HomeStandard Blog Whole Post

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na Białorusi Znadniemna.pl, zablokowali także szefowi „GP” dostęp do tweetdecka – aplikacji do zarządzania Twitterem. Jak dowiedział się portal Niezalezna.pl – atak na powiązany z Telewizją Republiką serwis „Poland Daily” został dokonany z Rygi, stolicy Łotwy.

Rasa Jakilaitiene, rzeczniczka litewskiego ministra spraw zagranicznych, powiedziała, że fałszywa wiadomość została umieszczona na polskiej stronie internetowej.

Fałszywe wiadomości pojawiły się na Polanddaily.com. W zamieszczonym tam artykule znalazła się uwaga ministra Linkeviciusa, w której twierdził, że na Białoruś trzeba wysłać siły pokojowe – powiedziała rzeczniczka.

Rzeczniczka litwewskiego MSZ zwróciła uwagę, że dla podniesienia wiarygodności fake newsa w artykule pojawiała się także wzmianka na temat polskiego ministra spraw zagranicznych.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy wydało oświadczenie zaprzeczające fałszywym informacjom. Potwierdzono, że odpowiednie służby wszczęły już w tej sprawie dochodzenie.

Jest wysoce prawdopodobne, że trwa cyberatak informacyjny, który jest obecnie badany przez władze litewskie – czytamy w komunikacie.

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” stracił dostęp do konta (zmieniono hasło), na którym wstawiono odnośnik do artykułu zamieszczonego na portalu Znadniemna.pl, który prowadzi Związek Polaków na Białorusi. Ów artykuł to także cyberprowokacja. Dowiadujemy się z niego, że „Polska i Litwa wzywają NATO do wysłania wojsk na Białoruś”.

Podrobiony artykuł na portalu „Poland Daily” nosił tytuł „Polska i Litwa naciskają na wysłanie wojsk na Białoruś”. Napisany był w języku angielskim i podobnie jak publikacja wrzucona na Znadniemna.pl, dezinformował o rzekomych naciskach Polski, Litwy i Stanów Zjednoczonych na NATO. W tekście pojawiły się też nazwiska ministra spraw zagranicznych Polski Zbigniewa Rau oraz Swiatłany Cichanouskiej. Na zdjęciu głównym umieszczono szefa litewskiej dyplomacji Linasa Linkevičiusa.

To nie pierwszy rosyjski atak na media związane ze „Strefą Wolnego Słowa”. Przypomnijmy: w maju 2020 r. portal Niezalezna.pl dwukrotnie padł ofiarą rosyjskich hakerów, którzy zmieniali treść naszych publikacji.

Na naszą stronę (a także na portale Telewizji Republika, Radia Szczecin, olsztyn24.pl oraz stronę gminy Orzysz, gdzie znajduje się garnizon) wstawiono artykuł pt. Amerykanie „chwalą” pobyt w Drawsku. „Jedyne czym mogą strzelić to gumki od majtek”

Gdy opublikowaliśmy informację o tym ataku, Rosjanie dokonali kolejnego włamania, zmieniając ją na „newsa”, że Niezalezna.pl przyznaje się do autorstwa wcześniejszego artykułu.

To nie koniec działań Moskwy przeciwko naszym mediom. Pod koniec maja na anglojęzycznym prorosyjskim portalu „The Duran” ukazał się „wywiad”, przeprowadzony rzekomo przez Katarzynę Gójską dla „Gazety Polskiej”. Rozmówcą wicenaczelnej tygodnika miał być amerykański generał broni Christopher G. Cavoli, dowódca sił amerykańskich w Europie. Nie trzeba chyba dodawać, że rozmowa, w której Cavoli twierdzi, że Polska i kraje bałtyckie są fatalnie zorganizowane pod względem militarnym, została w całości wymyślona.

Znadniemna.pl za niezalezna.pl

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na

Udostępniono 3,5 tysiąca dokumentów o losach Polaków deportowanych do Azji Środkowej.

Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku, we współpracy z Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, uruchomiło nowy portal „Z archiwów środkowoazjatyckich”. Serwis prezentuje około 3,5 tysiąca dokumentów dotyczących losów Polaków deportowanych przez władze sowieckie do Kazachstanu, Uzbekistanu i Kirgistanu. W zbiorze znalazły się materiały dotyczące deportacji, życia obywateli II Rzeczypospolitej na zesłaniu oraz historii Armii Andersa. Portal wyposażono w wyszukiwarkę opartą na sztucznej inteligencji, umożliwiającą przeszukiwanie zasobów w języku polskim i angielskim. Dokumenty dostępne są na stronie dokumentyzazji.pl.

Serwis gromadzi m.in. zespoły archiwalne z lat 1930–1950, kartoteki, listy, fotografie, dokumenty administracyjne oraz materiały opisujące codzienność zesłańców. Twórcy podkreślają, że projekt ma na celu nie tylko udostępnienie źródeł, lecz także przywrócenie pamięci o obywatelach II RP, których losy przez dziesięciolecia pozostawały rozproszone w archiwach państw Azji Środkowej.

Znadniemna.pl na podstawie Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, źródło ilustracji: facebook.com/udskior

Udostępniono 3,5 tysiąca dokumentów o losach Polaków deportowanych do Azji Środkowej. Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku, we współpracy z Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, uruchomiło nowy portal „Z archiwów środkowoazjatyckich”. Serwis prezentuje około 3,5 tysiąca dokumentów dotyczących losów Polaków deportowanych przez władze sowieckie do Kazachstanu,

W przypadającą na dzisiaj, 21 września, 565. rocznicę śmierci królowej Zofii Holszańskiej wspominamy monarchinię, która z leżącej daleko od ówczesnej stolicy ziemi holszańskiej trafiła na tron polski, by stać się matką dynastii Jagiellonów. Jej życie, choć naznaczone politycznymi burzami, pozostawiło po sobie pamięć kobiety silnej, świadomej i niezwykle ważnej dla losów wspólnej państwowości.

Droga młodej księżniczki, nazywanej w rodzinnym domu Sonką, do krakowskiego tronu wiodła przez pobliski Nowogródek. To właśnie w murach tutejszej fary, przyjmując chrzest w obrządku łacińskim i chrześcijańskie imię Zofia, poślubiła sędziwego Władysława Jagiełłę. Już współcześni dostrzegali jej nieprzeciętny charakter. Jan Długosz, nie zawsze życzliwy pochodzącej z Wielkiego Księstwa Litewskiego królowej, przyznawał jednak z pewnym podziwem, że była niewiastą „bystrego rozumu i wielkiej wspaniałości” – słowa, które wbrew intencjom krytycznego kronikarza brzmią dziś jak komplement. Długosz nie mógł pominąć faktu, że Zofia potrafiła doskonale odnaleźć się w skomplikowanym świecie krakowskich intryg i politycznych napięć.

