HomeStandard Blog Whole Post

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na Białorusi Znadniemna.pl, zablokowali także szefowi „GP” dostęp do tweetdecka – aplikacji do zarządzania Twitterem. Jak dowiedział się portal Niezalezna.pl – atak na powiązany z Telewizją Republiką serwis „Poland Daily” został dokonany z Rygi, stolicy Łotwy.

Rasa Jakilaitiene, rzeczniczka litewskiego ministra spraw zagranicznych, powiedziała, że fałszywa wiadomość została umieszczona na polskiej stronie internetowej.

Fałszywe wiadomości pojawiły się na Polanddaily.com. W zamieszczonym tam artykule znalazła się uwaga ministra Linkeviciusa, w której twierdził, że na Białoruś trzeba wysłać siły pokojowe – powiedziała rzeczniczka.

Rzeczniczka litwewskiego MSZ zwróciła uwagę, że dla podniesienia wiarygodności fake newsa w artykule pojawiała się także wzmianka na temat polskiego ministra spraw zagranicznych.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy wydało oświadczenie zaprzeczające fałszywym informacjom. Potwierdzono, że odpowiednie służby wszczęły już w tej sprawie dochodzenie.

Jest wysoce prawdopodobne, że trwa cyberatak informacyjny, który jest obecnie badany przez władze litewskie – czytamy w komunikacie.

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” stracił dostęp do konta (zmieniono hasło), na którym wstawiono odnośnik do artykułu zamieszczonego na portalu Znadniemna.pl, który prowadzi Związek Polaków na Białorusi. Ów artykuł to także cyberprowokacja. Dowiadujemy się z niego, że „Polska i Litwa wzywają NATO do wysłania wojsk na Białoruś”.

Podrobiony artykuł na portalu „Poland Daily” nosił tytuł „Polska i Litwa naciskają na wysłanie wojsk na Białoruś”. Napisany był w języku angielskim i podobnie jak publikacja wrzucona na Znadniemna.pl, dezinformował o rzekomych naciskach Polski, Litwy i Stanów Zjednoczonych na NATO. W tekście pojawiły się też nazwiska ministra spraw zagranicznych Polski Zbigniewa Rau oraz Swiatłany Cichanouskiej. Na zdjęciu głównym umieszczono szefa litewskiej dyplomacji Linasa Linkevičiusa.

To nie pierwszy rosyjski atak na media związane ze „Strefą Wolnego Słowa”. Przypomnijmy: w maju 2020 r. portal Niezalezna.pl dwukrotnie padł ofiarą rosyjskich hakerów, którzy zmieniali treść naszych publikacji.

Na naszą stronę (a także na portale Telewizji Republika, Radia Szczecin, olsztyn24.pl oraz stronę gminy Orzysz, gdzie znajduje się garnizon) wstawiono artykuł pt. Amerykanie „chwalą” pobyt w Drawsku. „Jedyne czym mogą strzelić to gumki od majtek”

Gdy opublikowaliśmy informację o tym ataku, Rosjanie dokonali kolejnego włamania, zmieniając ją na „newsa”, że Niezalezna.pl przyznaje się do autorstwa wcześniejszego artykułu.

To nie koniec działań Moskwy przeciwko naszym mediom. Pod koniec maja na anglojęzycznym prorosyjskim portalu „The Duran” ukazał się „wywiad”, przeprowadzony rzekomo przez Katarzynę Gójską dla „Gazety Polskiej”. Rozmówcą wicenaczelnej tygodnika miał być amerykański generał broni Christopher G. Cavoli, dowódca sił amerykańskich w Europie. Nie trzeba chyba dodawać, że rozmowa, w której Cavoli twierdzi, że Polska i kraje bałtyckie są fatalnie zorganizowane pod względem militarnym, została w całości wymyślona.

Znadniemna.pl za niezalezna.pl

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na

Warszawa nie ma możliwości podniesienia limitu wiz dla obywateli Białorusi – poinformowała Anna Kozłowska‑Słupek z Departamentu Wschodniego MSZ podczas debaty „Białoruś Łukaszenki i bezpieczeństwo regionu” na Uniwersytecie Warszawskim.

