HomeStandard Blog Whole Post

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na Białorusi Znadniemna.pl, zablokowali także szefowi „GP” dostęp do tweetdecka – aplikacji do zarządzania Twitterem. Jak dowiedział się portal Niezalezna.pl – atak na powiązany z Telewizją Republiką serwis „Poland Daily” został dokonany z Rygi, stolicy Łotwy.

Rasa Jakilaitiene, rzeczniczka litewskiego ministra spraw zagranicznych, powiedziała, że fałszywa wiadomość została umieszczona na polskiej stronie internetowej.

Fałszywe wiadomości pojawiły się na Polanddaily.com. W zamieszczonym tam artykule znalazła się uwaga ministra Linkeviciusa, w której twierdził, że na Białoruś trzeba wysłać siły pokojowe – powiedziała rzeczniczka.

Rzeczniczka litwewskiego MSZ zwróciła uwagę, że dla podniesienia wiarygodności fake newsa w artykule pojawiała się także wzmianka na temat polskiego ministra spraw zagranicznych.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy wydało oświadczenie zaprzeczające fałszywym informacjom. Potwierdzono, że odpowiednie służby wszczęły już w tej sprawie dochodzenie.

Jest wysoce prawdopodobne, że trwa cyberatak informacyjny, który jest obecnie badany przez władze litewskie – czytamy w komunikacie.

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” stracił dostęp do konta (zmieniono hasło), na którym wstawiono odnośnik do artykułu zamieszczonego na portalu Znadniemna.pl, który prowadzi Związek Polaków na Białorusi. Ów artykuł to także cyberprowokacja. Dowiadujemy się z niego, że „Polska i Litwa wzywają NATO do wysłania wojsk na Białoruś”.

Podrobiony artykuł na portalu „Poland Daily” nosił tytuł „Polska i Litwa naciskają na wysłanie wojsk na Białoruś”. Napisany był w języku angielskim i podobnie jak publikacja wrzucona na Znadniemna.pl, dezinformował o rzekomych naciskach Polski, Litwy i Stanów Zjednoczonych na NATO. W tekście pojawiły się też nazwiska ministra spraw zagranicznych Polski Zbigniewa Rau oraz Swiatłany Cichanouskiej. Na zdjęciu głównym umieszczono szefa litewskiej dyplomacji Linasa Linkevičiusa.

To nie pierwszy rosyjski atak na media związane ze „Strefą Wolnego Słowa”. Przypomnijmy: w maju 2020 r. portal Niezalezna.pl dwukrotnie padł ofiarą rosyjskich hakerów, którzy zmieniali treść naszych publikacji.

Na naszą stronę (a także na portale Telewizji Republika, Radia Szczecin, olsztyn24.pl oraz stronę gminy Orzysz, gdzie znajduje się garnizon) wstawiono artykuł pt. Amerykanie „chwalą” pobyt w Drawsku. „Jedyne czym mogą strzelić to gumki od majtek”

Gdy opublikowaliśmy informację o tym ataku, Rosjanie dokonali kolejnego włamania, zmieniając ją na „newsa”, że Niezalezna.pl przyznaje się do autorstwa wcześniejszego artykułu.

To nie koniec działań Moskwy przeciwko naszym mediom. Pod koniec maja na anglojęzycznym prorosyjskim portalu „The Duran” ukazał się „wywiad”, przeprowadzony rzekomo przez Katarzynę Gójską dla „Gazety Polskiej”. Rozmówcą wicenaczelnej tygodnika miał być amerykański generał broni Christopher G. Cavoli, dowódca sił amerykańskich w Europie. Nie trzeba chyba dodawać, że rozmowa, w której Cavoli twierdzi, że Polska i kraje bałtyckie są fatalnie zorganizowane pod względem militarnym, została w całości wymyślona.

Znadniemna.pl za niezalezna.pl

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na

Obchodzone w tym roku 80-lecie obecności Polski w UNESCO stanowi wyjątkową okazję do refleksji nad geografią naszej tożsamości narodowej. Choć ukoronowaniem tej wieloletniej współpracy jest 18 unikalnych obiektów zlokalizowanych w dzisiejszych granicach Rzeczypospolitej, pełna mapa polskiego wkładu w kulturę i historię rozciąga się znacznie dalej – na terytoria sąsiednich państw, ze szczególnym uwzględnieniem dawnych Kresów Wschodnich.

Dziedzictwo narodowe nie zawsze pokrywa się z dynamicznie zmieniającymi się na przestrzeni wieków granicami państwowymi. Wyraźnym tego dowodem są bezcenne obiekty materialne i dokumentacyjne, które wpisują się w polską historię, choć współcześnie opiekę nad nimi sprawują sąsiedzi Polski. Trwałe ślady polskiej kultury odnajdziemy przede wszystkim na Ukrainie i Białorusi, co doskonale widać również przez pryzmat analizy porównawczej potencjału konserwatorskiego w naszym regionie.

