, które zajmują się dokumentowaniem historii, obroną praw człowieka i zachowaniem pamięci o wielokulturowym dziedzictwie ziem dawnej Rzeczypospolitej.

Znadniemna.pl na podstawie Polskiego Radia Białystok, na zdjęciu: Jarosław Iwaniuk, fot.: Facebook.com/jaroslaw.iwaniuk

Założyciel internetowej biblioteki Kamunikat Jarosław Iwaniuk znalazł się na celowniku białoruskich służb. To kolejny przypadek represji wymierzonych w osoby dokumentujące historię i współczesność Białorusi oraz losy Polaków mieszkających za wschodnią granicą. W rosyjskich i białoruskich bazach osób poszukiwanych figuruje również redaktor naczelny portalu Znadniemna.pl Andrzej

W nocy z 5 na 6 października doszło do brutalnej, dwuetapowej prowokacji hybrydowej na granicy łotewsko-białoruskiej, gdzie uzbrojeni i zamaskowani ludzie powiązani z reżimem Łukaszenki najpierw grozili łotewskim żołnierzom, a następnie wtargnęli na terytorium Łotwy, niszcząc infrastrukturę elektryczną i kradnąc kamery monitoringu. W reakcji na ten incydent oraz sygnały o możliwej mobilizacji w Federacji Rosyjskiej, sąsiednia Litwa podjęła decyzję o natychmiastowym, prewencyjnym skierowaniu około 100 żołnierzy do ochrony nieposiadającej ogrodzenia granicy z obwodem królewieckim. Choć Wilno zdecydowało się na stanowcze kroki obronne, tamtejsze władze uspokajają, że ogólny poziom zagrożenia dla kraju pozostaje bez zmian, a sytuacja jest w pełni kontrolowana.

Szczegóły incydentu na Łotwie, które przekazał tamtejszy minister spraw wewnętrznych Janis Dombrava, wskazują na wyjątkowo agresywny i demonstracyjny charakter działań białoruskich służb lub powiązanych z nimi grup przestępczych. Wszystko zaczęło się od próby siłowego przepchnięcia przez linię graniczną grupy około 20 nielegalnych migrantów. Towarzyszący im uzbrojeni napastnicy wygłaszali groźby pod adresem łotewskich strażników, a kilka godzin później wykorzystali osłonę nocy, aby dokonać sabotażu i uciec z powrotem na Białoruś przed przybyciem wezwanego patrolu. Łotewski minister spraw wewnętrznych Janis Dombrava publicznie i stanowczo potępił te działania, wysyłając jasny komunikat w stronę Mińska: „Białoruś powinna zrozumieć, że takie incydenty mogą prowadzić do poważnych konsekwencji dla niej samej”. W odpowiedzi na te powtarzające się akty wojny hybrydowej, rząd w Rydze zdecydował o przedłużeniu specjalnej operacji ochronnej pod kryptonimem „Wilkołak” do końca grudnia.

Wydarzenia z łotewskiej granicy miały miejsce w szczególnym okresie politycznym, tuż po wyborach parlamentarnych na Łotwie, w czasie gdy nowy rząd nie został jeszcze sformowany, a Kreml podgrzewał temperaturę ataków propagandowych wymierzonych w kraje bałtyckie. Na tę jawną próbę destabilizacji terytorium NATO stanowczo zareagowali sojusznicy z Zachodu. Niemcy w geście solidarności i wsparcia wschodniej flanki podjęły decyzję o natychmiastowym wysłaniu na Łotwę dwóch dodatkowych par myśliwców, wzmacniając tym samym ochronę przestrzeni powietrznej regionu.

Dywersyjny wypad na Łotwę wpisuje się w szerszy, długofalowy kryzys migracyjny wywołany przez reżim Aleksandra Łukaszenki. Z przedstawionego tła statystycznego wynika, że Łukaszenka w ostatnich miesiącach wyraźnie przekierował główne strumienie migrantów właśnie na odcinek łotewski. Tylko od początku tego roku łotewskie służby powstrzymały przed nielegalnym przekroczeniem granicy aż 11,9 tysiąca osób. Skalę naporu najlepiej obrazuje fakt, że do pobicia rekordu z całego ubiegłego roku brakuje już zaledwie 121 udaremnionych przypadków.

Wydarzenia te wywołały również natychmiastową reakcję litewskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, którego szef Martynas Katelynas zwrócił się do ministra obrony Robertasa Kaunasa o pilne wsparcie straży granicznej przez regularną armię. Choć obaj ministrowie potwierdzili, że decyzja ma charakter czysto zapobiegawczy, to skierowanie sił akurat na odcinek królewiecki wynika z konkretnych uwarunkowań geostrategicznych. Ta część granicy nie posiada fizycznej zapory ani płotu, jakie stoją na granicy z Białorusią, przez co ochrona tego rejonu wymaga znacznie większych zasobów ludzkich. Dodatkowo litewskie służby biorą pod uwagę ryzyko związane z ewentualną kolejną falą mobilizacji w Rosji, co mogłoby wywołać nagły napływ agresywnie nastawionych cudzoziemców z tamtego kierunku.

