HomeStandard Blog Whole Post

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na Białorusi Znadniemna.pl, zablokowali także szefowi „GP” dostęp do tweetdecka – aplikacji do zarządzania Twitterem. Jak dowiedział się portal Niezalezna.pl – atak na powiązany z Telewizją Republiką serwis „Poland Daily” został dokonany z Rygi, stolicy Łotwy.

Rasa Jakilaitiene, rzeczniczka litewskiego ministra spraw zagranicznych, powiedziała, że fałszywa wiadomość została umieszczona na polskiej stronie internetowej.

Fałszywe wiadomości pojawiły się na Polanddaily.com. W zamieszczonym tam artykule znalazła się uwaga ministra Linkeviciusa, w której twierdził, że na Białoruś trzeba wysłać siły pokojowe – powiedziała rzeczniczka.

Rzeczniczka litwewskiego MSZ zwróciła uwagę, że dla podniesienia wiarygodności fake newsa w artykule pojawiała się także wzmianka na temat polskiego ministra spraw zagranicznych.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy wydało oświadczenie zaprzeczające fałszywym informacjom. Potwierdzono, że odpowiednie służby wszczęły już w tej sprawie dochodzenie.

Jest wysoce prawdopodobne, że trwa cyberatak informacyjny, który jest obecnie badany przez władze litewskie – czytamy w komunikacie.

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” stracił dostęp do konta (zmieniono hasło), na którym wstawiono odnośnik do artykułu zamieszczonego na portalu Znadniemna.pl, który prowadzi Związek Polaków na Białorusi. Ów artykuł to także cyberprowokacja. Dowiadujemy się z niego, że „Polska i Litwa wzywają NATO do wysłania wojsk na Białoruś”.

Podrobiony artykuł na portalu „Poland Daily” nosił tytuł „Polska i Litwa naciskają na wysłanie wojsk na Białoruś”. Napisany był w języku angielskim i podobnie jak publikacja wrzucona na Znadniemna.pl, dezinformował o rzekomych naciskach Polski, Litwy i Stanów Zjednoczonych na NATO. W tekście pojawiły się też nazwiska ministra spraw zagranicznych Polski Zbigniewa Rau oraz Swiatłany Cichanouskiej. Na zdjęciu głównym umieszczono szefa litewskiej dyplomacji Linasa Linkevičiusa.

To nie pierwszy rosyjski atak na media związane ze „Strefą Wolnego Słowa”. Przypomnijmy: w maju 2020 r. portal Niezalezna.pl dwukrotnie padł ofiarą rosyjskich hakerów, którzy zmieniali treść naszych publikacji.

Na naszą stronę (a także na portale Telewizji Republika, Radia Szczecin, olsztyn24.pl oraz stronę gminy Orzysz, gdzie znajduje się garnizon) wstawiono artykuł pt. Amerykanie „chwalą” pobyt w Drawsku. „Jedyne czym mogą strzelić to gumki od majtek”

Gdy opublikowaliśmy informację o tym ataku, Rosjanie dokonali kolejnego włamania, zmieniając ją na „newsa”, że Niezalezna.pl przyznaje się do autorstwa wcześniejszego artykułu.

To nie koniec działań Moskwy przeciwko naszym mediom. Pod koniec maja na anglojęzycznym prorosyjskim portalu „The Duran” ukazał się „wywiad”, przeprowadzony rzekomo przez Katarzynę Gójską dla „Gazety Polskiej”. Rozmówcą wicenaczelnej tygodnika miał być amerykański generał broni Christopher G. Cavoli, dowódca sił amerykańskich w Europie. Nie trzeba chyba dodawać, że rozmowa, w której Cavoli twierdzi, że Polska i kraje bałtyckie są fatalnie zorganizowane pod względem militarnym, została w całości wymyślona.

Znadniemna.pl za niezalezna.pl

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na

Władze Białorusi poinformowały o ułaskawieniu 32 osób, z których 28 więźniów politycznych, skazanych za tzw. „przestępstwa ekstremistyczne”. Decyzja przyniosła ulgę rodzinom części więźniów, ale według Centrum Praw Człowieka „Wiasna” w białoruskich więzieniach nadal pozostaje 864 więźniów politycznych.

Według danych Centrum Praw Człowieka „Wiasna”, wśród ułaskawionych znalazło się 20 kobiet i 12 mężczyzn. Administracja Alaksandra Łukaszenki przekonuje, że decyzję podjęto „na podstawie zasady humanizmu”, a wszyscy zwolnieni „zwrócili się o ułaskawienie, uznając winę i okazując skruchę”.

Ułaskawienia na Białorusi często pojawiają się przed państwowymi świętami — 3 lipca, 17 września, 7 listopada czy 15 marca — i zazwyczaj obejmują dwa–trzy dziesiątki osób skazanych z artykułów politycznych, w tym skazańców, odbywających tzw. „domową chemię”, którzy nie są wliczani do oficjalnej liczby więźniów politycznych.

Znacznie większe fale zwolnień miały miejsce przy okazji wizyt delegacji amerykańskich: 11 września 2025 roku na wolność wyszło 51 osób, 13 grudnia 2025 roku — 123, a 19 marca 2026 roku — aż 250 więźniów politycznych.

