HomeStandard Blog Whole Post

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na Białorusi Znadniemna.pl, zablokowali także szefowi „GP” dostęp do tweetdecka – aplikacji do zarządzania Twitterem. Jak dowiedział się portal Niezalezna.pl – atak na powiązany z Telewizją Republiką serwis „Poland Daily” został dokonany z Rygi, stolicy Łotwy.

Rasa Jakilaitiene, rzeczniczka litewskiego ministra spraw zagranicznych, powiedziała, że fałszywa wiadomość została umieszczona na polskiej stronie internetowej.

Fałszywe wiadomości pojawiły się na Polanddaily.com. W zamieszczonym tam artykule znalazła się uwaga ministra Linkeviciusa, w której twierdził, że na Białoruś trzeba wysłać siły pokojowe – powiedziała rzeczniczka.

Rzeczniczka litwewskiego MSZ zwróciła uwagę, że dla podniesienia wiarygodności fake newsa w artykule pojawiała się także wzmianka na temat polskiego ministra spraw zagranicznych.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy wydało oświadczenie zaprzeczające fałszywym informacjom. Potwierdzono, że odpowiednie służby wszczęły już w tej sprawie dochodzenie.

Jest wysoce prawdopodobne, że trwa cyberatak informacyjny, który jest obecnie badany przez władze litewskie – czytamy w komunikacie.

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” stracił dostęp do konta (zmieniono hasło), na którym wstawiono odnośnik do artykułu zamieszczonego na portalu Znadniemna.pl, który prowadzi Związek Polaków na Białorusi. Ów artykuł to także cyberprowokacja. Dowiadujemy się z niego, że „Polska i Litwa wzywają NATO do wysłania wojsk na Białoruś”.

Podrobiony artykuł na portalu „Poland Daily” nosił tytuł „Polska i Litwa naciskają na wysłanie wojsk na Białoruś”. Napisany był w języku angielskim i podobnie jak publikacja wrzucona na Znadniemna.pl, dezinformował o rzekomych naciskach Polski, Litwy i Stanów Zjednoczonych na NATO. W tekście pojawiły się też nazwiska ministra spraw zagranicznych Polski Zbigniewa Rau oraz Swiatłany Cichanouskiej. Na zdjęciu głównym umieszczono szefa litewskiej dyplomacji Linasa Linkevičiusa.

To nie pierwszy rosyjski atak na media związane ze „Strefą Wolnego Słowa”. Przypomnijmy: w maju 2020 r. portal Niezalezna.pl dwukrotnie padł ofiarą rosyjskich hakerów, którzy zmieniali treść naszych publikacji.

Na naszą stronę (a także na portale Telewizji Republika, Radia Szczecin, olsztyn24.pl oraz stronę gminy Orzysz, gdzie znajduje się garnizon) wstawiono artykuł pt. Amerykanie „chwalą” pobyt w Drawsku. „Jedyne czym mogą strzelić to gumki od majtek”

Gdy opublikowaliśmy informację o tym ataku, Rosjanie dokonali kolejnego włamania, zmieniając ją na „newsa”, że Niezalezna.pl przyznaje się do autorstwa wcześniejszego artykułu.

To nie koniec działań Moskwy przeciwko naszym mediom. Pod koniec maja na anglojęzycznym prorosyjskim portalu „The Duran” ukazał się „wywiad”, przeprowadzony rzekomo przez Katarzynę Gójską dla „Gazety Polskiej”. Rozmówcą wicenaczelnej tygodnika miał być amerykański generał broni Christopher G. Cavoli, dowódca sił amerykańskich w Europie. Nie trzeba chyba dodawać, że rozmowa, w której Cavoli twierdzi, że Polska i kraje bałtyckie są fatalnie zorganizowane pod względem militarnym, została w całości wymyślona.

Znadniemna.pl za niezalezna.pl

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na

W Mińsku rozpoczął się utajniony proces karny księdza Anatola Parachniewicza, proboszcza parafii  katolickiej w Olkowiczach koło Wilejki na Białorusi. Duchowny, który od ponad 200 dni jest bezprawnie przetrzymywany w areszcie śledczym KGB, został oskarżony przez reżimowe władze o „zdradę państwa”. Białoruskie środowiska obrońców praw człowieka oficjalnie uznały więzionego kapłana za więźnia politycznego, wskazując na czysto represyjny charakter wytoczonej mu sprawy.

Decyzją władz proces przeciwko 66-letniemu ks. Anatolowi Parachniewiczowi toczy się w trybie ściśle tajnym, za zamkniętymi drzwiami, a opinia publiczna nie jest informowana o jakichkolwiek szczegółach postępowania.

Ksiądz Parachniewicz został zatrzymany w połowie marca 2026 roku. Za kratkami spędził już przeszło siedem miesięcy (ponad 200 dni), tracąc jakikolwiek kontakt ze światem zewnętrznym. W tym okresie w murach więzienia przypadały zarówno jego 66. urodziny, jak i 31. rocznica przyjęcia święceń kapłańskich. Z danych przekazywanych przez zaniepokojonych wiernych wynika, że duchowny przebywa w izolatorze śledczym (SIZO) KGB pod najcięższym zarzutem „zdrady państwa”. Bliscy i parafianie od wielu miesięcy nie otrzymują żadnych oficjalnych wiadomości o stanie zdrowia kapłana oraz o postępach w prowadzonym przeciwko niemu śledztwie.

