HomeStandard Blog Whole Post

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na Białorusi Znadniemna.pl, zablokowali także szefowi „GP” dostęp do tweetdecka – aplikacji do zarządzania Twitterem. Jak dowiedział się portal Niezalezna.pl – atak na powiązany z Telewizją Republiką serwis „Poland Daily” został dokonany z Rygi, stolicy Łotwy.

Rasa Jakilaitiene, rzeczniczka litewskiego ministra spraw zagranicznych, powiedziała, że fałszywa wiadomość została umieszczona na polskiej stronie internetowej.

Fałszywe wiadomości pojawiły się na Polanddaily.com. W zamieszczonym tam artykule znalazła się uwaga ministra Linkeviciusa, w której twierdził, że na Białoruś trzeba wysłać siły pokojowe – powiedziała rzeczniczka.

Rzeczniczka litwewskiego MSZ zwróciła uwagę, że dla podniesienia wiarygodności fake newsa w artykule pojawiała się także wzmianka na temat polskiego ministra spraw zagranicznych.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy wydało oświadczenie zaprzeczające fałszywym informacjom. Potwierdzono, że odpowiednie służby wszczęły już w tej sprawie dochodzenie.

Jest wysoce prawdopodobne, że trwa cyberatak informacyjny, który jest obecnie badany przez władze litewskie – czytamy w komunikacie.

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” stracił dostęp do konta (zmieniono hasło), na którym wstawiono odnośnik do artykułu zamieszczonego na portalu Znadniemna.pl, który prowadzi Związek Polaków na Białorusi. Ów artykuł to także cyberprowokacja. Dowiadujemy się z niego, że „Polska i Litwa wzywają NATO do wysłania wojsk na Białoruś”.

Podrobiony artykuł na portalu „Poland Daily” nosił tytuł „Polska i Litwa naciskają na wysłanie wojsk na Białoruś”. Napisany był w języku angielskim i podobnie jak publikacja wrzucona na Znadniemna.pl, dezinformował o rzekomych naciskach Polski, Litwy i Stanów Zjednoczonych na NATO. W tekście pojawiły się też nazwiska ministra spraw zagranicznych Polski Zbigniewa Rau oraz Swiatłany Cichanouskiej. Na zdjęciu głównym umieszczono szefa litewskiej dyplomacji Linasa Linkevičiusa.

To nie pierwszy rosyjski atak na media związane ze „Strefą Wolnego Słowa”. Przypomnijmy: w maju 2020 r. portal Niezalezna.pl dwukrotnie padł ofiarą rosyjskich hakerów, którzy zmieniali treść naszych publikacji.

Na naszą stronę (a także na portale Telewizji Republika, Radia Szczecin, olsztyn24.pl oraz stronę gminy Orzysz, gdzie znajduje się garnizon) wstawiono artykuł pt. Amerykanie „chwalą” pobyt w Drawsku. „Jedyne czym mogą strzelić to gumki od majtek”

Gdy opublikowaliśmy informację o tym ataku, Rosjanie dokonali kolejnego włamania, zmieniając ją na „newsa”, że Niezalezna.pl przyznaje się do autorstwa wcześniejszego artykułu.

To nie koniec działań Moskwy przeciwko naszym mediom. Pod koniec maja na anglojęzycznym prorosyjskim portalu „The Duran” ukazał się „wywiad”, przeprowadzony rzekomo przez Katarzynę Gójską dla „Gazety Polskiej”. Rozmówcą wicenaczelnej tygodnika miał być amerykański generał broni Christopher G. Cavoli, dowódca sił amerykańskich w Europie. Nie trzeba chyba dodawać, że rozmowa, w której Cavoli twierdzi, że Polska i kraje bałtyckie są fatalnie zorganizowane pod względem militarnym, została w całości wymyślona.

Znadniemna.pl za niezalezna.pl

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej podjął uchwałę, na mocy której rok 2027 będzie obchodzony jako Rok Świętego Andrzeja Boboli. Decyzja ta upamiętnia 370. rocznicę męczeńskiej śmierci jezuity, którego duchowe dziedzictwo od wieków pozostaje jednym z najważniejszych filarów tradycji religijnej i kulturowej Europy Środkowo‑Wschodniej.

Uchwała przyjęta 18 września 2026 roku podkreśla znaczenie św. Andrzeja Boboli jako jednego z głównych patronów Polski, a zarazem postaci głęboko zakorzenionej w historii dawnych Kresów. Bobola, określany niegdyś mianem „duszochwata” ze względu na niezwykłą skuteczność w pracy duszpasterskiej, pozostaje szczególnie ważny dla katolików na terenach dzisiejszej Białorusi. Jego niezłomna postawa w obliczu prześladowań stała się tam symbolem wierności wierze oraz duchowej odporności, inspirując kolejne pokolenia do zachowania własnej tożsamości religijnej.

Współcześnie postać Boboli funkcjonuje również jako orędownik jedności. Miejsca związane z jego życiem i męczeństwem, zwłaszcza sanktuarium w Janowie Poleskim, stanowią przestrzeń modlitwy o pokój i pojednanie ponad podziałami narodowościowymi. Kult świętego pełni tam rolę strażnika pamięci historycznej, który spaja lokalne społeczności wokół wspólnego dziedzictwa dawnej Rzeczypospolitej.

