HomeStandard Blog Whole Post

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na Białorusi Znadniemna.pl, zablokowali także szefowi „GP” dostęp do tweetdecka – aplikacji do zarządzania Twitterem. Jak dowiedział się portal Niezalezna.pl – atak na powiązany z Telewizją Republiką serwis „Poland Daily” został dokonany z Rygi, stolicy Łotwy.

Rasa Jakilaitiene, rzeczniczka litewskiego ministra spraw zagranicznych, powiedziała, że fałszywa wiadomość została umieszczona na polskiej stronie internetowej.

Fałszywe wiadomości pojawiły się na Polanddaily.com. W zamieszczonym tam artykule znalazła się uwaga ministra Linkeviciusa, w której twierdził, że na Białoruś trzeba wysłać siły pokojowe – powiedziała rzeczniczka.

Rzeczniczka litwewskiego MSZ zwróciła uwagę, że dla podniesienia wiarygodności fake newsa w artykule pojawiała się także wzmianka na temat polskiego ministra spraw zagranicznych.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy wydało oświadczenie zaprzeczające fałszywym informacjom. Potwierdzono, że odpowiednie służby wszczęły już w tej sprawie dochodzenie.

Jest wysoce prawdopodobne, że trwa cyberatak informacyjny, który jest obecnie badany przez władze litewskie – czytamy w komunikacie.

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” stracił dostęp do konta (zmieniono hasło), na którym wstawiono odnośnik do artykułu zamieszczonego na portalu Znadniemna.pl, który prowadzi Związek Polaków na Białorusi. Ów artykuł to także cyberprowokacja. Dowiadujemy się z niego, że „Polska i Litwa wzywają NATO do wysłania wojsk na Białoruś”.

Podrobiony artykuł na portalu „Poland Daily” nosił tytuł „Polska i Litwa naciskają na wysłanie wojsk na Białoruś”. Napisany był w języku angielskim i podobnie jak publikacja wrzucona na Znadniemna.pl, dezinformował o rzekomych naciskach Polski, Litwy i Stanów Zjednoczonych na NATO. W tekście pojawiły się też nazwiska ministra spraw zagranicznych Polski Zbigniewa Rau oraz Swiatłany Cichanouskiej. Na zdjęciu głównym umieszczono szefa litewskiej dyplomacji Linasa Linkevičiusa.

To nie pierwszy rosyjski atak na media związane ze „Strefą Wolnego Słowa”. Przypomnijmy: w maju 2020 r. portal Niezalezna.pl dwukrotnie padł ofiarą rosyjskich hakerów, którzy zmieniali treść naszych publikacji.

Na naszą stronę (a także na portale Telewizji Republika, Radia Szczecin, olsztyn24.pl oraz stronę gminy Orzysz, gdzie znajduje się garnizon) wstawiono artykuł pt. Amerykanie „chwalą” pobyt w Drawsku. „Jedyne czym mogą strzelić to gumki od majtek”

Gdy opublikowaliśmy informację o tym ataku, Rosjanie dokonali kolejnego włamania, zmieniając ją na „newsa”, że Niezalezna.pl przyznaje się do autorstwa wcześniejszego artykułu.

To nie koniec działań Moskwy przeciwko naszym mediom. Pod koniec maja na anglojęzycznym prorosyjskim portalu „The Duran” ukazał się „wywiad”, przeprowadzony rzekomo przez Katarzynę Gójską dla „Gazety Polskiej”. Rozmówcą wicenaczelnej tygodnika miał być amerykański generał broni Christopher G. Cavoli, dowódca sił amerykańskich w Europie. Nie trzeba chyba dodawać, że rozmowa, w której Cavoli twierdzi, że Polska i kraje bałtyckie są fatalnie zorganizowane pod względem militarnym, została w całości wymyślona.

Znadniemna.pl za niezalezna.pl

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na

Dzisiaj, 30 października, podczas audiencji generalnej na Placu św. Piotra papież Leon XIV wezwał wiernych do modlitwy różańcowej o zakończenie wojen i o pokój, a w swoim przesłaniu skierowanym do Polaków przypomniał o trzynastu greckokatolickich męczennikach z podlaskiego Pratulina. Ich świadectwu powierzył sprawę jedności chrześcijan oraz tych, którzy także dziś cierpią z powodu prześladowań religijnych.