Mimo zaostrzenia procedur bezpieczeństwa i zaplanowania misji wojskowej na kilka najbliższych tygodni (w pierwszej fazie do połowy października), litewskie kierownictwo stanowczo apeluje do obywateli o spokój. W oficjalnym oświadczeniu MSW zaznaczono, że sytuacja na samej linii granicznej pozostaje całkowicie stabilna. Zwiększona obecność żołnierzy ma charakter wyłącznie prewencyjny i ma dać jasny sygnał odstraszania, gwarantując pełną gotowość państwa na wypadek prób przeniesienia podobnych prowokacji na terytorium Litwy.

Znadniemna.pl na podstawie wydarzenia.interia.pl, na zdjęciu: granica łotewsko-białoruska, fot.: Łotewskie Siły Zbrojne

W nocy z 5 na 6 października doszło do brutalnej, dwuetapowej prowokacji hybrydowej na granicy łotewsko-białoruskiej, gdzie uzbrojeni i zamaskowani ludzie powiązani z reżimem Łukaszenki najpierw grozili łotewskim żołnierzom, a następnie wtargnęli na terytorium Łotwy, niszcząc infrastrukturę elektryczną i kradnąc kamery monitoringu. W reakcji na

W Rzymie i na Podlasiu zakończyły się uroczyste obchody 30. rocznicy beatyfikacji bł. Wincentego Lewoniuka i jego dwunastu Towarzyszy z Pratulina, która przypadała na 6 października. Historia tego unickiego męczeństwa – pełna kar za udzielanie sakramentów, potajemnych pogrzebów, wywózek na Sybir i tortur – stanowi bolesne, ale i niezwykle dumne dziedzictwo wspólne dla Podlasia, Polesia oraz ziem dzisiejszej Białorusi. W czasach, gdy wierność krzyżowi w kraju rządzonym przez Aleksandra Łukaszenkę wciąż wymaga wielkiej odwagi, a katoliccy kapłani trafiają do więzień, świadectwo Męczenników Podlaskich staje się dla nas szczególnie aktualnym drogowskazem.

Historia trzynastu bohaterskich mężczyzn z Pratulina, niewielkiej podlaskiej wioski nad Bugiem, to opowieść o bezgranicznej miłości do Chrystusa i niezłomnym przywiązaniu do jedności z Następcą św. Piotra. Gdy 24 stycznia 1874 roku carskie wojsko przybyło, aby siłą odebrać unicką cerkiew i przekazać ją w ręce prawosławnej administracji, lokalna społeczność nie uciekła.

Mieszkańcy okolicznych wiosek – ojcowie rodzin, rzemieślnicy, młodzi kawalerowie – stanęli pod świątynią bezbronni, ubrani odświętnie, trzymając w rękach jedynie krzyż i modlitewnik. Ich jedynym „zawinieniem” była odmowa zerwania więzi z Kościołem katolickim. Pod kościołem polała się krew; carskie kule zabiły trzynastu obrońców świątyni, a setki innych raniły lub skazały na wieloletnią katorgę.

Wspólny ból, wspólna tożsamość

Gehenna Unitów nie ograniczała się jednak wyłącznie do jednej podlaskiej parafii. Brutalna, trwająca dekadami likwidacja Kościoła unickiego i przymusowa rusyfikacja dotknęły ogromny obszar dawnej Rzeczypospolitej, w tym ziemie współczesnej Białorusi. To właśnie tam tradycja rytu wschodniego połączona z lojalnością wobec Rzymu – zrodzona z Unii Brzeskiej z 1596 roku – zapuściła najgłębsze korzenie.

Losy wiernych z Polesia czy Grodzieńszczyzny w XIX wieku były lustrzanym odbiciem cierpień mieszkańców Podlasia. Jak pisał wybitny polski pisarz Władysław Reymont, który badał te regiony, tamtejszy lud znosił codzienne, systematyczne znęcanie się. Chrzty dzieci, śluby i spowiedzi musiały odbywać się nocą, potajemnie, w głębi lasów, pod groźbą ogromnych kar finansowych i więzienia. Podziwiając ich niezłomność, Reymont zauważył przejmującą prawdę: chrześcijanie w czasach cesarza Dioklecjana umierali tylko za wiarę, a Unici ginęli jednocześnie za wiarę i za swoją Ojczyznę.

Nowi męczennicy naszych czasów

Dla Polaków żyjących na Białorusi ta miniona właśnie rocznica to nie tylko wspomnienie odległej historii z podręczników. Metody carskich władz, polegające na zastraszaniu wiernych i eliminowaniu niezależnego duchowieństwa, w przerażający sposób przypominają dzisiejszą rzeczywistość pod rządami reżimu w Mińsku. Słowa o „katolikach prześladowanych dziś za wiarę” mają na Białorusi konkretne imiona i twarze.

Właśnie teraz, za zamkniętymi drzwiami sądu w Mińsku, toczy się dramatyczny proces ks. Anatola Parachniewicza, szanowanego proboszcza z Olkowicz. Duchowny, który od ponad 200 dni przebywa w areszcie, został oskarżony przez władze o absurdalną „zdradę państwa” – m.in. za kontakty z polską dyplomacją i dbanie o lokalne dziedzictwo kulturowe. Jego los dzieli wielu innych kapłanów. Świeżo w pamięci mamy uwięzienie ks. Henryka Okołotowicza z Wołożyna oraz o. Andrzeja Juchniewicza z Szumilina, którzy odzyskali wolność dopiero po interwencji Watykanu i zostali zmuszeni do opuszczenia swojej ojczyzny. Co więcej, tylko w tym roku białoruskie władze pozbawiły prawa do posługi i zmusiły do wyjazdu ponad dwudziestu polskich księży, niszcząc życie parafialne, które z takim trudem odbudowywano po dekadach sowieckiego ateizmu.