Rok 2027, ogłoszony Rokiem Świętego Andrzeja Boboli, otworzy drogę do organizacji licznych wydarzeń religijnych, naukowych i kulturalnych zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami. Inicjatywy te mają przypominać o aktualności przesłania Boboli oraz o jego znaczeniu dla współczesnych wspólnot, zwłaszcza tych żyjących na terenach, gdzie jego misja była najbardziej żywa.

Znadniemna.pl na podstawie Sejm.gov.pl, na portrecie: św. Andrzej Bobola, źródło: domena publiczna

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej podjął uchwałę, na mocy której rok 2027 będzie obchodzony jako Rok Świętego Andrzeja Boboli. Decyzja ta upamiętnia 370. rocznicę męczeńskiej śmierci jezuity, którego duchowe dziedzictwo od wieków pozostaje jednym z najważniejszych filarów tradycji religijnej i kulturowej Europy Środkowo‑Wschodniej. Uchwała przyjęta 18 września 2026

405 lat temu, 24 września 1621 roku, w obozie pod Chocimiem, zakończył życie jeden z najświetniejszych dowódców w dziejach Rzeczypospolitej — Jan Karol Chodkiewicz, hetman wielki litewski, wojewoda wileński, hrabia na Szkłowie, Nowej Myszy i Bychowie. Jego śmierć, choć przyszła w chwili triumfu nad potęgą turecką, była dla Kresów ciosem, który odczuwano przez pokolenia.

Wspominając Chodkiewicza dziś, warto pamiętać, że był on nie tylko wodzem o niezwykłym talencie, lecz także człowiekiem głęboko zakorzenionym w tradycji Wielkiego Księstwa Litewskiego — tej samej, która przez wieki współtworzyła duchowy pejzaż ziem współczesnej Białorusi. Urodzony w rodzinie o wielkich zasługach dla państwa, wykształcony na Akademii Wileńskiej, od młodości łączył kresową twardość z europejską kulturą i szerokimi horyzontami.

Jego życie było nieustanną służbą Rzeczypospolitej. Gdy obejmował buławę hetmańską, kraj potrzebował dowódcy, który potrafi nie tylko zwyciężać, lecz także budować trwałe fundamenty obrony. Chodkiewicz rozumiał to doskonale. Ufortyfikował Lachowicze, w Bychowie wzniósł potężną warownię, a w swoich dobrach w Kretyndze ufundował wspaniały kościół i klasztor — obiekty, które do dziś przypominają o jego pobożności i trosce o rozwój kultury na rubieżach państwa.

Już jego współcześni dostrzegali wyjątkowość hetmana. Krzysztof Radziwiłł „Piorun”, sam wybitny dowódca, miał powiedzieć o nim: „Gdyby Rzeczpospolita miała dwóch takich mężów, żadna potęga nie zdołałaby jej poruszyć”. Z kolei naoczni świadkowie zmagań z Turkami pisali w relacjach, że wódz ten ma w sobie coś z dawnych bohaterów, których imiona zapisano w księgach starożytnych. A w XIX wieku Joachim Lelewel podkreślał, że Chodkiewicz był „jednym z tych, którzy nie tylko bronili granic, lecz także ducha narodu”.

Jednak największą próbą jego życia była wyprawa chocimska. W 1621 roku, stojąc na czele wojsk Rzeczypospolitej, zatrzymał potęgę Imperium Osmańskiego. Choć był już ciężko chory, nie opuścił żołnierzy. W ostatnich dniach życia, wspierany przez wiarę i poczucie obowiązku, kierował obroną obozu, który stał się symbolem niezłomności. Zmarł wśród swoich, w namiocie, który dla wielu był sercem całej armii. Jego śmierć nie osłabiła ducha obrońców — przeciwnie, stała się dla nich zobowiązaniem, by wytrwać do końca.

Pamięć o Chodkiewiczu trwała przez wieki. Do 1939 roku jego imię nosił 26. Pułk Ułanów Wielkopolskich stacjonujący w Baranowiczach — mieście, które dla Polaków na Kresach było jednym z ważnych punktów wojskowej tradycji. Ułani Chodkiewicza, podobnie jak ich patron, łączyli odwagę z wiernością Rzeczypospolitej, a ich historia jest częścią wspólnego dziedzictwa Polaków żyjących dziś na Białorusi.

W rocznicę śmierci hetmana warto przypomnieć sobie, że Chodkiewicz nie był bohaterem „z podręcznika”, lecz człowiekiem z krwi i kości — takim, który potrafił łączyć wojskową surowość z troską o kulturę, wiarę i rozwój swoich ziem. Jego życie pokazuje, że wielkość nie rodzi się z siły, lecz z odpowiedzialności.

Dla Polaków na Białorusi jego postać pozostaje szczególnie bliska. To bohater, który działał na ziemiach, po których dziś chodzimy; który budował twierdze i świątynie w miejscach, które wciąż są częścią naszego krajobrazu; który bronił Rzeczypospolitej takiej, jaką współtworzyli nasi przodkowie.