Papież Leon XIV, kończąc środowe spotkanie z wiernymi, podkreślił, że rozpoczynający się październik powinien stać się czasem szczególnej modlitwy różańcowej w intencji pokoju. Wskazał na dramatyczną sytuację w wielu częściach świata, gdzie wojny i przemoc dotykają całe społeczeństwa, a chrześcijanie wciąż bywają prześladowani za swoją wiarę. W tym kontekście papież zwrócił się do pielgrzymów z Polski, przypominając o męczennikach z Pratulina, których beatyfikacja dokonana trzydzieści lat temu przez Jana Pawła II była ważnym gestem wobec Kościoła na Wschodzie. Leon XIV zaznaczył, że Wincenty Lewoniuk i jego dwunastu towarzyszy pozostają aktualnym świadectwem wierności Kościołowi i jedności z Następcą św. Piotra, a ich przykład jest szczególnie wymowny w czasach, gdy jedność chrześcijan bywa wystawiana na próbę.

Historia męczenników z Pratulina jest głęboko związana z dramatycznymi wydarzeniami XIX wieku, kiedy władze carskiej Rosji rozpoczęły likwidację unii brzeskiej. Grekokatolicy, uznawani za zbyt niezależnych i zbyt związanych z Rzymem, byli zmuszani do przejścia na prawosławie. W Pratulinie mieszkańcy – chłopi, ojcowie rodzin, ludzie prości, ale świadomi swojej tożsamości – stanęli w obronie swojej świątyni, nie dopuszczając do jej przejęcia przez wojsko i przekazania prawosławnemu duchowieństwu. Rosyjscy żołnierze otworzyli ogień, zabijając trzynastu mężczyzn. Ich śmierć stała się symbolem niezłomności i wierności Kościołowi, a jednocześnie dramatycznym świadectwem tego, jak wysoką cenę płacono za zachowanie własnej tradycji religijnej.

Dla Polaków na Białorusi historia Pratulina ma szczególne znaczenie. Jest częścią wspólnego dziedzictwa Podlasia, Polesia i Grodzieńszczyzny, regionów, w których przez wieki współistniały różne obrządki, języki i tradycje. Wierność męczenników przypomina o wielowiekowej obecności Kościoła unickiego na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej, o jego roli w kształtowaniu lokalnej kultury i o tym, że wolność religijna nie zawsze była oczywista. W czasach, gdy w regionie znów pojawiają się ograniczenia dotyczące życia religijnego, ich świadectwo nabiera nowego znaczenia i staje się punktem odniesienia dla tych, którzy chcą zachować swoją tożsamość mimo trudności.

Choć liturgiczne wspomnienie męczenników przypada w styczniu, papieskie odniesienie nadaje ich historii pełną aktualność. Leon XIV nie wspomniał o nich z powodu kalendarza, lecz dlatego, że ich przykład wzmacnia jego apel o pokój i jedność. W świecie pełnym konfliktów i napięć historia Pratulina przypomina, że jedność Kościoła i wierność sumieniu mają swoją cenę, ale także swoją moc. Papież, przywołując ich imiona, wskazał, że świadectwo sprzed ponad 150 lat nadal przemawia do współczesnych chrześcijan i może być źródłem nadziei dla tych, którzy dziś cierpią z powodu prześladowań.

Znadniemna.pl na podstawie Vaticannews.va, ilustracja: obraz Walerego Eljasza-Radzikowskiego pt. „Męczennicy z Pratulina”, źródło: Wikipedia

Dzisiaj, 30 października, podczas audiencji generalnej na Placu św. Piotra papież Leon XIV wezwał wiernych do modlitwy różańcowej o zakończenie wojen i o pokój, a w swoim przesłaniu skierowanym do Polaków przypomniał o trzynastu greckokatolickich męczennikach z podlaskiego Pratulina. Ich świadectwu powierzył sprawę jedności chrześcijan

29 września Kościół katolicki oddaje cześć trzem wielkim duchom Bożym – Archaniołom Michałowi, Gabrielowi i Rafałowi. To dzień, w którym wierni przypominają sobie o ich obecności, misji i opiece nad światem oraz każdym człowiekiem.

Dzisiejsze święto kieruje uwagę wiernych ku tajemnicy Bożych wysłanników – duchów, które według tradycji chrześcijańskiej odegrały kluczową rolę w historii zbawienia. Michał – obrońca i wódz zastępów niebiańskich, Gabriel – zwiastun Bożej woli, oraz Rafał – patron podróżnych i chorych, przypominają o nieustannej obecności Boga w życiu ludzi.

Archanioł Michał, nazywany „księciem aniołów”, w Piśmie Świętym jawi się jako ten, który staje w obronie sprawiedliwości i walczy ze złem. W tradycji Kościoła jest patronem miejsc i wspólnot szczególnie narażonych na duchowe zagrożenia, a także opiekunem tych, którzy proszą o siłę w zmaganiach codzienności.

Gabriel, którego imię oznacza „Bóg jest mocą”, jest posłańcem najważniejszych Bożych zapowiedzi. To on zwiastował Zachariaszowi narodziny Jana Chrzciciela, a Maryi – wcielenie Syna Bożego. Jego obecność w historii zbawienia podkreśla, że Bóg przemawia do człowieka nie tylko przez proroków, lecz także przez swoich duchowych wysłanników.