Zarzuty postawione ks. Parachniewiczowi wywołały natychmiastową reakcję niezależnych organizacji monitorujących sytuację humanitarną na Białorusi. Centrum Praw Człowieka „Wiasna” oraz powiązani z nim obrońcy praw człowieka oficjalnie wpisali duchownego na listę więźniów politycznych. Zdaniem ekspertów, sprawa ma podłoże wyłącznie polityczne i stanowi bezpośrednie uderzenie w działalność duszpasterską oraz niezłomną postawę moralną proboszcza.

Zaraz po aresztowaniu ks. Parachniewicza w marcu, białoruskie służby przeprowadziły brutalne przeszukania w budynku plebanii oraz w zabytkowym kościele w Olkowiczach koło Wilejki. Świątynia została następnie opieczętowana przez funkcjonariuszy reżimu, co całkowicie uniemożliwiło lokalnej społeczności katolickiej uczestnictwo w nabożeństwach i praktykach religijnych.

Obecne prześladowania ks. Anatola Parachniewicza nie są odosobnionym incydentem, lecz wpisują się w systemową, wieloletnią presję administracyjną i karną wymierzoną w Kościół katolicki na Białorusi. Scenariusz zastosowany wobec proboszcza z Olkowicz niemal w pełni pokrywa się z wcześniejszą sprawą ks. Henryka Okołotowicza – proboszcza z Wołożyna, który został zatrzymany na podstawie tego samego artykułu kodeksu karnego dotyczącego „zdrady państwa” i skazany na wieloletni wyrok kolonii karnej. ObrońcyCentrum praw człowieka alarmują, że reżim Aleksandra Łukaszenki regularnie wykorzystuje sfabrykowane oskarżenia o szpiegostwo i zdradę jako narzędzie terroru, mające na celu zastraszenie niezależnego duchowieństwa oraz całkowite podporządkowanie sobie mniejszości religijnych i narodowych.

Znadniemna.pl na podstawie Katolik.life, fot.: Katolik.life

W Mińsku rozpoczął się utajniony proces karny księdza Anatola Parachniewicza, proboszcza parafii  katolickiej w Olkowiczach koło Wilejki na Białorusi. Duchowny, który od ponad 200 dni jest bezprawnie przetrzymywany w areszcie śledczym KGB, został oskarżony przez reżimowe władze o „zdradę państwa”. Białoruskie środowiska obrońców praw człowieka

Sytuacja praw człowieka na Białorusi pozostaje krytyczna, a systemowe represje wobec przeciwników władz i osób uznawanych za nielojalne nie słabną. Takie wnioski płyną z wrześniowego raportu Centrum Praw Człowieka „Wiasna”. Według organizacji pod koniec września w białoruskich więzieniach przebywało 876 więźniów politycznych.

Obrońcy praw człowieka podkreślają, że represje na Białorusi nadal mają charakter stricte polityczny i wymierzone są w osoby o odmiennych poglądach, przeciwników politycznych oraz przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego.

Według danych „Wiasny” na koniec września 2026 roku w miejscach pozbawienia wolności przebywało 876 więźniów politycznych. Od początku kampanii prezydenckiej w 2020 roku za więźniów politycznych uznano łącznie 4815 osób. Tylko we wrześniu do tej kategorii zaliczono kolejnych 25 ludzi.

We wrześniu zwolniono część osadzonych. W rezultacie kolejnych „ułaskawień”, wydanych przez Aleksandra Łukaszenkę wolność odzyskały m.in. grupy byłych więźniów (w tym głośna grupa 25 osób w połowie miesiąca), które następnie zostały wywiezione na Litwę. Łącznie w kolejnych falach ułaskawień we wrześniu aktem łaski objęto także kilkanaście innych osób skazanych z przyczyn politycznych.

Jak zauważają autorzy raportu, pojedyncze zwolnienia nie zmieniają jednak ogólnego, dramatycznego obrazu sytuacji.

„Od lipca 2024 roku, gdy rozpoczął się proces uwalniania więźniów politycznych w drodze ułaskawień i wymian, na wolność przedterminowo wyszło około 900 osób. Jednocześnie liczba znanych „Wiasnie” osób skazanych w politycznie motywowanych sprawach karnych wzrosła o 3500, a lista tzw. ekstremistów zwiększyła się o 2700 nazwisk” – wskazali autorzy raportu.

Według organizacji co najmniej 170 więźniów politycznych znajduje się obecnie w szczególnie trudnej sytuacji ze względu na fatalny stan zdrowia, zaawansowany wiek lub dramatyczne warunki odbywania kary.

„Wiasna” zwraca również uwagę na utrzymujące się i przybierające na sile represje o charakterze transgranicznym. Wśród stosowanych metod wymienia arbitralne postępowania karne, wpisywanie emigrantów politycznych na listy „ekstremistów”, próby nakłaniania do tajnej współpracy ze służbami (KGB), inwigilację oraz wywieranie bezpośredniego nacisku na krewnych pozostających w kraju. Organizacja odnotowuje także coraz częstsze przypadki zaocznej konfiskaty majątku osób, które opuściły Białoruś.

Według obrońców praw człowieka reżim nadal rozszerza katalog organizacji i grup uznawanych za „ekstremistyczne”, co stwarza sztuczne podstawy prawne do dalszego prowadzenia postępowań karnych.

„Statystyka wpisywania do rejestru osób związanych z działalnością ekstremistyczną, skazanych z powodów politycznych w 2026 roku, wskazuje na utrzymywanie się wysokiego poziomu represji karnych” – podkreśla „Wiasna”.