Swiatłana Cichanouska, liderka Zjednoczonego Gabinetu Przejściowego białoruskiej opozycji, komentując dzisiejsze wydarzenia, podkreśliła, że mimo ulgi dla rodzin zwolnionych, sytuacja pozostaje dramatyczna.

„W białoruskich więzieniach pozostają setki więźniów politycznych i wszyscy powinni zostać uwolnieni. Czekamy na powrót każdego i każdej” — oświadczyła.

Znadniemna.pl na podstawie Reform.news, na zdjęciu: Więzienie nr 1 w Grodnie, fot.: Wikipedia

Władze Białorusi poinformowały o ułaskawieniu 32 osób, z których 28 więźniów politycznych, skazanych za tzw. „przestępstwa ekstremistyczne”. Decyzja przyniosła ulgę rodzinom części więźniów, ale według Centrum Praw Człowieka „Wiasna” w białoruskich więzieniach nadal pozostaje 864 więźniów politycznych. Według danych Centrum Praw Człowieka „Wiasna”, wśród ułaskawionych znalazło

Dzisiaj, 1 lipca 2026 roku, mija 120 lat od urodzin podpułkownika Macieja Kalenkiewicza „Kotwicza”, jednego z najwybitniejszych oficerów polskiego podziemia na Kresach. Jego grób w Surkontach, miejsce symboliczne dla pamięci Armii Krajowej, został 8 lipca 2022 roku zrównany z ziemią wskutek barbarzyńskich działań władz białoruskich.

Droga do służby

Maciej Kalenkiewicz urodził się 1 lipca 1906 roku w Pacewiczach na Grodzieńszczyźnie. Od najmłodszych lat wyróżniał się zdyscyplinowaniem i ambicją, które skierowały go ku karierze wojskowej. Edukację rozpoczął w Korpusie Kadetów w Modlinie, gdzie szybko dał się poznać jako jeden z najzdolniejszych uczniów.

Po ukończeniu szkoły kadetów kontynuował naukę w Oficerskiej Szkole Inżynierii, zdobywając specjalizację saperską. Jego talent organizacyjny i techniczny sprawił, że w 1939 roku rozpoczął studia w Wyższej Szkole Wojennej, przygotowując się do służby sztabowej. Wybuch wojny przerwał te plany, ale nie zatrzymał jego determinacji.

W kampanii wrześniowej nasz krajan walczył jako oficer saperów, a po klęsce dołączył do oddziału mjr. Henryka Dobrzańskiego „Hubala”. To doświadczenie umocniło go w przekonaniu, że walka o niepodległość musi być prowadzona konsekwentnie, niezależnie od okoliczności.

Cichociemny i wizjoner

Po przedostaniu się na Zachód Kalenkiewicz stał się jednym z kluczowych twórców koncepcji lotniczej łączności z krajem. Jego analizy i projekty dotyczące szkolenia spadochronowego stworzyły fundament przyszłej formacji cichociemnych. Był nie tylko żołnierzem, lecz także strategiem o wyjątkowej przenikliwości.

W nocy z 27 na 28 grudnia 1941 roku został zrzucony do okupowanej Polski w ramach operacji „Jacket”. Jego powrót do kraju był momentem przełomowym – od tej chwili całkowicie poświęcił się pracy konspiracyjnej. W strukturach Armii Krajowej szkolił kadry, opracowywał instrukcje walki partyzanckiej i dywersyjnej. Jako cichociemny wyróżniał się nie tylko odwagą, lecz także zdolnością przewidywania i planowania działań na dużą skalę. Jego koncepcje były wykorzystywane w wielu akcjach AK, a on sam stał się autorytetem dla młodszych oficerów.

Dowódca Nowogródzki i współautor „Ostrej Bramy”

W 1944 roku Kalenkiewicz objął dowództwo Podokręgu Nowogródek Armii Krajowej. Region ten był jednym z najtrudniejszych obszarów walki – pełnym napięć, operacji sowieckich i brutalnych działań NKWD. „Kotwicz” potrafił jednak zjednoczyć rozproszone oddziały i nadać im jasny kierunek działania.

W tym samym czasie rozpoczęły się przygotowania do operacji „Burza”, w ramach której Armia Krajowa zamierzała wystąpić wobec nadciągającej Armii Czerwonej jako gospodarz na własnym terytorium. Jednym z najważniejszych celów była operacja „Ostra Brama” – uderzenie na Wilno i wyzwolenie miasta własnymi siłami AK.

Maciej Kalenkiewicz odegrał w tych przygotowaniach rolę kluczową. Był współautorem i zdecydowanym propagatorem koncepcji uderzenia na Wilno. Uważał, że manifestacja polskości miasta wobec aliantów i Sowietów jest konieczna, a w razie wrogiego nastawienia władz radzieckich oddziały AK nie powinny dopuścić do rozbrojenia. Jego plan zakładał współdziałanie dwóch okręgów – Wileńskiego i Nowogródzkiego – oraz szybkie, skoordynowane uderzenie na miasto.