Rafał, „Bóg uleczył”, znany z Księgi Tobiasza, jest przewodnikiem i uzdrowicielem. Towarzyszy Tobiaszowi w podróży, chroni go przed niebezpieczeństwami, pomaga odnaleźć żonę, a jego ojca – Tobita – uzdrawia ze ślepoty. Dlatego wierni powierzają mu swoje drogi, choroby i wszelkie sprawy wymagające opieki i światła.

Wspólne święto trzech archaniołów obchodzone jest od reformy kalendarza liturgicznego z 1969 roku. Choć dawniej każdy z nich miał osobny dzień wspomnienia, dziś Kościół celebruje ich razem, podkreślając jedność ich misji i rolę, jaką pełnią w Bożym planie zbawienia. Jak przypominają publikacje katolickie, aniołowie nie są jedynie symbolami – są znakami Bożej obecności, Jego troski i działania w świecie.

Święto Archaniołów Michała, Gabriela i Rafała jest więc okazją, by zatrzymać się na chwilę i przypomnieć sobie, że – jak pisze eKAI – „aniołowie są posłańcami Boga, którzy towarzyszą człowiekowi w jego drodze”. W tradycji Kościoła ich wspomnienie jest zaproszeniem do wdzięczności za duchową opiekę i do modlitwy o światło, odwagę i uzdrowienie, których tak często potrzebujemy.

Znadniemna.pl na podstawie eKAI.pl, ilustracja: Francesco Botticini, Trzej Archaniołowie z Tobiaszem, obraz ołtarzowy z 1470 roku, fot.: wikimedia commons/domena publiczna

29 września Kościół katolicki oddaje cześć trzem wielkim duchom Bożym – Archaniołom Michałowi, Gabrielowi i Rafałowi. To dzień, w którym wierni przypominają sobie o ich obecności, misji i opiece nad światem oraz każdym człowiekiem. Dzisiejsze święto kieruje uwagę wiernych ku tajemnicy Bożych wysłanników – duchów, które

W 266. rocznicę urodzin generała Michała Sokolnickiego pragniemy przypomnieć postać, która w Grodnie zapisała jedną z najbardziej spektakularnych kart kampanii 1792 roku. Wybitny inżynier wojskowy, absolwent warszawskiej Szkoły Rycerskiej, a w późniejszych latach generał armii Księstwa Warszawskiego i uczestnik wyprawy na Moskwę, nasz bohater uchodził w oczach współczesnych za oficera o nieprzeciętnym zmyśle taktycznym. Potomni zapamiętali go jako żołnierza dwóch epok, który do rzemiosła wojennego podchodził z precyzją konstruktora.

Michał Sokolnicki, urodzony29 września 1760 roku w Wierzei koło Buku (Wielkopolska), zdobył gruntowne wykształcenie wojskowe w kraju, a następnie pogłębiał wiedzę z zakresu hydrografii i geodezji w Niemczech i Francji. Gdy w 1792 roku wybuchła wojna polsko-rosyjska w obronie Konstytucji 3 Maja, objął on funkcję kwatermistrza generalnego armii litewskiej. Szybko napierające wojska carskie zmusiły siły polsko-litewskie do odwrotu. To właśnie wtedy, na odcinku nadniemeńskim w okolicach Grodna, Sokolnicki dokonał czynu, który na stałe wpisał się do historii polskiej inżynierii wojskowej.

W obliczu braku wykwalifikowanych rzemieślników i materiałów, Sokolnicki osobiście objął rolę projektanta, kierownika budowy oraz komendanta przeprawy. W głębokiej dolinie rzecznej, gdzie niemożliwe było wbicie tradycyjnych pali, zastosował genialne i nowatorskie rozwiązanie architektoniczne. Wzniósł most pływający z połączonych tratw, oparty na planie łuku, który był naturalnie zaklinowany i stabilizowany przez silny prąd Niemna. Jako klucz całego sklepienia posłużył statek, na który Sokolnicki wpłynął osobiście w miejsce najsilniejszego nurtu, aby spiąć liny i zabezpieczyć konstrukcję. Ta trwała przeprawa o długości ponad 120 metrów umożliwiła sprawne i bezpieczne wycofanie się całego polskiego korpusu wraz z ciężkimi taborami i artylerią, krzyżując tym samym plany rosyjskiego pościgu.

