HomeStandard Blog Whole Post

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na Białorusi Znadniemna.pl, zablokowali także szefowi „GP” dostęp do tweetdecka – aplikacji do zarządzania Twitterem. Jak dowiedział się portal Niezalezna.pl – atak na powiązany z Telewizją Republiką serwis „Poland Daily” został dokonany z Rygi, stolicy Łotwy.

Rasa Jakilaitiene, rzeczniczka litewskiego ministra spraw zagranicznych, powiedziała, że fałszywa wiadomość została umieszczona na polskiej stronie internetowej.

Fałszywe wiadomości pojawiły się na Polanddaily.com. W zamieszczonym tam artykule znalazła się uwaga ministra Linkeviciusa, w której twierdził, że na Białoruś trzeba wysłać siły pokojowe – powiedziała rzeczniczka.

Rzeczniczka litwewskiego MSZ zwróciła uwagę, że dla podniesienia wiarygodności fake newsa w artykule pojawiała się także wzmianka na temat polskiego ministra spraw zagranicznych.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy wydało oświadczenie zaprzeczające fałszywym informacjom. Potwierdzono, że odpowiednie służby wszczęły już w tej sprawie dochodzenie.

Jest wysoce prawdopodobne, że trwa cyberatak informacyjny, który jest obecnie badany przez władze litewskie – czytamy w komunikacie.

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” stracił dostęp do konta (zmieniono hasło), na którym wstawiono odnośnik do artykułu zamieszczonego na portalu Znadniemna.pl, który prowadzi Związek Polaków na Białorusi. Ów artykuł to także cyberprowokacja. Dowiadujemy się z niego, że „Polska i Litwa wzywają NATO do wysłania wojsk na Białoruś”.

Podrobiony artykuł na portalu „Poland Daily” nosił tytuł „Polska i Litwa naciskają na wysłanie wojsk na Białoruś”. Napisany był w języku angielskim i podobnie jak publikacja wrzucona na Znadniemna.pl, dezinformował o rzekomych naciskach Polski, Litwy i Stanów Zjednoczonych na NATO. W tekście pojawiły się też nazwiska ministra spraw zagranicznych Polski Zbigniewa Rau oraz Swiatłany Cichanouskiej. Na zdjęciu głównym umieszczono szefa litewskiej dyplomacji Linasa Linkevičiusa.

To nie pierwszy rosyjski atak na media związane ze „Strefą Wolnego Słowa”. Przypomnijmy: w maju 2020 r. portal Niezalezna.pl dwukrotnie padł ofiarą rosyjskich hakerów, którzy zmieniali treść naszych publikacji.

Na naszą stronę (a także na portale Telewizji Republika, Radia Szczecin, olsztyn24.pl oraz stronę gminy Orzysz, gdzie znajduje się garnizon) wstawiono artykuł pt. Amerykanie „chwalą” pobyt w Drawsku. „Jedyne czym mogą strzelić to gumki od majtek”

Gdy opublikowaliśmy informację o tym ataku, Rosjanie dokonali kolejnego włamania, zmieniając ją na „newsa”, że Niezalezna.pl przyznaje się do autorstwa wcześniejszego artykułu.

To nie koniec działań Moskwy przeciwko naszym mediom. Pod koniec maja na anglojęzycznym prorosyjskim portalu „The Duran” ukazał się „wywiad”, przeprowadzony rzekomo przez Katarzynę Gójską dla „Gazety Polskiej”. Rozmówcą wicenaczelnej tygodnika miał być amerykański generał broni Christopher G. Cavoli, dowódca sił amerykańskich w Europie. Nie trzeba chyba dodawać, że rozmowa, w której Cavoli twierdzi, że Polska i kraje bałtyckie są fatalnie zorganizowane pod względem militarnym, została w całości wymyślona.

Znadniemna.pl za niezalezna.pl

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na

Dzisiaj, 26 października, mija kolejna rocznica śmierci błogosławionej Celiny Borzęckiej – wielkiej Polki, która w swoim ziemskim pielgrzymowaniu połączyła losy kresowej ziemianki, żony, matki, patriotki oraz reformatorki życia zakonnego. Urodzona w majątku Antowil koło Orszy, przez całe życie niosła w sercu to specyficzne, kresowe zakorzenienie: wiarę głęboką jak tamtejsze lasy i niezłomność twardą niczym nadniemeńskie granity. Dla nas, mieszkańców dawnych Kresów Rzeczypospolitej, dzień jej odejścia do wieczności to nie tylko chwila zadumy, ale przede wszystkim okazja do wspomnienia naszej wielkiej krajanki, która do końca pozostała wierna swoim ideałom.

Kresy Wschodnie od wieków rodziły charaktery ze stali. To tam, na pograniczu kultur, religii i nieustannych zmagań z dziejową nawałnicą, wykuwały się biografie, które do dziś stanowią fundament naszej narodowej pamięci. W ten pejzaż wpisuje się idealnie Celina Rozalia Leonarda Chludzińska, późniejsza Borzęcka. Choć losy zawiodły ją do Rzymu, Krakowa i Kęt, jej duchowe korzenie na zawsze pozostały w orszańskich dobrach, gdzie uczyła się kochać Boga, szanować bliźniego i służyć uciemiężonej pod carskim batem Ojczyźnie.