W połowie kwietnia 1944 roku „Kotwicz” zreferował swoją koncepcję na naradzie w Wilnie, w której uczestniczyli ppłk Aleksander Krzyżanowski „Wilk”, mjr Lubosław Krzeszowski „Ludwik” oraz dr Jerzy Dobrzański „Maciej”. Jego argumenty dotyczące politycznego znaczenia operacji oraz konieczności współdziałania okręgów zostały włączone do ostatecznego planu „Ostrej Bramy”.

Maciej Kalenkiewicz podczas operacji Ostra Brama (1944), fot.: Wikipedia

Choć przebieg operacji odbiegał od pierwotnych założeń, a jej finał przyniósł tragiczne konsekwencje w postaci rozbrojenia polskich oddziałów przez NKWD, wkład Kalenkiewicza w jej przygotowanie pozostaje niepodważalny. Jego wizja Wilna wyzwolonego przez Polaków była wyrazem głębokiego patriotyzmu i strategicznego myślenia o przyszłości Kresów.

Śmierć i pamięć

21 sierpnia 1944 roku Kalenkiewicz poległ w bitwie pod Surkontami, dowodząc 72-osobowym oddziałem zaatakowanym przez przeważające siły NKWD. Jego śmierć stała się jednym z najbardziej symbolicznych momentów walk Armii Krajowej na Kresach.

Cmentarz AK w Surkontach przed zniszczeniem przez władze białoruskie

Po wojnie Kalenkiewicz spoczął w zbiorowej mogile wraz ze swoimi żołnierzami w Surkontach. Miejsce to przez dziesięciolecia było jednym z najważniejszych punktów polskiej pamięci narodowej na Grodzieńszczyźnie. Odwiedzali je kombatanci, historycy i rodziny poległych.

Tabliczka na grobie ppłk. Macieja Kalenkiewicza na cmentarzu w Surkontach przed barbarzyńską akcją białoruskich władz

Władze białoruskie od lat prowadziły politykę systematycznego niszczenia polskich miejsc pamięci. Kulminacją tych działań było zrównanie z ziemią grobu Kalenkiewicza i jego żołnierzy 8 lipca 2022 roku. Buldożery usunęły mogiłę, krzyże i tablice, pozostawiając pusty teren – akt barbarzyństwa, który odbił się szerokim echem w Polsce i wśród światowej Polonii.

Zaorany przez władze białoruskie teren Cmentarza AK w Surkontach

Zniszczenie grobu miało charakter demonstracyjny: było próbą wymazania historii Armii Krajowej z przestrzeni publicznej Białorusi. Mimo to pamięć o „Kotwiczu” trwa – w rodzinach, w środowiskach kombatanckich, w badaniach historyków i w świadomości Polaków, dla których jego postawa pozostaje wzorem służby.

Spontaniczne upamiętnienie „Kotwicza” i jego żołnierzy przez Polaków z okolic Surkontów po barbarzyńskiej akcji zniszczenia cmentarza przez władze Białorusi

Oprac. Adolf Gorzkowski/Znadniemna.pl, źródło ilustracji tytułowej: Patriashop.pl

Dzisiaj, 1 lipca 2026 roku, mija 120 lat od urodzin podpułkownika Macieja Kalenkiewicza „Kotwicza”, jednego z najwybitniejszych oficerów polskiego podziemia na Kresach. Jego grób w Surkontach, miejsce symboliczne dla pamięci Armii Krajowej, został 8 lipca 2022 roku zrównany z ziemią wskutek barbarzyńskich działań władz białoruskich. Droga

Kościół obchodzi dziś uroczystość świętych Piotra i Pawła – dwóch Apostołów, których życie, misja i męczeństwo ukształtowały chrześcijaństwo i na trwałe związały je z Rzymem. Wspólne święto, obchodzone od połowy III wieku, przypomina o ich wyjątkowej roli: Piotra jako Skały, na której Chrystus zbudował swój Kościół, oraz Pawła – Apostoła Narodów, niestrudzonego głosiciela Ewangelii.

Dzisiejsze wspomnienie dwóch najważniejszych Apostołów kieruje uwagę wiernych ku początkom Kościoła i jego apostolskim korzeniom. Święty Piotr, rybak z Betsaidy, powołany przez Jezusa do pełnienia posługi prymatu, stał się pierwszym biskupem Rzymu. To jemu Chrystus powiedział: „Ty jesteś Piotr, Skała, i na tej Skale zbuduję mój Kościół”, powierzając władzę „związywania i rozwiązywania”. Jego życie, naznaczone zarówno słabością, jak i odwagą, zakończyło się męczeństwem – ukrzyżowaniem głową w dół około 64 roku podczas prześladowań Nerona.

Święty Paweł, wcześniej Szaweł z Tarsu, faryzeusz i prześladowca chrześcijan, po spotkaniu ze Zmartwychwstałym w drodze do Damaszku stał się jednym z najgorliwszych misjonarzy. Odbył trzy wielkie podróże apostolskie, zakładał wspólnoty, prowadził dialog z kulturą grecko‑rzymską i pozostawił trzynaście listów, które weszły do kanonu Nowego Testamentu. Jako obywatel rzymski poniósł śmierć przez ścięcie mieczem około 67 roku, również w Rzymie.