Wykonana przy pomocy sztucznej inteligencji wizualizacja mostu Sokolnickiego na Niemnie

Grodno stało się dla młodego wówczas podpułkownika miejscem kluczowym – to tutaj jego teoretyczna wiedza inżynieryjna została poddana najcięższej weryfikacji na polu bitwy. Choć wojna 1792 roku zakończyła się porażką polityczną Rzeczypospolitej, Sokolnicki nie złożył broni. Walczył w insurekcji kościuszkowskiej, a po upadku państwa emigrował do Francji, gdzie współtworzył Legię Naddunajską. Stał się jednym z kluczowych strategów napoleońskich na Wschodzie. Dla cesarza Francuzów przygotował m.in. słynne opracowania geograficzne i wywiadowcze dotyczące Rosji, a podczas kampanii 1812 roku służył w ścisłym sztabie Napoleona Bonapartego jako jego osobisty adiutant.

Swoją żołnierską drogę kontynuował w kampanii saskiej. W 1813 roku, podczas bitwy pod Lipskiem, generał Sokolnicki dowodził dwiema brygadami jazdy w korpusie generała Aleksandra Różnieckiego, wykazując się niezłomnością na zagrożonym, prawym skrzydle wojsk francuskich.

Dziś, wspominając rocznicę jego urodzin, patrzymy na Sokolnickiego przez pryzmat Grodna. Miasto to zapisało się w jego biografii jako miejsce, gdzie talent inżyniera zbiegł się z niezłomnością obrońcy ojczyzny. Oryginalny most nad Niemnem, choć istniał zaledwie chwilę, pozostaje trwałym symbolem polskiej pomysłowości wojskowej – konstrukcji wzniesionej z drewna, lin i niezwykłej determinacji.

Opr. Walery Kowalewski/Znadniemna.pl, Ilustracja: Portret generała Michała Sokolnickiego – 1815 r., źródło: Wikipedia

W 266. rocznicę urodzin generała Michała Sokolnickiego pragniemy przypomnieć postać, która w Grodnie zapisała jedną z najbardziej spektakularnych kart kampanii 1792 roku. Wybitny inżynier wojskowy, absolwent warszawskiej Szkoły Rycerskiej, a w późniejszych latach generał armii Księstwa Warszawskiego i uczestnik wyprawy na Moskwę, nasz bohater uchodził

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej podjął uchwałę, na mocy której rok 2027 będzie obchodzony jako Rok Świętego Andrzeja Boboli. Decyzja ta upamiętnia 370. rocznicę męczeńskiej śmierci jezuity, którego duchowe dziedzictwo od wieków pozostaje jednym z najważniejszych filarów tradycji religijnej i kulturowej Europy Środkowo‑Wschodniej.

Uchwała przyjęta 18 września 2026 roku podkreśla znaczenie św. Andrzeja Boboli jako jednego z głównych patronów Polski, a zarazem postaci głęboko zakorzenionej w historii dawnych Kresów. Bobola, określany niegdyś mianem „duszochwata” ze względu na niezwykłą skuteczność w pracy duszpasterskiej, pozostaje szczególnie ważny dla katolików na terenach dzisiejszej Białorusi. Jego niezłomna postawa w obliczu prześladowań stała się tam symbolem wierności wierze oraz duchowej odporności, inspirując kolejne pokolenia do zachowania własnej tożsamości religijnej.

Współcześnie postać Boboli funkcjonuje również jako orędownik jedności. Miejsca związane z jego życiem i męczeństwem, zwłaszcza sanktuarium w Janowie Poleskim, stanowią przestrzeń modlitwy o pokój i pojednanie ponad podziałami narodowościowymi. Kult świętego pełni tam rolę strażnika pamięci historycznej, który spaja lokalne społeczności wokół wspólnego dziedzictwa dawnej Rzeczypospolitej.

Rok 2027, ogłoszony Rokiem Świętego Andrzeja Boboli, otworzy drogę do organizacji licznych wydarzeń religijnych, naukowych i kulturalnych zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami. Inicjatywy te mają przypominać o aktualności przesłania Boboli oraz o jego znaczeniu dla współczesnych wspólnot, zwłaszcza tych żyjących na terenach, gdzie jego misja była najbardziej żywa.

Znadniemna.pl na podstawie Sejm.gov.pl, na portrecie: św. Andrzej Bobola, źródło: domena publiczna

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej podjął uchwałę, na mocy której rok 2027 będzie obchodzony jako Rok Świętego Andrzeja Boboli. Decyzja ta upamiętnia 370. rocznicę męczeńskiej śmierci jezuity, którego duchowe dziedzictwo od wieków pozostaje jednym z najważniejszych filarów tradycji religijnej i kulturowej Europy Środkowo‑Wschodniej. Uchwała przyjęta 18 września 2026

405 lat temu, 24 września 1621 roku, w obozie pod Chocimiem, zakończył życie jeden z najświetniejszych dowódców w dziejach Rzeczypospolitej — Jan Karol Chodkiewicz, hetman wielki litewski, wojewoda wileński, hrabia na Szkłowie, Nowej Myszy i Bychowie. Jego śmierć, choć przyszła w chwili triumfu nad potęgą turecką, była dla Kresów ciosem, który odczuwano przez pokolenia.