Młodość naszej krajanki przypadała na lata, gdy polskość na ziemiach dzisiejszej Białorusi była systematycznie niszczona. Celina, mimo wrodzonego i silnego pragnienia oddania się wyłącznie życiu zakonnemu, z pokorą przyjęła wolę rodziców i wstąpiła w związek małżeński z Józefem Borzęckim. To właśnie w Obrembszczyźnie koło Grodna realizowała niezwykłe powołanie kobiety spełnionej w każdym wymiarze. Jako żona i matka pokazała, że kresowy dwór nie był jedynie miejscem dostatku, ale przede wszystkim kuźnią patriotyzmu i żywej wiary. Z tego okresu pochodzą jej przejmujące zapiski duchowe, w których pisała:

„Niby to chcemy woli Bożej, ale tak manewrujemy, żeby wola Boża była naszą”.

Uczyła się więc bezwzględnego posłuszeństwa Opatrzności, dodając: „Więc pozwól, abyśmy o sobie wątpiąc, zawsze Tobie tylko wszystko oddali do prowadzenia, a ufności i wiary nigdy nie tracili w Twe miłosierne Ojcostwo nad duszami naszymi”.

Wielka próba ogniowa przypadła na rok 1863. Gdy wybuchło Powstanie Styczniowe, Celina Borzęcka nie wahała się ani chwili. Kresowe kobiety od zawsze były ostoją narodowych zrywów – to one leczyły rannych, przewoziły rozkazy i żywiły ukrywających się w lasach powstańców. Za tę niezłomną postawę i pomoc niesioną walczącym, Celina zapłaciła wysoką cenę. Została aresztowana przez władze carskie i wtrącona do więzienia w Grodnie. W ciemnej, wilgotnej celi towarzyszyła jej zaledwie kilkutygodniowa córka Jadwiga – ta sama, która po latach miała stać się jej najbliższą towarzyszką w dziele Bożym.

Po śmierci męża, gdy ziemskie zobowiedzania dobiegły końca, Bóg upomniał się o Celinę na nowej drodze. Wyjazd do Rzymu otworzył rozdział, który zadziwił ówczesny świat chrześcijański. Wspólnie z młodszą córką, Jadwigą, Celina założyła Zgromadzenie Sióstr Zmartwychwstania Pana Naszego Jezusa Chrystusa. To unikalny moment w historii Kościoła, gdy matka i córka ramię w ramię kładą kamień węgielny pod nową rodzinę zakonną, której celem stało się odrodzenie religijne i moralne społeczeństwa, ze szczególnym uwzględnieniem chrześcijańskiego wychowania dziewcząt. Matka Celina głosiła paschalną radość mimo osobistych krzyży, pisała bowiem:

„Jakaż więc łaska, moja droga, już w tym życiu być w Zmartwychwstaniu? Zgłębiaj tę tajemnicę i pozostań w niej cicha i spokojna, zmartwychwstając wciąż do życia coraz bardziej nadprzyrodzonego”.

Nawet gdy w 1906 roku nagle zmarła jej ukochana córka Jadwiga, Matka Celina powtarzała: „Nie ma rzeczy, której by dusza z miłości dla Pana Jezusa nie wytrzymała”.

Ziemska wędrówka Matki Celiny dobiegła końca jesienią 1913 roku. Ostatnie tygodnie spędziła w Krakowie, zmagając się z ciężkim zapaleniem płuc. Zmarła spokojnie, otoczona modlitwą swoich sióstr zakonnych, wieczorem 26 października – dokładnie w dniu, który dziś wspominamy. Choć odeszła w podwawelskim grodzie, jej ciało spoczęło w Kętach. To właśnie tam, w bliskich jej sercu beskidzkich stronach, założyła w 1891 roku pierwszy na ziemiach polskich dom zgromadzenia, który stał się kolebką i duchowym centrum zmartwychwstanek w Ojczyźnie. Do dziś w tamtejszym kościele parafialnym św. Małgorzaty i Katarzyny, w specjalnej kaplicy, wierni mogą oddawać cześć jej doczesnym szczątkom.

Jej świętość i heroiczność cnót zostały uroczyście potwierdzone przez Kościół na początku XXI wieku. Papież Benedykt XVI beatyfikował Celinę Borzęcką 27 października 2007 roku podczas uroczystej mszy świętej w bazylice św. Jana na Lateranie w Rzymie, ukazując ją całemu światu jako wzór chrześcijańskiego życia w każdym stanie.

Choć drogi życia i historyczne zawieruchy oddaliły Matkę Celinę od jej rodzinnego Antowila i orszańskiej ziemi, jej duchowe dziedzictwo i nauczanie zatoczyły pełne koło, powracając na Kresy. Współcześnie jej córki zakonne – siostry zmartwychwstanki – z powodzeniem kontynuują misję Założycielki na dzisiejszej Białorusi, posługując m.in. w Grodnie czy Nowopołocku. Dla nas, skupionych wokół portalu Znadniemna.pl, ta rocznica to nie tylko wspomnienie historii. To żywy dowód na to, że kresowe korzenie błogosławionej orszanki wciąż wydają piękne owoce, a jej paschalne przesłanie o nadziei i odrodzeniu pozostaje wiecznie żywe.