Watykan pamięta o prześladowanych

Pamięć o niezłomności Kościoła przetrwała jednak XIX-wieczne kule, tak jak przetrwa współczesne kajdany. 6 października 1996 roku papież Jan Paweł II oficjalnie wyniósł Męczenników Podlaskich na ołtarze. Dokładnie trzydzieści lat po tamtym wydarzeniu, wdzięczność za ich świadectwo wciąż mocno wybrzmiewa w sercu Kościoła powszechnego. W minionych dniach diecezja siedlecka wraz ze swoimi pasterzami pielgrzymowała do Watykanu, by dziękować za dar tej beatyfikacji bezpośrednio przy grobie Papieża Polaka.

W te wyjątkowe obchody wpisała się także niedawna audiencja generalna, podczas której papież Leon XIV skierował szczególne słowa otuchy, wskazując właśnie na przykład bł. Wincentego Lewoniuka i jego Towarzyszy. Przypomniał, że do końca bronili oni swojej tożsamości, łącząc wschodni ryt z katolicką jednością. Co najważniejsze dla nas, Ojciec Święty polecił ich opiece wszystkich tych, którzy dzisiaj cierpią z powodu wyznawanej wiary.

Męczennicy z Pratulina oraz współcześni więźniowie sumienia na Białorusi pokazują nam to samo: obrona własnej tożsamości, języka, wiary i łączności z Kościołem powszechnym jest fundamentem, którego nie da się zniszczyć żadnym dekretem, wyrokiem ani kordonem milicji.

Znadniemna.pl na podstawie Vatican News i informacji własnych, ilustracja: obraz przedstawiający bł. Męczennicków Podlasckich, źródło: Vaticannews.va

W Rzymie i na Podlasiu zakończyły się uroczyste obchody 30. rocznicy beatyfikacji bł. Wincentego Lewoniuka i jego dwunastu Towarzyszy z Pratulina, która przypadała na 6 października. Historia tego unickiego męczeństwa – pełna kar za udzielanie sakramentów, potajemnych pogrzebów, wywózek na Sybir i tortur – stanowi

Na dziedzińcu Zamku Szwabskiego w Bari odsłonięto płaskorzeźbę poświęconą Bonie Sforzy, królowej Polski i wielkiej księżnej litewskiej. Upamiętnienie władczyni, która odegrała ważną rolę w dziejach ziem dzisiejszej Białorusi, przypomina o jej reformach gospodarczych i wkładzie w upowszechnianie renesansu w Europie Wschodniej.

Uroczystość odsłonięcia nowego pomnika Bony Sforzy odbyła się 7 października. Płaskorzeźbę autorstwa litewskiego rzeźbiarza Jonasa Gencevičiusa umieszczono na terenie Zamku Szwabskiego, z którym związane były ostatnie lata życia królowej. Projekt zrealizowano z inicjatywy Litwy we współpracy z włoskimi instytucjami kultury.

Nowe upamiętnienie ma szczególne znaczenie także dla mieszkańców ziem dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego, obejmującego znaczną część współczesnej Białorusi. Bona Sforza należała do najwybitniejszych postaci swojej epoki. Zapisała się w historii jako reformatorka gospodarki, orędowniczka silnej władzy państwowej oraz patronka przemian kulturowych inspirowanych włoskim renesansem.

Historycy wskazują, że to właśnie za jej panowania przygotowano podstawy pomiary włócznej, reformy, która na dziesięciolecia uporządkowała stosunki własnościowe i system podatkowy w Wielkim Księstwie Litewskim. Królowa sprowadzała również włoskich architektów i artystów, przyczyniając się do rozpowszechnienia nowych wzorców kulturowych na terenach dzisiejszej Litwy i Białorusi.

Odsłonięta w Bari płaskorzeźba nawiązuje do jednego z najbardziej znanych XVI-wiecznych wizerunków Bony Sforzy. Jest także symbolem współpracy kulturalnej między Litwą i Włochami. Podczas uroczystości podpisano porozumienie o współpracy między muzeami obu krajów.

Losy królowej zakończyły się właśnie w Bari. Po opuszczeniu Rzeczypospolitej w 1556 roku zamieszkała w należącym do niej Zamku Szwabskim. Rok później zmarła w okolicznościach uznawanych przez wielu badaczy za otrucie związane ze sporem o ogromne wierzytelności finansowe. Została pochowana w bazylice św. Mikołaja, gdzie do dziś znajduje się jej renesansowy nagrobek.

Wzniesione na terenie Zamku Szwabskiego upamiętnienie przypomina o władczyni, która pozostawiła trwały ślad zarówno w historii Polski i Litwy, jak i ziem dzisiejszej Białorusi. To właśnie w Bari, gdzie rozegrał się ostatni rozdział jej życia, pamięć o Bonie Sforzy zyskała nowy, trwały symbol.