Wspominając Chodkiewicza dziś, warto pamiętać, że był on nie tylko wodzem o niezwykłym talencie, lecz także człowiekiem głęboko zakorzenionym w tradycji Wielkiego Księstwa Litewskiego — tej samej, która przez wieki współtworzyła duchowy pejzaż ziem współczesnej Białorusi. Urodzony w rodzinie o wielkich zasługach dla państwa, wykształcony na Akademii Wileńskiej, od młodości łączył kresową twardość z europejską kulturą i szerokimi horyzontami.

Jego życie było nieustanną służbą Rzeczypospolitej. Gdy obejmował buławę hetmańską, kraj potrzebował dowódcy, który potrafi nie tylko zwyciężać, lecz także budować trwałe fundamenty obrony. Chodkiewicz rozumiał to doskonale. Ufortyfikował Lachowicze, w Bychowie wzniósł potężną warownię, a w swoich dobrach w Kretyndze ufundował wspaniały kościół i klasztor — obiekty, które do dziś przypominają o jego pobożności i trosce o rozwój kultury na rubieżach państwa.

Już jego współcześni dostrzegali wyjątkowość hetmana. Krzysztof Radziwiłł „Piorun”, sam wybitny dowódca, miał powiedzieć o nim: „Gdyby Rzeczpospolita miała dwóch takich mężów, żadna potęga nie zdołałaby jej poruszyć”. Z kolei naoczni świadkowie zmagań z Turkami pisali w relacjach, że wódz ten ma w sobie coś z dawnych bohaterów, których imiona zapisano w księgach starożytnych. A w XIX wieku Joachim Lelewel podkreślał, że Chodkiewicz był „jednym z tych, którzy nie tylko bronili granic, lecz także ducha narodu”.

Jednak największą próbą jego życia była wyprawa chocimska. W 1621 roku, stojąc na czele wojsk Rzeczypospolitej, zatrzymał potęgę Imperium Osmańskiego. Choć był już ciężko chory, nie opuścił żołnierzy. W ostatnich dniach życia, wspierany przez wiarę i poczucie obowiązku, kierował obroną obozu, który stał się symbolem niezłomności. Zmarł wśród swoich, w namiocie, który dla wielu był sercem całej armii. Jego śmierć nie osłabiła ducha obrońców — przeciwnie, stała się dla nich zobowiązaniem, by wytrwać do końca.

Pamięć o Chodkiewiczu trwała przez wieki. Do 1939 roku jego imię nosił 26. Pułk Ułanów Wielkopolskich stacjonujący w Baranowiczach — mieście, które dla Polaków na Kresach było jednym z ważnych punktów wojskowej tradycji. Ułani Chodkiewicza, podobnie jak ich patron, łączyli odwagę z wiernością Rzeczypospolitej, a ich historia jest częścią wspólnego dziedzictwa Polaków żyjących dziś na Białorusi.

W rocznicę śmierci hetmana warto przypomnieć sobie, że Chodkiewicz nie był bohaterem „z podręcznika”, lecz człowiekiem z krwi i kości — takim, który potrafił łączyć wojskową surowość z troską o kulturę, wiarę i rozwój swoich ziem. Jego życie pokazuje, że wielkość nie rodzi się z siły, lecz z odpowiedzialności.

Dla Polaków na Białorusi jego postać pozostaje szczególnie bliska. To bohater, który działał na ziemiach, po których dziś chodzimy; który budował twierdze i świątynie w miejscach, które wciąż są częścią naszego krajobrazu; który bronił Rzeczypospolitej takiej, jaką współtworzyli nasi przodkowie.

Wspominając go po 405 latach, pamiętamy nie tylko o wielkim wodzu, lecz także o człowieku, który wierzył, że siła państwa tkwi w jedności jego narodów i w wierności wartościom, które przetrwają każdą burzę.

Opr. Kazimierz Sadowski/Znadniemna.pl, ilustracja: Portret Jana Karola Chodkiewicza, pędzla Marcello Bacciarelli, 1781 r., źródło: Wikipedia

405 lat temu, 24 września 1621 roku, w obozie pod Chocimiem, zakończył życie jeden z najświetniejszych dowódców w dziejach Rzeczypospolitej — Jan Karol Chodkiewicz, hetman wielki litewski, wojewoda wileński, hrabia na Szkłowie, Nowej Myszy i Bychowie. Jego śmierć, choć przyszła w chwili triumfu nad potęgą

Andrzej Poczobut rozpoczął wizytę w Stanach Zjednoczonych od spotkania w Departamencie Stanu. To właśnie tam doszło do rozmowy ze specjalnym wysłannikiem prezydenta Donalda Trumpa ds. Białorusi, Johnem Coale’em — dyplomatą, który odegrał kluczową rolę w negocjacjach prowadzących do uwolnienia dziennikarza po ponad pięciu latach więzienia.