Opr. Emilia Kuklewska/Znadniemna.pl, na portrecie: Bł. Celina Borzęcka – założycielka SS. Zmartwychwstanek, źródło: zakony-zenskie.pl

Dzisiaj, 26 października, mija kolejna rocznica śmierci błogosławionej Celiny Borzęckiej – wielkiej Polki, która w swoim ziemskim pielgrzymowaniu połączyła losy kresowej ziemianki, żony, matki, patriotki oraz reformatorki życia zakonnego. Urodzona w majątku Antowil koło Orszy, przez całe życie niosła w sercu to specyficzne, kresowe zakorzenienie:

Polscy księża odwiedzający Białoruś jako goście nie mogą uczestniczyć w katolickiej liturgii w charakterze duchownych. Jak alarmują przedstawiciele Kościoła Katolickiego na Białorusi, nawet jednorazowe współkoncelebrowanie Mszy św. przez kapłana z Polski może zostać uznane przez władze za niedozwoloną działalność religijną wymagającą państwowego zezwolenia, choć taki zakaz nie wynika jednoznacznie z obowiązujących przepisów.

Okazją do zwrócenia uwagi na sytuację zagranicznych duchownych na Białorusi była uroczysta Msza św. z okazji 20. rocznicy konsekracji kościoła świętych Apostołów Piotra i Pawła w Iwacewiczach, odprawiona 17 października.

W nabożeństwie uczestniczyli dwaj polscy księża przez wiele lat posługujący na Białorusi: Adam Straczyński, który przez 11 lat był proboszczem parafii w Iwacewiczach, oraz Janusz Pulit, wieloletni duszpasterz parafii w Różanie. Obaj w ostatnim czasie musieli opuścić kraj po tym, jak białoruskie władze odmówiły im zgody na dalszą działalność duszpasterską.

Choć przyjechali do swoich dawnych parafii jako goście, nie mogli stanąć przy ołtarzu. Zamiast uczestniczyć w liturgii jako duchowni, zajęli miejsca w ławkach pośród wiernych.

Na sytuację zwrócił uwagę wikariusz generalny diecezji pińskiej, bp Andrzej Znosko, który przewodniczył jubileuszowej Eucharystii. Hierarcha przyznał, że był głęboko poruszony widokiem dwóch kapłanów siedzących pośród świeckich.

„Drodzy moi bracia w kapłaństwie, moje serce pęka z powodu tego, że nie stoicie razem ze mną tutaj, przy ołtarzu. Wiedzcie, że choć nie jesteście po tej stronie ołtarza, jesteście z nami i jesteście nasi, pozostajecie z nami w jedności kapłaństwa Kościoła katolickiego” – powiedział, zwracając się do polskich duchownych.

Jak wyjaśnił biskup, wśród białoruskich urzędników rozpowszechniło się przekonanie, że zagraniczny ksiądz może przyjechać do kraju jako turysta lub prywatny gość, ale nie ma prawa uczestniczyć w liturgii w charakterze duchownego. Według tej interpretacji nawet milczące współkoncelebrowanie Mszy św. może zostać uznane za nielegalną działalność religijną.

Hierarcha zakwestionował jednak taką wykładnię przepisów.

„Nie sądzę, aby taki był cel ustawodawców przyjmujących nową redakcję ustawy o organizacjach religijnych, żeby księża przyjeżdżający do gościnnej, bezwizowej Białorusi nie mogli jednorazowo koncelebrować Eucharystii razem z miejscowymi księżmi, w miejscu i stroju odpowiadającym ich kapłańskiej godności” – stwierdził.

Sprawa budzi również wątpliwości natury prawnej. Białoruskie przepisy przewidują bowiem, że zagraniczni duchowni mogą prowadzić działalność religijną wyłącznie za zgodą państwa i w zakresie określonym przez wydane zezwolenie. Dają one władzom bardzo szerokie możliwości kontrolowania aktywności zagranicznych kapłanów, jednak nie wynika z nich wprost zakaz samego udziału w liturgii podczas prywatnego pobytu w kraju.

Z dostępnych opisów białoruskiego systemu prawnego wynika ponadto, że zagraniczni duchowni mogą posługiwać jedynie po uzyskaniu zgody pełnomocnika ds. religii, a ich działalność jest ograniczona do miejsc i wspólnot wskazanych w zezwoleniu. W niektórych przypadkach sprawowanie liturgii poza takim zakresem wymaga dodatkowych zgód administracyjnych.

Sytuacja polskich księży wpisuje się w szerszy proces zaostrzania kontroli nad działalnością zagranicznych duchownych na Białorusi. W ostatnich miesiącach kolejnym kapłanom z Polski odmawiano zgody na dalszą posługę, często bez publicznego uzasadnienia decyzji władz.