Znadniemna.pl na podstawie Raportu Centrum Praw Człowieka „Wiasna”  pt. „Sytuacja z prawami człowieka na Białorusi. Wrzesień 2026”, fot.: Hpravy.org

Sytuacja praw człowieka na Białorusi pozostaje krytyczna, a systemowe represje wobec przeciwników władz i osób uznawanych za nielojalne nie słabną. Takie wnioski płyną z wrześniowego raportu Centrum Praw Człowieka „Wiasna”. Według organizacji pod koniec września w białoruskich więzieniach przebywało 876 więźniów politycznych. Obrońcy praw człowieka podkreślają,

Mija 150 lat od urodzin Jana Bułhaka, twórcy pojęcia „fotografika”, nestora polskiej fotografii i autora tysięcy zdjęć, które utrwaliły krajobrazy Nowogródczyzny, Wileńszczyzny i wielu miast dawnej Rzeczypospolitej. Jubileusz obchodzony jest przede wszystkim w Polsce i na Litwie, gdzie przypomina wyjątkowy wkład Mistrza w dokumentację Wilna oraz rodzinnych stron pod Nowogródkiem.

Jan Bułhak urodził się 6 października 1876 roku w Ostaszynie koło Nowogródka, w rodzinie ziemiańskiej osiadłej na Nowogródczyźnie. To właśnie krajobraz rodzinnych stron ukształtował jego wrażliwość estetyczną i pozostał jednym z najważniejszych tematów jego twórczości. Wspomnienia dzieciństwa spędzonego w ostaszyńskim majątku wracały później zarówno w jego fotografiach, jak i tekstach literackich.

Choć największą sławę przyniosły mu fotografie Wilna, Bułhak przez całe życie pozostawał emocjonalnie związany z ziemią nowogródzką. Fotografował rodzinne okolice, Mińszczyznę, dwory, wiejskie krajobrazy i zabytki Kresów. Dopiero później jego działalność objęła dziesiątki miast II Rzeczypospolitej, od Warszawy i Krakowa po Lublin, Grodno i Zamość. W jego pracowni powstało 158 albumów dokumentujących miasta, zabytki i krajobrazy kraju.

Jako artysta i teoretyk ukuł pojęcie „fotografika”, propagował ideę „fotografii ojczystej”, założył Fotoklub Wileński i współtworzył Fotoklub Polski. Przez dwadzieścia lat kierował Zakładem Fotografii Artystycznej Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, kształcąc kolejne pokolenia fotografików.

Największym dziełem jego życia okazał się jednak fotograficzny portret Wilna. W latach 1912–1944 stworzył ogromne archiwum przedstawiające panoramy miasta, jego świątynie, zaułki i place. Dla współczesnych badaczy są to nie tylko dzieła sztuki, ale także bezcenne świadectwo historii miasta.

Jubileusz w Polsce

Najbardziej widoczne obchody rocznicowe mają charakter popularyzatorski i koncentrują się na jego związkach mistrza fotografii z Kresami. W Słupsku zorganizowano spotkanie z cyklu „Kresy dalekie i bliskie”, podczas którego Tomasz Kuba Kozłowski zaprezentował wykład „Okiem i piórem Mistrza. Wilno, Wileńszczyzna i Nowogródczyzna Jana Bułhaka”. Organizatorzy podkreślają przede wszystkim jego pochodzenie z Ostaszyna koło Nowogródka oraz dokumentację rodzinnej Nowogródczyzny.

Podobne wydarzenia odbywają się na Pomorzu. W Gdańsku i Gdyni Fundacja Pomorskich Kresowian przygotowała poświęconą Bułhakowi jubileuszową multimedialną prezentację. A osią narracji prezentowanego dorobku Mistrza była właśnie Nowogródczyzna, Wileńszczyzna, a także rola fotografa w zachowaniu pamięci o dawnych ziemiach północno-wschodnich Rzeczypospolitej.

Jubileusz na Litwie

Na Litwie rocznica obchodzona jest szerzej i bardziej instytucjonalnie. Litewskie Muzeum Narodowe przygotowało wystawę Between Light and Ruins: Jan Bułhak’s Vilnius (w polskiej wersji prezentowaną jako „Między światłem a ruinami: Wilno Jana Bułhaka”), poświęconą jego dokumentacji miasta z lat 1912–1944. Ekspozycja zostanie otwarta w Domu Sygnatariuszy w Wilnie i jest wprost przedstawiana jako wydarzenie związane ze 150. rocznicą urodzin artysty.

Wspomnianym obchodom towarzyszą również publikacje i działania edukacyjne przypominające Bułhaka jako jednego z najważniejszych fotografów Wilna. Litewskie media i instytucje kultury podkreślają jego szlacheckie korzenie, dzieciństwo spędzone w Ostaszynie oraz wyjątkową zdolność ukazywania miasta jako harmonijnego połączenia architektury i krajobrazu.

Dziedzictwo Nowogródczyzny

W przypadku Jana Bułhaka warto pamiętać, że zanim stał się fotografem Wilna, był synem Nowogródczyzny. To z rodzinnego Ostaszyna wyniósł fascynację krajobrazem, ziemiańską kulturą kresową oraz przekonanie, że fotografia może być narzędziem zachowania pamięci o miejscu. Dlatego 150. rocznica jego urodzin jest nie tylko świętem fotografii, ale także okazją do przypomnienia człowieka, który zatrzymał w kadrze świat rodzinnych stron mickiewiczowskiej ziemi nowogródzkiej.