Podczas spotkania omówiono kulisy rozmów z Aleksandrem Łukaszenką oraz kwestie dotyczące sytuacji polskiej mniejszości i losu pozostałych więźniów politycznych białoruskiego reżimu. Coale, działający z bezpośredniego upoważnienia prezydenta USA, podkreślał, że sprawa Poczobuta była podnoszona „za każdym razem” podczas jego rozmów z Łukaszenką oraz ambasadorem Białorusi przy ONZ, Walentinem Rybakowem. Mińsk powtarzał oskarżenia o „ekstremizm”, lecz — jak relacjonował wysłannik — doskonale zdawał sobie sprawę, że dziennikarz stał się kluczową figurą w relacjach z Zachodem. „Cisnęliśmy, cisnęliśmy, no i w końcu Łukaszenka się zgodził” — mówił Coale.
Wysłannik zaznaczył, że rozmowy nie koncentrowały się na sporach o definicje więźniów politycznych. Amerykanie przekonywali Łukaszenkę, że jeśli chce uchodzić za uczestnika międzynarodowej gry, musi respektować zobowiązania, które sam deklaruje — zwłaszcza że „chce stać się światowym graczem”. Coale wspomniał również o specyfice wschodniej dyplomacji, przyznając, że część spotkań w Mińsku odbywała się w atmosferze dalekiej od protokołu. „Czwarty toast — mówię: nie. No dobra, to już mnie poskłada, albo żołądek mi wysiądzie (…). Niektórych niemalże trzeba było wynosić” — opowiadał.

W spotkaniu w Departamencie Stanu uczestniczyli także żona dziennikarza, Oksana Poczobut, oraz p.o. szefa polskiej ambasady w Waszyngtonie, Bogdan Klich. Choć misja Coale’a zakończyła się sukcesem, wysłannik tonował nastroje, przypominając, że „takie porozumienia mogą się posypać w dowolnej chwili”.

Wizyta Poczobuta w USA będzie kontynuowana — w planie znajduje się m.in. wystąpienie na Uniwersytecie Georgetown.

Znadniemna.pl na podstawie TVN24, na zdjęciu: Andrzej Poczobut i John Coale, fot.: Facebook.com/andrzej.poczobut.9

Andrzej Poczobut rozpoczął wizytę w Stanach Zjednoczonych od spotkania w Departamencie Stanu. To właśnie tam doszło do rozmowy ze specjalnym wysłannikiem prezydenta Donalda Trumpa ds. Białorusi, Johnem Coale’em — dyplomatą, który odegrał kluczową rolę w negocjacjach prowadzących do uwolnienia dziennikarza po ponad pięciu latach więzienia. Podczas

Wkrótce nastąpi oficjalne otwarcie nowej, monumentalnej siedziby Ambasady RP w Mińsku – zapowiedział szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski po spotkaniu z białoruskim ministrem spraw zagranicznych Maksimem Ryżenkowem na marginesie Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku.

Finalizacja wartej ponad 41 milionów euro inwestycji przy Starowileńskim Trakcie w stolicy Białorusi ma stać się impulsem do potencjalnego polepszenia napiętych stosunków dwustronnych, o ile Mińsk wykaże rzeczywistą wolę dialogu.

Po kilkunastu latach administracyjnych zawirowań, opóźnień budowlanych i geopolitycznych kryzysów, nowoczesny kompleks dyplomatyczny RP na Białorusi wreszcie zacznie w pełni funkcjonować. Minister Radosław Sikorski poinformował, że placówka jest gotowa do uruchomienia i ma stać się elementem szerszego procesu odbudowy kanałów komunikacji z Mińskiem. Podkreślił przy tym, że Warszawa pozostaje otwarta na dialog, o ile strona białoruska wykaże realną wolę poprawy wzajemnych relacji.

Gmach o powierzchni około 7000 m², którego dokończenie powierzono w 2023 roku polskiej spółce Unibep S.A., pomyślnie przeszedł kluczowe etapy budowlane. Nowa siedziba nie tylko radykalnie poprawi warunki pracy polskich dyplomatów – zmuszonych od 2012 roku do urzędowania w rozproszonych i ciasnych biurach – ale przede wszystkim zagwarantuje najwyższe standardy bezpieczeństwa teleinformatycznego oraz konsularnego. Część ekspertów zwraca uwagę, że uruchomienie tak nowoczesnego obiektu w obecnym momencie politycznym można odczytywać jako sygnał, iż Polska nadal postrzega Białoruś jako państwo zdolne do zachowania niepodległości i podmiotowości, mimo jej obecnego uzależnienia od Rosji. W ich ocenie inwestycja tej skali świadczy o przekonaniu, że relacje z Mińskiem mają przyszłość – o ile pojawi się przestrzeń do rzeczywistego dialogu.