Jej małżeństwo było dla państwa wydarzeniem przełomowym. To dzięki niej król doczekał się męskich potomków, a Polska i Litwa – przyszłych wielkich monarchów. Władysław Warneńczyk i Kazimierz Jagiellończyk, a przez nich cała potężna linia Jagiellonów, zawdzięczają swoje miejsce w historii właśnie Zofii. Jak wskazywał później wybitny historyk Oskar Halecki, to wokół jej potomstwa ukształtowała się struktura, bez której trudno wyobrazić sobie fenomen Jagiellońskiej Europy.

Zofia nie była jednak jedynie matką królów. Potrafiła twardo bronić swoich praw i przyszłości synów. W latach sporów o sukcesję, gdy możni próbowali ograniczyć jej wpływy, wykazała się niezwykłą jak na owe czasy samodzielnością. Tę determinację „niewiasty królewskiej” doceniał po latach badacz polskiej kultury Aleksander Brückner. To właśnie ta niezależność pozwoliła jej przetrwać polityczne burze po śmierci męża i zachować kluczową pozycję na dworze.

Dla nas, współczesnych, królowa Zofia pozostaje przede wszystkim żywym pomostem łączącym nasze ziemie z Koroną. Choć zasiadła na Wawelu, przyniosła ze sobą głębokie zrozumienie tradycji i potrzeb Wielkiego Księstwa Litewskiego. To z jej inspiracji i osobistego mecenatu powstał absolutny fundament polskiej kultury piśmienniczej – słynna „Biblia królowej Zofii, czyli pierwsze monumentalne tłumaczenie Pisma Świętego na język polski. Fakt, że to właśnie z woli księżniczki z Holszan narodził się ten pomnik języka, do dziś stanowi powód do dumy dla mieszkańców jej rodzinnych stron.

Dlatego dzisiaj, 21 września, w tak wyjątkową rocznicę, pamiętamy Zofię Holszańską jako monarchinię, która w ciszy wawelskich komnat współtworzyła przyszłą potęgę Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Jej życie pokazuje, że wielkość ojczyzny rodzi się nie tylko na polach bitew, lecz także w decyzjach podejmowanych z myślą o przyszłości – w odwadze, która nie potrzebuje zbroi.

Opr. Emilia Kuklewska/Znadniemna.pl, ilustracja: portret Królowej Zofii Holszańskiej autorstwa Marcelego Krajewskiego, źródło: Wikipedia

W przypadającą na dzisiaj, 21 września, 565. rocznicę śmierci królowej Zofii Holszańskiej wspominamy monarchinię, która z leżącej daleko od ówczesnej stolicy ziemi holszańskiej trafiła na tron polski, by stać się matką dynastii Jagiellonów. Jej życie, choć naznaczone politycznymi burzami, pozostawiło po sobie pamięć kobiety silnej,

Koszalin i Mielno ponownie stały się muzycznym centrum Polonii – XVIII Światowy Festiwal Chórów Polonijnych udowodnił, że polska pieśń potrafi przekraczać wszelkie granice, a wspólnota budowana przez kulturę pozostaje żywa i silna niezależnie od odległości.

Uroczysty Koncert Galowy Festiwalu Koszalin–Mielno 2026, zorganizowany w ramach programu Senat Polonia 2026 pod honorowym patronatem Marszałek Senatu RP Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, zgromadził pięć zespołów z czterech krajów. Na scenie wystąpiły: RUDOMIANKA z Litwy, VERUM CANTUS z Mińska pod kierunkiem Janiny Chwalko oraz Swietłany Kalesnikowicz, POLONICUS GOTHOBURGENSIS ze Szwecji, GOROL z Czech oraz HOSANNA z Witebska pod dyrekcją Swietłany Szydłowskiej.

Na scenie chór Verum Cantus z Mińska, fot.: Facebook.com/PolonijnaAgencjaInformacyjna

Na scenie chór Hosanna z Witebska, fot.: Facebook.com/PolonijnaAgencjaInformacyjna

Szczególny podziw ze strony publiczności wzbudziły chóry z Białorusi, które mimo trudnych warunków działalności artystycznej zaprezentowały mistrzowski poziom i głębokie emocje.

Tomasz Różniak, przewodniczący Zarządu Krajowego Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, podkreślił, że festiwal jest czymś znacznie więcej niż cyklicznym wydarzeniem muzycznym. Zwrócił uwagę, że to jedno z najważniejszych świadectw żywotności polskiej kultury poza granicami kraju, a zespoły wracają do swoich środowisk wzbogacone o nowe umiejętności i inspiracje, stając się ambasadorami polskości. Jego słowa oddają atmosferę wydarzenia, w którym muzyka staje się przestrzenią spotkania, wymiany doświadczeń i budowania wspólnoty.

Tegoroczna edycja miała również wymiar historyczny. Festiwal zbiegł się z pięćdziesiątą rocznicą odsłonięcia Pomnika Więzi Polonii z Macierzą, co uczczono manifestacją patriotyczną na Placu Polonii. Dyrektor festiwalu, dr hab. Piotr Zientarski, zapowiadając to wydarzenie, zaznaczył:

„Uroczystości rocznicowe, z udziałem wszystkich uczestników festiwalu, będą miały miejsce 19 września na placu przy pomniku. Światowy Festiwal Chórów Polonijnych ma ponad 50-letnią tradycję” .

Początki tych koszalińskich spotkań sięgają przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. W ciągu minionego półwiecza w wydarzeniu uczestniczyło ponad 25 tysięcy śpiewaków, a kluczową rolę w rozwoju ruchu chóralnego odegrało powołane w 1988 roku Studium Dyrygentów, przekształcone później w Polonijną Akademię Chóralną.

Artystyczny sukces festiwalu był efektem intensywnej pracy warsztatowej prowadzonej przez wybitnych pedagogów: prof. Przemysława Pałkę, prof. Elżbietę Wtorkowską, dr. hab. Pawła Łuczaka, Jakuba Koterbę i Grażynę Ney. Nad organizacją czuwali m.in. dyrektor hotelu Rewita Mielno Błażej Papiernik oraz przedstawiciele Oddziału Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” – Zdzisław Szczepkowski i Łukasz Kamiński.