Wspominając go po 405 latach, pamiętamy nie tylko o wielkim wodzu, lecz także o człowieku, który wierzył, że siła państwa tkwi w jedności jego narodów i w wierności wartościom, które przetrwają każdą burzę.

Opr. Kazimierz Sadowski/Znadniemna.pl, ilustracja: Portret Jana Karola Chodkiewicza, pędzla Marcello Bacciarelli, 1781 r., źródło: Wikipedia

405 lat temu, 24 września 1621 roku, w obozie pod Chocimiem, zakończył życie jeden z najświetniejszych dowódców w dziejach Rzeczypospolitej — Jan Karol Chodkiewicz, hetman wielki litewski, wojewoda wileński, hrabia na Szkłowie, Nowej Myszy i Bychowie. Jego śmierć, choć przyszła w chwili triumfu nad potęgą

Andrzej Poczobut rozpoczął wizytę w Stanach Zjednoczonych od spotkania w Departamencie Stanu. To właśnie tam doszło do rozmowy ze specjalnym wysłannikiem prezydenta Donalda Trumpa ds. Białorusi, Johnem Coale’em — dyplomatą, który odegrał kluczową rolę w negocjacjach prowadzących do uwolnienia dziennikarza po ponad pięciu latach więzienia.


Podczas spotkania omówiono kulisy rozmów z Aleksandrem Łukaszenką oraz kwestie dotyczące sytuacji polskiej mniejszości i losu pozostałych więźniów politycznych białoruskiego reżimu. Coale, działający z bezpośredniego upoważnienia prezydenta USA, podkreślał, że sprawa Poczobuta była podnoszona „za każdym razem” podczas jego rozmów z Łukaszenką oraz ambasadorem Białorusi przy ONZ, Walentinem Rybakowem. Mińsk powtarzał oskarżenia o „ekstremizm”, lecz — jak relacjonował wysłannik — doskonale zdawał sobie sprawę, że dziennikarz stał się kluczową figurą w relacjach z Zachodem. „Cisnęliśmy, cisnęliśmy, no i w końcu Łukaszenka się zgodził” — mówił Coale.
Wysłannik zaznaczył, że rozmowy nie koncentrowały się na sporach o definicje więźniów politycznych. Amerykanie przekonywali Łukaszenkę, że jeśli chce uchodzić za uczestnika międzynarodowej gry, musi respektować zobowiązania, które sam deklaruje — zwłaszcza że „chce stać się światowym graczem”. Coale wspomniał również o specyfice wschodniej dyplomacji, przyznając, że część spotkań w Mińsku odbywała się w atmosferze dalekiej od protokołu. „Czwarty toast — mówię: nie. No dobra, to już mnie poskłada, albo żołądek mi wysiądzie (…). Niektórych niemalże trzeba było wynosić” — opowiadał.

W spotkaniu w Departamencie Stanu uczestniczyli także żona dziennikarza, Oksana Poczobut, oraz p.o. szefa polskiej ambasady w Waszyngtonie, Bogdan Klich. Choć misja Coale’a zakończyła się sukcesem, wysłannik tonował nastroje, przypominając, że „takie porozumienia mogą się posypać w dowolnej chwili”.

Wizyta Poczobuta w USA będzie kontynuowana — w planie znajduje się m.in. wystąpienie na Uniwersytecie Georgetown.

Znadniemna.pl na podstawie TVN24, na zdjęciu: Andrzej Poczobut i John Coale, fot.: Facebook.com/andrzej.poczobut.9

Andrzej Poczobut rozpoczął wizytę w Stanach Zjednoczonych od spotkania w Departamencie Stanu. To właśnie tam doszło do rozmowy ze specjalnym wysłannikiem prezydenta Donalda Trumpa ds. Białorusi, Johnem Coale’em — dyplomatą, który odegrał kluczową rolę w negocjacjach prowadzących do uwolnienia dziennikarza po ponad pięciu latach więzienia. Podczas

Wkrótce nastąpi oficjalne otwarcie nowej, monumentalnej siedziby Ambasady RP w Mińsku – zapowiedział szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski po spotkaniu z białoruskim ministrem spraw zagranicznych Maksimem Ryżenkowem na marginesie Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku.

Finalizacja wartej ponad 41 milionów euro inwestycji przy Starowileńskim Trakcie w stolicy Białorusi ma stać się impulsem do potencjalnego polepszenia napiętych stosunków dwustronnych, o ile Mińsk wykaże rzeczywistą wolę dialogu.

Po kilkunastu latach administracyjnych zawirowań, opóźnień budowlanych i geopolitycznych kryzysów, nowoczesny kompleks dyplomatyczny RP na Białorusi wreszcie zacznie w pełni funkcjonować. Minister Radosław Sikorski poinformował, że placówka jest gotowa do uruchomienia i ma stać się elementem szerszego procesu odbudowy kanałów komunikacji z Mińskiem. Podkreślił przy tym, że Warszawa pozostaje otwarta na dialog, o ile strona białoruska wykaże realną wolę poprawy wzajemnych relacji.