 Znadniemna.pl na podstawie LRT.lt, na zdjęciu: Płaskorzeźba poświęcona Bonie Sforzy, fot.: facebook/Valdovų Rūmai

Na dziedzińcu Zamku Szwabskiego w Bari odsłonięto płaskorzeźbę poświęconą Bonie Sforzy, królowej Polski i wielkiej księżnej litewskiej. Upamiętnienie władczyni, która odegrała ważną rolę w dziejach ziem dzisiejszej Białorusi, przypomina o jej reformach gospodarczych i wkładzie w upowszechnianie renesansu w Europie Wschodniej. Uroczystość odsłonięcia nowego pomnika Bony

Represje wobec Kościoła greckokatolickiego na Białorusi należą do mniej znanych aspektów polityki reżimu Aleksandra Łukaszenki po 2020 roku. Dla Andrzeja Poczobuta, który po uwolnieniu z białoruskiego więzienia zaangażował się w nagłaśnianie problemów społeczeństwa obywatelskiego i prześladowanych wspólnot religijnych, temat ten nabrał dodatkowego znaczenia podczas spotkania z abp. Borysem Gudziakiem, jednym z najbardziej wpływowych hierarchów Kościoła greckokatolickiego na świecie.

Podczas wizyty w Stanach Zjednoczonych Andrzej Poczobut wraz z żoną Oksaną odwiedzili abp. Borysa Gudziaka w Filadelfii. Rozmowa dotyczyła sytuacji na Białorusi i Ukrainie, losu więźniów politycznych oraz roli chrześcijańskiego świadectwa w obronie prawdy i wolności. Metropolita podkreślał znaczenie solidarności z prześladowanymi i potrzebę publicznego dawania świadectwa wobec zła oraz niesprawiedliwości.

W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera sytuacja wspólnot religijnych działających pod presją autorytarnego państwa. Dla Andrzeja Poczobuta, który sam doświadczył wieloletnich represji, problem wolności religijnej nie jest wyłącznie kwestią wyznaniową. Stanowi część szerszej walki o podstawowe prawa obywatelskie, w której niezależne Kościoły pozostają jednymi z ostatnich środowisk zachowujących własną hierarchię wartości i autorytety niezależne od państwa.

Szczególnie trudny pozostaje los białoruskiego Kościoła greckokatolickiego. To niewielka wspólnota licząca około pięciu tysięcy wiernych, posiadająca kilkanaście parafii i własne struktury kościelne. Choć liczebnie nie odgrywa dominującej roli, zajmuje wyjątkowe miejsce w historii i kulturze kraju. Odwołuje się do tradycji unii brzeskiej, jest silnie związana z językiem białoruskim i przez wielu wiernych postrzegana jest jako ważny nośnik narodowej tożsamości.

Po 2020 roku naciski ze strony władz wobec tej wspólnoty wyraźnie się nasiliły. Symbolem tych represji stały się sprawy duchownych. W listopadzie 2022 roku zatrzymano greckokatolickiego kapłana Witala Bystrowa, a informacje o jego zatrzymaniu szybko obiegły niezależne media i środowiska monitorujące wolność religijną.

Jeszcze większy rozgłos wywołała sprawa ks. Aleksandra Szaucowa, proboszcza parafii greckokatolickiej w Połocku. W maju 2023 roku został on zatrzymany i skazany w kolejnych postępowaniach administracyjnych, spędzając w areszcie 45 dni pod zarzutem rozpowszechniania materiałów uznanych za ekstremistyczne. Tego samego dnia zatrzymano także innych duchownych w diecezji witebskiej, co wskazywało, że nie był to przypadek odosobniony.

Represje dotknęły również świeckich. W 2023 roku ponownie zatrzymany został działacz z Połocka Mikołaj Szarach, który wcześniej także doświadczał prześladowań politycznych. Takie przypadki pokazują, że problem nie ograniczał się wyłącznie do duchowieństwa, lecz obejmował również osoby aktywne społecznie, uczestniczące w życiu lokalnych wspólnot i inicjatyw obywatelskich.

Dodatkowym wyzwaniem stały się zmiany w prawie wyznaniowym. W wyniku obowiązkowej ponownej rejestracji wspólnot religijnych kilka parafii greckokatolickich utraciło możliwość dalszego funkcjonowania w dotychczasowej formule. Ponownej rejestracji nie uzyskały między innymi parafie w Brześciu, Baranowiczach, Iwacewiczach i Orszy. Dla Kościoła liczącego zaledwie kilkanaście placówek oznaczało to bardzo poważne osłabienie obecności instytucjonalnej.

Na sytuację grekokatolików wpływa także geopolityczny kontekst wojny rosyjsko-ukraińskiej. Wielu białoruskich kapłanów zdobywało wykształcenie na Ukrainie, a relacje z ukraińskim Kościołem greckokatolickim pozostają naturalnym elementem życia tej wspólnoty. Choć nie ma publicznych dowodów na to, że właśnie te związki są bezpośrednią przyczyną represji, wielu obserwatorów zwraca uwagę, że w warunkach rosnącej kontroli państwa wszelkie niezależne kontakty międzynarodowe budzą szczególną podejrzliwość władz.

Spotkanie Andrzeja Poczobuta z abp. Borysem Gudziakiem można więc postrzegać przede wszystkim jako spotkanie ludzi zaangażowanych w obronę wolności, godności człowieka i praw obywatelskich. Symbolem tej solidarności stało się zaproszenie skierowane do Poczobuta przez greckokatolickiego hierarchę. Polski i białoruski dziennikarz został zaproszony do Lwowa na listopadową konferencję poświęconą 50. rocznicy Aktu Końcowego Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie.