Znadniemna.pl na podstawie TVP INFO, na zdjęciu: Gmach Ambasady RP w Mińsku – stan na 9 września 2026 roku, źródło: X/Twitter, użytkownik WojciechCPK

Wkrótce nastąpi oficjalne otwarcie nowej, monumentalnej siedziby Ambasady RP w Mińsku – zapowiedział szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski po spotkaniu z białoruskim ministrem spraw zagranicznych Maksimem Ryżenkowem na marginesie Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku. Finalizacja wartej ponad 41 milionów euro inwestycji przy Starowileńskim Trakcie

Wczoraj, 22 września, w Nowym Jorku doszło do pierwszej od dziesięciu lat rozmowy na szczeblu ministrów spraw zagranicznych Polski i Białorusi. Radosław Sikorski spotkał się ze swoim białoruskim odpowiednikiem Maksimem Ryżenkowem, a rozmowa – jak podkreślają obie strony – miała charakter zapoznawczy i dotyczyła sytuacji na granicy, bezpieczeństwa regionalnego oraz możliwych kierunków dalszych relacji.

Spotkanie odbyło się na marginesie Zgromadzenia Ogólnego ONZ, które – jak zaznaczył Sikorski – stanowi „teren neutralny” pozwalający na rozmowy także z przedstawicielami państw, z którymi relacje są napięte. Minister zwrócił uwagę, że sytuacja na granicy polsko‑białoruskiej jest obecnie bardziej stabilna niż w poprzednich latach, a na poprawę klimatu wpływa m.in. zwolnienie części więźniów politycznych, w tym Andrzeja Poczobuta. Dodał również, że równolegle prowadzone są rozmowy na niższych szczeblach dyplomatycznych.

Analitycy zajmujący się Europą Wschodnią podkreślają, że choć rozmowa miała charakter wstępny, to sam fakt jej odbycia może świadczyć o ostrożnym sondowaniu możliwości dialogu po latach głębokiego zamrożenia relacji. Mińsk – osłabiony sankcjami i uzależniony od Moskwy – może szukać ograniczonego pola manewru w kontaktach z Zachodem, podczas gdy dla Warszawy każdy sygnał gotowości do rozmowy jest istotny w kontekście bezpieczeństwa granicy oraz przyszłości więźniów politycznych.

W rozmowie poruszono również temat przelotów rosyjskich dronów i rakiet przez terytorium Białorusi. Pytany o ewentualną normalizację relacji, Sikorski użył metafory, która nadała ton całemu spotkaniu: „to jest jak przebiśnieg, który może zakwitnąć, jeśli aura będzie temu sprzyjać”. Białoruskie MSZ potwierdziło rozmowę, informując, że dotyczyła ona oceny stanu relacji dwustronnych oraz możliwych kierunków ich rozwoju „w interesie narodów obu krajów”.

Znadniemna.pl na podstawie Wiadomosci.wp.pl na zdjęciu: ministrowie spraw zagranicznych Białorusi i Polski, fot.: MSZ Białorusi

Wczoraj, 22 września, w Nowym Jorku doszło do pierwszej od dziesięciu lat rozmowy na szczeblu ministrów spraw zagranicznych Polski i Białorusi. Radosław Sikorski spotkał się ze swoim białoruskim odpowiednikiem Maksimem Ryżenkowem, a rozmowa – jak podkreślają obie strony – miała charakter zapoznawczy i dotyczyła sytuacji

Udostępniono 3,5 tysiąca dokumentów o losach Polaków deportowanych do Azji Środkowej.

Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku, we współpracy z Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, uruchomiło nowy portal „Z archiwów środkowoazjatyckich”. Serwis prezentuje około 3,5 tysiąca dokumentów dotyczących losów Polaków deportowanych przez władze sowieckie do Kazachstanu, Uzbekistanu i Kirgistanu. W zbiorze znalazły się materiały dotyczące deportacji, życia obywateli II Rzeczypospolitej na zesłaniu oraz historii Armii Andersa. Portal wyposażono w wyszukiwarkę opartą na sztucznej inteligencji, umożliwiającą przeszukiwanie zasobów w języku polskim i angielskim. Dokumenty dostępne są na stronie dokumentyzazji.pl.

Serwis gromadzi m.in. zespoły archiwalne z lat 1930–1950, kartoteki, listy, fotografie, dokumenty administracyjne oraz materiały opisujące codzienność zesłańców. Twórcy podkreślają, że projekt ma na celu nie tylko udostępnienie źródeł, lecz także przywrócenie pamięci o obywatelach II RP, których losy przez dziesięciolecia pozostawały rozproszone w archiwach państw Azji Środkowej.