Znadniemna.pl na podstawie Katolik.life, na zdjęciu: Bp Andrzej Znosko, koncelebrujący Mszę św. w Iwacewiczach i siedzący w ławce (po prawej) ksiądz z Polski, uczestniczący w nabożeństwie jako osoba świecka, fot.: Instagram.com/biskup_andrei/

Polscy księża odwiedzający Białoruś jako goście nie mogą uczestniczyć w katolickiej liturgii w charakterze duchownych. Jak alarmują przedstawiciele Kościoła Katolickiego na Białorusi, nawet jednorazowe współkoncelebrowanie Mszy św. przez kapłana z Polski może zostać uznane przez władze za niedozwoloną działalność religijną wymagającą państwowego zezwolenia, choć taki

Z soboty na niedzielę, z 24 na 25 października, w Polsce nastąpi zmiana czasu z letniego na zimowy. O godzinie 3:00 zegary zostaną cofnięte na godzinę 2:00, dzięki czemu będziemy spać o godzinę dłużej.

Praktyka sezonowej zmiany czasu obowiązuje w większości państw europejskich od wielu lat. Mimo prowadzonych od dłuższego czasu dyskusji nad jej likwidacją, kraje Unii Europejskiej nadal stosują obowiązujące przepisy przewidujące przestawianie zegarów dwa razy w roku.

Najbliższej nocy wskazówki zegarów zostaną cofnięte z godziny 3:00 na 2:00. W efekcie noc będzie o godzinę dłuższa, a wiele osób zyska dodatkowy czas na sen lub odpoczynek.

Zmiana czasu ma znaczenie także dla Polaków mieszkających na Wschodzie oraz utrzymujących kontakty z rodziną po obu stronach granicy. Po przejściu Polski na czas zimowy różnica czasu między Polską a Litwą oraz Ukrainą będzie wynosiła jedną godzinę. Większa różnica wystąpi natomiast w relacjach z Białorusią, gdzie nie stosuje się sezonowej zmiany czasu i przez cały rok obowiązuje czas moskiewski. Oznacza to, że od niedzieli na Białorusi będzie o dwie godziny później niż w Polsce.

Większość współczesnych urządzeń elektronicznych, takich jak telefony komórkowe, komputery czy inteligentne zegarki, dokona zmiany automatycznie. Warto jednak pamiętać o ręcznym przestawieniu tradycyjnych zegarów, budzików oraz niektórych urządzeń gospodarstwa domowego.

Przejście na czas zimowy oznacza również zmiany w codziennym rytmie dnia. Poranki będą jaśniejsze, natomiast zmrok zapadnie wcześniej niż w ostatnich miesiącach. U części osób może to powodować przejściowe problemy z koncentracją lub zakłócenia rytmu snu.

Kolejna zmiana czasu nastąpi wiosną przyszłego roku, gdy zegary ponownie zostaną przestawione z czasu zimowego na letni.

Znadniemna.pl, grafika ilustracyjna przedstawiająca zmianę czasu z letniego na zimowy, źródło: Znadniemna.pl/AI

Z soboty na niedzielę, z 24 na 25 października, w Polsce nastąpi zmiana czasu z letniego na zimowy. O godzinie 3:00 zegary zostaną cofnięte na godzinę 2:00, dzięki czemu będziemy spać o godzinę dłużej. Praktyka sezonowej zmiany czasu obowiązuje w większości państw europejskich od wielu lat.

Dzisiaj, 22 października, mija rocznica śmierci dr. Witolda Jodki-Narkiewicza – wybitnego polskiego niepodległościowca, dyplomaty i publicysty urodzonego w majątku Bobrownia na ziemi mińskiej. Choć ten wywodzący się z Kresów działacz socjalistyczny zapisał się w historii jako współzałożyciel Związku Walki Czynnej we Lwowie oraz sekretarz Komisji Tymczasowej Skonfederowanych Stronnictw Niepodległościowych, jego najważniejszym symbolem zasług pozostaje historyczny podpis pod Traktatem Wersalskim, który złożył w imieniu odradzającej się Rzeczypospolitej jako jeden z zaledwie czterech polskich delegatów.

Urodzony w 1864 roku Witold Jodko-Narkiewicz od wczesnej młodości angażował się w walkę z carskim zaborcą, łącząc idee sprawiedliwości społecznej z bezkompromisowym dążeniem do suwerenności Polski. Jako bliski i zaufany współpracownik Józefa Piłsudskiego odegrał kluczową rolę w tworzeniu struktur przedwojennego ruchu zbrojnego. Towarzysze partyjni zapamiętali go jako postać niezwykle charyzmatyczną i lubianą. Członek PPS, Tadeusz Wieniawa-Długoszowski, opisywał go w swoich wspomnieniach słowami:

„Niezwykle ujmujący w obejściu, miły, kulturalny, niezastąpiony »mistrz Jodko«…”

W 1908 roku Witold Jodko-Narkiewicz wraz z Władysławem Sikorskim współorganizował we Lwowie elitarny Związek Walki Czynnej, a cztery lata później powołał Komisję Tymczasową Skonfederowanych Stronnictw Niepodległościowych. Historycy widzą w nim jednego z najważniejszych architektów polskiego ruchu wolnościowego. Jak ocenia badacz dziejów Ryszard Świętek, Jodko-Narkiewicz cieszył się powszechnym szacunkiem i był uważany za autorytet oraz orędownika programu PPS.

