HomeStandard Blog Whole Post

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na Białorusi Znadniemna.pl, zablokowali także szefowi „GP” dostęp do tweetdecka – aplikacji do zarządzania Twitterem. Jak dowiedział się portal Niezalezna.pl – atak na powiązany z Telewizją Republiką serwis „Poland Daily” został dokonany z Rygi, stolicy Łotwy.

Rasa Jakilaitiene, rzeczniczka litewskiego ministra spraw zagranicznych, powiedziała, że fałszywa wiadomość została umieszczona na polskiej stronie internetowej.

Fałszywe wiadomości pojawiły się na Polanddaily.com. W zamieszczonym tam artykule znalazła się uwaga ministra Linkeviciusa, w której twierdził, że na Białoruś trzeba wysłać siły pokojowe – powiedziała rzeczniczka.

Rzeczniczka litwewskiego MSZ zwróciła uwagę, że dla podniesienia wiarygodności fake newsa w artykule pojawiała się także wzmianka na temat polskiego ministra spraw zagranicznych.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy wydało oświadczenie zaprzeczające fałszywym informacjom. Potwierdzono, że odpowiednie służby wszczęły już w tej sprawie dochodzenie.

Jest wysoce prawdopodobne, że trwa cyberatak informacyjny, który jest obecnie badany przez władze litewskie – czytamy w komunikacie.

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” stracił dostęp do konta (zmieniono hasło), na którym wstawiono odnośnik do artykułu zamieszczonego na portalu Znadniemna.pl, który prowadzi Związek Polaków na Białorusi. Ów artykuł to także cyberprowokacja. Dowiadujemy się z niego, że „Polska i Litwa wzywają NATO do wysłania wojsk na Białoruś”.

Podrobiony artykuł na portalu „Poland Daily” nosił tytuł „Polska i Litwa naciskają na wysłanie wojsk na Białoruś”. Napisany był w języku angielskim i podobnie jak publikacja wrzucona na Znadniemna.pl, dezinformował o rzekomych naciskach Polski, Litwy i Stanów Zjednoczonych na NATO. W tekście pojawiły się też nazwiska ministra spraw zagranicznych Polski Zbigniewa Rau oraz Swiatłany Cichanouskiej. Na zdjęciu głównym umieszczono szefa litewskiej dyplomacji Linasa Linkevičiusa.

To nie pierwszy rosyjski atak na media związane ze „Strefą Wolnego Słowa”. Przypomnijmy: w maju 2020 r. portal Niezalezna.pl dwukrotnie padł ofiarą rosyjskich hakerów, którzy zmieniali treść naszych publikacji.

Na naszą stronę (a także na portale Telewizji Republika, Radia Szczecin, olsztyn24.pl oraz stronę gminy Orzysz, gdzie znajduje się garnizon) wstawiono artykuł pt. Amerykanie „chwalą” pobyt w Drawsku. „Jedyne czym mogą strzelić to gumki od majtek”

Gdy opublikowaliśmy informację o tym ataku, Rosjanie dokonali kolejnego włamania, zmieniając ją na „newsa”, że Niezalezna.pl przyznaje się do autorstwa wcześniejszego artykułu.

To nie koniec działań Moskwy przeciwko naszym mediom. Pod koniec maja na anglojęzycznym prorosyjskim portalu „The Duran” ukazał się „wywiad”, przeprowadzony rzekomo przez Katarzynę Gójską dla „Gazety Polskiej”. Rozmówcą wicenaczelnej tygodnika miał być amerykański generał broni Christopher G. Cavoli, dowódca sił amerykańskich w Europie. Nie trzeba chyba dodawać, że rozmowa, w której Cavoli twierdzi, że Polska i kraje bałtyckie są fatalnie zorganizowane pod względem militarnym, została w całości wymyślona.

Znadniemna.pl za niezalezna.pl

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na

Podczas wizyty w Białymstoku działacz polskiej mniejszości na Białorusi potwierdził, że we wrześniu zamierza wrócić do Grodna na zjazd Związku Polaków na Białorusi, który odbędzie się 13 września. Podkreślił, że mimo ryzyka chce być z Polakami, którzy pozostali w kraju i potrzebują wsparcia.

Na briefingu zorganizowanym przez Podlaski Oddział Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” Andrzej Poczobut powiedział, że jego decyzja o powrocie pozostaje aktualna. Jak zaznaczył, Grodno jest jego domem, a Związek Polaków na Białorusi — mimo trudnych warunków i utraty siedzib — nadal działa i potrzebuje jego obecności. Dodał, że nie zdecydowałby się na wyjazd z Białorusi, gdyby nie miał zapewnienia od białoruskich władz, że będzie mógł wrócić.