Gmach o powierzchni około 7000 m², którego dokończenie powierzono w 2023 roku polskiej spółce Unibep S.A., pomyślnie przeszedł kluczowe etapy budowlane. Nowa siedziba nie tylko radykalnie poprawi warunki pracy polskich dyplomatów – zmuszonych od 2012 roku do urzędowania w rozproszonych i ciasnych biurach – ale przede wszystkim zagwarantuje najwyższe standardy bezpieczeństwa teleinformatycznego oraz konsularnego. Część ekspertów zwraca uwagę, że uruchomienie tak nowoczesnego obiektu w obecnym momencie politycznym można odczytywać jako sygnał, iż Polska nadal postrzega Białoruś jako państwo zdolne do zachowania niepodległości i podmiotowości, mimo jej obecnego uzależnienia od Rosji. W ich ocenie inwestycja tej skali świadczy o przekonaniu, że relacje z Mińskiem mają przyszłość – o ile pojawi się przestrzeń do rzeczywistego dialogu.

Znadniemna.pl na podstawie TVP INFO, na zdjęciu: Gmach Ambasady RP w Mińsku – stan na 9 września 2026 roku, źródło: X/Twitter, użytkownik WojciechCPK

Wkrótce nastąpi oficjalne otwarcie nowej, monumentalnej siedziby Ambasady RP w Mińsku – zapowiedział szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski po spotkaniu z białoruskim ministrem spraw zagranicznych Maksimem Ryżenkowem na marginesie Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku. Finalizacja wartej ponad 41 milionów euro inwestycji przy Starowileńskim Trakcie

Wczoraj, 22 września, w Nowym Jorku doszło do pierwszej od dziesięciu lat rozmowy na szczeblu ministrów spraw zagranicznych Polski i Białorusi. Radosław Sikorski spotkał się ze swoim białoruskim odpowiednikiem Maksimem Ryżenkowem, a rozmowa – jak podkreślają obie strony – miała charakter zapoznawczy i dotyczyła sytuacji na granicy, bezpieczeństwa regionalnego oraz możliwych kierunków dalszych relacji.

Spotkanie odbyło się na marginesie Zgromadzenia Ogólnego ONZ, które – jak zaznaczył Sikorski – stanowi „teren neutralny” pozwalający na rozmowy także z przedstawicielami państw, z którymi relacje są napięte. Minister zwrócił uwagę, że sytuacja na granicy polsko‑białoruskiej jest obecnie bardziej stabilna niż w poprzednich latach, a na poprawę klimatu wpływa m.in. zwolnienie części więźniów politycznych, w tym Andrzeja Poczobuta. Dodał również, że równolegle prowadzone są rozmowy na niższych szczeblach dyplomatycznych.

Analitycy zajmujący się Europą Wschodnią podkreślają, że choć rozmowa miała charakter wstępny, to sam fakt jej odbycia może świadczyć o ostrożnym sondowaniu możliwości dialogu po latach głębokiego zamrożenia relacji. Mińsk – osłabiony sankcjami i uzależniony od Moskwy – może szukać ograniczonego pola manewru w kontaktach z Zachodem, podczas gdy dla Warszawy każdy sygnał gotowości do rozmowy jest istotny w kontekście bezpieczeństwa granicy oraz przyszłości więźniów politycznych.

W rozmowie poruszono również temat przelotów rosyjskich dronów i rakiet przez terytorium Białorusi. Pytany o ewentualną normalizację relacji, Sikorski użył metafory, która nadała ton całemu spotkaniu: „to jest jak przebiśnieg, który może zakwitnąć, jeśli aura będzie temu sprzyjać”. Białoruskie MSZ potwierdziło rozmowę, informując, że dotyczyła ona oceny stanu relacji dwustronnych oraz możliwych kierunków ich rozwoju „w interesie narodów obu krajów”.

Znadniemna.pl na podstawie Wiadomosci.wp.pl na zdjęciu: ministrowie spraw zagranicznych Białorusi i Polski, fot.: MSZ Białorusi

Wczoraj, 22 września, w Nowym Jorku doszło do pierwszej od dziesięciu lat rozmowy na szczeblu ministrów spraw zagranicznych Polski i Białorusi. Radosław Sikorski spotkał się ze swoim białoruskim odpowiednikiem Maksimem Ryżenkowem, a rozmowa – jak podkreślają obie strony – miała charakter zapoznawczy i dotyczyła sytuacji

Udostępniono 3,5 tysiąca dokumentów o losach Polaków deportowanych do Azji Środkowej.

Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku, we współpracy z Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, uruchomiło nowy portal „Z archiwów środkowoazjatyckich”. Serwis prezentuje około 3,5 tysiąca dokumentów dotyczących losów Polaków deportowanych przez władze sowieckie do Kazachstanu, Uzbekistanu i Kirgistanu. W zbiorze znalazły się materiały dotyczące deportacji, życia obywateli II Rzeczypospolitej na zesłaniu oraz historii Armii Andersa. Portal wyposażono w wyszukiwarkę opartą na sztucznej inteligencji, umożliwiającą przeszukiwanie zasobów w języku polskim i angielskim. Dokumenty dostępne są na stronie dokumentyzazji.pl.