Kulminacją wydarzenia był koncert galowy w Filharmonii Koszalińskiej. Po indywidualnych prezentacjach wszystkie chóry połączyły siły, wykonując wspólny utwór finałowy, który poruszył publiczność i zakończył się długimi owacjami na stojąco. Festiwal ponownie udowodnił, że muzyka pozostaje jednym z najtrwalszych mostów łączących Polonię z Ojczyzną.

Znadniemna.pl na podstawie GK24.pl oraz Polonijna Agencja Informacyjna, na zdjęciu: wspólny występ wszystkich pięciu chórów, biorących udział w festiwalu pod dyrekcją prof. Przemysława Pałki fot.: Facebook.com/PolonijnaAgencjaInformacyjna

Koszalin i Mielno ponownie stały się muzycznym centrum Polonii – XVIII Światowy Festiwal Chórów Polonijnych udowodnił, że polska pieśń potrafi przekraczać wszelkie granice, a wspólnota budowana przez kulturę pozostaje żywa i silna niezależnie od odległości. Uroczysty Koncert Galowy Festiwalu Koszalin–Mielno 2026, zorganizowany w ramach programu Senat

W Grodnie odbyła się 98. sesja plenarna Konferencji Biskupów Katolickich Białorusi. Hierarchowie podjęli decyzję o włączeniu się w ogólnokrajową modlitwę o pokój w jedności z papieżem Leonem XIV, omówili wyzwania związane z rozwojem sztucznej inteligencji oraz przygotowania do dużych wydarzeń młodzieżowych w Łodzi i Seulu. Zatwierdzono również nowe dokumenty liturgiczne i powołano grupy robocze odpowiedzialne za organizację przyszłych inicjatyw duszpasterskich.

Biskupi rozpoczęli obrady wspólną modlitwą i hymnem do Ducha Świętego. Najważniejszą decyzją sesji było przyłączenie się Kościoła katolickiego na Białorusi do modlitwy o pokój, którą papież Leon XIV zaplanował na 27 października. W specjalnym komunikacie hierarchowie wezwali wiernych do duchowego zjednoczenia z papieżem, podkreślając, że w obecnej sytuacji międzynarodowej modlitwa o pokój jest zarówno obowiązkiem, jak i wyrazem solidarności z tymi, którzy cierpią z powodu konfliktów. Biskupi przypomnieli, że pokój jest darem wymagającym wytrwałej modlitwy, ale także zadaniem, które domaga się odpowiedzialności i budowania zaufania między ludźmi.

W sesji uczestniczył nuncjusz apostolski na Białorusi, abp Ignazio Cefalia, oraz nowy sekretarz nuncjatury, ks. Charles Luanga Ssuuna. Nuncjusz przedstawił refleksje dotyczące encykliki „Magnifica humanitas”, zwracając uwagę na dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji i jego konsekwencje dla życia Kościoła. Podkreślił, że nowe technologie mogą wspierać działalność duszpasterską, edukacyjną i organizacyjną, ale wymagają jasnych zasad etycznych i roztropności, aby nie zastępowały relacji międzyludzkich, lecz je wzmacniały.

Istotną częścią obrad były przygotowania do dwóch dużych wydarzeń młodzieżowych: Europejskiego Spotkania Młodych w Łodzi, które odbędzie się na przełomie 2026 i 2027 roku, oraz Światowych Dni Młodzieży w Seulu w sierpniu 2027 roku. Biskupi powołali grupy robocze odpowiedzialne za opracowanie planów organizacyjnych, ocenę możliwości logistycznych i finansowych oraz przygotowanie młodzieży do udziału w tych wydarzeniach. Podkreślono, że obecność młodych Białorusinów na międzynarodowych spotkaniach jest ważnym elementem formacji i budowania wspólnoty Kościoła.

Podczas sesji zatwierdzono instrukcję dotyczącą stałej posługi lektorów i akolitów w białoruskich diecezjach oraz zaakceptowano publikację nowego lekcjonarza. Biskupi przyjęli również tekst nowenny przygotowującej do uroczystości w Narodowym Sanktuarium w Budsławiu, związanych ze 110. rocznicą objawień fatimskich. Obrady zakończyła wspólna modlitwa, w której hierarchowie prosili o pokój, jedność i duchowe odnowienie Kościoła na Białorusi.

Znadniemna.pl na podstawie Catholic.by, na zdjęciu: podczas posiedzenia Konferencji Biskupów Katolickich Białorusi w Grodnie, fot.: Catholic.by

W Grodnie odbyła się 98. sesja plenarna Konferencji Biskupów Katolickich Białorusi. Hierarchowie podjęli decyzję o włączeniu się w ogólnokrajową modlitwę o pokój w jedności z papieżem Leonem XIV, omówili wyzwania związane z rozwojem sztucznej inteligencji oraz przygotowania do dużych wydarzeń młodzieżowych w Łodzi i Seulu.

Dokładnie 87 lat temu, we wrześniu 1939 roku, mieszkańcy Grodna – żołnierze, policjanci, harcerze i cywile – podjęli heroiczną walkę z sowiecką agresją. Choć stanęli naprzeciw przeważających sił wroga, ich dwudniowy opór zapisał się jako jeden z najbardziej dramatycznych aktów obrony kresowych rubieży II Rzeczypospolitej. Dzięki relacjom świadków, takich jak Grażyna Lipińska, oraz współczesnym badaniom historycznym, możemy dziś odtworzyć wierny obraz tych wydarzeń i oddać hołd zapomnianym bohaterom.

Miasto wobec sowieckiej agresji

Obrona Grodna była jednym z ostatnich akordów polskiego oporu na północno-wschodnich ziemiach państwa. Miasto, położone na ważnym szlaku komunikacyjnym nad Niemnem, znalazło się w sytuacji szczególnej. Po niemieckiej agresji z 1 września jego mieszkańcy żyli w nieustannym napięciu, jednak prawdziwy dramat rozpoczął się 17 września, gdy wschodnią granicę Polski walczącej z Niemcami przekroczyła Armia Czerwona. Pierwotnie planowano utworzenie regularnej Grupy „Grodno”, jednak chaos odwrotu i dramatyczny brak czasu sprawiły, że miasto stanęło do walki w warunkach całkowitej improwizacji. Wspomnienia zebrane w archiwach londyńskich oraz relacje naocznych świadków dowodzą, że obrona miała charakter spontaniczny. Grodno nie było szykowane na twierdzę – a jednak stało się nią na dwa dni.