W Białymstoku podsumowano również blisko pięcioletnie akcje solidarności organizowane na skwerze przy pomniku błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki na rzecz Poczobuta i innych więźniów politycznych. W wydarzeniu uczestniczyli przedstawiciele władz miasta i regionu. Marszałek województwa uhonorował działacza odznaką honorową, a prezydent miasta podkreślił, że Białystok pozostaje dla niego „drugim domem”.

Wieczorem zaplanowano spotkanie przy pomniku ks. Jerzego Popiełuszki — miejscu, gdzie przez lata odbywały się comiesięczne manifestacje wsparcia dla Andrzeja Poczobuta i innych więźniów politycznych na Białorusi.

Poczobut, skazany przez białoruskie władze na osiem lat kolonii karnej, odzyskał wolność pod koniec kwietnia dzięki międzynarodowym działaniom dyplomatycznym i operacyjnym. Obecnie przebywa w Polsce, jednak — jak podkreśla — jego celem pozostaje powrót do Grodna i dalsza praca na rzecz polskiej społeczności.

Znadniemna.pl na podstawie Dzieje.pl, na zdjęciu: Andrzej Poczobut (w środku) podczas briefingu zorganizowanego w Białymstoku przez Podlaski Oddział Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, fot.: Facebook.com/roberttyszkiewicz

Podczas wizyty w Białymstoku działacz polskiej mniejszości na Białorusi potwierdził, że we wrześniu zamierza wrócić do Grodna na zjazd Związku Polaków na Białorusi, który odbędzie się 13 września. Podkreślił, że mimo ryzyka chce być z Polakami, którzy pozostali w kraju i potrzebują wsparcia. Na briefingu zorganizowanym

Liczba cudzoziemców pracujących w Polsce nadal rośnie. Według najnowszych danych GUS na koniec 2025 roku w polskiej gospodarce było zatrudnionych ponad 1,14 mln obcokrajowców. Drugą co do wielkości grupę stanowili obywatele Białorusi — niemal 119 tysięcy osób.

Liczba zagranicznych pracowników w Polsce zwiększa się z roku na rok, co potwierdzają dane Głównego Urzędu Statystycznego. W 2025 roku zatrudnienie znalazło w kraju nad Wisłą ponad 1,14 mln cudzoziemców, czyli o 7,2 procent więcej niż rok wcześniej. Najliczniejszą grupę stanowili obywatele Ukrainy, a tuż za nimi uplasowali się Białorusini — oficjalnie pracowało ich w Polsce 118,9 tysiąca.

Według GUS pracownicy z Ukrainy i Białorusi tworzą trzon zagranicznej siły roboczej, a cudzoziemcy ogółem odpowiadają już za blisko 7 procent wszystkich miejsc pracy w polskiej gospodarce. Rosnąca liczba obcokrajowców na rynku pracy świadczy o utrzymującym się  w Polsce zapotrzebowaniu na pracowników z zagranicy.

Znaczący udział Białorusinów w polskim rynku pracy jest bezpośrednio związany z masową emigracją po wydarzeniach 2020 roku, represjach politycznych oraz wojnie w Ukrainie. Według szacunków ośrodka badawczego BEROC, tylko do krajów Unii Europejskiej  wskutek wspomnianych wydarzeń wyjechało około pół miliona obywateli Białorusi. Inne analizy mówią nawet o 600 tysiącach osób, uwzględniając emigrację do Gruzji, Izraela i innych państw.

Tymczasem białoruski rynek pracy boryka się z poważnym niedoborem kadr. Według danych z białoruskiej krajowej bazy ofert pracy brakuje tam obecnie około 200 tysięcy pracowników, przy czym deficyt ten podwoił się w ciągu czterech ostatnich lat. Białoruskie statystyki demograficzne również pokazują wyraźny spadek liczby mieszkańców — w ciągu pięciu lat populacja zmniejszyła się o ponad 300 tysięcy osób, co obejmuje zarówno emigrację, jak i niż demograficzny.

Dla wielu Białorusinów Polska pozostaje jednym z głównych kierunków migracji zarobkowej. Decydują o tym bliskość kulturowa, stosunkowo proste procedury legalizacyjne oraz stabilna sytuacja gospodarcza.