Polska dyplomatka wyjaśniła, że ewentualne zwiększenie liczby wiz zależy bezpośrednio od liczby pracujących na Białorusi polskich konsulów, a ta – jak podkreśliła – została znacząco ograniczona decyzjami strony białoruskiej. Kozłowska‑Słupek zaznaczyła, że „praktyczne możliwości” działania polskich placówek są dziś mocno ograniczone, co uniemożliwia zwiększenie ich przepustowości wizowej.

Dyplomatka przypomniała, że w Polsce przebywa obecnie około 300 tysięcy obywateli Białorusi, z czego blisko połowa przyjechała po 2020 roku, często w ramach tzw. „korytarza humanitarnego”. Jak zaznaczyła, większość tych osób opuszcza kraj z powodów bezpieczeństwa, a Polska ma obowiązek zapewnić im ochronę.

Przedstawicielka MSZ podkreśliła również, że mobilność między Polską a Białorusią nie jest dziś zwykłą kwestią wizową. W jej ocenie reżim Łukaszenki wykorzystuje ruch graniczny do działań, które mogą zagrażać bezpieczeństwu — na przykład do wysyłania osób powiązanych ze służbami, mogących prowadzić działania sabotażowe lub prowokacyjne. Dlatego każda decyzja wizowa wymaga ostrożności i dokładnej weryfikacji, a bez odpowiedniej liczby konsulów nie da się tego zrobić bezpiecznie.

Znadniemna.pl na podstawie Polskie Radio/redakcja białoruska, zdjęcie ilustracyjne

Warszawa nie ma możliwości podniesienia limitu wiz dla obywateli Białorusi – poinformowała Anna Kozłowska‑Słupek z Departamentu Wschodniego MSZ podczas debaty „Białoruś Łukaszenki i bezpieczeństwo regionu” na Uniwersytecie Warszawskim. Polska dyplomatka wyjaśniła, że ewentualne zwiększenie liczby wiz zależy bezpośrednio od liczby pracujących na Białorusi polskich konsulów, a

Parafia greckokatolicka pw. Opieki Matki Bożej w Orszy nie przeszła obowiązkowej ponownej rejestracji i została wykreślona z rejestru wspólnot religijnych. To już czwarty zlikwidowany unicki ośrodek w kraju, co oznacza, że Białoruska Cerkiew Greckokatolicka straciła jedną czwartą swoich zarejestrowanych parafii.

Jak informuje białoruska redakcja Radia Swaboda, parafia w Orszy, która gromadziła wiernych na nabożeństwach w kościele św. Józefa przy ul. Sowieckiej 6, nie uzyskała pozytywnej decyzji w procesie ponownej rejestracji. Dane te potwierdza inicjatywa „Chrześcijańska Wizja”, monitorująca sytuację Kościołów i wspólnot religijnych na Białorusi. Orsza dołącza tym samym do parafii w Brześciu, Baranowiczach i Iwacewiczach, które wcześniej również zostały pozbawione statusu prawnego.

Proces masowej ponownej rejestracji wspólnot religijnych został wprowadzony po przyjęciu pod koniec 2023 roku nowelizacji ustawy o działalności religijnej. Wszystkie wspólnoty zobowiązano do złożenia dokumentów do 1 lipca 2025 roku. Nowe przepisy wprowadziły szereg restrykcyjnych wymogów, w tym zakaz jakiejkolwiek działalności uznanej za polityczną, obowiązek posiadania przez proboszcza białoruskiego obywatelstwa oraz minimalną liczbę 20 wiernych w każdej parafii.

Po likwidacji czterech wspólnot Kościół greckokatolicki na Białorusi pozostaje obecny w ośmiu miastach: w Mińsku, gdzie działają cztery parafie, a także w Mołodecznie, Witebsku, Połocku, Grodnie, Lidzie, Homlu i Mohylewie. Według danych Radia Swaboda sytuacja liczebna wspólnot niemal wróciła do poziomu z 1996 roku, kiedy w kraju funkcjonowało jedenaście parafii.