W listopadzie 1918 roku nasz krajan zaangażował się w tworzenie polskiej dyplomacji, a 28 czerwca 1919 roku złożył swój podpis pod Traktatem Wersalskim, reprezentując obóz piłsudczykowski. W kolejnych latach pracował jako reprezentant Rzeczypospolitej w Turcji oraz ambasador RP na Łotwie.

Zmarł 22 października 1924 roku w Warszawie. Prasa socjalistyczna żegnała go jako przedstawiciela starej gwardii, walczącej o niepodległość.

Opr. Adolf Gorzkowski/Znadniemna.pl,  na zdjęciu: Witold Jodko-Narkiewicz, fot.: Wikipedia

Dzisiaj, 22 października, mija rocznica śmierci dr. Witolda Jodki-Narkiewicza – wybitnego polskiego niepodległościowca, dyplomaty i publicysty urodzonego w majątku Bobrownia na ziemi mińskiej. Choć ten wywodzący się z Kresów działacz socjalistyczny zapisał się w historii jako współzałożyciel Związku Walki Czynnej we Lwowie oraz sekretarz Komisji

Pochodzący z 1928 roku zabytkowy dworek w Mostach na Białorusi, stanowiący element polskiego dziedzictwa architektonicznego na Grodzieńszczyźnie, został sprzedany na publicznej aukcji za równowartość 78,3 tys. dolarów prywatnemu nabywcy z Rosji. Łączący styl zakopiański z elementami neobaroku obiekt trafił w nowe ręce za drugim podejściem po obniżeniu ceny wywoławczej. Rosyjski inwestor, który był jedynym uczestnikiem licytacji, otrzymał grunt w 50-letnią dzierżawę i zgodnie z umową ma rok na uruchomienie w dworku działalności agroturystycznej lub komercyjnej.

Pierwsza próba sprzedaży nieruchomości przez lokalne przedsiębiorstwo gospodarki komunalnej odbyła się w sierpniu 2026 roku. Wówczas cena wywoławcza wynosiła ponad 345 tysięcy rubli, jednak z powodu braku chętnych transakcja nie doszła do skutku, co zmusiło władze do znacznego obniżenia kwoty przy drugim podejściu. Murowany, dwukondygnacyjny budynek o powierzchni ponad 271 metrów kwadratowych jest w dobrym stanie technicznym i nie wymaga kapitalnego remontu. Do dworku przynależy rozległa działka o powierzchni około 1,7 hektara, na której znajdują się warsztaty, altana, studnia, kort tenisowy oraz unikalne drewniane rzeźby wykonane przez lokalnego twórcę Wiktora Jepaczencawa.

Historia tego miejsca sięga XVI wieku, kiedy to w kronikach Wielkiego Księstwa Litewskiego po raz pierwszy odnotowano istniejącą tu wieś Małe Stepaniszki. Pod koniec XIX wieku tamtejsze majątki ziemskie należały do Aleksandra Faworskiego i Zdzisława Kołłątaja, natomiast obecny dwór wraz z parkiem i sadem wybudowano w okresie międzywojennym, gdy zachodnia Białoruś znajdowała się w granicach II Rzeczypospolitej. Po II wojnie światowej i zmianie granic obiekt został przejęty przez władze sowieckie, które utworzyły w nim szkołę. W późniejszych latach kompleks funkcjonował jako baza agroturystyczna „Jawor” oraz siedziba klubu sportowego „Kommunalnik”, dzięki czemu do dziś we wnętrzach zachowała się infrastruktura gastronomiczna, salon z kominkiem, sala bankietowa oraz pokoje sypialne na piętrze. Zgodnie z warunkami przetargu nowy właściciel ma prawo zmienić profil działalności i przekształcić zabytkowy dworek m.in. w hotel, centrum sportowe lub obiekt handlowy.

Komentarz i kontekst polityczno-społeczny

Analitycy oraz media zajmujące się tematyką Kresów i relacji polsko-białoruskich zwracają uwagę, że transakcja ta nie jest odosobnionym przypadkiem, lecz wpisuje się w szerszy, niepokojący trend wyprzedaży i systematycznego niszczenia materialnych śladów polskości na Białorusi. Publicyści portalu Kresy24.pl otwarcie alarmują i stawiają pytanie, czy dawne polskie dwory i majątki na Grodzieńszczyźnie będą coraz częściej przejmowane przez rosyjski kapitał. Wskazują oni, że obiekt przetrwał niemal sto lat, radykalne zmiany ustrojowe oraz kolejnych zarządców, jednak jego przyszłość pod nadzorem rosyjskiego właściciela staje się niepewna. Eksperci z Klubu Jagiellońskiego w swoich analizach dotyczących polityki Mińska wobec zabytków zauważają z kolei, że reżim Aleksandra Łukaszenki celowo dąży do usuwania „polskich akcentów” z przestrzeni publicznej, czego przejawem są m.in. plany wykreślania niektórych historycznych obiektów z rejestrów zabytków i pozbawiania ich prawnej ochrony. W tym świetle sprzedaż dworku w Mostach za ułamek realnej wartości jest przez komentatorów oceniana nie jako zwykła transakcja biznesowa, lecz jako element konsekwentnego procesu zacierania wielokulturowej tożsamości tych ziem.