 Znadniemna.pl na podstawie Svaboda.org, zdjęcie ilustracyjne, źródło: Facebook.com/pracownicy.z.ukrainy.bialorusi

Liczba cudzoziemców pracujących w Polsce nadal rośnie. Według najnowszych danych GUS na koniec 2025 roku w polskiej gospodarce było zatrudnionych ponad 1,14 mln obcokrajowców. Drugą co do wielkości grupę stanowili obywatele Białorusi — niemal 119 tysięcy osób. Liczba zagranicznych pracowników w Polsce zwiększa się z roku

W Czerykowie na Mohylewszczyźnie od ponad pół roku trwa patowa sytuacja. Lokalne władze oczekują, że miejscowi katolicy wyremontują budynek, historycznie będący kościołem, choć nabożeństwa nie odbywają się tam od wielu lat. W mieście nie funkcjonuje też legalnie działająca wspólnota parafialna. Po zakończeniu prac odnowiony obiekt ma zostać przekazany z powrotem państwu.

Czeryków to niewielkie miasto na wschodzie Białorusi. Od dłuższego czasu miejscowi katolicy zmagają się tu z nierozwiązaną kwestią dawnej świątyni. Chodzi o obiekt wzniesiony jako kościół katolicki, który w czasach sowieckich zaadaptowano na Dom Kultury. W 2019 roku budynek zwrócono wiernym, jednak wymagająca poważnych nakładów świątynia nie została odpowiednio zagospodarowana i stopniowo niszczeje. Choć formalnie trafiła ponownie pod zarząd Kościoła, życie parafialne się tu nie odrodziło. Zarejestrowana wspólnota liczyła minimalną wymaganą liczbę wiernych, lecz z czasem zmniejszyła się do zaledwie dwunastu osób. Ostatnie Msze święte odprawiono w czerykowskim kościele kilka lat temu.

Wnętrze kościoła w Czerykowie, fot.: katolik.life

Parafia, mimo że w 2025 roku nie przeszła obowiązkowej ponownej rejestracji, nadal figuruje w państwowym rejestrze. Nie została rozwiązana, ponieważ formalnie pozostaje właścicielem budynku. Miasto deklaruje gotowość do jego przejęcia, ale dopiero po doprowadzeniu obiektu do stanu technicznego akceptowalnego dla urzędników. Oznacza to konieczność wykonania kosztownego remontu, przede wszystkim odnowienia fasady.

Już w październiku 2025 roku lokalna prasa informowała, że świątynia prezentuje się „przygnębiająco”: na murach widoczne są pęknięcia i ubytki, a wichura zerwała część dachu. Po licznych wezwaniach ze strony władz archidiecezja mińsko‑mohylewska zleciła naprawę pokrycia dachowego, którą wykonała prywatna firma z Mińska. Najnowsze zdjęcia pokazują jednak, że elewacja nadal pozostaje w fatalnym stanie.

Źródłem obecnego impasu jest decyzja sprzed lat. Po wybudowaniu nowego Domu Kultury stary budynek przestał być potrzebny. Przypomniano sobie wówczas o jego pierwotnej sakralnej funkcji i zaproponowano przekazanie go katolikom. Liczono, że powstanie tu aktywna wspólnota, lecz te oczekiwania się nie spełniły. Parafia przez lata istniała głównie na papierze, a nieliczni wierni nie byli w stanie utrzymać przekazanego na jej bilans obiektu.

Dziś sytuacja ma charakter paradoksu: aby oddać budynek państwu, Kościół musi najpierw sfinansować jego remont, choć nie ma realnych możliwości korzystania z obiektu w przyszłości. Nie wiadomo, czy w ostatnich miesiącach doszło do nowych ustaleń. Diecezja nie komentuje sprawy.

Znadniemna.pl na podstawie Katolik.life, na zdjęciach: wygląd wymagającego remontu gmachu kościoła w Czerykowie na Mohylewszczyźnie fot.: Katolik.life

W Czerykowie na Mohylewszczyźnie od ponad pół roku trwa patowa sytuacja. Lokalne władze oczekują, że miejscowi katolicy wyremontują budynek, historycznie będący kościołem, choć nabożeństwa nie odbywają się tam od wielu lat. W mieście nie funkcjonuje też legalnie działająca wspólnota parafialna. Po zakończeniu prac odnowiony obiekt

Wczoraj, 7 czerwca, w Wilnie zainaugurowano 6. Światowy Apostolski Kongres Miłosierdzia, jedno z najważniejszych międzynarodowych wydarzeń poświęconych duchowości miłosierdzia. Uroczystego otwarcia dokonał arcybiskup metropolita wileński Gintaras Grušas. Hierarcha podkreśił, że to właśnie w tym mieście – przy obrazie Jezusa Miłosiernego i w miejscach związanych ze św. Faustyną Kowalską – orędzie o Bożym Miłosierdziu nabiera szczególnej mocy i aktualności.