Poniższe zestawienie przedstawia pozycje z Listy Światowego Dziedzictwa UNESCO oraz rejestru Pamięci Świata, które w bezpośredni sposób dokumentują polskie dziedzictwo poza krajem:

Ukraina: Serce dawnej Rzeczypospolitej

Ukraina posiada na Liście Światowego Dziedzictwa 8 obiektów (7 kulturowych oraz 1 przyrodniczy). To relatywnie skromna liczba w stosunku do bogactwa tego kraju, jednak aż dwa z tych wpisów mają fundamentalne znaczenie dla polskiej historii i są bezpośrednio związane z dawnymi Kresami:

  • Zespół historycznego centrum Lwowa: Wpisany na listę w 1998 roku. Przez wieki był jednym z najważniejszych centrów polskiej nauki, kultury i sztuki. Sercem obiektu jest m.in. Katedra Łacińska, ufundowana przez króla Kazimierza Wielkiego.
  • Drewniane cerkwie w polskim i ukraińskim regionie Karpat: Transgraniczny wpis dzielony z Polską (po 8 świątyń po każdej ze stron). Wśród ukraińskich cerkwi wyróżnia się Cerkiew Świętej Trójcy w Żółkwi – mieście założonym przez hetmana Stanisława Żółkiewskiego i będącym później własnością króla Jana III Sobieskiego.

Białoruś: Gniazda potężnych rodów magnackich

Na terytorium Białorusi znajdują się zaledwie 4 obiekty wpisane na Główną Listę UNESCO (3 kulturowe i 1 przyrodniczy). Mimo tak wąskiego zestawienia, aż połowa z nich ma ścisły związek z dziejami Polski:

  • Rezydencja rodowa Radziwiłłów w Nieświeżu: Wpisana w 2005 roku. Jeden z najważniejszych ośrodków władzy i kultury I Rzeczypospolitej, będący przez stulecia w posiadaniu potężnego polsko-litewskiego rodu magnackiego.
  • Puszcza Białowieska: Pierwszy w historii Białorusi obiekt na liście (wpis przyrodniczy). Stanowi transgraniczne przedłużenie polskiego Białowieskiego Parku Narodowego – dawnego terenu łowieckiego polskich królów i książąt.

Niemcy: Dziedzictwo pogranicza

Poza Kresami Wschodnimi, polski ślad architektoniczno-krajobrazowy widoczny jest również na zachodzie:

  • Park Mużakowski (Muskauer Park): Wpis transgraniczny podzielony z Niemcami. Choć serce parku i rezydencja leżą w Bad Muskau po stronie niemieckiej, cały kompleks krajobrazowy jest nierozerwalnym elementem spójnego projektu, zarządzanego wspólnie przez oba państwa.

Francja: Duchowa stolica polskiej emigracji

Mówiąc o dziedzictwie UNESCO poza krajem, nie sposób pominąć prestiżowej listy Pamięci Świata (dokumenty o najwyższym znaczeniu cywilizacyjnym). To właśnie we Francji przechowywane są bezcenne polskie kolekcje:

  • Archiwum Instytutu Literackiego w Paryżu: Dokumentacja dorobku Jerzego Giedroycia oraz legendarnej paryskiej „Kultury”.
  • Zbiory Biblioteki Polskiej w Paryżu: Unikalne pamiątki po Wielkiej Emigracji, zawierające m.in. oryginalne rękopisy Adama Mickiewicza.

Skala porównawcza dziedzictwa w regionie

Analiza statystyczna systemów ochrony UNESCO pokazuje wyraźne dysproporcje w Europie Środkowo-Wschodniej. Polska z 18 obiektami plasuje się na pozycji regionalnego lidera pod względem liczby wpisów, co wynika z wczesnej ratyfikacji konwencji oraz skutecznej dyplomacji kulturalnej (czego symbolem jest najnowszy wpis Modernistycznego Centrum Gdyni z lipca 2026 roku).

Dla porównania, Ukraina posiada 8 takich miejsc, a Białoruś jedynie 4. Fakt, że obiekty o kluczowym znaczeniu dla polskiej historii stanowią tak duży odsetek rejestrów wschodnich sąsiadów Polski (25% wszystkich obiektów na Ukrainie i aż 50% na Białorusi), dobitnie świadczy o potędze dawnego przenikania się kultur w tej części Europy oraz o wspólnej odpowiedzialności za ochronę tych zabytków dla przyszłych pokoleń.

Znadniemna.pl na podstawie danych World Heritage Centre, infografika: Znadniemna.pl/AI (w oparciu o mapę zabytków Polskiego Komitetu ds. UNESCO)

Obchodzone w tym roku 80-lecie obecności Polski w UNESCO stanowi wyjątkową okazję do refleksji nad geografią naszej tożsamości narodowej. Choć ukoronowaniem tej wieloletniej współpracy jest 18 unikalnych obiektów zlokalizowanych w dzisiejszych granicach Rzeczypospolitej, pełna mapa polskiego wkładu w kulturę i historię rozciąga się znacznie dalej

Do projektu nowelizacji ustawy o cudzoziemcach ma zostać wprowadzony przepis ułatwiający potwierdzanie tożsamości dzieci urodzonych w Polsce. O planowanych zmianach poinformowała Wolha Dabrawolska, białoruska prawniczka specjalizująca się w sprawach legalizacji pobytu. Według niej nowe rozwiązanie pomoże rodzinom, które obecnie napotykają poważne bariery formalne przy uregulowaniu statusu prawnego nowo narodzonych dzieci.