Znadniemna.pl na podstawie Hrodna.life, fot.: Domovita.by

Pochodzący z 1928 roku zabytkowy dworek w Mostach na Białorusi, stanowiący element polskiego dziedzictwa architektonicznego na Grodzieńszczyźnie, został sprzedany na publicznej aukcji za równowartość 78,3 tys. dolarów prywatnemu nabywcy z Rosji. Łączący styl zakopiański z elementami neobaroku obiekt trafił w nowe ręce za drugim podejściem

Muzeum Historii Polski zaprasza szkoły, biblioteki, domy kultury i drużyny harcerskie do udziału w II edycji ogólnopolskiego projektu „Płomień pamięci. Jedno miejsce – jedna historia”. To wyjątkowa szansa na odkrycie zapomnianych dziejów własnego regionu, upamiętnienie lokalnych bohaterów i dopisanie ich losów do interaktywnej ogólnopolskiej mapy pamięci. Udział w przedsięwzięciu jest całkowicie bezpłatny, a zgłoszenia i realizację zaplanowano do 12 grudnia 2026 roku.

W tegorocznej odsłonie organizatorzy proponują znacznie szersze spojrzenie na postacie historyczne. Bohaterami projektów nie muszą być wyłącznie żołnierze. Uczestnicy mogą skupić się na losach nauczycieli, lekarzy, strażaków, harcerzy czy społeczników, których codzienna postawa i dokonania w istotny sposób wpłynęły na losy lokalnej społeczności.

Jak wygląda udział w projekcie?

Zadaniem uczestników jest przejście przez trzy kluczowe etapy:

  • Poznanie historii – odkrycie i zbadanie losów wybranej postaci z najbliższego sąsiedztwa.
  • Symboliczne upamiętnienie – przygotowanie formy hołdu lub znaku pamięci w przestrzeni lokalnej.
  • Współtworzenie mapy – dodanie opisanego miejsca oraz historii bohatera do ogólnopolskiej interaktywnej mapy pamięci.

Inicjatywa w unikalny sposób łączy edukację historyczną z zaangażowaniem obywatelskim. Pomaga młodym ludziom budować silną więź z miejscem zamieszkania oraz rozwija zainteresowanie historią regionalną i dziedzictwem kulturowym „małych ojczyzn”.

Kto i do kiedy może dołączyć?

Projekt skierowany jest do szerokiego grona instytucji oraz organizacji pozarządowych. Do udziału zaproszone są:

  • Szkoły podstawowe oraz ponadpodstawowe
  • Szkoły polonijne
  • Biblioteki oraz domy kultury
  • Drużyny harcerskie

Czas na realizację zadań projektowych upływa 12 grudnia 2026 roku.

Informacje praktyczne i kontakt

Regulamin, szczegółowe wytyczne oraz bezpłatne materiały pomocnicze dla koordynatorów są dostępne na oficjalnej stronie internetowej organizatora.

Znadniemna.pl za muzhp.pl, fot.: muzhp.pl

Muzeum Historii Polski zaprasza szkoły, biblioteki, domy kultury i drużyny harcerskie do udziału w II edycji ogólnopolskiego projektu „Płomień pamięci. Jedno miejsce – jedna historia”. To wyjątkowa szansa na odkrycie zapomnianych dziejów własnego regionu, upamiętnienie lokalnych bohaterów i dopisanie ich losów do interaktywnej ogólnopolskiej mapy

20 października koncertem „Pomyśl o mnie” w Kinie Aurora w Polkowicach zakończyła się XI edycja Festiwalu Piosenki Anny German „Eurydyka”. Wydarzenie, zorganizowane w roku 90. rocznicy urodzin legendarnej artystki, zgromadziło liczną publiczność oraz utalentowanych wykonawców z Polski, Białorusi i Ukrainy.

Festiwal „Eurydyka” od lat przypomina ponadczasową twórczość Anny German i promuje młodych wokalistów związanych z Polską oraz środowiskami polonijnymi poza granicami kraju. Tegoroczny, jedenasty już cykl koncertów gościł w różnych miastach, a jego uroczysty finał miał miejsce właśnie w sercu Polkowic.

Podczas wieczoru polkowicka publiczność miała okazję wysłuchać zupełnie nowych, poruszających interpretacji największych przebojów wokalistki. Jak podkreśliła Marina Towarnicka, prezes Fundacji „Kultura Bez Granic”, która odpowiadała za reżyserię i prowadzenie wydarzenia, sala kinowa była wypełniona do ostatniego miejsca. Na scenie przed licznie zgromadzonymi widzami wystąpili m.in. Maria Datskowa, Tina Bolbas, Grażyna Komincz oraz Katarzyna Czekanowska. Z kolei za znakomitą oprawę muzyczną odpowiadali kierownik artystyczny festiwalu Witali Oleszkiewicz, a także Eugenia Żukowytska i Juri Bolbas.

Po zakończeniu występów organizatorzy skierowali serdeczne podziękowania do władz samorządowych Polkowic oraz pracowników Centrum Kultury w Polkowicach za owocną współpracę i wsparcie logistyczne koncertu. Wyrazy głębokiej wdzięczności przekazano również wszystkim artystom uczestniczącym w tegorocznym przedsięwzięciu.