Obaj Apostołowie – różni temperamentem, historią życia i drogą powołania – spotykają się dziś w jednym święcie, które podkreśla jedność Kościoła zbudowanego na świadectwie wiary i męczeństwa. Ich kult, obecny od pierwszych wieków, jest żywy do dziś: Bazylika św. Piotra i Bazylika św. Pawła za Murami pozostają miejscami pielgrzymek milionów wiernych z całego świata.

W uroczystość świętych Piotra i Pawła papież wręcza metropolitom paliusze – znak jedności z Następcą Piotra i odpowiedzialności za powierzony Kościołowi lud Boży. To symboliczne przypomnienie, że misja Apostołów trwa, a ich świadectwo pozostaje fundamentem wiary chrześcijańskiej.

Znadniemna.pl na podstawie eKAI.pl, ilustracja: Jusepe de Ribera „Święty Piotr i święty Paweł” źródło: Wikipedia

Kościół obchodzi dziś uroczystość świętych Piotra i Pawła – dwóch Apostołów, których życie, misja i męczeństwo ukształtowały chrześcijaństwo i na trwałe związały je z Rzymem. Wspólne święto, obchodzone od połowy III wieku, przypomina o ich wyjątkowej roli: Piotra jako Skały, na której Chrystus zbudował swój

Inicjatywa „Chrześcijańska Wizja” dotarła do nowych relacji byłych więźniów politycznych, które odsłaniają skalę bezprawia stosowanego przez KGB wobec ks. Henryka Okołotowicza i jego parafian w czasie prześladowania duchownego. Najbardziej wstrząsającym świadectwem pozostają słowa śledczego KGB: „My byśmy na samego Jezusa Chrystusa za pół godziny sprawę założyli”. To zdanie – wypowiedziane bez cienia wahania – stało się symbolem logiki systemu, który nie uznaje żadnych granic.

Z ustaleń „Chrześcijańskiej Wizji” wyłania się spójny, dramatyczny obraz prześladowania ks. Henryka Okołotowicza. Inicjatywa od miesięcy zbiera świadectwa osób, które przebywały z duchownym w areszcie KGB i w kolonii karnej. To właśnie dzięki nim udało się odtworzyć zarówno okoliczności zatrzymania, jak i mechanizmy nacisku stosowane przez aparat bezpieczeństwa.

Według relacji świadków KGB zwabiło kapłana na cmentarz pod Wołożynem, informując o rzekomym pogrzebie. Na miejscu  kapłana czekali już funkcjonariusze, którzy zakuli go w kajdanki, założyli czarny hełm i wywieźli w nieznanym kierunku. Równocześnie zatrzymano dwoje jego parafian – kobietę i mężczyznę. Jak ustaliła „Chrześcijańska Wizja”, przez dziewięć miesięcy byli oni przetrzymywani w areszcie KGB jako zakładnicy, których uwięzieniem szantażowano duchownego, próbując wymusić na nim zeznania i zgodę na współpracę. Śledczy mieli mówić księdzu wprost: „Oni siedzą przez was”.

Zgromadzone przez „Chrześcijańską Wizję” świadectwa potwierdzają, że wobec ks. Okołotowicza prowadzono długotrwałą inwigilację – podsłuchy w plebanii i w domu rodzinnym, obserwację zewnętrzną. Nie znaleziono jednak niczego, co mogłoby świadczyć o szpiegowskiej działalności kapłana, o którą został oskarżony. Mimo to postawiono mu absurdalne zarzuty o „przekierowywanie” wojskowych samolotów Białorusi i Rosji, co miało rzekomo spowodować straty na milion euro. Ekspertyzy przygotowali anonimowi „specjaliści” z Akademii Bezpieczeństwa Narodowego.

To właśnie w tym kontekście padły słowa, które stały się osią całej historii. Według relacji współwięźnia, śledczy – prawdopodobnie Aleksander Kaziejew – miał powiedzieć: „My byśmy na samego Jezusa Chrystusa za pół godziny sprawę założyli”. Chrześcijańska Wizja podkreśla, że zdanie to nie jest metaforą, lecz wyrazem mentalności funkcjonariuszy, którzy otwarcie przyznawali, że prawo nie stanowi dla nich żadnej bariery.

Inicjatywa ustaliła również, że ks. Okołotowicza próbowano w drodze szantażu wciągnąć w prowokację wobec nuncjusza apostolskiego. Duchowny miał zaprosić dyplomatę na liturgię i potajemnie przekazać mu pendrive z materiałami kompromitującymi. Według ustaleń chodziło o okres pełnienia na Białorusi posługi przez abp. Ante Jozića. Kapłan odmówił, mówiąc, że nie może zdradzić Boga ani Kościoła.