Jak przekazała ekspertka na antenie Euroradia, proponowany zapis zakłada uproszczoną ścieżkę w sytuacji, gdy co najmniej jedno z rodziców posiada już polski dokument podróży dla cudzoziemca. Obecnie noworodki z takich rodzin muszą przechodzić skomplikowaną, wieloetapową weryfikację, co drastycznie wydłuża czas oczekiwania na uregulowanie ich sytuacji prawnej.

Problem ten uderza m.in. w uchodźców z Białorusi. Aby zalegalizować pobyt dziecka w Polsce, rodzice muszą w pierwszej kolejności wykazać, kim ono jest. W praktyce oznacza to często konieczność ubiegania się o ochronę międzynarodową lub próbę uzyskania paszportu w konsulatach kraju pochodzenia – co ze względów politycznych bywa dla wielu migrantów niewykonalne lub skrajnie niebezpieczne.

Zapowiadana reforma ma całkowicie odwrócić tę kolejność. Dziecko najpierw otrzyma tymczasowe potwierdzenie tożsamości, co otworzy drogę do właściwej procedury pobytowej. Taki krok zredukuje biurokrację i zdejmie z rodziców konieczność kontaktu z białoruskimi urzędami.

Prace legislacyjne nad projektem wciąż trwają. Zgodnie z relacją Wolhi Dabrawolskiej, dokument trafi teraz pod obrady właściwych komisji, a następnie zostanie poddany głosowaniu w Sejmie i Senacie. Dokładny termin wejścia w życie nowych przepisów nie jest jeszcze znany.

Znadniemna.pl na podstawie informacji ujawnionych przez Wolhę Dabrawolską podczas audycji w rozgłośni Euroradio, zdjęcie ilustracyjne, źródło: skilldocs.pl

Do projektu nowelizacji ustawy o cudzoziemcach ma zostać wprowadzony przepis ułatwiający potwierdzanie tożsamości dzieci urodzonych w Polsce. O planowanych zmianach poinformowała Wolha Dabrawolska, białoruska prawniczka specjalizująca się w sprawach legalizacji pobytu. Według niej nowe rozwiązanie pomoże rodzinom, które obecnie napotykają poważne bariery formalne przy uregulowaniu

Zaniedbana, głucha świątynia, zarośnięty dziedziniec i urzędowy klincz. Obraz, jaki wyłania się wokół rzymskokatolickiej parafii św. apostołów Piotra i Pawła we wsi Łukawiec w rejonie wilejskim, chwyta za serce. Choć tętniąca niegdyś życiem wspólnota wiernych została już po cichu wykreślona ze struktur kościelnych, w bezdusznych państwowych rejestrach wciąż figuruje jako działający podmiot. Wszystko przez niszczejący budynek, którego w świetle biurokracji nikt nie chce przejąć.

W mediach społecznościowych pojawiły się poruszające zdjęcia kaplicy w Łukawcu, które lotem błyskawicy obiegły grupy zrzeszające turystów i miłośników historii. Fotografie nie pozostawiają złudzeń: dawny kościół pw. świętych apostołów Piotra i Pawła popada w ruinę. Przygnębiający widok wybitych okien, łuszczącej się farby i chwastów po pas wdzierających się na przykościelny teren wywołał falę smutku. Podróżni od lat alarmowali, że świątynia jest stale zamknięta i sprawia wrażenie całkowicie porzuconej. Dopiero teraz poznaliśmy gorzką prawdę o tym zapomnianym miejscu.

Serce parafii, które przestało bić

Historia tego miejsca to opowieść o wielkiej nadziei, która odeszła w zapomnienie. Pod koniec ubiegłego wieku, w 1999 roku, lokalni katolicy z wiarą i determinacją powołali do życia własną parafię. Nie mieli funduszy na monumentalną świątynię, dlatego na dom modlitwy zaadaptowali skromny, powojenny budynek z lat 50., który wcześniej służył jako wiejskie przedszkole. Przez lata to właśnie tutaj, w murach dawnej placówki, spotykali się na modlitwie, tworząc żywą, zżytą wspólnotę. Dziś po tamtym gwarnym i pełnym wiary miejscu pozostała jedynie przejmująca cisza.

Biurokratyczna fikcja kontra bolesna rzeczywistość

Oficjalne dokumenty Kościoła mówią wprost: parafia w Łukawcu zniknęła z rejestrów dekanatu wilejskiego. Wspólnota faktycznie przestała istnieć – wierni odeszli, zabrakło kapłanów, a życie religijne zamarło.

Zupełnie inny, niemal surrealistyczny obraz wyłania się jednak z białoruskich rejestrów państwowych. W Jednolitym Państwowym Rejestrze osób prawnych podmiot wciąż figuruje jako… aktywny i działający. Ta urzędowa fikcja trwa tylko dlatego, że z bilansu zlikwidowanej wspólnoty nikt nie zdjął niszczejącego budynku kaplicy. Bezduszne procedury utknęły w martwym punkcie: dopóki popadający w ruinę obiekt formalnie należy do parafii, państwo nie zamknie jej likwidacji.