Dwa dni walk o Grodno

Właściwe walki o miasto trwały od 20 do 22 września. Sowieckie oddziały pancerne próbowały z marszu sforsować barykady i wjechać do centrum, napotykając jednak opór, który całkowicie zaskoczył agresorów swoją skalą. Obrońcy używali butelek z benzyną, improwizowanych ładunków wybuchowych, karabinów maszynowych oraz broni zdobycznej. Wśród walczących masowo brała udział młodzież, w tym 13-letni harcerz Tadeusz Jasiński, którego tragiczna śmierć stała się symbolem obrony. W relacjach bezustannie powraca obraz młodych ludzi biegnących z butelkami zapalającymi na czołgi, kobiet opatrujących rannych pod ostrzałem, naprędce organizowanych punktów sanitarnych i barykad wznoszonych z czego popadnie. Miasto tonęło w dymie i huku wystrzałów, pulsowało jednak niezwykłą determinacją.

Tadeusz Jasiński z mamą., źródło: facebook.com/muzeumpamiecisybiru

Warto pamiętać, że bitwa o samo miasto nie była odosobnionym epizodem, lecz częścią szerszego wysiłku obronnego na Grodzieńszczyźnie. Na przedpolach Grodna, pod Kodziowcami, walczył rotmistrz Narcyz Łopianowski, dowódca szwadronu kawalerii, który w dniach 21–22 września stawił zacięty opór sowieckim kolumnom pancernym. Jego żołnierze, działając w warunkach przygniatającej przewagi przeciwnika, opóźnili marsz wroga i zadali mu dotkliwe straty, wpisując się w krwawy i bezkompromisowy bój o ten region. Łopianowski – jeden z bohaterów naszej akcji „Dziadek w polskim mundurze” – pozostaje symbolem odwagi i wierności żołnierskiej przysiędze. Jego postawa, opisana we wspomnieniach rodzinnych, stanowi kluczowe dopełnienie obrazu wrześniowych walk na ziemi grodzieńskiej.

Pamięć o obrońcach Grodna

Wśród obrońców na pierwszej linii znalazła się także Grażyna Lipińska, komendantka Pogotowia Społecznego, późniejsza więźniarka sowieckich łagrów. Jej spisane wspomnienia należą dziś do najważniejszych źródeł dokumentujących tamte dni. Lipińska opisywała miasto jako niezłomną wspólnotę, która w chwili najwyższej próby potrafiła się błyskawicznie zorganizować: kobiety szyły bandaże, dzieci roznosiły meldunki, a cywile nie opuszczali stanowisk nawet wtedy, gdy sytuacja stawała się beznadziejna. Jej relacje pozwalają spojrzeć na obronę Grodna nie tylko przez pryzmat taktyki militarnej, ale przede wszystkim jako na wielki akt obywatelskiej solidarności.

Grażyna Lipińska, w latach 90. minionego stulecia, fot.: Archiwum rodziny Grażyny Lipińskiej/Facebook

Współczesne spojrzenie na te wydarzenia zawdzięczamy w dużej mierze publicyście i pasjonatowi historii Kresów Piotrowi Kościńskiemu, współtwórcy filmu dokumentalnego „Krew na bruku. Grodno 1939”. Jego wieloletnia praca badawcza przywróciła pamięć o faktach, które przez dziesięciolecia były w PRL i ZSRR brutalnie przemilczane. W swojej książce „Obrońca Grodna. Zapomniany bohater” Kościński przywraca należne miejsce majorowi Benedyktowi Serafinowi, jednemu z kluczowych dowódców obrony. Autor pokazuje Serafina jako oficera konsekwentnego i odpowiedzialnego, który mając pełną świadomość tragizmu sytuacji, podjął się misji scalenia improwizowanych oddziałów. Kościński mocno podkreśla, że uczestnicy obrony Grodna zasługują na wieczną pamięć nie ze względu na militarny efekt starcia, lecz z powodu moralnego wymiaru ich decyzji. Dzięki jego publikacjom i filmowi, temat ten na stałe powrócił do narodowej świadomości.

Afisz filmu „KREW na BRUKU. GRODNO 1939”

Okładka książki Piotra Kościńskiego pt. „Obrońca Grodna. Zapomniany bohater”

Po przełamaniu polskiego oporu i zdobyciu miasta Sowieci dokonali krwawych, masowych aresztowań, doraźnych egzekucji i deportacji. Wielu obrońców rozstrzelano na miejscu, inni na długie lata trafili do łagrów. Choć obrona Grodna nie mogła już zmienić tragicznych losów wojny obronnej, pozostawiła po sobie ponadczasowe świadectwo męstwa. Dzięki pracy historyków, wspomnieniom Lipińskiej i ustaleniom dr. Kościńskiego możemy dziś z dumą oddać hołd tym, którzy w obliczu totalitarnej nawałnicy do końca bronili honoru Rzeczypospolitej.

Opr. Adolf Gorzkowski/ Znadniemna.pl, ilustracja: grafika przedstawia symbol obrony Grodna – 13-letniego harcerza Tadeusza Jasińskiego – przywiązanego do szturmującego miasto sowieckiego czołgu, źródło: Facebook.com/WspolnotaiPamiec

Dokładnie 87 lat temu, we wrześniu 1939 roku, mieszkańcy Grodna – żołnierze, policjanci, harcerze i cywile – podjęli heroiczną walkę z sowiecką agresją. Choć stanęli naprzeciw przeważających sił wroga, ich dwudniowy opór zapisał się jako jeden z najbardziej dramatycznych aktów obrony kresowych rubieży II Rzeczypospolitej.

Najnowsza aktualizacja międzynarodowego rankingu mobilności Passport Reports z września 2026 roku przynosi fatalne wieści dla obywateli Białorusi. Paszport Białorusi zaliczył gwałtowny spadek, tracąc w ciągu zaledwie jednego roku aż 9 pozycji – z 92. na odległe 101. miejsce na świecie.

Sytuacja ta tworzy olbrzymią przepaść w zestawieniu z zachodnim sąsiadem tego kraju, czyli – Polską, której prawny dokument tożsamości utrzymuje pozycję w ścisłej światowej elicie, plasując się na wysokim 17. miejscu globalnego rankingu.