Opr. Emilia Kuklewska/Znadniemna.pl, na zdjęciu: Jan Bułhak (1935). Koloryzacji portretu z wileńskiego przedwojennego miesięcznika „Teatr” dokonała Yulia Vladimirskaya, źródło: Wikimedia Commons

Mija 150 lat od urodzin Jana Bułhaka, twórcy pojęcia „fotografika”, nestora polskiej fotografii i autora tysięcy zdjęć, które utrwaliły krajobrazy Nowogródczyzny, Wileńszczyzny i wielu miast dawnej Rzeczypospolitej. Jubileusz obchodzony jest przede wszystkim w Polsce i na Litwie, gdzie przypomina wyjątkowy wkład Mistrza w dokumentację Wilna

W 1582 roku król Stefan Batory zdecydował o natychmiastowym przyjęciu w Rzeczypospolitej Obojga Narodów nowo powstałego kalendarza gregoriańskiego. Ta wielka europejska reforma miary czasu objęła również Grodno – kluczowy ośrodek Wielkiego Księstwa Litewskiego na ziemiach dzisiejszej Białorusi. Mieszkańcy państwa kładąc się spać w czwartek 4 października, obudzili się rano w piątek… 15 października.

Inicjatorem zmian był papież Grzegorz XIII, który w lutym 1582 roku wydał słynną bullę Inter gravissimas. Dotychczas stosowany kalendarz juliański spóźniał się względem roku astronomicznego o około 11 minut rocznie. Przez stulecia błąd ten urósł do 10 dni, co poważnie zaburzało wyliczanie ruchomych świąt kościelnych, w tym Wielkanocy. Jedynym wyjściem było fizyczne usunięcie nadmiarowych dat z kalendarza, by zsynchronizować czas z naturą.

Rzeczpospolita Obojga Narodów stała się jednym z pierwszych państw na świecie, które bez wahania zaimplementowały papieski dekret. Król Stefan Batory, który niezwykle cenił Grodno i uczynił z niego jedną ze swoich głównych rezydencji, zadbał o to, by reforma weszła w życie jednocześnie w Koronie oraz w Wielkim Księstwie Litewskim. Przeskok o 10 dni sprawił, że czwartek 4 października 1582 roku był ostatnim dniem starego porządku, a kolejnego poranka nastał od razu piątek 15 października, co z dnia na dzień formalnie zmieniło daty w dokumentach.

Choć w Grodnie i Wilnie urzędowa machina dostosowała się do nowych wytycznych natychmiast, przejście na kalendarz gregoriański wywołało w Europie spore zamieszanie. Kraje protestanckie oraz prawosławne długo traktowały tę zmianę jako próbę narzucenia im watykańskiej władzy. W efekcie państwa takie jak Wielka Brytania czy Rosja na nową rachubę czasu przechodziły dopiero stulecia później, co przez pokolenia mocno komplikowało międzynarodowy handel, dyplomację oraz podróże.

 Opr. Adolf Gorzkowski/Znadniemna.pl, ilustracja: Stefan Batory (1533-1586), król Polski. Lit. J. F. Piwarski wg M. Bacciarellego. 1857 r., źródło: one.bid

W 1582 roku król Stefan Batory zdecydował o natychmiastowym przyjęciu w Rzeczypospolitej Obojga Narodów nowo powstałego kalendarza gregoriańskiego. Ta wielka europejska reforma miary czasu objęła również Grodno – kluczowy ośrodek Wielkiego Księstwa Litewskiego na ziemiach dzisiejszej Białorusi. Mieszkańcy państwa kładąc się spać w czwartek 4

5 października 1938 roku w Łagiewnikach pod Krakowem zmarła siostra Faustyna Kowalska. Jej orędzie o Bożym Miłosierdziu znalazło szczególne miejsce także wśród Polaków na dawnych Kresach, w tym na ziemiach dzisiejszej Białorusi.

Ta cicha i pokorna zakonnica odeszła z tego świata mając zaledwie 33 lata. W chwili śmierci nie przypuszczała zapewne, że jej „Dzienniczek” stanie się jedną z najbardziej znanych książek religijnych XX wieku, a spisane przez nią orędzie o Bożym Miłosierdziu trafi do milionów wiernych na wszystkich kontynentach.

Urodzona w Głogowcu na ziemi łódzkiej, całe swoje życie poświęciła służbie Bogu. W swoich duchowych zapiskach opisywała objawienia Chrystusa Miłosiernego, który miał przekazać światu wezwanie do ufności i miłosierdzia wobec bliźnich. Przesłanie to zyskało szczególne znaczenie w czasach wojennych i powojennych, gdy narody Europy Środkowo-Wschodniej doświadczały cierpienia, prześladowań i wykorzenienia.

Dla Polaków na dawnych Kresach Rzeczypospolitej kult Bożego Miłosierdzia przez dziesięciolecia stanowił źródło duchowej siły. Obraz Jezusa Miłosiernego oraz modlitwa Koronki do Miłosierdzia Bożego odnajdywały miejsce w domach i świątyniach także na ziemiach dzisiejszej Białorusi, gdzie polska społeczność pielęgnowała swoją wiarę mimo licznych przeciwności.

Znaczenie dzieła siostry Faustyny podkreślił św. Jan Paweł II, który 30 kwietnia 2000 roku wyniósł ją na ołtarze. Papież Polak nazwał ją „darem Boga dla naszych czasów”, a sanktuarium w krakowskich Łagiewnikach stało się jednym z najważniejszych miejsc pielgrzymkowych współczesnego Kościoła.