Niemy świadek ludzkich dramatów

Tragedia w Łukawcu nie jest odosobniona. To kolejny bolesny przykład „parafii widma” na Białorusi – miejsca, w którym na skutek wyludnienia wsi i niesprzyjającej sytuacji polityczno-społecznej, kościół stracił swoich opiekunów. Podobny los spotkał wcześniej chociażby świątynię w Czerykowie w obwodzie mohylewskim.

Podczas gdy urzędnicy przerzucają się papierami, dawna świątynia w Łukawcu bezbronnie niszczeje na oczach nielicznych mieszkańców. Bez ludzkich rąk, które mogłyby naprawić dach, i bez modlitewnego ciepła, budynek staje się jedynie smutnym pomnikiem odchodzącej w przeszłość historii tamtejszych katolików.

Znadniemna.pl na podstawie Katolik.life, fot.: Katolik.life

Zaniedbana, głucha świątynia, zarośnięty dziedziniec i urzędowy klincz. Obraz, jaki wyłania się wokół rzymskokatolickiej parafii św. apostołów Piotra i Pawła we wsi Łukawiec w rejonie wilejskim, chwyta za serce. Choć tętniąca niegdyś życiem wspólnota wiernych została już po cichu wykreślona ze struktur kościelnych, w bezdusznych

Była dwukrotna mistrzyni Białorusi w jeździectwie, która za sprzeciw wobec bezprawia Aleksandra Łukaszenki zapłaciła zakazem startu w igrzyskach i przymusową emigracją, obchodzi dzisiaj 35. urodziny. Olga Safronowa, bo o niej mowa, odnalazła bezpieczną przystań w Polsce, z dumą reprezentuje dziś polskie barwy narodowe i udowadnia, że reżim może odebrać flagę, ale nie potrafi złamać sportowego talentu i wolnego ducha.

Historia Olgi Safronowej to poruszający dowód na to, jak wysokie koszty ponoszą białoruscy sportowcy odważnie stający po stronie prawdy. W 2020 roku, będąc u szczytu krajowej kariery, otwarcie sprzeciwiła się sfałszowanym wyborom prezydenckim. Reakcja aparatu państwowego była bezwzględna. Tuż przed Igrzyskami Olimpijskimi w Tokio urzędnicy reżimowej federacji w Mińsku spreparowali diagnozę o rzekomej chorobie jej podstawowego konia, bezprawnie wykluczając zawodniczkę z reprezentacji.

Safronowa, nie ufając państwowym lekarzom, wyjechała z koniem do Polski, by poddać go niezależnym badaniom. Dopiero na miejscu, gdy polscy weterynarze potwierdzili pełne zdrowie zwierzęcia, sportsmenka otrzymała dramatyczne ostrzeżenie: jej nazwisko trafiło na listę poszukiwanych, a powrót do ojczyzny oznaczał natychmiastowe więzienie.

Bezpieczna przystań pod polską flagą

Zamiast na igrzyska, sportsmenka musiała natychmiast walczyć o bezpieczeństwo swoje i najbliższych. Dzięki szybkiej reakcji polskich władz, przebywająca już w Polsce Safronowa otrzymała w 2021 roku wizę humanitarną. Z pomocą polskich dyplomatów udało się również sprowadzić z Białorusi jej partnera oraz dwa pozostałe konie, które zostawiła w Mińsku.

Choć reżim Łukaszenki próbował blokować jej dalszą karierę na arenie międzynarodowej, Olga nie poddała się. W grudniu 2022 roku oficjalnie odebrała polskie obywatelstwo, zyskując upragnioną wolność sportową i osobistą.

„Czuję ogromną wdzięczność [wobec] Polski za możliwości, które tutaj dostałam. [Jestem wdzięczna także] ludziom, którzy mnie przyjęli, pomogli mi, uwierzyli we mnie i dali mi szansę dalej rozwijać się jako sportowiec. Dziś z dumą noszę polskiego orła na piersi. Dziś mogę już z całą pewnością powiedzieć, gdzie jest mój dom. I po prostu chcę powiedzieć dziękuję. Za szansę, za wsparcie i za to, że Polska stała się tak ważną częścią mojego życia” — napisała na swoim profilu na Instagramie.

W drodze po olimpijskie marzenia

Obecnie, trenując w podwarszawskim ośrodku jeździeckim, Safronowa należy do ścisłej czołówki zawodników w kraju. Zdobyła już tytuł wicemistrzyni Polski, a na arenie międzynarodowej regularnie zajmuje wysokie miejsca w globalnych rankingach.

Jej oczy są dziś zwrócone ku przyszłości. Choć reżim odebrał jej start w Tokio, a zbieg sportowych okoliczności uniemożliwił występ w Paryżu, dzisiejsza jubilatka nie zwalnia tempa. Jej głównym celem pozostają Igrzyska Olimpijskie w Los Angeles w 2028 roku. Dla tysięcy rodaków rozproszonych po świecie Olga Safronowa pozostaje inspirującym symbolem niezłomności i nowej nadziei.