To symboliczne zaproszenie spina klamrą przeszłość i teraźniejszość walki z opresją. To właśnie ruch helsiński dał niegdyś dysydentom w bloku wschodnim moralną legitymację do domagania się od komunistycznych władz przestrzegania praw człowieka. Organizatorem lwowskiego spotkania jest Myrosław Marynowycz, wybitny ukraiński intelektualista, były więzień polityczny i współzałożyciel Ukraińskiej Grupy Helsińskiej.

W tym kontekście los białoruskich grekokatolików nie jawi się jako odizolowany problem jednej wspólnoty wyznaniowej. Wpisuje się raczej w szerszą historię ograniczania przestrzeni wolności, niezależności i prawa do życia zgodnego z własnym sumieniem. Przesłanie płynące z Filadelfii i Lwowa wykracza daleko poza kwestie religijne. Jest apelem o solidarność wobec prześladowań, niezależnie od tego, czy dotyczą one niezależnych dziennikarzy, więźniów politycznych, działaczy społecznych czy niewielkich wspólnot religijnych próbujących zachować swoją tożsamość i autonomię.

Kazimierz Sadowski/Znadniemna.pl na podstawie ekai.pl, na zdjęciu: Andrzej Poczobut i abp Borys Gudziak, fot.: Greckokatolicka Metropolia Filadelfijska

Represje wobec Kościoła greckokatolickiego na Białorusi należą do mniej znanych aspektów polityki reżimu Aleksandra Łukaszenki po 2020 roku. Dla Andrzeja Poczobuta, który po uwolnieniu z białoruskiego więzienia zaangażował się w nagłaśnianie problemów społeczeństwa obywatelskiego i prześladowanych wspólnot religijnych, temat ten nabrał dodatkowego znaczenia podczas spotkania

W Mińsku rozpoczął się utajniony proces karny księdza Anatola Parachniewicza, proboszcza parafii  katolickiej w Olkowiczach koło Wilejki na Białorusi. Duchowny, który od ponad 200 dni jest bezprawnie przetrzymywany w areszcie śledczym KGB, został oskarżony przez reżimowe władze o „zdradę państwa”. Białoruskie środowiska obrońców praw człowieka oficjalnie uznały więzionego kapłana za więźnia politycznego, wskazując na czysto represyjny charakter wytoczonej mu sprawy.

Decyzją władz proces przeciwko 66-letniemu ks. Anatolowi Parachniewiczowi toczy się w trybie ściśle tajnym, za zamkniętymi drzwiami, a opinia publiczna nie jest informowana o jakichkolwiek szczegółach postępowania.

Ksiądz Parachniewicz został zatrzymany w połowie marca 2026 roku. Za kratkami spędził już przeszło siedem miesięcy (ponad 200 dni), tracąc jakikolwiek kontakt ze światem zewnętrznym. W tym okresie w murach więzienia przypadały zarówno jego 66. urodziny, jak i 31. rocznica przyjęcia święceń kapłańskich. Z danych przekazywanych przez zaniepokojonych wiernych wynika, że duchowny przebywa w izolatorze śledczym (SIZO) KGB pod najcięższym zarzutem „zdrady państwa”. Bliscy i parafianie od wielu miesięcy nie otrzymują żadnych oficjalnych wiadomości o stanie zdrowia kapłana oraz o postępach w prowadzonym przeciwko niemu śledztwie.

Zarzuty postawione ks. Parachniewiczowi wywołały natychmiastową reakcję niezależnych organizacji monitorujących sytuację humanitarną na Białorusi. Centrum Praw Człowieka „Wiasna” oraz powiązani z nim obrońcy praw człowieka oficjalnie wpisali duchownego na listę więźniów politycznych. Zdaniem ekspertów, sprawa ma podłoże wyłącznie polityczne i stanowi bezpośrednie uderzenie w działalność duszpasterską oraz niezłomną postawę moralną proboszcza.

Zaraz po aresztowaniu ks. Parachniewicza w marcu, białoruskie służby przeprowadziły brutalne przeszukania w budynku plebanii oraz w zabytkowym kościele w Olkowiczach koło Wilejki. Świątynia została następnie opieczętowana przez funkcjonariuszy reżimu, co całkowicie uniemożliwiło lokalnej społeczności katolickiej uczestnictwo w nabożeństwach i praktykach religijnych.

Obecne prześladowania ks. Anatola Parachniewicza nie są odosobnionym incydentem, lecz wpisują się w systemową, wieloletnią presję administracyjną i karną wymierzoną w Kościół katolicki na Białorusi. Scenariusz zastosowany wobec proboszcza z Olkowicz niemal w pełni pokrywa się z wcześniejszą sprawą ks. Henryka Okołotowicza – proboszcza z Wołożyna, który został zatrzymany na podstawie tego samego artykułu kodeksu karnego dotyczącego „zdrady państwa” i skazany na wieloletni wyrok kolonii karnej. ObrońcyCentrum praw człowieka alarmują, że reżim Aleksandra Łukaszenki regularnie wykorzystuje sfabrykowane oskarżenia o szpiegostwo i zdradę jako narzędzie terroru, mające na celu zastraszenie niezależnego duchowieństwa oraz całkowite podporządkowanie sobie mniejszości religijnych i narodowych.