Znadniemna.pl na podstawie Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, źródło ilustracji: facebook.com/udskior

Udostępniono 3,5 tysiąca dokumentów o losach Polaków deportowanych do Azji Środkowej. Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku, we współpracy z Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, uruchomiło nowy portal „Z archiwów środkowoazjatyckich”. Serwis prezentuje około 3,5 tysiąca dokumentów dotyczących losów Polaków deportowanych przez władze sowieckie do Kazachstanu,

W przypadającą na dzisiaj, 21 września, 565. rocznicę śmierci królowej Zofii Holszańskiej wspominamy monarchinię, która z leżącej daleko od ówczesnej stolicy ziemi holszańskiej trafiła na tron polski, by stać się matką dynastii Jagiellonów. Jej życie, choć naznaczone politycznymi burzami, pozostawiło po sobie pamięć kobiety silnej, świadomej i niezwykle ważnej dla losów wspólnej państwowości.

Droga młodej księżniczki, nazywanej w rodzinnym domu Sonką, do krakowskiego tronu wiodła przez pobliski Nowogródek. To właśnie w murach tutejszej fary, przyjmując chrzest w obrządku łacińskim i chrześcijańskie imię Zofia, poślubiła sędziwego Władysława Jagiełłę. Już współcześni dostrzegali jej nieprzeciętny charakter. Jan Długosz, nie zawsze życzliwy pochodzącej z Wielkiego Księstwa Litewskiego królowej, przyznawał jednak z pewnym podziwem, że była niewiastą „bystrego rozumu i wielkiej wspaniałości” – słowa, które wbrew intencjom krytycznego kronikarza brzmią dziś jak komplement. Długosz nie mógł pominąć faktu, że Zofia potrafiła doskonale odnaleźć się w skomplikowanym świecie krakowskich intryg i politycznych napięć.

Jej małżeństwo było dla państwa wydarzeniem przełomowym. To dzięki niej król doczekał się męskich potomków, a Polska i Litwa – przyszłych wielkich monarchów. Władysław Warneńczyk i Kazimierz Jagiellończyk, a przez nich cała potężna linia Jagiellonów, zawdzięczają swoje miejsce w historii właśnie Zofii. Jak wskazywał później wybitny historyk Oskar Halecki, to wokół jej potomstwa ukształtowała się struktura, bez której trudno wyobrazić sobie fenomen Jagiellońskiej Europy.

Zofia nie była jednak jedynie matką królów. Potrafiła twardo bronić swoich praw i przyszłości synów. W latach sporów o sukcesję, gdy możni próbowali ograniczyć jej wpływy, wykazała się niezwykłą jak na owe czasy samodzielnością. Tę determinację „niewiasty królewskiej” doceniał po latach badacz polskiej kultury Aleksander Brückner. To właśnie ta niezależność pozwoliła jej przetrwać polityczne burze po śmierci męża i zachować kluczową pozycję na dworze.

Dla nas, współczesnych, królowa Zofia pozostaje przede wszystkim żywym pomostem łączącym nasze ziemie z Koroną. Choć zasiadła na Wawelu, przyniosła ze sobą głębokie zrozumienie tradycji i potrzeb Wielkiego Księstwa Litewskiego. To z jej inspiracji i osobistego mecenatu powstał absolutny fundament polskiej kultury piśmienniczej – słynna „Biblia królowej Zofii”, czyli pierwsze monumentalne tłumaczenie Pisma Świętego na język polski. Fakt, że to właśnie z woli księżniczki z Holszan narodził się ten pomnik języka, do dziś stanowi powód do dumy dla mieszkańców jej rodzinnych stron.

Dlatego dzisiaj, 21 września, w tak wyjątkową rocznicę, pamiętamy Zofię Holszańską jako monarchinię, która w ciszy wawelskich komnat współtworzyła przyszłą potęgę Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Jej życie pokazuje, że wielkość ojczyzny rodzi się nie tylko na polach bitew, lecz także w decyzjach podejmowanych z myślą o przyszłości – w odwadze, która nie potrzebuje zbroi.

Opr. Emilia Kuklewska/Znadniemna.pl, ilustracja: portret Królowej Zofii Holszańskiej autorstwa Marcelego Krajewskiego, źródło: Wikipedia

W przypadającą na dzisiaj, 21 września, 565. rocznicę śmierci królowej Zofii Holszańskiej wspominamy monarchinię, która z leżącej daleko od ówczesnej stolicy ziemi holszańskiej trafiła na tron polski, by stać się matką dynastii Jagiellonów. Jej życie, choć naznaczone politycznymi burzami, pozostawiło po sobie pamięć kobiety silnej,

Przejdź do treści