Znadniemna.pl na podstawie oficjalnych oświadczeń zawodniczki w mediach społecznościowych, materiałów Polskiej Agencji Prasowej, TVN24 oraz serwisu WP SportoweFakty, na zdjęciu: Olga Safronowa ze swoim podstawowym koniem startowym Leo, fot.: Instagram.com/olga_safronova_dressage/

Była dwukrotna mistrzyni Białorusi w jeździectwie, która za sprzeciw wobec bezprawia Aleksandra Łukaszenki zapłaciła zakazem startu w igrzyskach i przymusową emigracją, obchodzi dzisiaj 35. urodziny. Olga Safronowa, bo o niej mowa, odnalazła bezpieczną przystań w Polsce, z dumą reprezentuje dziś polskie barwy narodowe i udowadnia,

5 listopada przypada 450. rocznica wydarzenia, które w grodzieńskiej tradycji historycznej uznawane jest za dzień potwierdzenia przez króla Stefana Batorego przywilejów miasta. Choć źródła wtórne różnią się co do dokładnej daty wystawienia dokumentu, wskazując także na 5 grudnia 1576 roku, nie ulega wątpliwości, że u progu swego panowania monarcha potwierdził prawa i wolności Grodna, umacniając jego pozycję, jako jednego z najważniejszych ośrodków Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Jesienią 1576 roku Rzeczpospolita znajdowała się u progu nowego panowania. Kilka miesięcy wcześniej, 1 maja, na Wawelu koronowani zostali Stefan Batory i Anna Jagiellonka. Nowy król obejmował władzę w państwie po okresie bezkrólewia i politycznych napięć związanych z elekcją. Jednym z pierwszych obowiązków monarchy było potwierdzenie praw i przywilejów nadanych wcześniej stanom, ziemiom i miastom. Sejm koronacyjny obradował od 31 marca do 29 maja 1576 roku.

W tym kontekście należy postrzegać dokument wystawiony dla Grodna. Oznaczał on zachowanie praw nadanych miastu przez wcześniejszych wielkich książąt litewskich i królów polskich oraz potwierdzał ciągłość jego pozycji w strukturze państwa.

Dla mieszkańców Grodna miało to znaczenie przede wszystkim praktyczne. Miasto korzystało z prawa magdeburskiego, które zapewniało szeroki samorząd. Mieszczanie wybierali własne władze miejskie, a sprawami lokalnymi zajmował się magistrat z burmistrzem i radą miejską na czele. Zachowanie tych uprawnień pozwalało ograniczać ingerencję urzędników królewskich w codzienne funkcjonowanie miasta.

Równie istotne były przywileje gospodarcze. Dzięki nim Grodno mogło organizować targi i jarmarki, pobierać określone opłaty oraz rozwijać handel, który stanowił podstawę zamożności miasta. Położenie nad Niemnem czyniło Grodno ważnym punktem na szlakach handlowych łączących ziemie litewskie, polskie i ruskie.

Znaczenie miały także przywileje sądowe. Mieszczanie podlegali własnym sądom miejskim, co stanowiło istotny element samorządności i odróżniało ośrodki lokowane na prawie magdeburskim od innych osad. Potwierdzenie dotychczasowych praw dawało mieszkańcom pewność, że ich status prawny pozostaje nienaruszony mimo zmiany monarchy.

Konfirmacja przywilejów była również wyrazem szczególnej pozycji Grodna w Wielkim Księstwie Litewskim. Co ciekawe, z perspektywy historii dokument z 5 listopada 1576 roku można uznać za symboliczny początek wyjątkowej więzi, jaka połączyła miasto z nowym monarchą. W chwili wystawienia aktu Stefan Batory dopiero rozpoczynał swoje panowanie. Nikt nie mógł jeszcze przewidzieć, że w ciągu kolejnych dziesięciu lat Grodno stanie się jednym z najważniejszych miejsc na politycznej mapie Rzeczypospolitej.

Król chętnie przebywał na Litwie, a Grodno zajmowało w jego planach miejsce szczególne. Dogodne położenie miasta między Koroną a ziemiami Wielkiego Księstwa Litewskiego sprawiało, że stawało się ono naturalnym ośrodkiem administracyjnym i wojskowym. To właśnie stąd monarcha wielokrotnie prowadził sprawy państwowe, przyjmował poselstwa oraz przygotowywał działania związane z polityką wschodnią państwa.

W ciągu zaledwie dekady panowania Batorego znaczenie Grodna wyraźnie wzrosło. Miasto stało się jedną z najważniejszych królewskich rezydencji, a obecność monarchy przyczyniała się do jego rozwoju i prestiżu. Los sprawił, że dzieje króla i miasta splotły się ze sobą jeszcze mocniej. Dziesięć lat po potwierdzeniu grodzieńskich przywilejów, 12 grudnia 1586 roku, Stefan Batory zmarł właśnie w Grodnie.