Serwis gromadzi m.in. zespoły archiwalne z lat 1930–1950, kartoteki, listy, fotografie, dokumenty administracyjne oraz materiały opisujące codzienność zesłańców. Twórcy podkreślają, że projekt ma na celu nie tylko udostępnienie źródeł, lecz także przywrócenie pamięci o obywatelach II RP, których losy przez dziesięciolecia pozostawały rozproszone w archiwach państw Azji Środkowej.

Znadniemna.pl na podstawie Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, źródło ilustracji: facebook.com/udskior

Udostępniono 3,5 tysiąca dokumentów o losach Polaków deportowanych do Azji Środkowej. Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku, we współpracy z Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, uruchomiło nowy portal „Z archiwów środkowoazjatyckich”. Serwis prezentuje około 3,5 tysiąca dokumentów dotyczących losów Polaków deportowanych przez władze sowieckie do Kazachstanu,

W przypadającą na dzisiaj, 21 września, 565. rocznicę śmierci królowej Zofii Holszańskiej wspominamy monarchinię, która z leżącej daleko od ówczesnej stolicy ziemi holszańskiej trafiła na tron polski, by stać się matką dynastii Jagiellonów. Jej życie, choć naznaczone politycznymi burzami, pozostawiło po sobie pamięć kobiety silnej, świadomej i niezwykle ważnej dla losów wspólnej państwowości.

Droga młodej księżniczki, nazywanej w rodzinnym domu Sonką, do krakowskiego tronu wiodła przez pobliski Nowogródek. To właśnie w murach tutejszej fary, przyjmując chrzest w obrządku łacińskim i chrześcijańskie imię Zofia, poślubiła sędziwego Władysława Jagiełłę. Już współcześni dostrzegali jej nieprzeciętny charakter. Jan Długosz, nie zawsze życzliwy pochodzącej z Wielkiego Księstwa Litewskiego królowej, przyznawał jednak z pewnym podziwem, że była niewiastą „bystrego rozumu i wielkiej wspaniałości” – słowa, które wbrew intencjom krytycznego kronikarza brzmią dziś jak komplement. Długosz nie mógł pominąć faktu, że Zofia potrafiła doskonale odnaleźć się w skomplikowanym świecie krakowskich intryg i politycznych napięć.

Jej małżeństwo było dla państwa wydarzeniem przełomowym. To dzięki niej król doczekał się męskich potomków, a Polska i Litwa – przyszłych wielkich monarchów. Władysław Warneńczyk i Kazimierz Jagiellończyk, a przez nich cała potężna linia Jagiellonów, zawdzięczają swoje miejsce w historii właśnie Zofii. Jak wskazywał później wybitny historyk Oskar Halecki, to wokół jej potomstwa ukształtowała się struktura, bez której trudno wyobrazić sobie fenomen Jagiellońskiej Europy.

Zofia nie była jednak jedynie matką królów. Potrafiła twardo bronić swoich praw i przyszłości synów. W latach sporów o sukcesję, gdy możni próbowali ograniczyć jej wpływy, wykazała się niezwykłą jak na owe czasy samodzielnością. Tę determinację „niewiasty królewskiej” doceniał po latach badacz polskiej kultury Aleksander Brückner. To właśnie ta niezależność pozwoliła jej przetrwać polityczne burze po śmierci męża i zachować kluczową pozycję na dworze.

Dla nas, współczesnych, królowa Zofia pozostaje przede wszystkim żywym pomostem łączącym nasze ziemie z Koroną. Choć zasiadła na Wawelu, przyniosła ze sobą głębokie zrozumienie tradycji i potrzeb Wielkiego Księstwa Litewskiego. To z jej inspiracji i osobistego mecenatu powstał absolutny fundament polskiej kultury piśmienniczej – słynna „Biblia królowej Zofii”, czyli pierwsze monumentalne tłumaczenie Pisma Świętego na język polski. Fakt, że to właśnie z woli księżniczki z Holszan narodził się ten pomnik języka, do dziś stanowi powód do dumy dla mieszkańców jej rodzinnych stron.

Dlatego dzisiaj, 21 września, w tak wyjątkową rocznicę, pamiętamy Zofię Holszańską jako monarchinię, która w ciszy wawelskich komnat współtworzyła przyszłą potęgę Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Jej życie pokazuje, że wielkość ojczyzny rodzi się nie tylko na polach bitew, lecz także w decyzjach podejmowanych z myślą o przyszłości – w odwadze, która nie potrzebuje zbroi.

Opr. Emilia Kuklewska/Znadniemna.pl, ilustracja: portret Królowej Zofii Holszańskiej autorstwa Marcelego Krajewskiego, źródło: Wikipedia

W przypadającą na dzisiaj, 21 września, 565. rocznicę śmierci królowej Zofii Holszańskiej wspominamy monarchinię, która z leżącej daleko od ówczesnej stolicy ziemi holszańskiej trafiła na tron polski, by stać się matką dynastii Jagiellonów. Jej życie, choć naznaczone politycznymi burzami, pozostawiło po sobie pamięć kobiety silnej,

Koszalin i Mielno ponownie stały się muzycznym centrum Polonii – XVIII Światowy Festiwal Chórów Polonijnych udowodnił, że polska pieśń potrafi przekraczać wszelkie granice, a wspólnota budowana przez kulturę pozostaje żywa i silna niezależnie od odległości.