Izolacja Białorusi widoczna w liczbach

Analiza danych opublikowanych przez niezależną platformę Passport Reports nie pozostawia złudzeń co do kierunku, w jakim zmierza mobilność Białorusinów. Jeszcze w 2025 roku tamtejszy paszport dawał nieco większą swobodę, zajmując 92. lokatę. Obecnie wskaźnik mobilności (Mobility Score) dla Białorusi wynosi zaledwie 91 punktów. Oznacza to, że obywatele tego kraju mogą wjechać bez tradycyjnej, uprzednio wyrobionej wizy do 91 państw (w tym do 45 całkowicie bezwizowo i do 40 z wizą na granicy). Aż w 107 kierunkach – w tym do USA, Kanady czy strefy Schengen – konieczna jest pełna procedura wizowa.

Polska i inni sąsiedzi daleko z przodu

Białoruś pod względem swobody podróżowania stała się „czerwoną latarnią” regionu. Ustępuje wszystkim swoim sąsiadom. W zestawieniu 47 państw europejskich zajmuje przedostatnie, 46. miejsce. Kontrast z Polską (17. miejsce w zestawieniu globalnym) jest uderzający. Obywatele RP cieszą się niemal nieograniczonym ruchem bezwizowym na świecie, podczas gdy inne kraje graniczące z Białorusią również wypadają znacznie lepiej: Łotwa zajmuje 18. pozycję, Litwa 24., Ukraina 53. Nawet prowadząca agresywną wojnę i objęta sankcjami Rosja plasuje się wyżej od Białorusi – na 76. miejscu.

Pozorny sukces w bloku wschodnim

Jedynym rankingiem, w którym Mińsk może odnotować relatywnie wysoką lokatę, jest wewnętrzne zestawienie Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SOW), do której Białoruś dołączyła w 2024 roku. W tej zamkniętej grupie Białoruś zajmuje 3. miejsce, ustępując wyłącznie potęgom takim jak Rosja i Chiny, a wyprzedzając kraje Azji Centralnej czy Indie. Jak jednak zauważają obserwatorzy ten regionalny wskaźnik nie ma przełożenia na realną wolność podróżowania po świecie. W ten sposób ranking Passport Reports obnaża postępującą izolację polityczną i dyplomatyczną reżimu Łukaszenki i będących jego zakładnikami białoruskich obywateli.

Znadniemna.pl na podstawie passportreports.com, zdjęcie ilustracyjne, źródło: Shutterstock

Najnowsza aktualizacja międzynarodowego rankingu mobilności Passport Reports z września 2026 roku przynosi fatalne wieści dla obywateli Białorusi. Paszport Białorusi zaliczył gwałtowny spadek, tracąc w ciągu zaledwie jednego roku aż 9 pozycji – z 92. na odległe 101. miejsce na świecie. Sytuacja ta tworzy olbrzymią przepaść

Dziś mija 165 lat od śmierci Antoniego Goreckiego – wybitnego poety, satyryka, bajkopisarza, a także powstańca listopadowego i uczestnika wojen napoleońskich. W rocznicę jego odejścia wraca pytanie, dlaczego twórca tej klasy wciąż pozostaje na marginesie zbiorowej pamięci, choć jego życie i dorobek wyrastają z samego serca dawnego, wielokulturowego Wielkiego Księstwa Litewskiego, którego dziedzictwo współkształtuje dziś tożsamość całego regionu.

Gorecki należał do ludzi, którzy nie musieli niczego udowadniać, jeśli chodzi o pochodzenie — jego więź z rodzinną ziemią wynikała z głębokich, ziemiańskich korzeni rodu pieczętującego się herbem Dołęga. Wychował się w środowisku, w którym polska tradycja literacka naturalnie współistniała z lokalną codziennością, a pamięć o dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów była wciąż żywa. To właśnie to unikalne pogranicze kultur ukształtowało jego wrażliwość i stało się fundamentem późniejszej twórczości.

Wileńszczyzna uformowała go na wielu poziomach. Uniwersytet Wileński, na którym studiował literaturę, był wówczas tętniącym życiem centrum nowoczesnej myśli tej części Europy. To tam Gorecki zetknął się z wybitnym historykiem Joachimem Lelewelem, który jako profesor Uniwersytetu inspirował młode pokolenie do krytycznego spojrzenia na dzieje regionu.

W Wilnie skrzyżowały się także drogi Goreckiego z Adamem Mickiewiczem. Wieszcz darzył starszego kolegę ogromnym szacunkiem, czego najlepszym dowodem jest fakt, że włączył głośny utwór Goreckiego do swojego arcydzieła. W Scenie I (więziennej) III części „Dziadów” bohater Żegota opowiada współwięźniom przypowieść na pocieszenie. Są to wersy zaczynające się od słów:

„Gdy Bóg wygnał Adama z rajskiego ogrodu, / Nie chciał przecie iść w niwecz rodu ludzkiego…”

To słynna „Bajka o diable i zbożu” autorstwa właśnie Antoniego Goreckiego. Sam Mickiewicz w swoich późniejszych prelekcjach paryskich wielokrotnie chwalił styl Goreckiego, podkreślając jego rzadką zdolność do zachowania prostoty, jasności oraz unikalnego, żołnierskiego i męskiego tonu w poezji.

Kluczowym etapem wileńskiego życia poety była działalność w słynnym Towarzystwie Szubrawców, gdzie Gorecki przybrał pseudonim Gronostaj. Jako Szubrawiec miał odwagę bezlitośnie wyśmiewać prowincjonalne przywary, urzędnicze nadużycia, pijaństwo oraz szlacheckie lenistwo na łamach słynnych „Wiadomości Brukowych”. Choć pisał w klasycznym języku polskim, jego utwory cechowały się rzadko spotykaną lekkością, ciętym dowcipem i bliskością z ludem, co czyniło jego twórczość niezwykle popularną na Litwie. W swoich oryginalnych bajkach moralnych, takich jak „Arbiter”, pisał wprost o ludzkiej hipokryzji:

„Sądziwszy drugich, siebie nie sądzą…”

Gorecki nie był jednak wyłącznie człowiekiem pióra – był romantykiem, który w razie potrzeby chwytał za broń. Jako młody człowiek walczył w wojnach napoleońskich (m.in. w kampanii 1812 roku), a dwadzieścia lat później wziął czynny udział w powstaniu listopadowym. Na polu bitwy zyskał miano poety-żołnierza, a jego powstańcze pieśni były powszechnie śpiewane przez walczących. W autentycznym i niezwykle popularnym wierszu „Do współbraci” zagrzewał do boju słowami:

„Kto kocha Boga, Ojczyznę i cnotę, / Niech pod chorągiew pośpiesza narodową!”