Opisując  szczegóły prześladowania ks. Henryka Okołotowicza, „Chrześcijańska Wizja” przypomina również o  innej głośnej sprawie – o. Andrzeja Juchniewicza OMI, zwolnionego wraz z ks. Okołotowiczem pod warunkiem wyjazdu do Watykanu. Wobec o. Juchniewicza zarzuty oparto na epizodzie sprzed dekady – krótkim spacerze z mieszkanką jednej z miejscowości. Kobieta ta nigdy nie zgłaszała żadnych roszczeń ani pretensji do duchownego, a jej zeznania o rzekome molestowanie ze strony księdza zostały wymuszone. Wyrok zapadł bez świadków i bez dowodów.

„Chrześcijańska Wizja” apeluje do byłych więźniów politycznych, którzy przebywali w areszcie KGB lub w kolonii karnej nr 2 w Bobrujsku i mieli kontakt z oboma duchownymi. Każda informacja o ich prześladowaniu, nazwiskach śledczych, prokuratorów, sędziów i ekspertów może pomóc w dokumentowaniu zastosowanych wobec nich nadużyć. Poszukiwana jest również wiedza o tożsamości dwojga parafian zatrzymanych wraz z ks. Okołotowiczem.

 Znadniemna.pl na podstawie Inicjatywa „Chrześcijańska Wizja”, fot.: Katolik.life 

Inicjatywa „Chrześcijańska Wizja” dotarła do nowych relacji byłych więźniów politycznych, które odsłaniają skalę bezprawia stosowanego przez KGB wobec ks. Henryka Okołotowicza i jego parafian w czasie prześladowania duchownego. Najbardziej wstrząsającym świadectwem pozostają słowa śledczego KGB: „My byśmy na samego Jezusa Chrystusa za pół godziny sprawę

Andrzej Poczobut z żoną gościł 25 czerwca u abp. Wojciecha Polaka, Prymasa Polski. Wizyta miała charakter nieoficjalny. Białoruski dziennikarz, działacz opozycyjny polskiej mniejszości i więzień polityczny odwiedził Gniezno po raz pierwszy. Uczestniczył w Mszy św., a później długo rozmawiał z Prymasem.

Msza św. celebrowana była w kaplicy w domu Prymasa Polski w gronie jego domowników. Obecny był także biskup pomocniczy gnieźnieński Radosław Orchowicz. W homilii abp Wojciech Polak przyznał, że dzieje ludzkości naznaczone są wieloma trudnymi i dramatycznymi wydarzeniami, które dotykają nie tylko narodów, ale i konkretnych ludzi. Tak było w historii narodu wybranego, i tak jest dzisiaj. Zrywają się bowiem wichry – słyszymy w Ewangelii – wzbierają potoki i szaleją burze, ale dom, który posadowiony jest na skale, nie runie. To właśnie mocny fundament – mówił Prymas – pozwalał przetrwać Izraelitom czas niewoli babilońskiej, i pozwala przetrwać każdą inną niewolę zrodzoną z ludzkiej podłości, niegodziwości i nienawiści.

– Ten mocny fundament to godność, człowieczeństwo, nadzieja, wiara i miłość do Boga. Ci, którzy na tym fundamencie opierają swoje życie, choć doświadczą burz i cierpienia, przetrwają – mówił Prymas Polski.

Msza św. sprawowana była w intencji państwa Poczobutów i wszystkich Polaków mieszkających na Białorusi. Jak przyznał Prymas Polski spotkanie z człowiekiem tak niezłomnie walczącym o prawdę jest dla niego wielkim darem i sposobnością do okazania solidarności i wdzięczności za wierność i odważne świadectwo dawane „nadziei, która rodzi przyszłość”.

Andrzej Poczobut z kolei z przejęciem mówił o pobycie w Gnieźnie jako miejscu o ogromnym znaczeniu w historii Polski. – To wielkie przeżycie – przyznał dodając, że zarówno katedra gnieźnieńska z relikwiarzem św. Wojciecha, jak i inne zabytki Wzgórza Lecha zrobiły na nim ogromne wrażenie.

Podczas wizyty w Gnieźnie państwu Oksanie i Andrzejowi Poczobutom towarzyszył prezes Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie” Mikołaj Falkowski.

Znadniemna.pl za prymaspolski.pl, fot.: prymaspolski.pl

Andrzej Poczobut z żoną gościł 25 czerwca u abp. Wojciecha Polaka, Prymasa Polski. Wizyta miała charakter nieoficjalny. Białoruski dziennikarz, działacz opozycyjny polskiej mniejszości i więzień polityczny odwiedził Gniezno po raz pierwszy. Uczestniczył w Mszy św., a później długo rozmawiał z Prymasem. Msza św. celebrowana była w

Warszawa nie ma możliwości podniesienia limitu wiz dla obywateli Białorusi – poinformowała Anna Kozłowska‑Słupek z Departamentu Wschodniego MSZ podczas debaty „Białoruś Łukaszenki i bezpieczeństwo regionu” na Uniwersytecie Warszawskim.

Polska dyplomatka wyjaśniła, że ewentualne zwiększenie liczby wiz zależy bezpośrednio od liczby pracujących na Białorusi polskich konsulów, a ta – jak podkreśliła – została znacząco ograniczona decyzjami strony białoruskiej. Kozłowska‑Słupek zaznaczyła, że „praktyczne możliwości” działania polskich placówek są dziś mocno ograniczone, co uniemożliwia zwiększenie ich przepustowości wizowej.