„Chrześcijańska Wizja” ocenia, że Białoruska Cerkiew Greckokatolicka stała się jedną z najbardziej dotkniętych represyjną polityką władz wobec organizacji religijnych. Likwidacja kolejnych parafii wpisuje się w szerszy trend ograniczania przestrzeni działania Kościołów i wspólnot wyznaniowych, szczególnie tych postrzeganych jako niezależne od państwa.

 Znadniemna.pl na podstawie Svaboda.org oraz Chrześciańska Wizja , na zdjęciu: Kościół św. Józefa w Orszy, fot.: Wikipedia

Parafia greckokatolicka pw. Opieki Matki Bożej w Orszy nie przeszła obowiązkowej ponownej rejestracji i została wykreślona z rejestru wspólnot religijnych. To już czwarty zlikwidowany unicki ośrodek w kraju, co oznacza, że Białoruska Cerkiew Greckokatolicka straciła jedną czwartą swoich zarejestrowanych parafii. Jak informuje białoruska redakcja Radia Swaboda,

Osoby z Białorusi przebywające w Polsce na podstawie wiz humanitarnych, zezwoleń humanitarnych lub ochrony uzupełniającej mogą zapraszać najbliższych krewnych na podstawie notarialnie poświadczonych zaproszeń — wynika z odpowiedzi MSZ na interwencję Pawła Łatuszki, wiceprzewodniczącego Zjednoczonego Gabinetu Przejściowego Białorusi.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych wyjaśniło, że obywatele Białorusi, którzy przebywają w Polsce z powodów humanitarnych, nie muszą korzystać z procedury zaproszeń rejestrowanych w urzędach wojewódzkich. Najbliżsi członkowie ich rodzin — rodzice, dzieci, dziadkowie, babcie i wnuki — mogą ubiegać się o polską wizę na podstawie notarialnie potwierdzonego zaproszenia, o ile w korespondencji z konsulem zostanie jasno wskazane, że zapraszający posiada pobyt humanitarny.

Interwencja Pawła Łatuszki, działającego w imieniu białoruskiej diaspory i struktur demokratycznych na uchodźstwie, była reakcją na rozbieżne informacje przekazywane przez konsulat RP w Mińsku i urzędy wojewódzkie. MSZ podkreśliło, że ewentualne nieporozumienia wynikają z braku pełnej informacji o statusie zapraszającego, a konsul musi dysponować kompletem danych, aby zastosować preferencyjny tryb wobec osób przebywających w Polsce z przyczyn humanitarnych.

Znadniemna.pl na podstawie Reform.news, fot.: ferorm.news

Osoby z Białorusi przebywające w Polsce na podstawie wiz humanitarnych, zezwoleń humanitarnych lub ochrony uzupełniającej mogą zapraszać najbliższych krewnych na podstawie notarialnie poświadczonych zaproszeń — wynika z odpowiedzi MSZ na interwencję Pawła Łatuszki, wiceprzewodniczącego Zjednoczonego Gabinetu Przejściowego Białorusi. Ministerstwo Spraw Zagranicznych wyjaśniło, że obywatele Białorusi, którzy

W tym tygodniu na zaproszenie prymasa Polski, arcybiskupa Wojciecha Polaka, Andrzej Poczobut uda się do Gniezna, gdzie weźmie udział w Mszy św. w intencji Polaków na Białorusi.

Andrzej Poczobut, działacz polskiej mniejszości na Białorusi i jeden z najbardziej rozpoznawalnych więźniów politycznych reżimu Aleksandra Łukaszenki w ostatnich latach, ma uczestniczyć w uroczystościach religijnych w Gnieźnie.

Jak wynika z informacji przekazywanych przez organizatorów, wizyta odbędzie się na zaproszenie prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka. Centralnym punktem pobytu będzie Msza święta sprawowana w intencji Polaków mieszkających na Białorusi.

Spotkanie ma wymiar symboliczny — dotyczy sytuacji polskiej mniejszości na Białorusi, która od lat funkcjonuje w warunkach ograniczeń i napięć politycznych. Poczobut po okresie izolacji i represji pozostaje jedną z osób publicznie zabierających głos w sprawie tej społeczności.