Uroczysty Koncert Galowy Festiwalu Koszalin–Mielno 2026, zorganizowany w ramach programu Senat Polonia 2026 pod honorowym patronatem Marszałek Senatu RP Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, zgromadził pięć zespołów z czterech krajów. Na scenie wystąpiły: RUDOMIANKA z Litwy, VERUM CANTUS z Mińska pod kierunkiem Janiny Chwalko oraz Swietłany Kalesnikowicz, POLONICUS GOTHOBURGENSIS ze Szwecji, GOROL z Czech oraz HOSANNA z Witebska pod dyrekcją Swietłany Szydłowskiej.

Na scenie chór Verum Cantus z Mińska, fot.: Facebook.com/PolonijnaAgencjaInformacyjna

Na scenie chór Hosanna z Witebska, fot.: Facebook.com/PolonijnaAgencjaInformacyjna

Szczególny podziw ze strony publiczności wzbudziły chóry z Białorusi, które mimo trudnych warunków działalności artystycznej zaprezentowały mistrzowski poziom i głębokie emocje.

Tomasz Różniak, przewodniczący Zarządu Krajowego Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, podkreślił, że festiwal jest czymś znacznie więcej niż cyklicznym wydarzeniem muzycznym. Zwrócił uwagę, że to jedno z najważniejszych świadectw żywotności polskiej kultury poza granicami kraju, a zespoły wracają do swoich środowisk wzbogacone o nowe umiejętności i inspiracje, stając się ambasadorami polskości. Jego słowa oddają atmosferę wydarzenia, w którym muzyka staje się przestrzenią spotkania, wymiany doświadczeń i budowania wspólnoty.

Tegoroczna edycja miała również wymiar historyczny. Festiwal zbiegł się z pięćdziesiątą rocznicą odsłonięcia Pomnika Więzi Polonii z Macierzą, co uczczono manifestacją patriotyczną na Placu Polonii. Dyrektor festiwalu, dr hab. Piotr Zientarski, zapowiadając to wydarzenie, zaznaczył:

„Uroczystości rocznicowe, z udziałem wszystkich uczestników festiwalu, będą miały miejsce 19 września na placu przy pomniku. Światowy Festiwal Chórów Polonijnych ma ponad 50-letnią tradycję” .

Początki tych koszalińskich spotkań sięgają przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. W ciągu minionego półwiecza w wydarzeniu uczestniczyło ponad 25 tysięcy śpiewaków, a kluczową rolę w rozwoju ruchu chóralnego odegrało powołane w 1988 roku Studium Dyrygentów, przekształcone później w Polonijną Akademię Chóralną.

Artystyczny sukces festiwalu był efektem intensywnej pracy warsztatowej prowadzonej przez wybitnych pedagogów: prof. Przemysława Pałkę, prof. Elżbietę Wtorkowską, dr. hab. Pawła Łuczaka, Jakuba Koterbę i Grażynę Ney. Nad organizacją czuwali m.in. dyrektor hotelu Rewita Mielno Błażej Papiernik oraz przedstawiciele Oddziału Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” – Zdzisław Szczepkowski i Łukasz Kamiński.

Kulminacją wydarzenia był koncert galowy w Filharmonii Koszalińskiej. Po indywidualnych prezentacjach wszystkie chóry połączyły siły, wykonując wspólny utwór finałowy, który poruszył publiczność i zakończył się długimi owacjami na stojąco. Festiwal ponownie udowodnił, że muzyka pozostaje jednym z najtrwalszych mostów łączących Polonię z Ojczyzną.

Znadniemna.pl na podstawie GK24.pl oraz Polonijna Agencja Informacyjna, na zdjęciu: wspólny występ wszystkich pięciu chórów, biorących udział w festiwalu pod dyrekcją prof. Przemysława Pałki fot.: Facebook.com/PolonijnaAgencjaInformacyjna

Koszalin i Mielno ponownie stały się muzycznym centrum Polonii – XVIII Światowy Festiwal Chórów Polonijnych udowodnił, że polska pieśń potrafi przekraczać wszelkie granice, a wspólnota budowana przez kulturę pozostaje żywa i silna niezależnie od odległości. Uroczysty Koncert Galowy Festiwalu Koszalin–Mielno 2026, zorganizowany w ramach programu Senat

W Grodnie odbyła się 98. sesja plenarna Konferencji Biskupów Katolickich Białorusi. Hierarchowie podjęli decyzję o włączeniu się w ogólnokrajową modlitwę o pokój w jedności z papieżem Leonem XIV, omówili wyzwania związane z rozwojem sztucznej inteligencji oraz przygotowania do dużych wydarzeń młodzieżowych w Łodzi i Seulu. Zatwierdzono również nowe dokumenty liturgiczne i powołano grupy robocze odpowiedzialne za organizację przyszłych inicjatyw duszpasterskich.