Dyplomatka przypomniała, że w Polsce przebywa obecnie około 300 tysięcy obywateli Białorusi, z czego blisko połowa przyjechała po 2020 roku, często w ramach tzw. „korytarza humanitarnego”. Jak zaznaczyła, większość tych osób opuszcza kraj z powodów bezpieczeństwa, a Polska ma obowiązek zapewnić im ochronę.

Przedstawicielka MSZ podkreśliła również, że mobilność między Polską a Białorusią nie jest dziś zwykłą kwestią wizową. W jej ocenie reżim Łukaszenki wykorzystuje ruch graniczny do działań, które mogą zagrażać bezpieczeństwu — na przykład do wysyłania osób powiązanych ze służbami, mogących prowadzić działania sabotażowe lub prowokacyjne. Dlatego każda decyzja wizowa wymaga ostrożności i dokładnej weryfikacji, a bez odpowiedniej liczby konsulów nie da się tego zrobić bezpiecznie.

Znadniemna.pl na podstawie Polskie Radio/redakcja białoruska, zdjęcie ilustracyjne

Warszawa nie ma możliwości podniesienia limitu wiz dla obywateli Białorusi – poinformowała Anna Kozłowska‑Słupek z Departamentu Wschodniego MSZ podczas debaty „Białoruś Łukaszenki i bezpieczeństwo regionu” na Uniwersytecie Warszawskim. Polska dyplomatka wyjaśniła, że ewentualne zwiększenie liczby wiz zależy bezpośrednio od liczby pracujących na Białorusi polskich konsulów, a

Parafia greckokatolicka pw. Opieki Matki Bożej w Orszy nie przeszła obowiązkowej ponownej rejestracji i została wykreślona z rejestru wspólnot religijnych. To już czwarty zlikwidowany unicki ośrodek w kraju, co oznacza, że Białoruska Cerkiew Greckokatolicka straciła jedną czwartą swoich zarejestrowanych parafii.

Jak informuje białoruska redakcja Radia Swaboda, parafia w Orszy, która gromadziła wiernych na nabożeństwach w kościele św. Józefa przy ul. Sowieckiej 6, nie uzyskała pozytywnej decyzji w procesie ponownej rejestracji. Dane te potwierdza inicjatywa „Chrześcijańska Wizja”, monitorująca sytuację Kościołów i wspólnot religijnych na Białorusi. Orsza dołącza tym samym do parafii w Brześciu, Baranowiczach i Iwacewiczach, które wcześniej również zostały pozbawione statusu prawnego.

Proces masowej ponownej rejestracji wspólnot religijnych został wprowadzony po przyjęciu pod koniec 2023 roku nowelizacji ustawy o działalności religijnej. Wszystkie wspólnoty zobowiązano do złożenia dokumentów do 1 lipca 2025 roku. Nowe przepisy wprowadziły szereg restrykcyjnych wymogów, w tym zakaz jakiejkolwiek działalności uznanej za polityczną, obowiązek posiadania przez proboszcza białoruskiego obywatelstwa oraz minimalną liczbę 20 wiernych w każdej parafii.

Po likwidacji czterech wspólnot Kościół greckokatolicki na Białorusi pozostaje obecny w ośmiu miastach: w Mińsku, gdzie działają cztery parafie, a także w Mołodecznie, Witebsku, Połocku, Grodnie, Lidzie, Homlu i Mohylewie. Według danych Radia Swaboda sytuacja liczebna wspólnot niemal wróciła do poziomu z 1996 roku, kiedy w kraju funkcjonowało jedenaście parafii.

„Chrześcijańska Wizja” ocenia, że Białoruska Cerkiew Greckokatolicka stała się jedną z najbardziej dotkniętych represyjną polityką władz wobec organizacji religijnych. Likwidacja kolejnych parafii wpisuje się w szerszy trend ograniczania przestrzeni działania Kościołów i wspólnot wyznaniowych, szczególnie tych postrzeganych jako niezależne od państwa.

 Znadniemna.pl na podstawie Svaboda.org oraz Chrześciańska Wizja , na zdjęciu: Kościół św. Józefa w Orszy, fot.: Wikipedia

Parafia greckokatolicka pw. Opieki Matki Bożej w Orszy nie przeszła obowiązkowej ponownej rejestracji i została wykreślona z rejestru wspólnot religijnych. To już czwarty zlikwidowany unicki ośrodek w kraju, co oznacza, że Białoruska Cerkiew Greckokatolicka straciła jedną czwartą swoich zarejestrowanych parafii. Jak informuje białoruska redakcja Radia Swaboda,

Osoby z Białorusi przebywające w Polsce na podstawie wiz humanitarnych, zezwoleń humanitarnych lub ochrony uzupełniającej mogą zapraszać najbliższych krewnych na podstawie notarialnie poświadczonych zaproszeń — wynika z odpowiedzi MSZ na interwencję Pawła Łatuszki, wiceprzewodniczącego Zjednoczonego Gabinetu Przejściowego Białorusi.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych wyjaśniło, że obywatele Białorusi, którzy przebywają w Polsce z powodów humanitarnych, nie muszą korzystać z procedury zaproszeń rejestrowanych w urzędach wojewódzkich. Najbliżsi członkowie ich rodzin — rodzice, dzieci, dziadkowie, babcie i wnuki — mogą ubiegać się o polską wizę na podstawie notarialnie potwierdzonego zaproszenia, o ile w korespondencji z konsulem zostanie jasno wskazane, że zapraszający posiada pobyt humanitarny.