W 88. rocznicę śmierci św. Faustyny warto przypomnieć jej przesłanie, które pozostaje aktualne również dziś: aby w świecie pełnym podziałów i niepewności nie tracić nadziei, lecz budować życie na wierze, przebaczeniu i miłosierdziu. Dla wielu Polaków na Białorusi jest to nadal ważna część duchowego dziedzictwa, łączącego ich z narodową i religijną tradycją przodków.

Opr. Emilia Kuklewska/Znadniemna.pl, na zdjęciu: Kaplica z cudownym obrazem Jezusa Miłosiernego i grobem św. siostry Faustyny, fot.: rabka.faustyna.pl

5 października 1938 roku w Łagiewnikach pod Krakowem zmarła siostra Faustyna Kowalska. Jej orędzie o Bożym Miłosierdziu znalazło szczególne miejsce także wśród Polaków na dawnych Kresach, w tym na ziemiach dzisiejszej Białorusi. Ta cicha i pokorna zakonnica odeszła z tego świata mając zaledwie 33 lata. W

Brat Krzysztof, reprezentant międzynarodowej i ekumenicznej Wspólnoty z Taizé, przebywa z wizytą na Białorusi. W dniach 5-10 października odwiedza Smorgonie, Mińsk i Grodno, gdzie uczestniczy w spotkaniach oraz modlitwach organizowanych przez lokalne wspólnoty chrześcijańskie.

Wizyta brata Krzysztofa wpisuje się w przygotowania do 49. Europejskiego Spotkania Młodych organizowanego przez Wspólnotę z Taizé, które odbędzie się w Łodzi w dniach 28 grudnia 2026 roku – 1 stycznia 2027 roku.

Znak jedności i przygotowania do spotkania w Łodzi

Wizyta brata Krzysztofa odbywa się w okresie intensywnych przygotowań do Europejskiego Spotkania Młodych w Łodzi. Oprócz wymiaru duchowego spotkania służą także przekazywaniu informacji organizacyjnych oraz zachęcaniu młodych ludzi do udziału w wydarzeniu.

Harmonogram wizyty obejmuje trzy miasta:

W każdym z tych miejsc zaplanowano otwarte spotkania i modlitwy inspirowane duchowością Taizé, dostępne dla wiernych różnych wyznań.

Czym jest Wspólnota z Taizé

Wspólnota z Taizé to międzynarodowa wspólnota ekumeniczna założona w 1940 roku przez brata Rogera we francuskiej miejscowości Taizé. Skupia braci pochodzących z różnych tradycji chrześcijańskich i wielu krajów świata.

Wspólnota jest uznawana za jeden z najważniejszych ośrodków współczesnego ruchu ekumenicznego. Jej działalność koncentruje się na modlitwie, pojednaniu i budowaniu dialogu pomiędzy chrześcijanami różnych wyznań. Znakiem rozpoznawczym Taizé są krótkie medytacyjne kanony śpiewane podczas modlitwy.

Od 2023 roku przeorem wspólnoty jest brat Mateusz (Matthew).

Droga do Łodzi

Głównym celem wizyty jest zaproszenie młodych ludzi do udziału w 49. Europejskim Spotkaniu Młodych organizowanym przez Wspólnotę z Taizé. Wydarzenie odbędzie się w Łodzi od 28 grudnia 2026 roku do 1 stycznia 2027 roku i zgromadzi uczestników w wieku od 18 do 35 lat z całej Europy.

Europejskie Spotkania Młodych są częścią „Pielgrzymki Zaufania przez Ziemię”, zainicjowanej przez brata Rogera. Co roku odbywają się w innym europejskim mieście, stając się miejscem modlitwy, dialogu i budowania więzi między młodymi ludźmi różnych narodowości i wyznań.

Organizatorzy liczą, że lokalizacja spotkania w Polsce ułatwi udział młodym ludziom z Europy Środkowo-Wschodniej, w tym również uczestnikom z Białorusi.

Znadniemna.pl na podstawie Wspólnota z Taize na Białorusi, fot.: Vkontakte

Brat Krzysztof, reprezentant międzynarodowej i ekumenicznej Wspólnoty z Taizé, przebywa z wizytą na Białorusi. W dniach 5-10 października odwiedza Smorgonie, Mińsk i Grodno, gdzie uczestniczy w spotkaniach oraz modlitwach organizowanych przez lokalne wspólnoty chrześcijańskie. Wizyta brata Krzysztofa wpisuje się w przygotowania do 49. Europejskiego Spotkania Młodych

Dzisiaj, 2 października, mija dokładnie 17 lat od śmierci Marka Edelmana – legendarnego przywódcy Powstania w Getcie Warszawskim, wybitnego kardiologa i niezłomnego obrońcy praw człowieka. Choć jego późniejsze losy splotły się nierozerwalnie z Warszawą i Łodzią, na łamach Znadniemna.pl pragniemy przypomnieć o kresowym początku tej niezwykłej biografii. To właśnie w Homlu, na dzisiejszej Białorusi, narodził się człowiek, który całe swoje życie poświęcił walce z totalitaryzmami i obronie ludzkiej godności.

Marek Edelman urodził się – według większości źródeł – 1 stycznia 1919 roku w Homlu. Choć rodzina wkrótce potem przeniosła się do Warszawy, to właśnie nad Sożem ukształtowały się korzenie, które zdefiniowały całe jego późniejsze życie. Edelman nie wziął się znikąd – był dzieckiem specyficznego, kresowego tygla kulturowego oraz radykalnych tradycji politycznych, które na przełomie XIX i XX wieku tętniły w Homlu.