Po klęsce zrywu, podobnie jak tysiące innych patriotów, musiał udać się na Wielką Emigrację. Zmarł 18 września 1861 roku w Paryżu, do końca swoich dni tęskniąc za rodzinnymi stronami.

W rocznicę jego śmierci warto zadać pytanie: dlaczego tak rzadko o nim mówimy? Antoni Gorecki zasługuje na pamięć nie tylko jako przyjaciel Mickiewicza, ale jako samodzielny, wyrazisty głos epoki romantyzmu. Jego postać symbolizuje wspólne, wielowarstwowe dziedzictwo dawnych Kresów – kulturę bogatą, otwartą i wymykającą się ciasnym podziałom narodowościowym, o której warto pamiętać właśnie dzisiaj.

Opr. Kazimierz Sadowski / Znadniemna.pl, na rysunku narysowanym z fotografii: Antoni Gorecki, źródło: Wikipedia

Dziś mija 165 lat od śmierci Antoniego Goreckiego – wybitnego poety, satyryka, bajkopisarza, a także powstańca listopadowego i uczestnika wojen napoleońskich. W rocznicę jego odejścia wraca pytanie, dlaczego twórca tej klasy wciąż pozostaje na marginesie zbiorowej pamięci, choć jego życie i dorobek wyrastają z samego

Prezydent RP nadał polskie obywatelstwo prof. Victorowi Ambrosowi, laureatowi Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny z 2024 roku. Uczony, którego ojciec pochodził z Dorgiszek na Oszmiańszczyźnie, od lat podkreślał swoje związki z polsko‑białoruskim pograniczem i deklarował chęć formalnego powrotu do rodzinnych korzeni.

Prof. Victor Ambros, światowej klasy biolog i współodkrywca mikroRNA, odebrał polskie obywatelstwo podczas uroczystości w Pałacu Prezydenckim. Jak przypomina PAP, noblista od dawna współpracuje z polskimi instytucjami naukowymi, m.in. jako przewodniczący Rady Naukowej IMol PAN. Decyzja głowy państwa domyka proces, który Ambros zapowiadał już podczas swojej wizyty w Polsce w marcu 2026 roku.

Tło tej historii jest głęboko zakorzenione w losach jego ojca, Longina Bogdana Ambrosa — Polaka z Oszmiańszczyzny, urodzonego we wsi Dorgiszki. Longin Ambros przeszedł drogę typową dla wielu mieszkańców Kresów: od osieroconego chłopca, przez przymusową pracę w III Rzeszy, po służbę w armii USA, gdzie został tłumaczem i spadochroniarzem. Po wojnie osiadł w Wisconsin, prowadził farmę i warsztat stolarski, a jego niezwykła biografia stała się fundamentem rodzinnej pamięci.

Victor Ambros dorastał już w Stanach Zjednoczonych, ale wielokrotnie podkreślał, że polskie i kresowe dziedzictwo było ważną częścią jego tożsamości. W wywiadach wspominał dzieciństwo na farmie, opowieści rodziców o powojennym życiu oraz poczucie więzi z miejscem, z którego pochodziła jego rodzina.

Nadanie obywatelstwa ma więc wymiar nie tylko formalny, lecz także symboliczny — jest gestem wobec uczonego, który swoją pracą wniósł fundamentalny wkład w światową naukę, a jednocześnie zachował żywą pamięć o polsko‑białoruskim pograniczu, z którego wywodził się jego ojciec.

Życiorys i osiągnięcia prof. Victora Ambrosa

Victor Ambros, fot.: Wikimedia

Prof. Victor Ambros urodził się w 1953 roku w Hanover, w stanie New Hampshire, w rodzinie o kresowych korzeniach. Dorastał w środowisku, które łączyło amerykańską codzienność z pamięcią o losach ojca – Longina Bogdana Ambrosa, Polaka z Oszmiańszczyzny. Wybór drogi naukowej był dla młodego Ambrosa naturalny: fascynacja biologią i mechanizmami życia doprowadziła go do badań, które z czasem zmieniły światowe rozumienie regulacji genów.

Ambros jest profesorem biologii molekularnej na UMass Chan Medical School, gdzie kieruje zespołem zajmującym się badaniem procesów kontrolujących aktywność genów. Jego prace nad mikroRNA – niewielkimi cząsteczkami regulującymi ekspresję genów – przyniosły mu międzynarodową sławę. W 2024 roku, wspólnie z Garym Ruvkunem, został uhonorowany Nagrodą Nobla w dziedzinie fizjologii lub medycyny za odkrycie roli mikroRNA w potranskrypcyjnej regulacji genów. Komitet Noblowski podkreślił, że ich praca odsłoniła „nowy wymiar regulacji genów”, fundamentalny dla funkcjonowania organizmów wielokomórkowych.

Znaczenie tego odkrycia jest ogromne. MikroRNA uczestniczy w kontrolowaniu aktywności wielu genów, a zaburzenia tego procesu mogą prowadzić do rozwoju nowotworów, chorób genetycznych i zaburzeń metabolicznych. Badania Ambrosa otworzyły drogę do nowych metod diagnostycznych i terapeutycznych, czyniąc go jednym z najbardziej wpływowych biologów molekularnych naszych czasów.

Związki Ambrosa z Polską nie ograniczają się do rodzinnej historii. Uczony aktywnie angażuje się w działalność polskiego środowiska naukowego – przewodniczy Radzie Naukowej Instytutu Medycyny Molekularnej PAN, uczestniczy w konferencjach i debatach o przyszłości badań biologicznych w Polsce, a podczas wizyt w kraju mówił o konieczności wzmacniania ośrodków badawczych i przyciągania młodych talentów. W 2025 roku otrzymał tytuł doktora honoris causa Politechniki Śląskiej, co było wyrazem uznania dla jego wkładu w rozwój nauki i współpracę z polskimi instytucjami.

Nadanie polskiego obywatelstwa domyka tę historię w wymiarze symbolicznym i osobistym. Victor Ambros – amerykański biolog, noblista i syn Polaka z Oszmiańszczyzny – stał się formalnie obywatelem kraju, z którym od lat łączyły go więzi rodzinne, naukowe i emocjonalne.