Biskupi rozpoczęli obrady wspólną modlitwą i hymnem do Ducha Świętego. Najważniejszą decyzją sesji było przyłączenie się Kościoła katolickiego na Białorusi do modlitwy o pokój, którą papież Leon XIV zaplanował na 27 października. W specjalnym komunikacie hierarchowie wezwali wiernych do duchowego zjednoczenia z papieżem, podkreślając, że w obecnej sytuacji międzynarodowej modlitwa o pokój jest zarówno obowiązkiem, jak i wyrazem solidarności z tymi, którzy cierpią z powodu konfliktów. Biskupi przypomnieli, że pokój jest darem wymagającym wytrwałej modlitwy, ale także zadaniem, które domaga się odpowiedzialności i budowania zaufania między ludźmi.

W sesji uczestniczył nuncjusz apostolski na Białorusi, abp Ignazio Cefalia, oraz nowy sekretarz nuncjatury, ks. Charles Luanga Ssuuna. Nuncjusz przedstawił refleksje dotyczące encykliki „Magnifica humanitas”, zwracając uwagę na dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji i jego konsekwencje dla życia Kościoła. Podkreślił, że nowe technologie mogą wspierać działalność duszpasterską, edukacyjną i organizacyjną, ale wymagają jasnych zasad etycznych i roztropności, aby nie zastępowały relacji międzyludzkich, lecz je wzmacniały.

Istotną częścią obrad były przygotowania do dwóch dużych wydarzeń młodzieżowych: Europejskiego Spotkania Młodych w Łodzi, które odbędzie się na przełomie 2026 i 2027 roku, oraz Światowych Dni Młodzieży w Seulu w sierpniu 2027 roku. Biskupi powołali grupy robocze odpowiedzialne za opracowanie planów organizacyjnych, ocenę możliwości logistycznych i finansowych oraz przygotowanie młodzieży do udziału w tych wydarzeniach. Podkreślono, że obecność młodych Białorusinów na międzynarodowych spotkaniach jest ważnym elementem formacji i budowania wspólnoty Kościoła.

Podczas sesji zatwierdzono instrukcję dotyczącą stałej posługi lektorów i akolitów w białoruskich diecezjach oraz zaakceptowano publikację nowego lekcjonarza. Biskupi przyjęli również tekst nowenny przygotowującej do uroczystości w Narodowym Sanktuarium w Budsławiu, związanych ze 110. rocznicą objawień fatimskich. Obrady zakończyła wspólna modlitwa, w której hierarchowie prosili o pokój, jedność i duchowe odnowienie Kościoła na Białorusi.

Znadniemna.pl na podstawie Catholic.by, na zdjęciu: podczas posiedzenia Konferencji Biskupów Katolickich Białorusi w Grodnie, fot.: Catholic.by

W Grodnie odbyła się 98. sesja plenarna Konferencji Biskupów Katolickich Białorusi. Hierarchowie podjęli decyzję o włączeniu się w ogólnokrajową modlitwę o pokój w jedności z papieżem Leonem XIV, omówili wyzwania związane z rozwojem sztucznej inteligencji oraz przygotowania do dużych wydarzeń młodzieżowych w Łodzi i Seulu.

Dokładnie 87 lat temu, we wrześniu 1939 roku, mieszkańcy Grodna – żołnierze, policjanci, harcerze i cywile – podjęli heroiczną walkę z sowiecką agresją. Choć stanęli naprzeciw przeważających sił wroga, ich dwudniowy opór zapisał się jako jeden z najbardziej dramatycznych aktów obrony kresowych rubieży II Rzeczypospolitej. Dzięki relacjom świadków, takich jak Grażyna Lipińska, oraz współczesnym badaniom historycznym, możemy dziś odtworzyć wierny obraz tych wydarzeń i oddać hołd zapomnianym bohaterom.

Miasto wobec sowieckiej agresji

Obrona Grodna była jednym z ostatnich akordów polskiego oporu na północno-wschodnich ziemiach państwa. Miasto, położone na ważnym szlaku komunikacyjnym nad Niemnem, znalazło się w sytuacji szczególnej. Po niemieckiej agresji z 1 września jego mieszkańcy żyli w nieustannym napięciu, jednak prawdziwy dramat rozpoczął się 17 września, gdy wschodnią granicę Polski walczącej z Niemcami przekroczyła Armia Czerwona. Pierwotnie planowano utworzenie regularnej Grupy „Grodno”, jednak chaos odwrotu i dramatyczny brak czasu sprawiły, że miasto stanęło do walki w warunkach całkowitej improwizacji. Wspomnienia zebrane w archiwach londyńskich oraz relacje naocznych świadków dowodzą, że obrona miała charakter spontaniczny. Grodno nie było szykowane na twierdzę – a jednak stało się nią na dwa dni.

Dwa dni walk o Grodno

Właściwe walki o miasto trwały od 20 do 22 września. Sowieckie oddziały pancerne próbowały z marszu sforsować barykady i wjechać do centrum, napotykając jednak opór, który całkowicie zaskoczył agresorów swoją skalą. Obrońcy używali butelek z benzyną, improwizowanych ładunków wybuchowych, karabinów maszynowych oraz broni zdobycznej. Wśród walczących masowo brała udział młodzież, w tym 13-letni harcerz Tadeusz Jasiński, którego tragiczna śmierć stała się symbolem obrony. W relacjach bezustannie powraca obraz młodych ludzi biegnących z butelkami zapalającymi na czołgi, kobiet opatrujących rannych pod ostrzałem, naprędce organizowanych punktów sanitarnych i barykad wznoszonych z czego popadnie. Miasto tonęło w dymie i huku wystrzałów, pulsowało jednak niezwykłą determinacją.