Po 450 latach od tamtego wydarzenia warto przypomnieć, że siła dawnego Grodna nie opierała się wyłącznie na jego położeniu czy królewskiej obecności. Fundamentem rozwoju miasta stały się prawa i wolności miejskie, które pozwalały mieszkańcom współdecydować o własnych sprawach oraz rozwijać handel, rzemiosło i życie publiczne. Potwierdzenie tych przywilejów przez Stefana Batorego było symbolicznym uznaniem miejsca Grodna wśród najważniejszych miast dawnej Rzeczypospolitej, a zarazem początkiem dekady, która na trwałe związała historię miasta z jednym z najwybitniejszych władców w dziejach Polski i Litwy.

Opr. Kazimierz Sadowski/Znadniemna.pl. Ilustracja: wizualizacja aktu, którym 450 lat temu król Stefan Batory potwierdził przywileje miasta nad Niemnem (ilustracja wygenerowana przez AI)

5 listopada przypada 450. rocznica wydarzenia, które w grodzieńskiej tradycji historycznej uznawane jest za dzień potwierdzenia przez króla Stefana Batorego przywilejów miasta. Choć źródła wtórne różnią się co do dokładnej daty wystawienia dokumentu, wskazując także na 5 grudnia 1576 roku, nie ulega wątpliwości, że u

Minął rok od chwili, gdy odszedł Jerzy Derfel – wybitny pianista, kompozytor i dyrygent, urodzony w Lidzie. Pozostawił po sobie setki piosenek, muzykę do filmów i spektakli teatralnych oraz wspomnienie człowieka niezwykle skromnego, który przez całe życie służył sztuce z dala od blasku reflektorów.

3 listopada 2025 roku zakończyła się ziemska droga Jerzego Derfla, artysty, którego twórczość znała cała Polska, choć jego nazwisko nie zawsze pojawiało się na pierwszych stronach gazet.

Urodzony 9 stycznia 1941 roku w Lidzie, należał do pokolenia kresowian, których los po wojnie rzucił do Polski. To tam zdobył muzyczne wykształcenie i rozwinął niezwykły talent, dzięki któremu stał się jednym z najbardziej cenionych kompozytorów muzyki rozrywkowej, teatralnej i filmowej.

Przez dziesięciolecia współtworzył polską kulturę wraz z najwybitniejszymi artystami swoich czasów. Szczególnie owocna była jego współpraca z Wojciechem Młynarskim, ale jego kompozycje wykonywali również Alicja Majewska, Irena Santor, Halina Kunicka, Ewa Bem i wielu innych znakomitych wykonawców.

W pamięci kilku pokoleń Polaków pozostaną także melodie napisane do filmów „Miś” i „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz” oraz serialu „Droga”. To właśnie one sprawiły, że talent lidzianina na trwałe wpisał się w historię polskiej kinematografii.

Dzisiaj, w pierwszą rocznicę śmierci artysty, wracamy myślami do jego rodzinnego miasta nad Lidziejką i z wdzięcznością wspominamy człowieka, który nigdy nie zapomniał o swoich kresowych korzeniach. W życiorysie Jerzego Derfla odbijają się losy całego pokolenia Polaków urodzonych na dawnych ziemiach Rzeczypospolitej, a jego dorobek pozostaje jednym z najpiękniejszych śladów, jakie Lida pozostawiła we współczesnej polskiej kulturze.

Redakcja portalu Znadniemna.pl zachowuje w pamięci Jerzego Derfla nie tylko jako wybitnego artystę, lecz także jako naszego Krajana z Lidy, który swoją pracą i talentem rozsławiał ziemię rodzinną daleko poza jej granicami. W pierwszą rocznicę Jego śmierci składamy wyrazy pamięci i wdzięczności. Niech pozostanie obecny w naszych sercach, a jego muzyka nieustannie przypomina kolejnym pokoleniom o bogactwie polskiego dziedzictwa Kresów.

 Znadniemna.pl, fot.: Facebook Maji Komorowskiej

Minął rok od chwili, gdy odszedł Jerzy Derfel - wybitny pianista, kompozytor i dyrygent, urodzony w Lidzie. Pozostawił po sobie setki piosenek, muzykę do filmów i spektakli teatralnych oraz wspomnienie człowieka niezwykle skromnego, który przez całe życie służył sztuce z dala od blasku reflektorów. 3 listopada

Europejski Bank Centralny zbliża się do wyboru nowej serii banknotów euro. Wśród postaci, które mogą trafić na wspólną europejską walutę, pozostaje Maria Skłodowska-Curie. Ostateczna decyzja w sprawie wzoru nowych banknotów ma zostać podjęta przez EBC do końca 2026 roku.

Prace nad pierwszym od 2002 roku całościowym przeprojektowaniem banknotów euro weszły w decydującą fazę. Europejski Bank Centralny zakończył już konsultacje społeczne dotyczące dziesięciu finałowych propozycji nowej serii banknotów, a Rada Prezesów banku przygotowuje się do wskazania zwycięskiego projektu.

Dla Polaków szczególnie interesujący jest fakt, że wśród bohaterów projektów opartych na motywie „Kultury europejskiej” znalazła się urodzona w Warszawie noblistka Maria Skłodowska-Curie. Uczona jest jedną z sześciu postaci wybranych przez ekspertów do symbolizowania europejskiego dziedzictwa naukowego i kulturowego.