Historia tego wyjątkowego festiwalu sięga 2012 roku. Przedsięwzięcie narodziło się w Mińsku, gdzie przez lata organizowano kolejne edycje Festiwalu Piosenki Anny German „Eurydyka”. Wydarzenie zostało powołane do życia przez Marinę Towarnicką i Witalija Oleszkiewicza przy wsparciu Ambasady RP w Mińsku, szybko stając się jednym z najważniejszych projektów kulturalnych polskiego środowiska na Białorusi. W konkursach i koncertach uczestniczyli artyści z różnych regionów kraju. Po wybuchu  w 2020 roku represji wobec środowisk polskich i demokratycznych na Białorusi działalność festiwalu została przeniesiona do Polski, gdzie jest kontynuowana do dziś. Jego misja pozostała jednak niezmienna: przypominanie twórczości Anny German oraz promowanie młodych talentów wywodzących się z Polski i środowisk polskich na Wschodzie.

Znadniemna.pl na podstawie wpisu Mariny Towarnickiej na Facebooku, informacji Centrum Kultury w Polkowicach oraz materiałów Festiwalu Piosenki Anny German „Eurydyka”. Na zdjęciu: uczestnicy koncertu „Pomyśl o mnie”, który zakończył XI edycję Festiwalu Piosenki Anny German „Eurydyka”, fot.: Facebook/Marina Towarnicka

20 października koncertem „Pomyśl o mnie” w Kinie Aurora w Polkowicach zakończyła się XI edycja Festiwalu Piosenki Anny German „Eurydyka”. Wydarzenie, zorganizowane w roku 90. rocznicy urodzin legendarnej artystki, zgromadziło liczną publiczność oraz utalentowanych wykonawców z Polski, Białorusi i Ukrainy. Festiwal „Eurydyka” od lat przypomina ponadczasową

Podczas obchodów Święta Województwa Dolnośląskiego, które odbyły się 17 października w Zamku Książ w Wałbrzychu, tytuł Honorowego Obywatela Dolnego Śląska otrzymał Andrzej Poczobut. Wyróżnienie przyznano niezłomnemu dziennikarzowi, publicyście i działaczowi Związku Polaków na Białorusi za wieloletnią działalność na rzecz wolności słowa, praw człowieka oraz obrony polskiej mniejszości narodowej.

Uroczysta sesja Sejmiku Województwa Dolnośląskiego była centralnym punktem tegorocznych obchodów święta regionu. W wydarzeniu uczestniczyli przedstawiciele władz samorządowych i państwowych, parlamentarzyści, a także mieszkańcy Dolnego Śląska oraz zaproszeni goście.

Najważniejszym momentem sesji było osobiste odebranie przez Andrzeja Poczobuta, uwolnionego wiosną tego roku z białoruskiej kolonii karnej, tytułu Honorowego Obywatela Dolnego Śląska (Civis Honorario). Przez lata stał się on symbolem walki o wolność słowa i prawa człowieka, a także jednym z najbardziej rozpoznawalnych przedstawicieli polskiej społeczności na Białorusi. Samorząd województwa podkreślił w ten sposób jego konsekwentne zaangażowanie w obronę polskości oraz działalność na rzecz zachowania pamięci historycznej i tożsamości narodowej.

Odbierając wyróżnienie, Andrzej Poczobut zaznaczył, że traktuje je nie jako odznaczenie osobiste, lecz jako wyraz uznania dla całej polskiej społeczności na Białorusi oraz działaczy Związku Polaków na Białorusi, którzy od lat podejmują ogromny wysiłek na rzecz pielęgnowania polskiej kultury, języka i tradycji.

Gdzie jeszcze wyróżniono niezłomnego działacza?

Tytuł przyznany przez samorząd województwa dolnośląskiego dołączył do grona honorowych obywatelstw, którymi w ostatnich latach polskie samorządy uhonorowały Andrzeja Poczobuta. Wśród nich znajduje się m.in. honorowe obywatelstwo m.st. Warszawy, przyznane dziennikarzowi w 2024 roku, a odebrane przez niego osobiście w lipcu 2026 roku po wyjściu na wolność. Podobne wyróżnienia nadały mu również samorządy Sopotu, Opola, Włocławka oraz gminy Kadzidło.

W czerwcu tego roku, podczas oficjalnej wizyty w Białymstoku, Andrzej Poczobut został ponadto odznaczony Honorową Odznaką Województwa Podlaskiego. Samorząd województwa przyznał mu to wyróżnienie w uznaniu zasług dla wolności, obrony praw człowieka oraz działalności na rzecz zachowania polskiej tożsamości narodowej na Białorusi.

Znadniemna.pl na podstawie informacji opublikowanej przez Dolnośląski Urząd Wojewódzki we Wrocławiu oraz materiałów prasowych na zdjęciu: Andrzej Poczobut otrzymuje tytuł Civis Honorario Dolnego Śląska. Fot.: Facebook.com/SejmikWD

Podczas obchodów Święta Województwa Dolnośląskiego, które odbyły się 17 października w Zamku Książ w Wałbrzychu, tytuł Honorowego Obywatela Dolnego Śląska otrzymał Andrzej Poczobut. Wyróżnienie przyznano niezłomnemu dziennikarzowi, publicyście i działaczowi Związku Polaków na Białorusi za wieloletnią działalność na rzecz wolności słowa, praw człowieka oraz obrony

Dziennikarz i działacz polskiej mniejszości na Białorusi Andrzej Poczobut, który spędził ponad pięć lat w więzieniu reżimu Aleksandra Łukaszenki, otrzymał kolejne prestiżowe wyróżnienie. Podczas XIII Gali Złotego Lauru „Super Biznesu” w Warszawie został osobiście uhonorowany nagrodą w koronnej kategorii „Osobowość Roku”.