Kongres zgromadził uczestników z kilkudziesięciu krajów świata, w tym duchownych, osoby konsekrowane, teologów, wolontariuszy oraz świeckich zaangażowanych w szerzenie kultu Miłosierdzia Bożego. Jak podkreślają organizatorzy, tegoroczna edycja ma wyjątkowy wymiar, ponieważ odbywa się w mieście, które jest jednym z najważniejszych punktów na mapie tej duchowości, a jednocześnie miejscem intensywnego dialogu międzykulturowego i międzywyznaniowego.

W programie Kongresu znalazło się ponad 130 wydarzeń – od modlitw i nabożeństw, przez konferencje i panele dyskusyjne, po koncerty, wystawy i spotkania świadectw. Uczestnicy odwiedzają m.in. Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, Ostrą Bramę oraz miejsca związane z pobytem św. Faustyny i bł. ks. Michała Sopoćki. Wiele wydarzeń odbywa się w przestrzeni miejskiej, co – jak podkreślają litewskie media – ma podkreślić otwartość Kongresu na mieszkańców Wilna i pielgrzymów.

Arcybiskup Grušas w swoim wystąpieniu zwrócił uwagę, że współczesny świat szczególnie potrzebuje przesłania miłosierdzia, które łączy ludzi ponad podziałami i przypomina o godności każdego człowieka. Zaznaczył również, że Kongres jest okazją do wspólnej modlitwy, refleksji i odnowienia duchowego, ale także do wymiany doświadczeń między wspólnotami z różnych kontynentów.

Wileńskie media podkreślają, że wydarzenie ma również znaczenie dla samego miasta, które dzięki Kongresowi staje się na kilka dni centrum światowej refleksji nad przesłaniem, które z Litwy i Polski rozeszło się na wszystkie kontynenty. Organizatorzy spodziewają się, że w kolejnych dniach liczba uczestników Kongresu będzie rosła, a Wilno pozostanie miejscem intensywnego życia duchowego aż do zakończenia Kongresu.

Znadniemna.pl na podstawie Ekai.pl oraz LRT.lt, na zdjęciu: ołtarz na placu Katedralnym w Wilnie, gdzie od Mszy świętej rozpoczął się 6. Światowy Apostolski Kongres Miłosierdzia. fot.: screenshot z transmisji TV Trwam

Wczoraj, 7 czerwca, w Wilnie zainaugurowano 6. Światowy Apostolski Kongres Miłosierdzia, jedno z najważniejszych międzynarodowych wydarzeń poświęconych duchowości miłosierdzia. Uroczystego otwarcia dokonał arcybiskup metropolita wileński Gintaras Grušas. Hierarcha podkreśił, że to właśnie w tym mieście – przy obrazie Jezusa Miłosiernego i w miejscach związanych ze

Dziś mija 185 lat od urodzin Elizy Orzeszkowej – jednej z najważniejszych polskich pisarek. To dobra okazja, by przypomnieć sobie jej życie i twórczość, ale także opowiedzieć o nowych odkryciach, których dokonali badacze w ostatnich latach. Okazuje się, że Orzeszkowa była pisarką bardziej nowoczesną, odważną i wszechstronną, niż przez długi czas sądzono.

Nowe odczytania Orzeszkowej

Współcześni badacze zwracają uwagę, że twórczość Orzeszkowej jest bogatsza i bardziej złożona, niż pokazują szkolne streszczenia. Pisarka interesowała się ważnymi tematami społecznymi: patriotyzmem, prawami kobiet, życiem mniejszości czy odpowiedzialnością za wspólnotę. Jej artykuły i eseje, analizowane m.in. przez Grażynę Borkowską i Iwonę Wiśniewską z Instytutu Badań Literackich PAN, pokazują, że wiele jej myśli brzmi dziś zaskakująco aktualnie.

Najnowsze kolekcjonerskie wydanie sztandarowej powieści Elizy Orzeszkowej „Nad Niemnem”, wydawnictwo Arkadia – 2026 r., fot.: Ateneum.net.pl

Badacze podkreślają też, jak ważne w jej pisarstwie było patrzenie na świat. Orzeszkowa potrafiła opisywać przyrodę i ludzi tak dokładnie, że czytelnik miał wrażenie, jakby widział wszystko na własne oczy. W najważniejszym utworze pisarki „Nad Niemnem” natura nie jest tylko tłem – pomaga zrozumieć emocje bohaterów i sens całej powieści. To sprawia, że twórczość Orzeszkowej odbieramy dziś jako bardzo świadomą artystycznie i nowoczesną.

Odkrywanie „pierwszej” Orzeszkowej

W Instytucie Badań Literackich PAN powstają nowe, dokładne wydania książek Orzeszkowej. Badacze wracają do pierwszych wydań i rękopisów, aby odtworzyć teksty w ich pierwotnym kształcie. Dzięki temu możemy zobaczyć, jak naprawdę pracowała pisarka: jak poprawiała dialogi, zmieniała opisy i dopracowywała szczegóły.