Na początku dwudziestego stulecia Homel był prężnym ośrodkiem, w którym społeczność żydowska stanowiła ponad połowę mieszkańców. Było to miasto robotnicze, kolejowe, ale też miejsce narodzin silnego oporu przeciwko carskiemu uciskowi. To tutaj w 1903 roku doszło do jednego z najsłynniejszych pogromów, podczas którego lokalna żydowska samoobrona stawiła zbrojny opór napastnikom. W tej atmosferze buntu i walki o podmiotowość dorastali rodzice Marka.

Jego ojciec, Natan Feliks Edelman, był związany z rosyjskimi socjalistami-rewolucjonistami (eserami), a matka, Cecylia z domu Edelman, była wpływową działaczką Ogólnożydowskiego Związku Robotniczego (Bundu) – partii, która narodziła się na ziemiach dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego i tam miała swoje najsilniejsze bastiony. To właśnie z domu rodzinnego w Homlu młody Marek wyniósł absolutny fundament swojego światopoglądu: głębokie przekonanie, że przed złem i przemocą nigdy nie wolno klękać, a o sprawiedliwość społeczną i wolność trzeba walczyć tam, gdzie się żyje.

Gdy jako młody chłopak, a później dorosły mężczyzna, Edelman stawał na czele Żydowskiej Organizacji Bojowej w Warszawie, realizował w praktyce to, co jego bliscy praktykowali na Kresach. Kiedy w 1943 roku warszawskie getto chwyciło za broń, była to dramatyczna kontynuacja tradycji samoobrony, której lekcję Edelman odebrał z opowieści o rodzinnym Homlu. Jak sam wielokrotnie powtarzał – nie chodziło o militarny triumf, lecz o wybór sposobu umierania: z bronią w ręku, z podniesioną głową.

Marek Edelman w okresie Powstania w Getcie Warszawskim, fot.: Wikipedia

Po wojnie, jako genialny kardiolog w Łodzi, Marek Edelman rewolucjonizował polską medycynę, „ścigając się z Panem Bogiem” o każde ludzkie istnienie. Przez całe dekady komunizmu pozostał wierny bundowskiej zasadzie wyniesionej z Kresów: nigdy nie opuścił Polski, angażował się w działalność KOR-u i „Solidarności”, a na starość głośno krzyczał przeciwko krzywdzie ludzkiej w Bośni, Kosowie czy Afryce.

Dla ludzi urodzonych na Białorusi, postać Marka Edelmana ma wymiar szczególny. Przypomina, że z naszych ziem wyrośli ludzie formatu światowego – niezłomni, wierni uniwersalnym wartościom, którzy potrafili rzucić wyzwanie największym totalitaryzmom XX wieku. Przypominając dziś jego słynne słowa: „Najważniejsze jest życie, a jak już jest życie, to najważniejsza jest wolność”, pamiętajmy, że ten uniwersalny testament wolności miał swój początek w robotniczym, dumnym Homlu.

Cześć Jego Pamięci!

Znadniemna.pl, na zdjęciu: pogrzeb Marka Edelmana – Warszawa, 9 października 2009 r., fot.: Wikipedia.org

Dzisiaj, 2 października, mija dokładnie 17 lat od śmierci Marka Edelmana – legendarnego przywódcy Powstania w Getcie Warszawskim, wybitnego kardiologa i niezłomnego obrońcy praw człowieka. Choć jego późniejsze losy splotły się nierozerwalnie z Warszawą i Łodzią, na łamach Znadniemna.pl pragniemy przypomnieć o kresowym początku tej

Dwór Grebnickich w Orzechownie na Witebszczyźnie, wystawiony pod koniec września na kolejną aukcję za symboliczną cenę, znalazł nabywcę. XIX-wieczną rezydencję polskiej rodziny ziemiańskiej kupił obywatel Stanów Zjednoczonych, który był jedynym uczestnikiem licytacji. Za zabytkowy obiekt zapłacił 47 rubli i 25 kopiejek, czyli równowartość około 60 złotych.

Jeszcze pod koniec sierpnia informowaliśmy, że władze rejonu uszackiego ponownie wystawiły na sprzedaż dwór Grebnickich, licząc na znalezienie inwestora gotowego uratować jeden z najbardziej malowniczo położonych zabytków ziemiańskich na Witebszczyźnie. Cena wywoławcza wynosiła wówczas 45 rubli, a przyszły właściciel miał przejąć na siebie pełną odpowiedzialność za restaurację obiektu.

Tym razem aukcja zakończyła się powodzeniem. Nabywcą został obywatel USA, który jako jedyny przystąpił do licytacji. Informacje o nowym właścicielu są na razie bardzo skąpe. Organizatorzy przetargu i media informujące o transakcji nie ujawnili jego nazwiska ani szczegółów dotyczących prowadzonej działalności. Wiadomo jedynie, że jest obywatelem Stanów Zjednoczonych i deklaruje chęć ratowania zabytkowej nieruchomości.

Według doniesień inwestor zdaje sobie sprawę ze stanu technicznego budynku, który od lat znajduje się w stanie postępującej degradacji i według ocen specjalistów jest zagrożony zawaleniem. Pierwszym etapem działań ma być zabezpieczenie obiektu oraz zahamowanie dalszego niszczenia murów. Prace konserwacyjne mogą potrwać około roku, a dopiero później będzie można podjąć decyzję o docelowym przeznaczeniu dworu. Wśród rozważanych wariantów wymieniane są funkcje muzealne, artystyczne, turystyczne lub hotelowe.