Gniezno, jako historyczna stolica polskiego Kościoła, od lat jest miejscem wydarzeń o charakterze ogólnopolskim i symbolicznym. W tym kontekście Msza w intencji Polaków na Białorusi wpisuje się w szersze działania Kościoła dotyczące Polonii i wspólnot poza granicami kraju.

Znadniemna.pl

W tym tygodniu na zaproszenie prymasa Polski, arcybiskupa Wojciecha Polaka, Andrzej Poczobut uda się do Gniezna, gdzie weźmie udział w Mszy św. w intencji Polaków na Białorusi. Andrzej Poczobut, działacz polskiej mniejszości na Białorusi i jeden z najbardziej rozpoznawalnych więźniów politycznych reżimu Aleksandra Łukaszenki w ostatnich

22 czerwca 1941 – na skutek niemieckiego bombardowania w Muzeum Adama Mickiewicza w Nowogródku spłonęły unikalne pamiątki, m.in. fotel i notatki poety. Wydarzenie to było kolejnym ogniwem długiej historii miejsca, nad którym – jak zauważają badacze – wisi swoiste „pożarowe przekleństwo”, powracające od XVIII wieku aż po XX stulecie.

Historia dworku w Nowogródku, związanego z Adama Mickiewicza, zaczyna się od ognia. W 1751 roku spłonął tu dom burmistrza miasta, który wcześniej zajmował tę działkę. Gdy w 1803 roku Mikołaj Mickiewicz kupił teren za 50 rubli, wydawało się, że rozpoczyna się nowy rozdział.

Jednak pierwszy drewniany dom Mickiewiczów nie przetrwał długo — spłonął na przełomie 1806 i 1807 roku. W odpowiedzi rodzina zdecydowała się na budowę murowanego dworu. Był to pierwszy taki budynek w Nowogródku, gdzie kamienne konstrukcje ograniczały się wcześniej do kościołów i klasztorów.

Dwór w cieniu historii i wojen

W kolejnych latach dom Mickiewiczów stawał się nie tylko przestrzenią rodzinną, ale też miejscem historycznych wydarzeń. Latem 1812 roku, podczas przemarszu wojsk napoleońskich, kwaterował tu szef francuskiej poczty polowej de Lavallette. Wspomnienia Franciszka Mickiewicza pokazują dwór jako miejsce pełne rodzinnych pamiątek — od starego uniformu kawaleryjskiego po biblioteki i przedmioty o symbolicznym znaczeniu dla historii rodu.

Po śmierci rodziców Adama Mickiewicza majątek przejął jego brat Franciszek. Po jego udziale w Powstaniu Listopadowym dwór został skonfiskowany przez władze carskie i wystawiony na sprzedaż. W kolejnych dekadach zmieniał właścicieli, a jego historia coraz częściej była historią zniszczeń.

W 1863 roku budynek ponownie spłonął. Kolejny pożar przyszedł w 1881 roku. Odbudowę przeprowadził wówczas Antoni Dąbrowski, który odtworzył układ wnętrz i wzniósł murowaną oficynę w miejsce drewnianej. Mimo to dwór nadal pozostawał w obiegu dzierżaw i nie był domem stałych mieszkańców.

Miejsce zajmowane przez wojska i pomysły muzealne

Na przełomie XIX i XX wieku dwór był użytkowany przez różne grupy — od rosyjskich marszałków szlachty po dzierżawców prywatnych. W czasie I wojny światowej i tuż po niej kwaterowały tu oddziały niemieckie, polskie i bolszewickie.

Co istotne, to właśnie bolszewicy jako pierwsi wysunęli pomysł utworzenia tu muzeum Mickiewicza, choć nie zdołali go zrealizować. Dopiero w 1922 roku ideę podjął ponownie Władysław Mickiewicz, syn poety, który odwiedził rodzinny dwór.

W 1931 roku na budynku umieszczono tablicę: „Tu w zaraniu życia wznosił skrzydła do lotu Adam Mickiewicz”. Wkrótce zapadła decyzja o wykupie obiektu i przekształceniu go w muzeum.