Znadniemna.pl na podstawie Katolik.life, fot.: Katolik.life

W Mińsku rozpoczął się utajniony proces karny księdza Anatola Parachniewicza, proboszcza parafii  katolickiej w Olkowiczach koło Wilejki na Białorusi. Duchowny, który od ponad 200 dni jest bezprawnie przetrzymywany w areszcie śledczym KGB, został oskarżony przez reżimowe władze o „zdradę państwa”. Białoruskie środowiska obrońców praw człowieka

Sytuacja praw człowieka na Białorusi pozostaje krytyczna, a systemowe represje wobec przeciwników władz i osób uznawanych za nielojalne nie słabną. Takie wnioski płyną z wrześniowego raportu Centrum Praw Człowieka „Wiasna”. Według organizacji pod koniec września w białoruskich więzieniach przebywało 876 więźniów politycznych.

Obrońcy praw człowieka podkreślają, że represje na Białorusi nadal mają charakter stricte polityczny i wymierzone są w osoby o odmiennych poglądach, przeciwników politycznych oraz przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego.

Według danych „Wiasny” na koniec września 2026 roku w miejscach pozbawienia wolności przebywało 876 więźniów politycznych. Od początku kampanii prezydenckiej w 2020 roku za więźniów politycznych uznano łącznie 4815 osób. Tylko we wrześniu do tej kategorii zaliczono kolejnych 25 ludzi.

We wrześniu zwolniono część osadzonych. W rezultacie kolejnych „ułaskawień”, wydanych przez Aleksandra Łukaszenkę wolność odzyskały m.in. grupy byłych więźniów (w tym głośna grupa 25 osób w połowie miesiąca), które następnie zostały wywiezione na Litwę. Łącznie w kolejnych falach ułaskawień we wrześniu aktem łaski objęto także kilkanaście innych osób skazanych z przyczyn politycznych.

Jak zauważają autorzy raportu, pojedyncze zwolnienia nie zmieniają jednak ogólnego, dramatycznego obrazu sytuacji.

„Od lipca 2024 roku, gdy rozpoczął się proces uwalniania więźniów politycznych w drodze ułaskawień i wymian, na wolność przedterminowo wyszło około 900 osób. Jednocześnie liczba znanych „Wiasnie” osób skazanych w politycznie motywowanych sprawach karnych wzrosła o 3500, a lista tzw. ekstremistów zwiększyła się o 2700 nazwisk” – wskazali autorzy raportu.

Według organizacji co najmniej 170 więźniów politycznych znajduje się obecnie w szczególnie trudnej sytuacji ze względu na fatalny stan zdrowia, zaawansowany wiek lub dramatyczne warunki odbywania kary.

„Wiasna” zwraca również uwagę na utrzymujące się i przybierające na sile represje o charakterze transgranicznym. Wśród stosowanych metod wymienia arbitralne postępowania karne, wpisywanie emigrantów politycznych na listy „ekstremistów”, próby nakłaniania do tajnej współpracy ze służbami (KGB), inwigilację oraz wywieranie bezpośredniego nacisku na krewnych pozostających w kraju. Organizacja odnotowuje także coraz częstsze przypadki zaocznej konfiskaty majątku osób, które opuściły Białoruś.

Według obrońców praw człowieka reżim nadal rozszerza katalog organizacji i grup uznawanych za „ekstremistyczne”, co stwarza sztuczne podstawy prawne do dalszego prowadzenia postępowań karnych.

„Statystyka wpisywania do rejestru osób związanych z działalnością ekstremistyczną, skazanych z powodów politycznych w 2026 roku, wskazuje na utrzymywanie się wysokiego poziomu represji karnych” – podkreśla „Wiasna”.

Znadniemna.pl na podstawie Raportu Centrum Praw Człowieka „Wiasna”  pt. „Sytuacja z prawami człowieka na Białorusi. Wrzesień 2026”, fot.: Hpravy.org

Sytuacja praw człowieka na Białorusi pozostaje krytyczna, a systemowe represje wobec przeciwników władz i osób uznawanych za nielojalne nie słabną. Takie wnioski płyną z wrześniowego raportu Centrum Praw Człowieka „Wiasna”. Według organizacji pod koniec września w białoruskich więzieniach przebywało 876 więźniów politycznych. Obrońcy praw człowieka podkreślają,

Mija 150 lat od urodzin Jana Bułhaka, twórcy pojęcia „fotografika”, nestora polskiej fotografii i autora tysięcy zdjęć, które utrwaliły krajobrazy Nowogródczyzny, Wileńszczyzny i wielu miast dawnej Rzeczypospolitej. Jubileusz obchodzony jest przede wszystkim w Polsce i na Litwie, gdzie przypomina wyjątkowy wkład Mistrza w dokumentację Wilna oraz rodzinnych stron pod Nowogródkiem.

Jan Bułhak urodził się 6 października 1876 roku w Ostaszynie koło Nowogródka, w rodzinie ziemiańskiej osiadłej na Nowogródczyźnie. To właśnie krajobraz rodzinnych stron ukształtował jego wrażliwość estetyczną i pozostał jednym z najważniejszych tematów jego twórczości. Wspomnienia dzieciństwa spędzonego w ostaszyńskim majątku wracały później zarówno w jego fotografiach, jak i tekstach literackich.