Historia sprzedaży dworu Grebnickich dobrze pokazuje problemy związane z ratowaniem zabytków na Białorusi. Rezydencję próbowano sprzedać od 2014 roku. W 2020 roku znalazł się nabywca, który kupił ją za 27 rubli, jednak nie doprowadził do rozpoczęcia renowacji. Podobnie zakończyła się kolejna transakcja z 2025 roku, kiedy obiekt za 40 rubli nabyła mieszkanka Mińska. Ostatecznie również ona zrezygnowała z realizacji inwestycji, a dwór ponownie wrócił na aukcję.

Położony nad jeziorem Orzechowno majątek został wzniesiony w 1840 roku w stylu późnego klasycyzmu. Za czasów rodziny Grebnickich był centrum dużego gospodarstwa ziemskiego, w którym działały między innymi browar, młyn parowy, kuźnia, fabryka płótna i stadnina koni. Po rewolucji bolszewickiej obiekt znacjonalizowano. W różnych okresach mieściły się w nim mieszkania kołchozowe, szpital partyzancki i szkoła funkcjonująca do początku lat 90. XX wieku. Od momentu jej zamknięcia budynek pozostaje opuszczony.

Nowy właściciel przejął nie tylko sam dwór o powierzchni około 510 metrów kwadratowych, ale również prawo dzierżawy terenu wraz z otaczającym go parkiem do 2070 roku. Zgodnie z warunkami sprzedaży będzie zobowiązany do ochrony zabytku i przeprowadzenia jego rekonstrukcji w ciągu pięciu lat. W ciągu 30 dni od zawarcia umowy musi również podpisać formalne zobowiązanie do zachowania historyczno-kulturowej wartości obiektu.

Po latach nieudanych prób sprzedaży i dwóch niespełnionych obietnic renowacji, los dworu Grebnickich ponownie zależy od determinacji prywatnego inwestora. Tym razem jest nim tajemniczy Amerykanin, który zdecydował się zaryzykować tam, gdzie jego poprzednicy ponieśli porażkę.

Znadniemna.pl na podstawie Dziady.by – wirtualna podróż na Białoruś, na zdjęciu : nabyty przez obywatela USA dwór Grebnickich  w Orzechownie na Witebszczyźnie, fot.: facebook.com

Dwór Grebnickich w Orzechownie na Witebszczyźnie, wystawiony pod koniec września na kolejną aukcję za symboliczną cenę, znalazł nabywcę. XIX-wieczną rezydencję polskiej rodziny ziemiańskiej kupił obywatel Stanów Zjednoczonych, który był jedynym uczestnikiem licytacji. Za zabytkowy obiekt zapłacił 47 rubli i 25 kopiejek, czyli równowartość około 60

Rekrutacja na studia w roku akademickim 2026/2027 pokazała wyraźne różnice między Polską a Białorusią. Podczas gdy polskie uczelnie odnotowują wysokie lub wręcz rekordowe zainteresowanie kandydatów, część białoruskich szkół wyższych po raz pierwszy od wielu lat zmaga się z problemem niewypełnionych limitów przyjęć.

W Polsce tegoroczna kampania rekrutacyjna przebiegała pod znakiem dużej konkurencji na najbardziej popularnych kierunkach. Wiele uczelni informowało o wzroście liczby kandydatów. Uniwersytet Warszawski przyciągnął około 37,6 tys. kandydatów, którzy dokonali 74,8 tys. rejestracji. Natomiast Uniwersytet Jagielloński otrzymał około 42 tys. zgłoszeń od 23 tys. kandydatów, co oznacza wzrost w porównaniu z poprzednim rokiem. Szczególnym zainteresowaniem cieszyły się kierunki medyczne, psychologia, prawo, zarządzanie oraz informatyka.

Również uczelnie techniczne notowały bardzo dobre wyniki. Politechnika Białostocka poinformowała o rekordowych 6440 zgłoszeniach na studia pierwszego stopnia. Największą popularnością cieszyły się tam cyberbezpieczeństwo, informatyka, zarządzanie finansami i rachunkowość oraz budownictwo.

Polski system szkolnictwa wyższego pozostaje atrakcyjny także dla studentów zagranicznych. W roku akademickim 2024/2025 studiowało w Polsce około 12,2 tys. obywateli Białorusi. Choć pełne dane za rok 2026/2027 nie zostały jeszcze opublikowane, uczelnie sygnalizują utrzymujące się duże zainteresowanie ze strony kandydatów z Białorusi.

Odmienny obraz wyłania się z tegorocznej rekrutacji na Białorusi. Według informacji przywoływanych przez niezależne media, po raz pierwszy od wielu lat część uczelni w Mińsku i Grodnie nie zdołała wypełnić limitów przyjęć na kierunki medyczne i techniczne. Media zwracały uwagę na niedobór kandydatów nawet na specjalnościach, które dotychczas należały do najbardziej obleganych.

Eksperci wskazują kilka przyczyn tego zjawiska. Wśród najważniejszych wymienia się niż demograficzny, emigrację młodych ludzi oraz rosnące zainteresowanie studiami za granicą. Dla wielu maturzystów z Białorusi szczególnie kuszącą perspektywą pozostają uczelnie w Polsce, oferujące dyplomy uznawane w całej Unii Europejskiej oraz większe możliwości rozwoju zawodowego.