Interwencja Pawła Łatuszki, działającego w imieniu białoruskiej diaspory i struktur demokratycznych na uchodźstwie, była reakcją na rozbieżne informacje przekazywane przez konsulat RP w Mińsku i urzędy wojewódzkie. MSZ podkreśliło, że ewentualne nieporozumienia wynikają z braku pełnej informacji o statusie zapraszającego, a konsul musi dysponować kompletem danych, aby zastosować preferencyjny tryb wobec osób przebywających w Polsce z przyczyn humanitarnych.

Znadniemna.pl na podstawie Reform.news, fot.: ferorm.news

Osoby z Białorusi przebywające w Polsce na podstawie wiz humanitarnych, zezwoleń humanitarnych lub ochrony uzupełniającej mogą zapraszać najbliższych krewnych na podstawie notarialnie poświadczonych zaproszeń — wynika z odpowiedzi MSZ na interwencję Pawła Łatuszki, wiceprzewodniczącego Zjednoczonego Gabinetu Przejściowego Białorusi. Ministerstwo Spraw Zagranicznych wyjaśniło, że obywatele Białorusi, którzy

W tym tygodniu na zaproszenie prymasa Polski, arcybiskupa Wojciecha Polaka, Andrzej Poczobut uda się do Gniezna, gdzie weźmie udział w Mszy św. w intencji Polaków na Białorusi.

Andrzej Poczobut, działacz polskiej mniejszości na Białorusi i jeden z najbardziej rozpoznawalnych więźniów politycznych reżimu Aleksandra Łukaszenki w ostatnich latach, ma uczestniczyć w uroczystościach religijnych w Gnieźnie.

Jak wynika z informacji przekazywanych przez organizatorów, wizyta odbędzie się na zaproszenie prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka. Centralnym punktem pobytu będzie Msza święta sprawowana w intencji Polaków mieszkających na Białorusi.

Spotkanie ma wymiar symboliczny — dotyczy sytuacji polskiej mniejszości na Białorusi, która od lat funkcjonuje w warunkach ograniczeń i napięć politycznych. Poczobut po okresie izolacji i represji pozostaje jedną z osób publicznie zabierających głos w sprawie tej społeczności.

Gniezno, jako historyczna stolica polskiego Kościoła, od lat jest miejscem wydarzeń o charakterze ogólnopolskim i symbolicznym. W tym kontekście Msza w intencji Polaków na Białorusi wpisuje się w szersze działania Kościoła dotyczące Polonii i wspólnot poza granicami kraju.

Znadniemna.pl

W tym tygodniu na zaproszenie prymasa Polski, arcybiskupa Wojciecha Polaka, Andrzej Poczobut uda się do Gniezna, gdzie weźmie udział w Mszy św. w intencji Polaków na Białorusi. Andrzej Poczobut, działacz polskiej mniejszości na Białorusi i jeden z najbardziej rozpoznawalnych więźniów politycznych reżimu Aleksandra Łukaszenki w ostatnich

22 czerwca 1941 – na skutek niemieckiego bombardowania w Muzeum Adama Mickiewicza w Nowogródku spłonęły unikalne pamiątki, m.in. fotel i notatki poety. Wydarzenie to było kolejnym ogniwem długiej historii miejsca, nad którym – jak zauważają badacze – wisi swoiste „pożarowe przekleństwo”, powracające od XVIII wieku aż po XX stulecie.

Historia dworku w Nowogródku, związanego z Adama Mickiewicza, zaczyna się od ognia. W 1751 roku spłonął tu dom burmistrza miasta, który wcześniej zajmował tę działkę. Gdy w 1803 roku Mikołaj Mickiewicz kupił teren za 50 rubli, wydawało się, że rozpoczyna się nowy rozdział.

Jednak pierwszy drewniany dom Mickiewiczów nie przetrwał długo — spłonął na przełomie 1806 i 1807 roku. W odpowiedzi rodzina zdecydowała się na budowę murowanego dworu. Był to pierwszy taki budynek w Nowogródku, gdzie kamienne konstrukcje ograniczały się wcześniej do kościołów i klasztorów.

Dwór w cieniu historii i wojen

W kolejnych latach dom Mickiewiczów stawał się nie tylko przestrzenią rodzinną, ale też miejscem historycznych wydarzeń. Latem 1812 roku, podczas przemarszu wojsk napoleońskich, kwaterował tu szef francuskiej poczty polowej de Lavallette. Wspomnienia Franciszka Mickiewicza pokazują dwór jako miejsce pełne rodzinnych pamiątek — od starego uniformu kawaleryjskiego po biblioteki i przedmioty o symbolicznym znaczeniu dla historii rodu.