Choć największą sławę przyniosły mu fotografie Wilna, Bułhak przez całe życie pozostawał emocjonalnie związany z ziemią nowogródzką. Fotografował rodzinne okolice, Mińszczyznę, dwory, wiejskie krajobrazy i zabytki Kresów. Dopiero później jego działalność objęła dziesiątki miast II Rzeczypospolitej, od Warszawy i Krakowa po Lublin, Grodno i Zamość. W jego pracowni powstało 158 albumów dokumentujących miasta, zabytki i krajobrazy kraju.

Jako artysta i teoretyk ukuł pojęcie „fotografika”, propagował ideę „fotografii ojczystej”, założył Fotoklub Wileński i współtworzył Fotoklub Polski. Przez dwadzieścia lat kierował Zakładem Fotografii Artystycznej Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, kształcąc kolejne pokolenia fotografików.

Największym dziełem jego życia okazał się jednak fotograficzny portret Wilna. W latach 1912–1944 stworzył ogromne archiwum przedstawiające panoramy miasta, jego świątynie, zaułki i place. Dla współczesnych badaczy są to nie tylko dzieła sztuki, ale także bezcenne świadectwo historii miasta.

Jubileusz w Polsce

Najbardziej widoczne obchody rocznicowe mają charakter popularyzatorski i koncentrują się na jego związkach mistrza fotografii z Kresami. W Słupsku zorganizowano spotkanie z cyklu „Kresy dalekie i bliskie”, podczas którego Tomasz Kuba Kozłowski zaprezentował wykład „Okiem i piórem Mistrza. Wilno, Wileńszczyzna i Nowogródczyzna Jana Bułhaka”. Organizatorzy podkreślają przede wszystkim jego pochodzenie z Ostaszyna koło Nowogródka oraz dokumentację rodzinnej Nowogródczyzny.

Podobne wydarzenia odbywają się na Pomorzu. W Gdańsku i Gdyni Fundacja Pomorskich Kresowian przygotowała poświęconą Bułhakowi jubileuszową multimedialną prezentację. A osią narracji prezentowanego dorobku Mistrza była właśnie Nowogródczyzna, Wileńszczyzna, a także rola fotografa w zachowaniu pamięci o dawnych ziemiach północno-wschodnich Rzeczypospolitej.

Jubileusz na Litwie

Na Litwie rocznica obchodzona jest szerzej i bardziej instytucjonalnie. Litewskie Muzeum Narodowe przygotowało wystawę Between Light and Ruins: Jan Bułhak’s Vilnius (w polskiej wersji prezentowaną jako „Między światłem a ruinami: Wilno Jana Bułhaka”), poświęconą jego dokumentacji miasta z lat 1912–1944. Ekspozycja zostanie otwarta w Domu Sygnatariuszy w Wilnie i jest wprost przedstawiana jako wydarzenie związane ze 150. rocznicą urodzin artysty.

Wspomnianym obchodom towarzyszą również publikacje i działania edukacyjne przypominające Bułhaka jako jednego z najważniejszych fotografów Wilna. Litewskie media i instytucje kultury podkreślają jego szlacheckie korzenie, dzieciństwo spędzone w Ostaszynie oraz wyjątkową zdolność ukazywania miasta jako harmonijnego połączenia architektury i krajobrazu.

Dziedzictwo Nowogródczyzny

W przypadku Jana Bułhaka warto pamiętać, że zanim stał się fotografem Wilna, był synem Nowogródczyzny. To z rodzinnego Ostaszyna wyniósł fascynację krajobrazem, ziemiańską kulturą kresową oraz przekonanie, że fotografia może być narzędziem zachowania pamięci o miejscu. Dlatego 150. rocznica jego urodzin jest nie tylko świętem fotografii, ale także okazją do przypomnienia człowieka, który zatrzymał w kadrze świat rodzinnych stron mickiewiczowskiej ziemi nowogródzkiej.

Opr. Emilia Kuklewska/Znadniemna.pl, na zdjęciu: Jan Bułhak (1935). Koloryzacji portretu z wileńskiego przedwojennego miesięcznika „Teatr” dokonała Yulia Vladimirskaya, źródło: Wikimedia Commons

Mija 150 lat od urodzin Jana Bułhaka, twórcy pojęcia „fotografika”, nestora polskiej fotografii i autora tysięcy zdjęć, które utrwaliły krajobrazy Nowogródczyzny, Wileńszczyzny i wielu miast dawnej Rzeczypospolitej. Jubileusz obchodzony jest przede wszystkim w Polsce i na Litwie, gdzie przypomina wyjątkowy wkład Mistrza w dokumentację Wilna

W 1582 roku król Stefan Batory zdecydował o natychmiastowym przyjęciu w Rzeczypospolitej Obojga Narodów nowo powstałego kalendarza gregoriańskiego. Ta wielka europejska reforma miary czasu objęła również Grodno – kluczowy ośrodek Wielkiego Księstwa Litewskiego na ziemiach dzisiejszej Białorusi. Mieszkańcy państwa kładąc się spać w czwartek 4 października, obudzili się rano w piątek… 15 października.