Szczególnie ciekawa jest powieść „Na prowincji”, która po raz pierwszy została opracowana z pełnym komentarzem naukowym. Okazało się, że wcześniejsze wydania były uproszczone, a niektóre fragmenty z czasem zniknęły. Teraz możemy zobaczyć, jak wcześnie Orzeszkowa zaczęła tworzyć swój charakterystyczny styl i jak uważnie obserwowała życie ludzi wokół siebie.

E-book powieści „Na prowincji”, fot.: Ceneo.pl

Nowe edycje obejmują także inne utwory z pierwszych lat jej twórczości. Dzięki przypisom i komentarzom łatwiej zrozumieć, w jakich czasach powstawały, jakie wydarzenia je inspirowały i z kim pisarka prowadziła intelektualny dialog. To pozwala spojrzeć na Orzeszkową nie jak na pomnik pozytywizmu, ale jak na osobę twórczą, pracowitą i stale rozwijającą się.

Powstanie styczniowe w nowym świetle

Jednym z najważniejszych utworów Orzeszkowej o powstaniu styczniowym jest nowela „Gloria victis”. W ostatnich latach badacze zaczęli czytać ją na nowo, zwracając uwagę na niezwykłą konstrukcję utworu. Historię powstańców opowiada w nim przyroda: drzewa, wiatr i las. Dzięki temu powstanie jest pokazane nie jak w podręczniku, ale jak coś, co naprawdę zostało zapamiętane przez miejsce, w którym wydarzyła się tragedia.

Wydanie „Gloria victis” z 2024 roku, fot.: Tezeusz.pl

Orzeszkowa znała te tereny bardzo dobrze. Chodziła po poleskich lasach, szukała mogił powstańczych i rozmawiała z ludźmi, którzy pamiętali tamte czasy. Dlatego „Gloria victis” jest tak poruszająca – to nie tylko literatura, ale także zapis prawdziwych wspomnień i emocji.

Współczesne odczytania podkreślają, że Orzeszkowa nie pisała o wielkich dowódcach, lecz o zwykłych ludziach, którzy walczyli i cierpieli. Jej narracja jest pełna czułości i szacunku, a jednocześnie pomaga zrozumieć, jak ważna jest pamięć o tych, którzy oddali życie za wolność.

Dlaczego warto dziś mówić o Orzeszkowej

Rocznica urodzin Elizy Orzeszkowej przypomina, że jej twórczość wciąż jest żywa i inspirująca. Pokazuje, jak ważne są wartości takie jak odwaga, odpowiedzialność i troska o innych. Dzięki nowym badaniom możemy odkrywać ją na nowo – jako pisarkę mądrą, wrażliwą i zaskakująco współczesną.

Znadniemna.pl na podstawie współczesnych opracowań Instytutu Badań Literackich PAN oraz badań nad twórczością Elizy Orzeszkowej, na zdjęciu tytułowym: Eliza Orzeszkowa na fotografii autorstwa Jana Mieczkowskiego w 1899 roku, fot.: Biblioteka Narodowa

Dziś mija 185 lat od urodzin Elizy Orzeszkowej – jednej z najważniejszych polskich pisarek. To dobra okazja, by przypomnieć sobie jej życie i twórczość, ale także opowiedzieć o nowych odkryciach, których dokonali badacze w ostatnich latach. Okazuje się, że Orzeszkowa była pisarką bardziej nowoczesną, odważną

Od 8 czerwca 2026 r. proces rejestracji na złożenie wniosków wizowych w Polskich Centrach Wizowych na Białorusi zostanie rozszerzony o etap wpisu na zweryfikowaną listę oczekujących. Oznacza to, że każdy wnioskodawca, który prawidłowo przejdzie wszystkie dotychczasowe etapy w systemie, zostanie automatycznie umieszczony na liście i będzie oczekiwał na przydzielenie terminu wizyty.

Nowy model nie zmienia podstawowych zasad korzystania z systemu. Tworzenie i aktywacja konta, wybór centrum wizowego oraz kategorii wizy, przesłanie zdjęcia paszportu i automatyczne uzupełnienie danych, a także weryfikacja tożsamości pozostają obowiązkowe i przebiegają tak jak dotychczas. Dopiero po ich poprawnym zakończeniu wniosek trafia na zweryfikowaną listę oczekujących, a wnioskodawca otrzymuje potwierdzenie  rejestracji wraz z numerem zgłoszenia.