 Znadniemna.pl na podstawie PAP, na zdjęciu: obywatel Polski, prof. Victor Ambros – laureat Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny, fot.: Screenshot – YouTube – Nobel Prize

Prezydent RP nadał polskie obywatelstwo prof. Victorowi Ambrosowi, laureatowi Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny z 2024 roku. Uczony, którego ojciec pochodził z Dorgiszek na Oszmiańszczyźnie, od lat podkreślał swoje związki z polsko‑białoruskim pograniczem i deklarował chęć formalnego powrotu do rodzinnych korzeni. Prof. Victor Ambros, światowej klasy

Wkroczenie Armii Czerwonej na terytorium Rzeczypospolitej 17 września 1939 roku było ciosem zadanym państwu walczącemu już od dwóch tygodni z Niemcami. Sowiecka agresja, dokonana wbrew paktowi o nieagresji i zasadom prawa międzynarodowego, przesądziła o IV rozbiorze Polski, o losie jej obywateli i o przyszłości całych pokoleń. Rocznica tamtego dnia jest momentem, w którym wspominamy nie tylko akt zdrady dwóch totalitaryzmów, lecz także jego tragiczne następstwa – w tym los Sybiraków, których tułaczka stała się jednym z najbardziej bolesnych rozdziałów polskiej historii.

Choć tamten wrześniowy poranek zapisał się w historii jako moment, w którym Polska została zaatakowana z dwóch stron, dla mieszkańców Kresów był przede wszystkim początkiem osobistego dramatu. Sowieckie oddziały wkraczały do miast i wsi, natychmiast przejmując administrację, rozbijając struktury państwowe i wprowadzając własne porządki. W ciągu kilku dni zniknęły polskie urzędy, szkoły, organizacje społeczne, a na ich miejsce pojawiły się komitety, milicje i funkcjonariusze NKWD. Zajęte ziemie zostały poddane sowietyzacji, a ich mieszkańcy – represjom, które miały złamać kręgosłup polskiego społeczeństwa i przygotować grunt pod masowe deportacje.

Z agresji dokonanej 17 września wynikały późniejsze deportacje. Sowieci przystąpili do systematycznego niszczenia polskich elit, struktur społecznych i lokalnych wspólnot. Aresztowania, konfiskaty majątków, likwidacja instytucji, zamykanie szkół i kościołów były pierwszym etapem. Kolejnym były wywózki – cztery wielkie fale deportacji w latach 1940–1941, które objęły setki tysięcy obywateli II RP. To właśnie oni stali się Sybirakami, a ich los był bezpośrednim skutkiem wydarzeń sprzed 87 lat.

W relacji Marii K., opublikowanej przez Związek Sybiraków, czytamy: „Przyszli o drugiej w nocy. Kazali się pakować. Mama płakała, ojciec milczał. Nie wiedzieliśmy, dokąd nas zabierają.” Ten moment – chwila, w której człowiek traci dom i przyszłość – jest jednym z najczęściej powtarzanych w świadectwach. Jadwiga S., której relację zarejestrowało Archiwum Historii Mówionej, wspomina drogę na Wschód: „W wagonie było pełno ludzi. Nie było gdzie usiąść. Dzieci płakały, starcy modlili się po cichu. Jechaliśmy tygodniami.” Władysław K., zesłany w lutym 1940 roku, mówił: „Najgorsze było to, że nie wiedzieliśmy, dokąd nas wiozą. Człowiek bał się nawet myśleć.”

Na zesłaniu życie podporządkowane było pracy, głodowi i walce o przetrwanie. Jan Z., którego wspomnienia opublikowało Muzeum Pamięci Sybiru, mówił: „Jak nie wyrobiłeś normy, nie jadłeś. A jak nie jadłeś, nie miałeś siły pracować. To było błędne koło.” Anna P., zesłana jako dziecko, wspominała: „Syberia nie była miejscem. Syberia była stanem. Stanem ciągłego strachu i zmęczenia.” Wspólnota zesłańców była jedyną tarczą przeciw nieludzkim warunkom. Zofia L. mówiła: „Kiedy ktoś miał kawałek chleba, dzielił się. Bo wiedział, że jutro może nie mieć nic.”

Powroty były równie trudne jak sama tułaczka. Stanisław M., którego relację opublikował IPN, wspominał: „Domu już nie było. Rodziny już nie było. Tylko pamięć została.”

W Polsce Ludowej świadectwa Sybiraków były przez lata przemilczane. Dopiero po 1989 roku zaczęli mówić otwarcie. Jak podkreślała Irena B.: „Przez lata milczeliśmy. Teraz mówimy, żeby nikt nie zapomniał.”

Dlatego 17 września jest dniem szczególnym. To nie tylko rocznica agresji ZSRR na Polskę, lecz także dzień, w którym pamięć o Sybirakach staje się częścią narodowego zobowiązania. Ich los jest nierozerwalnie związany z wydarzeniami sprzed 87 lat. Agresja z 1939 roku była początkiem ich tułaczki, a ich świadectwa są dziś jednym z najważniejszych dowodów na to, czym była sowiecka okupacja. W słowach jednego z zesłańców, zapisanych w Archiwum Historii Mówionej, kryje się sens tego dnia: „Nie chcemy zemsty. Chcemy pamięci.”

Opr. Emilia Kuklewska/Znadniemna.pl, na zdjęciu: Oficerowie Armii Czerwonej pod portretem Stalina i ich nazistowscy koledzy z Niemiec podczas niemiecko‑sowieckiej parady w Brześciu, Białoruś, 22 września 1939 r., fot.: Wikipedia

Wkroczenie Armii Czerwonej na terytorium Rzeczypospolitej 17 września 1939 roku było ciosem zadanym państwu walczącemu już od dwóch tygodni z Niemcami. Sowiecka agresja, dokonana wbrew paktowi o nieagresji i zasadom prawa międzynarodowego, przesądziła o IV rozbiorze Polski, o losie jej obywateli i o przyszłości całych

Dzisiaj, 16 września 2026 roku, Cole pojawił się na granicy białorusko‑litewskiej wraz z grupą zwolnionych i opublikował wspólne zdjęcie z wyzwolonymi więźniami. Wśród nich znalazły się osoby skazane na wieloletnie wyroki w głośnych procesach politycznych, w tym liczni przedstawiciele środowiska medialnego. To właśnie oni byli jednymi z pierwszych celów represji po 2020 roku: śledzeni, zatrzymywani, oskarżani o „ekstremizm”, skazywani na wieloletnie wyroki za wykonywanie pracy, która w każdym demokratycznym państwie jest fundamentem życia publicznego.

Dzisiejsze zwolnienia mają więc wymiar szczególny: to nie tylko gest polityczny, lecz także symboliczne przywrócenie głosu środowisku, które reżim próbował całkowicie uciszyć. Uwolnienie tak wielu przedstawicieli mediów pokazuje, że presja międzynarodowa dotyka jednego z najbardziej wrażliwych punktów systemu — kontroli nad informacją.