W lipcu br. EBC zaprezentował dziesięć finałowych projektów przygotowanych przez europejskich grafików. Pięć z nich rozwija temat „Kultury europejskiej”, a pozostałe pięć opiera się na motywie „Rzek i ptaków”. To spośród tych propozycji zostanie wyłoniony wygląd przyszłych banknotów wspólnej waluty.

Choć obecność Marii Skłodowskiej-Curie w gronie wybranych postaci nie oznacza jeszcze, że jej wizerunek znajdzie się na przyszłych banknotach euro, szanse na taki scenariusz pozostają realne. Wszystko zależy od tego, który z finałowych projektów wybierze Europejski Bank Centralny.

Nawet po podjęciu decyzji mieszkańcy strefy euro będą musieli uzbroić się w cierpliwość. EBC zapowiada bowiem, że przed wprowadzeniem nowej serii do obiegu konieczne będą jeszcze dalsze prace rozwojowe i przygotowanie produkcji. Nowe banknoty mają trafić do fizycznego obiegu dopiero na początku lat 30. XXI wieku.

Dla Polaków na całym świecie, również tych mieszkających na Białorusi, sprawa ma wymiar nie tylko finansowy, lecz także symboliczny. Jeśli zwycięży jeden z projektów przedstawiających Marię Skłodowską-Curie, polska uczona może stać się pierwszą Polką uwiecznioną na banknotach wspólnej europejskiej waluty.

Znadniemna.pl na podstawie komunikatów i materiałów Europejskiego Banku Centralnego, lustracja poglądowa wygenerowana przez AI (sztuczną inteligencję) na podstawie materiałów EBC przedstawia koncepcyjny banknot euro z wizerunkiem Marii Skłodowskiej-Curie. Polska noblistka pozostaje w gronie postaci rozważanych przez Europejski Bank Centralny przy projektowaniu nowej serii europejskiej waluty

Europejski Bank Centralny zbliża się do wyboru nowej serii banknotów euro. Wśród postaci, które mogą trafić na wspólną europejską walutę, pozostaje Maria Skłodowska-Curie. Ostateczna decyzja w sprawie wzoru nowych banknotów ma zostać podjęta przez EBC do końca 2026 roku. Prace nad pierwszym od 2002 roku całościowym

Proboszcz parafii katolickiej w Olkowiczach w rejonie wilejskim, ks. Anatol Parachniewicz, został skazany na trzy lata pozbawienia wolności i wysoką grzywnę. Według informacji uzyskanych przez białoruskich wiernych duchownego początkowo oskarżano o „zdradę państwa”, jednak ostatecznie sąd miał zmienić kwalifikację czynu na łagodniejszą.

Jak wynika z informacji przekazanych przez wiernych Kościoła Katolickiego na Białorusi, wyrok wobec 66-letniego kapłana zapadł w październiku br., choć dokładna data jego ogłoszenia nie jest znana. Wbrew wcześniejszym doniesieniom proces nie odbywał się w Mińsku, lecz przed sądem rejonowym w Wilejce. Oficjalne informacje na temat postępowania nie zostały dotąd opublikowane.

Proces sądowy odbywał się za zamkniętymi drzwiami, bez udziału publiczności. Z tego powodu szczegóły sprawy pozostają nieznane. Według wiernych nawet przedstawiciele kurii nie dysponują pełnymi informacjami na temat stawianych duchownemu zarzutów.

Według nieoficjalnych ustaleń początkowo księdza oskarżono o „zdradę państwa”. Ostatecznie jednak zarzutu tego nie udało się utrzymać. Jak twierdzą osoby znające sprawę, duchowny został skazany za czyny określane jako „obraza władzy” i „ekstremizm”. Sąd miał wymierzyć mu karę trzech lat pozbawienia wolności oraz wysoką grzywnę.

Ks. Anatol Parachniewicz nie przyznał się do winy i uważa wyrok za niesprawiedliwy. Świadczyć ma o tym złożona przez niego apelacja od wyroku sądu pierwszej instancji.

Według dostępnych informacji parafianie z Olkowicz wystąpili w obronie swojego proboszcza. Mieli oni skierować do władz zbiorowy apel z prośbą o uwolnienie duchownego.

Uwięziony od marca

Ks. Anatol Parachniewicz, proboszcz parafii rzymskokatolickiej w Olkowiczach koło Wilejki, został zatrzymany w połowie marca 2026 roku. Od tego czasu pozostaje w areszcie.

Sprawa duchownego wpisuje się w obserwowane od kilku lat nasilanie presji władz białoruskich na przedstawicieli różnych wspólnot religijnych i organizacji społecznych. Ze względu na niejawny charakter procesu oraz brak oficjalnego komunikatu dotyczącego wyroku wiele okoliczności sprawy wciąż pozostaje nieznanych.