Inicjatorem zmian był papież Grzegorz XIII, który w lutym 1582 roku wydał słynną bullę Inter gravissimas. Dotychczas stosowany kalendarz juliański spóźniał się względem roku astronomicznego o około 11 minut rocznie. Przez stulecia błąd ten urósł do 10 dni, co poważnie zaburzało wyliczanie ruchomych świąt kościelnych, w tym Wielkanocy. Jedynym wyjściem było fizyczne usunięcie nadmiarowych dat z kalendarza, by zsynchronizować czas z naturą.

Rzeczpospolita Obojga Narodów stała się jednym z pierwszych państw na świecie, które bez wahania zaimplementowały papieski dekret. Król Stefan Batory, który niezwykle cenił Grodno i uczynił z niego jedną ze swoich głównych rezydencji, zadbał o to, by reforma weszła w życie jednocześnie w Koronie oraz w Wielkim Księstwie Litewskim. Przeskok o 10 dni sprawił, że czwartek 4 października 1582 roku był ostatnim dniem starego porządku, a kolejnego poranka nastał od razu piątek 15 października, co z dnia na dzień formalnie zmieniło daty w dokumentach.

Choć w Grodnie i Wilnie urzędowa machina dostosowała się do nowych wytycznych natychmiast, przejście na kalendarz gregoriański wywołało w Europie spore zamieszanie. Kraje protestanckie oraz prawosławne długo traktowały tę zmianę jako próbę narzucenia im watykańskiej władzy. W efekcie państwa takie jak Wielka Brytania czy Rosja na nową rachubę czasu przechodziły dopiero stulecia później, co przez pokolenia mocno komplikowało międzynarodowy handel, dyplomację oraz podróże.

 Opr. Adolf Gorzkowski/Znadniemna.pl, ilustracja: Stefan Batory (1533-1586), król Polski. Lit. J. F. Piwarski wg M. Bacciarellego. 1857 r., źródło: one.bid

W 1582 roku król Stefan Batory zdecydował o natychmiastowym przyjęciu w Rzeczypospolitej Obojga Narodów nowo powstałego kalendarza gregoriańskiego. Ta wielka europejska reforma miary czasu objęła również Grodno – kluczowy ośrodek Wielkiego Księstwa Litewskiego na ziemiach dzisiejszej Białorusi. Mieszkańcy państwa kładąc się spać w czwartek 4

5 października 1938 roku w Łagiewnikach pod Krakowem zmarła siostra Faustyna Kowalska. Jej orędzie o Bożym Miłosierdziu znalazło szczególne miejsce także wśród Polaków na dawnych Kresach, w tym na ziemiach dzisiejszej Białorusi.

Ta cicha i pokorna zakonnica odeszła z tego świata mając zaledwie 33 lata. W chwili śmierci nie przypuszczała zapewne, że jej „Dzienniczek” stanie się jedną z najbardziej znanych książek religijnych XX wieku, a spisane przez nią orędzie o Bożym Miłosierdziu trafi do milionów wiernych na wszystkich kontynentach.

Urodzona w Głogowcu na ziemi łódzkiej, całe swoje życie poświęciła służbie Bogu. W swoich duchowych zapiskach opisywała objawienia Chrystusa Miłosiernego, który miał przekazać światu wezwanie do ufności i miłosierdzia wobec bliźnich. Przesłanie to zyskało szczególne znaczenie w czasach wojennych i powojennych, gdy narody Europy Środkowo-Wschodniej doświadczały cierpienia, prześladowań i wykorzenienia.

Dla Polaków na dawnych Kresach Rzeczypospolitej kult Bożego Miłosierdzia przez dziesięciolecia stanowił źródło duchowej siły. Obraz Jezusa Miłosiernego oraz modlitwa Koronki do Miłosierdzia Bożego odnajdywały miejsce w domach i świątyniach także na ziemiach dzisiejszej Białorusi, gdzie polska społeczność pielęgnowała swoją wiarę mimo licznych przeciwności.

Znaczenie dzieła siostry Faustyny podkreślił św. Jan Paweł II, który 30 kwietnia 2000 roku wyniósł ją na ołtarze. Papież Polak nazwał ją „darem Boga dla naszych czasów”, a sanktuarium w krakowskich Łagiewnikach stało się jednym z najważniejszych miejsc pielgrzymkowych współczesnego Kościoła.

W 88. rocznicę śmierci św. Faustyny warto przypomnieć jej przesłanie, które pozostaje aktualne również dziś: aby w świecie pełnym podziałów i niepewności nie tracić nadziei, lecz budować życie na wierze, przebaczeniu i miłosierdziu. Dla wielu Polaków na Białorusi jest to nadal ważna część duchowego dziedzictwa, łączącego ich z narodową i religijną tradycją przodków.

Opr. Emilia Kuklewska/Znadniemna.pl, na zdjęciu: Kaplica z cudownym obrazem Jezusa Miłosiernego i grobem św. siostry Faustyny, fot.: rabka.faustyna.pl

5 października 1938 roku w Łagiewnikach pod Krakowem zmarła siostra Faustyna Kowalska. Jej orędzie o Bożym Miłosierdziu znalazło szczególne miejsce także wśród Polaków na dawnych Kresach, w tym na ziemiach dzisiejszej Białorusi. Ta cicha i pokorna zakonnica odeszła z tego świata mając zaledwie 33 lata. W

Przejdź do treści