Szczególnie wymowny jest fakt, że wśród uwolnionych znalazło się dwóch kluczowych przedstawicieli niezależnych białoruskich mediów: Dzmitry Naważyłau i Andrej Alaksandrau.

Dźmitry Naważyłaŭ, były dyrektor niezależnej agencji informacyjnej BelaPAN, został zatrzymany 18 sierpnia 2021 roku po przeszukaniu i przesłuchaniu w Komitecie Śledczym. Jego sprawę połączono z tzw. „procesem BelaPAN”, w którym oskarżono go o „udział w formacji ekstremistycznej” oraz „uchylanie się od płacenia podatków”. Proces trwał cztery miesiące i zakończył się wyrokiem 6 lat kolonii oraz grzywną w wysokości 700 stawek podstawowych (22 400 rubli). W styczniu 2023 roku wpisano go dodatkowo na listę osób rzekomo „związanych z działalnością ekstremistyczną”, co miało charakter czysto represyjny.

Jeszcze bardziej dramatyczna była historia Andreja Alaksandrowa, jednego z najbardziej rozpoznawalnych białoruskich dziennikarzy i menedżerów medialnych. Został zatrzymany 12 stycznia 2021 roku wraz ze swoją partnerką, Iryną Złobiną. Już po trzech dniach władze ogłosiły, że oboje są podejrzani o „finansowanie działalności protestacyjnej”, twierdząc, że Alaksandrau opłacił 250 grzywien nakładanych na uczestników pokojowych demonstracji, korzystając ze środków przekazywanych przez fundusz BY_help.

Reżim szybko rozszerzył katalog oskarżeń. 30 czerwca 2021 roku Alaksandrawowi postawiono zarzut „zdrady państwa”, a w sierpniu wszczęto kolejną sprawę dotyczącą rzekomego „uchylania się od płacenia podatków”. 4 kwietnia 2022 roku całość materiałów trafiła do sądu, a Alaksandrowa osądzono w ramach tzw. „sprawy BelaPAN” na podstawie czterech artykułów kodeksu karnego, w tym „zdrady państwa” i „udziału w formacji ekstremistycznej”. Ostatecznie skazano go na 14 lat kolonii — jeden z najsurowszych wyroków wobec dziennikarza w historii współczesnej Białorusi. W czasie pobytu w areszcie śledczym Alaksandrau i Złobina pobrali się, co stało się poruszającym symbolem solidarności i godności w obliczu represji.

Wśród zwolnionych znalazła się także Ludmiła Chekina, była dyrektor generalna TUT.BY, skazana na 12 lat kolonii o ogólnym rygorze oraz wysoką, 37‑tysięczną karę grzywny w rublach białoruskich. Na wolność wyszedł również Paweł Bieławus, twórca portalu Symbal.by i były dyrektor „Art Siadziby”, skazany na 13 lat więzienia.

Pełna lista więźniów wyzwolonych i deportowanych na Litwę 16 września 2026 roku:

  • Andrej Aleksandrow — menedżer BelaPAN
  • Pawel Belawus — założyciel sklepu Symbal.by
  • Jewgien Burlo — członek zespołu Tor Band
  • Ilja Weremiejeu — skazany za wpisy w czatach Telegrama na początku wojny
  • Zmicier Galawacz — członek zespołu Tor Band
  • Kiryl Gniedzilow — były milicjant i specjalista IT
  • Iryna Zlobina — właścicielka kwiaciarni, zatrzymana w sprawie BY_help
  • Zmicier Kolas — wydawca
  • Tacciana Kuzina — politolożka
  • Alena Lazarczyk — aktywistka „Europejskiej Białorusi”
  • Nastasja Lazarenka — adwokatka
  • Dmitrij Nawazyłow — były dyrektor BelaPAN
  • Kiryl Pozniak — dziennikarz
  • Janina Pozniak — dziennikarka
  • Pawel Petruczenia — skazany za „Czarną księgę Białorusi”
  • Jana Pinczuk — administratorka kanałów Telegram, ekstradowana z Rosji
  • Siergiej Rabcow — skazany za komentarze po śmierci Zeltsera
  • Denis Salmanowicz — skazany za działalność w kanałach Telegrama
  • Olga Strojewa — 67‑letnia przedsiębiorczyni z Homla
  • Andrej Caliuk — aktywista z Brześcia
  • Ales Chumakow — muzyk zespołu „Stary Olsa”
  • Ludmila Czekina — dyrektorka TUT.by
  • Jewgien Juszkiewicz — były śledczy i specjalista IT
  • Swietłana Jakubowicz — wolontariuszka homelskiej „Wiasny”
  • Andrej Jaremczuk — członek zespołu Tor Band

.

Środowiska opozycyjne podkreślają, że choć dzisiejsze zwolnienia są ważnym gestem, w białoruskich więzieniach nadal pozostają setki więźniów politycznych, w tym kolejni dziennikarze, aktywiści i działacze społeczni. Dzisiejszy dzień jest jednak jednym z najważniejszych sygnałów, że presja międzynarodowa może przynosić realne efekty.

Według informacji przekazanych przez BiełTA, uwolnienie 25 więźniów politycznych było elementem porozumienia, w ramach którego Stany Zjednoczone zgodziły się na częściowe złagodzenie sankcji wobec Białorusi. Chodzi przede wszystkim o ograniczenie restrykcji dotyczących eksportu nawozów potasowych, kluczowego towaru białoruskiej gospodarki, oraz o ułatwienia w handlu produktami ropopochodnymi. Uzgodniono również odblokowanie wybranych kanałów współpracy gospodarczej, co ma umożliwić Mińskowi dostęp do technologii i komponentów nieobjętych sankcjami. W zamian Łukaszenka zobowiązał się do kontynuowania dialogu ze stroną amerykańską oraz do rozważenia kolejnych gestów humanitarnych, w tym potencjalnego uwolnienia następnych więźniów politycznych.

Znadniemna.pl na podstawie Svaboda.org, fot.: facebook.com/baj.media.by

 

Dzisiaj, 16 września 2026 roku, Cole pojawił się na granicy białorusko‑litewskiej wraz z grupą zwolnionych i opublikował wspólne zdjęcie z wyzwolonymi więźniami. Wśród nich znalazły się osoby skazane na wieloletnie wyroki w głośnych procesach politycznych, w tym liczni przedstawiciele środowiska medialnego. To właśnie oni byli

Przejdź do treści