Znadniemna.pl na podstawie Katolik.life, na zdjęciu: ks. Anatol Parachniewicz, fot.: Katolik.life

Proboszcz parafii katolickiej w Olkowiczach w rejonie wilejskim, ks. Anatol Parachniewicz, został skazany na trzy lata pozbawienia wolności i wysoką grzywnę. Według informacji uzyskanych przez białoruskich wiernych duchownego początkowo oskarżano o „zdradę państwa”, jednak ostatecznie sąd miał zmienić kwalifikację czynu na łagodniejszą. Jak wynika z informacji

Nakładem wydawnictwa Popuri, jednego z największych białoruskich wydawców książkowych, ukazało się nowe wydanie „Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej. Klasyczna powieść związana z Grodzieńszczyzną trafiła do czytelników w białoruskim przekładzie autorstwa Anatola Butewicza.

Twórczość Elizy Orzeszkowej zajmuje szczególne miejsce w dziedzictwie kulturowym ziem nadniemeńskich. Pisarka urodziła się w majątku pod Grodnem, przez wiele lat mieszkała w tym mieście, a akcję swojej najsłynniejszej powieści osadziła w realiach dobrze znanych mieszkańcom dzisiejszej Grodzieńszczyzny. W białoruskich opracowaniach literackich Orzeszkowa przedstawiana jest jako klasyczka literatury polskiej silnie związana z ziemiami dzisiejszej Białorusi. Podkreśla się jej związki z Grodnem, udział w wydarzeniach związanych z powstaniem styczniowym oraz obecność motywów nadniemeńskich w jej twórczości.

Za białoruski przekład powieści odpowiada Anatol Butewicz – pisarz, tłumacz, dyplomata i były minister kultury i prasy Białorusi, pełniący tę funkcję w latach 1994–1996. Tłumaczenie ukazało się po raz pierwszy w 2003 roku i było pierwszym pełnym przekładem „Nad Niemnem” na język białoruski. Od tego czasu doczekało się kolejnych wydań, w tym obszernej edycji naukowej opublikowanej w 2020 roku.

Jak podaje wydawca, powieść porusza tematy odpowiedzialności moralnej, życia w zgodzie z naturą i własnym sumieniem, wierności rodzinnej ziemi i domowi, miłości oraz relacji między pokoleniami. W najnowszym wydaniu zamieszczono również komentarze i uwagi tłumacza.

Nowa edycja liczy 496 stron i jest dostępna m.in. w księgarni „Paragraf 45”, „Akademicznej Książce” oraz w sprzedaży internetowej.

Znadniemna.pl na podstawie Bellit.info. Na zdjęciu: najnowsze wydanie „Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej, fot: popuri.by

Nakładem wydawnictwa Popuri, jednego z największych białoruskich wydawców książkowych, ukazało się nowe wydanie „Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej. Klasyczna powieść związana z Grodzieńszczyzną trafiła do czytelników w białoruskim przekładzie autorstwa Anatola Butewicza. Twórczość Elizy Orzeszkowej zajmuje szczególne miejsce w dziedzictwie kulturowym ziem nadniemeńskich. Pisarka urodziła się w

Już 8 listopada w Centrum Kultury Polskiej we Lwowie odbędzie się wyjątkowe spotkanie z Andrzejem Poczobutem, polskim dziennikarzem i działaczem Związku Polaków na Białorusi. Organizatorzy zapowiadają rozmowę o wolności słowa, solidarności, polskiej tożsamości oraz doświadczeniach walki o prawa polskiej społeczności na Białorusi.

Spotkanie z Andrzejem Poczobutem, jednym z najbardziej rozpoznawalnych przedstawicieli polskiej mniejszości na Białorusi, odbędzie się w niedzielę 8 listopada o godz. 19.00 w Centrum Kultury Polskiej we Lwowie przy ul. Wynnyczenki 30.  Wstęp na spotkanie jest otwarty dla wszystkich zainteresowanych.

Organizatorzy podkreślają, że będzie to pierwsza wizyta Andrzeja Poczobuta we Lwowie w takiej formule oraz wyjątkowa okazja do bezpośredniego spotkania z człowiekiem, który dla wielu Polaków stał się symbolem przywiązania do wartości demokratycznych, wolności słowa i obrony praw mniejszości narodowych.

W programie przewidziano rozmowę z gościem oraz możliwość zadawania pytań przez uczestników. Tematami spotkania będą m.in. sytuacja Polaków na Białorusi, znaczenie solidarności ponad granicami, a także wyzwania związane z zachowaniem polskiej tożsamości w trudnych warunkach politycznych.

Spotkanie z Andrzejem Poczobutem

  • 8 listopada 2026 r. (niedziela)

  • godz. 19.00

  • Centrum Kultury Polskiej we Lwowie

  • ul. Wynnyczenki 30, Lwów

  • Wstęp wolny

Znadniemna.pl na podstawie Centrum Kultury Polskiej we Lwowie, afisz anonsujący spotkanie z Andrzejem Poczobutem, źródło: facebook.com

Już 8 listopada w Centrum Kultury Polskiej we Lwowie odbędzie się wyjątkowe spotkanie z Andrzejem Poczobutem, polskim dziennikarzem i działaczem Związku Polaków na Białorusi. Organizatorzy zapowiadają rozmowę o wolności słowa, solidarności, polskiej tożsamości oraz doświadczeniach walki o prawa polskiej społeczności na Białorusi. Spotkanie z Andrzejem Poczobutem,

Przejdź do treści