Po śmierci rodziców Adama Mickiewicza majątek przejął jego brat Franciszek. Po jego udziale w Powstaniu Listopadowym dwór został skonfiskowany przez władze carskie i wystawiony na sprzedaż. W kolejnych dekadach zmieniał właścicieli, a jego historia coraz częściej była historią zniszczeń.

W 1863 roku budynek ponownie spłonął. Kolejny pożar przyszedł w 1881 roku. Odbudowę przeprowadził wówczas Antoni Dąbrowski, który odtworzył układ wnętrz i wzniósł murowaną oficynę w miejsce drewnianej. Mimo to dwór nadal pozostawał w obiegu dzierżaw i nie był domem stałych mieszkańców.

Miejsce zajmowane przez wojska i pomysły muzealne

Na przełomie XIX i XX wieku dwór był użytkowany przez różne grupy — od rosyjskich marszałków szlachty po dzierżawców prywatnych. W czasie I wojny światowej i tuż po niej kwaterowały tu oddziały niemieckie, polskie i bolszewickie.

Co istotne, to właśnie bolszewicy jako pierwsi wysunęli pomysł utworzenia tu muzeum Mickiewicza, choć nie zdołali go zrealizować. Dopiero w 1922 roku ideę podjął ponownie Władysław Mickiewicz, syn poety, który odwiedził rodzinny dwór.

W 1931 roku na budynku umieszczono tablicę: „Tu w zaraniu życia wznosił skrzydła do lotu Adam Mickiewicz”. Wkrótce zapadła decyzja o wykupie obiektu i przekształceniu go w muzeum.

Muzeum przed wojną

Uroczyste otwarcie placówki nastąpiło w sierpniu 1938 roku. W zbiorach znalazły się m.in. meble rodziny Mickiewiczów, listy poety do Maryli Wereszczakówny, rodzinne akta pisane gęsim piórem, turecki szal, krucyfiks Maryli, obraz św. Antoniego oraz pamiątki rodzinne i osobiste przedmioty.

Jednymi z pierwszych zwiedzających były osoby związane z kręgiem Mickiewiczowskim — Zofia Putkamerowa i Janina Żółtowska, wnuczka i prawnuczka Maryli Wereszczakówny.

22 czerwca 1941 – zniszczenie

Wojna przerwała tę opowieść brutalnie. 22 czerwca 1941 roku niemieckie bombardowanie uderzyło w Nowogródek. W pożarze muzeum spłonęła część bezcennych zbiorów, w tym fotel i notatki Adama Mickiewicza. Inne eksponaty zostały rozproszone lub wywiezione po 1945 roku do Polski.

Zachował się jednak m.in. model pomnika Mickiewicza autorstwa Antoine’a Bourdelle’a — jeden z nielicznych materialnych świadków przedwojennej ekspozycji.

Odbudowa i współczesność

W 1955 roku władze sowieckie odbudowały budynek, jednak stałą ekspozycję otwarto dopiero w 1971 roku. W latach 1989–1990 polska firma Budimex przeprowadziła rekonstrukcję dworku, odtwarzając także oficynę, studnię, altanę i zabudowania gospodarcze.

W kolejnych latach warszawskie Muzeum Literatury wypożyczyło część eksponatów, wzbogacając ekspozycję o kolejne „mickiewicziana”.

Dziś Dom-Muzeum Adama Mickiewicza w Nowogródku odwiedza rocznie około 30 tysięcy osób. Wnętrza odtworzono jako szlachecki dwór przełomu XVIII i XIX wieku — z pokojem stołowym, sypialnią matki, gabinetem Mikołaja Mickiewicza i „pokojem chłopców”, w którym młody Adam mieszkał z bratem Franciszkiem.

Historia tego miejsca pozostaje jednak czymś więcej niż katalogiem pożarów i odbudów. Badacze zwracają uwagę na jego niemal symboliczny charakter — jakby los konsekwentnie testował trwałość pamięci o Mickiewiczu i jego epoce.

Wspomnienia Zofii Boradyn w książce „Mój Nowogródek” przypominają, że za muzeum stoi nie tylko historia wielkiej literatury, ale też osobiste doświadczenia ludzi, którzy żyli w jego cieniu.

W tym sensie Muzeum Nowogródek nie jest tylko budynkiem. To opowieść o tym, jak kultura próbuje przetrwać mimo ognia, wojny i przemijania — i jak czasem właśnie w ruinach najpełniej ujawnia się jej siła.

Opr. Adolf Gorzkowski

Znadniemna.pl

22 czerwca 1941 – na skutek niemieckiego bombardowania w Muzeum Adama Mickiewicza w Nowogródku spłonęły unikalne pamiątki, m.in. fotel i notatki poety. Wydarzenie to było kolejnym ogniwem długiej historii miejsca, nad którym – jak zauważają badacze – wisi swoiste „pożarowe przekleństwo”, powracające od XVIII wieku

Przejdź do treści