Gdy w systemie pojawią się dostępne terminy, osoba z listy otrzyma wiadomość e‑mail z informacją o możliwości dokonania rezerwacji. Na wybór daty i godziny wizyty przewidziano 48 godzin; brak rezerwacji w tym czasie spowoduje automatyczne usunięcie zgłoszenia z listy. Wnioskodawca może również w dowolnym momencie zrezygnować z oczekiwania, anulując rejestrację poprzez swoje konto w systemie VFS.

Znadniemna.pl na podstawie  visa.vfsglobal.by

Od 8 czerwca 2026 r. proces rejestracji na złożenie wniosków wizowych w Polskich Centrach Wizowych na Białorusi zostanie rozszerzony o etap wpisu na zweryfikowaną listę oczekujących. Oznacza to, że każdy wnioskodawca, który prawidłowo przejdzie wszystkie dotychczasowe etapy w systemie, zostanie automatycznie umieszczony na liście i

Ks. Józef Sierpiejko, proboszcz parafii rzymskokatolickiej w Białyniczach w obwodzie mohylewskim, rozdał parafianom niemal cały swój dobytek po tym, jak musiał opuścić wynajmowane mieszkanie. Duchowny tłumaczy, że chciał, aby rzeczy, które służyły jemu, służyły teraz innym.

Kapłan mieszkał w wynajmowanym lokalu, ponieważ w Białyniczach nie ma plebanii. Gdy właścicielka mieszkania niespodziewanie znalazła kupców, ksiądz musiał się wyprowadzić. Porządkując mieszkanie, postanowił oddać parafianom wszystko, co posiadał: od ubrań i naczyń, przez lodówkę, szafy, łóżka i stoły, aż po pralkę, zmywarkę, środki czystości i drobny sprzęt domowy. Jak wyjaśnił, zatrzymał jedynie to, co kapłanowi wolno mieć i co jest mu niezbędne do posługi – oraz książki.

O rozstaniu się z dobytkiem duchowny napisał na Facebooku:

„Wszystko rozdałem. Oprócz tego, co wolno zostawić i co trzeba mieć. Cała reszta poszła do ludzi – od ubrań po sprzęt AGD. Kto czego potrzebował w parafii, ten to otrzymał” – powiedział, dodając z uśmiechem, że „dobrze nie mieć nic, oprócz dwóch ubrań – wygodnie przy przeprowadzce”.

Ks. Józef Sierpiejko posługuje nie tylko w Białyniczach, ale także w pobliskim Berezynie, gdzie z powodu braku duchownych obsługuje drugą parafię. To właśnie tam udał się po wyprowadzce, by odwiedzić najstarszą parafiankę, świętującą 95. urodziny. Opowiedział jej o swoim doświadczeniu, a starsza kobieta odpowiedziała z właściwą sobie prostotą: „Dobrze, że wcześnie zrozumieliście, że umrzecie — nie będziecie się męczyć, ciągnąc wszystko za sobą”.

Kapłan podkreśla, że dziękuje Bogu za „doświadczenie uwolnienia”. W komentarzach zaznaczył również, że nowego mieszkania w Białyniczach na razie nie ma.

Znadniemna.pl na podstawie Katolik.life, na zdjęciu: ks. Józef Sierpiejko i 95-letnia parafianka z Berezyna, fot.: facebook.com/iosif.sierpiejko

Ks. Józef Sierpiejko, proboszcz parafii rzymskokatolickiej w Białyniczach w obwodzie mohylewskim, rozdał parafianom niemal cały swój dobytek po tym, jak musiał opuścić wynajmowane mieszkanie. Duchowny tłumaczy, że chciał, aby rzeczy, które służyły jemu, służyły teraz innym. Kapłan mieszkał w wynajmowanym lokalu, ponieważ w Białyniczach nie ma

Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, obchodzona w tym roku 4 czerwca, od wieków jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych świąt katolickich na ziemiach dzisiejszej Białorusi. Wśród większych miast tylko Witebsk przeszedł dziś ulicami w tradycyjnej procesji. Pozostałe ośrodki – w tym Mińsk i Grodno – przygotowują się do obchodów w najbliższych dniach, a Pińsk i Mohylew mają już procesje za sobą.

Boże Ciało, zwane również uroczystością Ciała i Krwi Chrystusa, ma na Białorusi długą i nieprzerwaną tradycję, sięgającą czasów Wielkiego Księstwa Litewskiego. Procesje eucharystyczne, będące publicznym wyznaniem wiary i przywiązania do Kościoła, przetrwały okres zaborów, represji carskich i sowieckich, a dziś pozostają jednym z najbardziej widocznych znaków obecności katolików w przestrzeni publicznej.