Tegoroczna rekrutacja pokazuje więc dwa przeciwstawne trendy. W Polsce uczelnie nadal przyciągają dużą liczbę kandydatów, a konkurencja na najbardziej prestiżowych kierunkach pozostaje wysoka. Na Białorusi coraz częściej mówi się natomiast o problemach z obsadzeniem wszystkich miejsc i o rosnącej mobilności edukacyjnej młodzieży. W efekcie Polska umacnia swoją pozycję jako jeden z głównych kierunków studiów zagranicznych wybieranych przez młodych Białorusinów.

Opr. Emilia Kuklewska/Znadniemna.pl, na zdjęciach: wiodące uniwersytety Polski i Białorusi – Uniwersytet Warszawski i Białoruski Uniwersytet Państwowy, kolaż: Znadniemna.pl

Rekrutacja na studia w roku akademickim 2026/2027 pokazała wyraźne różnice między Polską a Białorusią. Podczas gdy polskie uczelnie odnotowują wysokie lub wręcz rekordowe zainteresowanie kandydatów, część białoruskich szkół wyższych po raz pierwszy od wielu lat zmaga się z problemem niewypełnionych limitów przyjęć. W Polsce tegoroczna kampania

Gwałtowny wzrost odmów ochrony międzynarodowej dla Białorusinów doprowadził do pierwszego masowego protestu pod siedzibą Urzędu do Spraw Cudzoziemców. Demonstracja unaoczniła narastające napięcie między wnioskodawcami a polską administracją, która od kilku miesięcy stosuje znacznie bardziej restrykcyjną praktykę.

26 września przed budynkiem Urzędu do Spraw Cudzoziemców w Warszawie zebrało się ponad 50 Białorusinów. Przynieśli flagi, transparenty i petycję, domagając się wyjaśnienia, dlaczego Polska zaczęła masowo odmawiać im ochrony międzynarodowej. W centrum protestu znalazło się pytanie skierowane do urzędników:

„Kiedy Białoruś stała się bezpieczna?”

Pod złożoną do Urzędu petycją podpisało się około 50 osób, co — jak podkreślają organizatorzy — czyni ją formalnym, zbiorowym wnioskiem, na który Urząd „nie może nie zareagować”.

Demonstracja była reakcją na statystyki z ostatnich miesięcy. W sierpniu pozytywne decyzje o przyznaniu ochrony międzynarodowej otrzymało zaledwie 35% białoruskich wnioskodawców — więcej niż w lipcu, gdy status uchodźcy lub ochronę uzupełniającą przyznano tylko 13% osób, ale nieporównywalnie mniej niż w poprzednich latach oraz w pierwszych pięciu miesiącach 2026 roku. W tym okresie odsetek odmów wynosił jedynie 4,5–5,5% wszystkich decyzji, co oznaczało, że ponad 90% Białorusinów otrzymywało ochronę. Obecny spadek skuteczności wniosków, połączony z oczekiwaniem na rozpatrzenie spraw przez 1,5–2 lata, tworzy sytuację, którą prawnicy określają jako kryzysową.

Pierwszym z nich jest zaostrzenie interpretacji ryzyka prześladowań. Urzędnicy częściej uznają, że wnioskodawcy nie wykazują indywidualnego zagrożenia, co wcześniej – po 2020 roku – było traktowane znacznie szerzej. Drugim problemem jest przeciążenie administracji: rozpatrywanie zaległych spraw z lat 2023–2024 wydłuża czas oczekiwania nawet do dwóch lat, a w tym czasie wielu osobom wygasły paszporty, co uniemożliwia wykonanie obowiązkowych czynności proceduralnych.

Najbardziej kontrowersyjny mechanizm dotyczy jednak powrotów części Białorusinów do kraju po uzyskaniu ochrony, np. w celu wymiany paszportu. System graniczny rejestruje każdy przejazd, a urzędnicy widzą te dane podczas analizy kolejnych wniosków. Jak podkreśla prawniczka Irina Waraczkowa, cytowana przez portal Svaboda.org, takie przypadki podważają wiarygodność całej grupy i stały się jednym z argumentów w odmowach.

Waraczkowa apeluje, by osoby, które otrzymały odmowę, koniecznie składały odwołania i – jeśli to konieczne – kierowały sprawy do sądu, który jej zdaniem pozostaje jedyną realną ochroną dla Białorusinów. Zwraca też uwagę na możliwość złożenia wniosku o pobyt czasowy w ciągu 14 dni od odmowy oraz na konieczność precyzyjnego, udokumentowanego uzasadnienia odwołania.

Protestujący oczekują reakcji władz na złożony zbiorowy wniosek. Podkreślają, że masowe odmowy nie tylko zagrażają bezpieczeństwu osób uciekających przed represjami, ale także tworzą chaos prawny, w którym wnioskodawcy tracą dokumenty, status i możliwość legalnego życia w Polsce.

Znadniemna.pl na podstawie Svaboda.org, na zdjęciu: akcja protestacyjna pod siedzibą Urzędu do Spraw Cudzoziemców w Warszawie, fot.: svaboda.org

Gwałtowny wzrost odmów ochrony międzynarodowej dla Białorusinów doprowadził do pierwszego masowego protestu pod siedzibą Urzędu do Spraw Cudzoziemców. Demonstracja unaoczniła narastające napięcie między wnioskodawcami a polską administracją, która od kilku miesięcy stosuje znacznie bardziej restrykcyjną praktykę. 26 września przed budynkiem Urzędu do Spraw Cudzoziemców w Warszawie

Przejdź do treści