Tadeusz Jasiński z mamą., źródło: facebook.com/muzeumpamiecisybiru

Warto pamiętać, że bitwa o samo miasto nie była odosobnionym epizodem, lecz częścią szerszego wysiłku obronnego na Grodzieńszczyźnie. Na przedpolach Grodna, pod Kodziowcami, walczył rotmistrz Narcyz Łopianowski, dowódca szwadronu kawalerii, który w dniach 21–22 września stawił zacięty opór sowieckim kolumnom pancernym. Jego żołnierze, działając w warunkach przygniatającej przewagi przeciwnika, opóźnili marsz wroga i zadali mu dotkliwe straty, wpisując się w krwawy i bezkompromisowy bój o ten region. Łopianowski – jeden z bohaterów naszej akcji „Dziadek w polskim mundurze” – pozostaje symbolem odwagi i wierności żołnierskiej przysiędze. Jego postawa, opisana we wspomnieniach rodzinnych, stanowi kluczowe dopełnienie obrazu wrześniowych walk na ziemi grodzieńskiej.

Pamięć o obrońcach Grodna

Wśród obrońców na pierwszej linii znalazła się także Grażyna Lipińska, komendantka Pogotowia Społecznego, późniejsza więźniarka sowieckich łagrów. Jej spisane wspomnienia należą dziś do najważniejszych źródeł dokumentujących tamte dni. Lipińska opisywała miasto jako niezłomną wspólnotę, która w chwili najwyższej próby potrafiła się błyskawicznie zorganizować: kobiety szyły bandaże, dzieci roznosiły meldunki, a cywile nie opuszczali stanowisk nawet wtedy, gdy sytuacja stawała się beznadziejna. Jej relacje pozwalają spojrzeć na obronę Grodna nie tylko przez pryzmat taktyki militarnej, ale przede wszystkim jako na wielki akt obywatelskiej solidarności.

Grażyna Lipińska, w latach 90. minionego stulecia, fot.: Archiwum rodziny Grażyny Lipińskiej/Facebook

Współczesne spojrzenie na te wydarzenia zawdzięczamy w dużej mierze publicyście i pasjonatowi historii Kresów Piotrowi Kościńskiemu, współtwórcy filmu dokumentalnego „Krew na bruku. Grodno 1939”. Jego wieloletnia praca badawcza przywróciła pamięć o faktach, które przez dziesięciolecia były w PRL i ZSRR brutalnie przemilczane. W swojej książce „Obrońca Grodna. Zapomniany bohater” Kościński przywraca należne miejsce majorowi Benedyktowi Serafinowi, jednemu z kluczowych dowódców obrony. Autor pokazuje Serafina jako oficera konsekwentnego i odpowiedzialnego, który mając pełną świadomość tragizmu sytuacji, podjął się misji scalenia improwizowanych oddziałów. Kościński mocno podkreśla, że uczestnicy obrony Grodna zasługują na wieczną pamięć nie ze względu na militarny efekt starcia, lecz z powodu moralnego wymiaru ich decyzji. Dzięki jego publikacjom i filmowi, temat ten na stałe powrócił do narodowej świadomości.

Afisz filmu „KREW na BRUKU. GRODNO 1939”

Okładka książki Piotra Kościńskiego pt. „Obrońca Grodna. Zapomniany bohater”

Po przełamaniu polskiego oporu i zdobyciu miasta Sowieci dokonali krwawych, masowych aresztowań, doraźnych egzekucji i deportacji. Wielu obrońców rozstrzelano na miejscu, inni na długie lata trafili do łagrów. Choć obrona Grodna nie mogła już zmienić tragicznych losów wojny obronnej, pozostawiła po sobie ponadczasowe świadectwo męstwa. Dzięki pracy historyków, wspomnieniom Lipińskiej i ustaleniom dr. Kościńskiego możemy dziś z dumą oddać hołd tym, którzy w obliczu totalitarnej nawałnicy do końca bronili honoru Rzeczypospolitej.

Opr. Adolf Gorzkowski/ Znadniemna.pl, ilustracja: grafika przedstawia symbol obrony Grodna – 13-letniego harcerza Tadeusza Jasińskiego – przywiązanego do szturmującego miasto sowieckiego czołgu, źródło: Facebook.com/WspolnotaiPamiec

Dokładnie 87 lat temu, we wrześniu 1939 roku, mieszkańcy Grodna – żołnierze, policjanci, harcerze i cywile – podjęli heroiczną walkę z sowiecką agresją. Choć stanęli naprzeciw przeważających sił wroga, ich dwudniowy opór zapisał się jako jeden z najbardziej dramatycznych aktów obrony kresowych rubieży II Rzeczypospolitej.

Przejdź do treści