W tym roku pierwsze procesje odbyły się już 31 maja – w uroczystość Trójcy Świętej – w Pińsku i Mohylewie. Wierni wyszli tam na ulice jako pierwsi w kraju, rozpoczynając tegoroczny cykl obchodów. Witebsk jako jedyne duże miasto zdecydował się na procesję dokładnie w dzień święta – 4 czerwca – podtrzymując dawny zwyczaj przejścia ulicami w czwartek Bożego Ciała.

W pozostałych ośrodkach terminy dostosowano do realiów życia codziennego. W Mińsku centralna procesja przejdzie ulicami stolicy w najbliższą niedzielę, 7 czerwca, aby umożliwić udział jak największej liczbie wiernych. Grodno natomiast zaplanowało uroczyste eucharystyczne przejście na 11 czerwca, w czwartek kończący oktawę Bożego Ciała. Podobnie postępują liczne parafie w całym kraju, organizując procesje w niedziele lub w ramach oktawy.

Choć na Białorusi czwartek nie jest dniem wolnym od pracy, a organizacja procesji wymaga dostosowania do lokalnych warunków, charakter święta pozostaje niezmienny. Wierni przygotowują tradycyjne ołtarze, dekoracje kwiatowe i chorągwie, a dzieci sypią kwiaty przed Najświętszym Sakramentem. W wielu miejscach procesja staje się nie tylko wydarzeniem religijnym, lecz także manifestacją wspólnoty i przywiązania do wiary, która przez wieki była jednym z fundamentów tożsamości katolików na Białorusi.

Znadniemna.pl na podstawie Katolik.life oraz Ekai.pl, fot.: Shutterstock.com

 

Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, obchodzona w tym roku 4 czerwca, od wieków jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych świąt katolickich na ziemiach dzisiejszej Białorusi. Wśród większych miast tylko Witebsk przeszedł dziś ulicami w tradycyjnej procesji. Pozostałe ośrodki – w tym Mińsk i Grodno –

3 czerwca 1881 roku w Grodnie, w sercu historycznych Kresów, urodził się Juliusz Rómmel – jeden z najbardziej rozpoznawalnych dowódców polskiej kawalerii, bohater wojny polsko‑bolszewickiej, a w 1939 roku dowódca Armii „Łódź” i Armii „Warszawa”. Jego życiorys, pełen blasków i kontrowersji, pozostaje jednym z najbardziej złożonych wśród oficerów II Rzeczypospolitej.

Rómmel pochodził ze starego rodu o korzeniach sięgających rycerzy Kawalerów Mieczowych w Kurlandii. Wychowany w tradycji służby wojskowej, młodość spędził w armii rosyjskiej, w której doszedł do stopnia pułkownika. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości natychmiast wstąpił do Wojska Polskiego, odnajdując swoje miejsce w odradzającej się armii. W czasie wojny polsko‑bolszewickiej zasłynął odwagą i ułańską fantazją, dowodząc najpierw 1. Dywizją Legionów, a następnie 1. Dywizją Jazdy. To właśnie wtedy zdobył reputację jednego z najzdolniejszych dowódców kawalerii.

Największą sławę przyniósł mu zagon na Korosteń – śmiały rajd kawaleryjski na tyły Armii Konnej Siemiona Budionnego. Historycy do dziś podkreślają, że była to jedna z największych bitew kawaleryjskich XX wieku, a zwycięstwo Rómmla ugruntowało jego pozycję w wojsku i otworzyło drogę do najwyższych stanowisk. W okresie międzywojennym był postacią powszechnie rozpoznawalną, obecny na najważniejszych uroczystościach wojskowych, zawodach hippicznych i przeglądach kawalerii. W 1938 roku jako inspektor armii wręczał sztandary pułkom artylerii na krakowskich Błoniach – symboliczny obraz jego pozycji w strukturach Wojska Polskiego.

Wojna obronna 1939 roku przyniosła jednak wydarzenia, które do dziś budzą dyskusje. W marcu objął dowództwo Armii „Łódź”, a 7 września, w krytycznym momencie walk, opuścił swój sztab i przedostał się do Warszawy. Decyzja ta, oceniana przez część historyków jako kontrowersyjna, stała się jednym z najbardziej dyskutowanych epizodów jego kariery. W stolicy objął dowództwo Armii „Warszawa”, choć faktycznym organizatorem obrony był gen. Walerian Czuma. To Rómmel podpisał rozkaz kapitulacji miasta, co na lata zaważyło na jego wizerunku.

Po klęsce wrześniowej trafił do niemieckiej niewoli. Po wyzwoleniu i krótkim pobycie na Zachodzie wrócił do Polski, gdzie w 1947 roku został przeniesiony w stan spoczynku. W czasach stalinowskich żył na uboczu, obawiając się represji, dopiero po 1956 roku angażując się w działalność Związku Bojowników o Wolność i Demokrację. Jego powojenne losy również budziły emocje – jedni widzieli w nim człowieka próbującego pomagać żołnierzom września, inni krytykowali za współpracę z władzami PRL.