Uroczystość odbyła się 20 października w warszawskim Hotelu Bellotto. Kapituła nagrody przyznała wyróżnienia osobom, firmom i instytucjom szczególnie zasłużonym dla polskiej gospodarki i życia społecznego. W najważniejszej kategorii wieczoru, „Osobowość Roku”, zwyciężył Andrzej Poczobut.

Organizatorzy podkreślili jego ogromne zasługi jako działacza polskiej mniejszości na Białorusi oraz wieloletniego więźnia politycznego reżimu Łukaszenki.

Wyjątkową laudację na cześć laureata wygłosił Aleś Bialacki – również uwolniony w ostatnich latach laureat Pokojowej Nagrody Nobla i jeden z najbardziej znanych białoruskich obrońców praw człowieka. Głos na scenie zabrał również sam Andrzej Poczobut, podkreślając skromnie, że nie czuje się bohaterem.

To kolejne prestiżowe wyróżnienie przyznane Andrzejowi Poczobutowi, który od momentu aresztowania w 2021 roku aż do uwolnienia wiosną 2026 roku stał się globalnym symbolem walki o wolność słowa, oporu wobec dyktatury oraz represji wymierzonych w polską mniejszość za wschodnią granicą Polski.

Znadniemna.pl na podstawie relacji Superbiz.se.pl, źródło ilustracji: facebook.com

Dziennikarz i działacz polskiej mniejszości na Białorusi Andrzej Poczobut, który spędził ponad pięć lat w więzieniu reżimu Aleksandra Łukaszenki, otrzymał kolejne prestiżowe wyróżnienie. Podczas XIII Gali Złotego Lauru „Super Biznesu” w Warszawie został osobiście uhonorowany nagrodą w koronnej kategorii „Osobowość Roku”. Uroczystość odbyła się 20 października

Najkrócej na decyzję o zezwoleniu na pobyt czasowy czekają cudzoziemcy w województwie małopolskim, najdłużej zaś w śląskim. Z danych przedstawionych przez Macieja Duszczyka, wiceministra spraw wewnętrznych i administracji, wynika, że różnice między regionami sięgają ponad roku. W większości województw czas oczekiwania wyraźnie wzrósł w porównaniu z rokiem 2023.

Jak wynika z odpowiedzi wiceszefa MSWiA na interpelację poselską nr 18089, dotyczącą przewlekłości postępowań pobytowych, średni czas prowadzenia spraw o udzielenie zezwolenia na pobyt czasowy różni się znacząco w zależności od województwa. Ministerstwo wskazuje, że wpływ na tę sytuację mają m.in. rosnąca liczba wniosków, ograniczenia kadrowe urzędów wojewódzkich, stopień cyfryzacji procesów oraz działania związane z bezpieczeństwem państwa.

Według zestawienia przywołanego przez inicjatywę „Głos Migranta”, najszybciej decyzje wydawane są w województwie małopolskim, gdzie średni czas postępowania wynosi 242 dni. Na przeciwległym biegunie znajduje się województwo śląskie ze średnim czasem oczekiwania wynoszącym 658 dni. W 15 z 16 województw postępowania trwają obecnie dłużej niż w 2023 roku.

Z opracowania pt. „Co odpowiedziały urzędy. Raport nr 1”, bazującego na oficjalnych dokumentach publicznych, wynika również, że ustawowy termin wynoszący 60 dni jest obecnie drastycznie przekraczany we wszystkich regionach. Autorzy publikacji potwierdzają, że średni czas procedowania waha się od 242 do 658 dni.

W odpowiedzi na interpelację resort spraw wewnętrznych podkreśla, że od 2016 r. nastąpił skokowy wzrost liczby wniosków o legalizację pobytu, co przełożyło się na ogromne obciążenie wydziałów spraw cudzoziemców.

Jak zaznaczono w rządowej odpowiedzi, w części przypadków wydłużenie postępowań wiąże się także z dodatkowymi działaniami podejmowanymi w celu zapewnienia bezpieczeństwa państwa.

Znadniemna.pl na podstawie danych Sejmu RP oraz raportu inicjatywy „Głos Migranta”, na zdjęciu: Małopolski Urząd Wojewódzki w Krakowie, najszybciej w Polsce wydający decyzje legalizujące cudzoziemców, fot.: maloposka.uw.gov.pl

Najkrócej na decyzję o zezwoleniu na pobyt czasowy czekają cudzoziemcy w województwie małopolskim, najdłużej zaś w śląskim. Z danych przedstawionych przez Macieja Duszczyka, wiceministra spraw wewnętrznych i administracji, wynika, że różnice między regionami sięgają ponad roku. W większości województw czas oczekiwania wyraźnie wzrósł w porównaniu

Przejdź do treści