Był autorem licznych publikacji wspomnieniowych i historycznych, w tym głośnych książek „Moje walki z Budionnym”, „Kawaleria polska w pościgu za Budionnym” oraz „Za Honor i Ojczyznę”. Zmarł 3 września 1967 roku w Warszawie i spoczął w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Powązkowskim.

W 145. rocznicę jego urodzin pamięć o generale Juliuszu Rómmlu pozostaje pamięcią o żołnierzu Kresów, o dowódcy, którego życie naznaczone było zarówno wielkimi zwycięstwami, jak i dramatycznymi wyborami. Jego biografia – pełna światła i cienia – wciąż przypomina, jak skomplikowane były losy polskich oficerów w burzliwym XX wieku.

 Opr. Adolf Gorzkowski, na zdjęciu: Gen. Juliusz Rómmel ze swoim sztabem we wrześniu 1933 r., fot.: NAC

3 czerwca 1881 roku w Grodnie, w sercu historycznych Kresów, urodził się Juliusz Rómmel – jeden z najbardziej rozpoznawalnych dowódców polskiej kawalerii, bohater wojny polsko‑bolszewickiej, a w 1939 roku dowódca Armii „Łódź” i Armii „Warszawa”. Jego życiorys, pełen blasków i kontrowersji, pozostaje jednym z najbardziej

Zatrzymany w marcu 65‑letni proboszcz katolicki z Olkowicz koło Wilejki, ks. Anatol Parachniewicz, został 1 czerwca oficjalnie uznany przez białoruskich obrońców praw człowieka za więźnia politycznego. Tego samego dnia taki sam status nadano również grupie 18 mieszkańców Białorusi zatrzymanych w ostatnich miesiącach w ramach nieustających w kraju represji.

Według dostępnych informacji ks. Parachniewicz jest przetrzymywany w areszcie KGB, choć władze nie ujawniają ani miejsca jego pobytu, ani treści zarzutów. Obrońcy praw człowieka przypuszczają, że duchownemu może być przypisywany artykuł dotyczący „zdrady państwa” – ten sam, który wcześniej zastosowano wobec proboszcza z Wołożyna, ks. Henryka Okołotowicza. Okołotowicz został skazany na wieloletnie więzienie właśnie pod tym zarzutem, co stało się jednym z najbardziej jaskrawych przykładów wykorzystywania kodeksu karnego do zastraszania duchowieństwa i środowisk niezależnych. W przypadku ks. Parachniewicza obawy o powtórzenie tego scenariusza wydają się coraz bardziej uzasadnione.

Po zatrzymaniu duchownego funkcjonariusze przeprowadzili przeszukania na plebanii i w kościele, a świątynię opieczętowano, uniemożliwiając wiernym udział w nabożeństwach. Od tamtej pory ks. Parachniewicz pozostaje całkowicie odizolowany, bez kontaktu z parafią i bez możliwości uzyskania przez wiernych informacji o stanie jego zdrowia.

Uznanie go za więźnia politycznego oznacza, że – zdaniem organizacji praw człowieka – sprawa ma charakter wyłącznie represyjny i może być związana z działalnością duszpasterską oraz postawą moralną kapłana, którą władze reżimu potraktowały jako zagrożenie. Wpisuje się to w szerszy kontekst presji wobec Kościoła katolickiego na Białorusi, którego przedstawiciele od lat podkreślają konieczność poszanowania godności człowieka i praw obywatelskich.

Decyzja z 1 czerwca, obejmująca ks. Parachniewicza oraz 18 innych zatrzymanych, zwiększa liczbę uznanych więźniów politycznych na Białorusi i potwierdza, że fala represji w kraju rządzonym przez Łukaszenkę nie ustaje. Obrońcy praw człowieka apelują o ujawnienie miejsca przetrzymywania duchownego, dopuszczenie do niego adwokata oraz zakończenie praktyki wykorzystywania zarzutów karnych do zastraszania środowisk religijnych i obywatelskich.

Znadniemna.pl na podstawie Spring96.org, na zdjęciu: ksiądz Anatol Parachniewicz, fot.: Katolik.life

Zatrzymany w marcu 65‑letni proboszcz katolicki z Olkowicz koło Wilejki, ks. Anatol Parachniewicz, został 1 czerwca oficjalnie uznany przez białoruskich obrońców praw człowieka za więźnia politycznego. Tego samego dnia taki sam status nadano również grupie 18 mieszkańców Białorusi zatrzymanych w ostatnich miesiącach w ramach nieustających

Przejdź do treści