Muzeum przed wojną

Uroczyste otwarcie placówki nastąpiło w sierpniu 1938 roku. W zbiorach znalazły się m.in. meble rodziny Mickiewiczów, listy poety do Maryli Wereszczakówny, rodzinne akta pisane gęsim piórem, turecki szal, krucyfiks Maryli, obraz św. Antoniego oraz pamiątki rodzinne i osobiste przedmioty.

Jednymi z pierwszych zwiedzających były osoby związane z kręgiem Mickiewiczowskim — Zofia Putkamerowa i Janina Żółtowska, wnuczka i prawnuczka Maryli Wereszczakówny.

22 czerwca 1941 – zniszczenie

Wojna przerwała tę opowieść brutalnie. 22 czerwca 1941 roku niemieckie bombardowanie uderzyło w Nowogródek. W pożarze muzeum spłonęła część bezcennych zbiorów, w tym fotel i notatki Adama Mickiewicza. Inne eksponaty zostały rozproszone lub wywiezione po 1945 roku do Polski.

Zachował się jednak m.in. model pomnika Mickiewicza autorstwa Antoine’a Bourdelle’a — jeden z nielicznych materialnych świadków przedwojennej ekspozycji.

Odbudowa i współczesność

W 1955 roku władze sowieckie odbudowały budynek, jednak stałą ekspozycję otwarto dopiero w 1971 roku. W latach 1989–1990 polska firma Budimex przeprowadziła rekonstrukcję dworku, odtwarzając także oficynę, studnię, altanę i zabudowania gospodarcze.

W kolejnych latach warszawskie Muzeum Literatury wypożyczyło część eksponatów, wzbogacając ekspozycję o kolejne „mickiewicziana”.

Dziś Dom-Muzeum Adama Mickiewicza w Nowogródku odwiedza rocznie około 30 tysięcy osób. Wnętrza odtworzono jako szlachecki dwór przełomu XVIII i XIX wieku — z pokojem stołowym, sypialnią matki, gabinetem Mikołaja Mickiewicza i „pokojem chłopców”, w którym młody Adam mieszkał z bratem Franciszkiem.

Historia tego miejsca pozostaje jednak czymś więcej niż katalogiem pożarów i odbudów. Badacze zwracają uwagę na jego niemal symboliczny charakter — jakby los konsekwentnie testował trwałość pamięci o Mickiewiczu i jego epoce.

Wspomnienia Zofii Boradyn w książce „Mój Nowogródek” przypominają, że za muzeum stoi nie tylko historia wielkiej literatury, ale też osobiste doświadczenia ludzi, którzy żyli w jego cieniu.

W tym sensie Muzeum Nowogródek nie jest tylko budynkiem. To opowieść o tym, jak kultura próbuje przetrwać mimo ognia, wojny i przemijania — i jak czasem właśnie w ruinach najpełniej ujawnia się jej siła.

Opr. Adolf Gorzkowski

Znadniemna.pl

22 czerwca 1941 – na skutek niemieckiego bombardowania w Muzeum Adama Mickiewicza w Nowogródku spłonęły unikalne pamiątki, m.in. fotel i notatki poety. Wydarzenie to było kolejnym ogniwem długiej historii miejsca, nad którym – jak zauważają badacze – wisi swoiste „pożarowe przekleństwo”, powracające od XVIII wieku

Po okresie zawieszenia działalności portal Kresy24.pl ponownie wraca do aktywnego funkcjonowania. Dla wielu czytelników zainteresowanych tematyką Europy Wschodniej, sytuacją Polaków za wschodnią granicą oraz historią dawnych Kresów jest to wydarzenie o szczególnym znaczeniu.

Kresy24.pl od lat zajmował wyjątkowe miejsce w polskiej przestrzeni medialnej. Portal powstał jako „Wschodnia Gazeta Codzienna” i konsekwentnie koncentrował się na wydarzeniach na Ukrainie, Białorusi, Litwie, w Rosji oraz innych państwach byłego Związku Sowieckiego. Szczególną uwagę poświęcał także życiu Polaków mieszkających na Wschodzie, historii Kresów oraz współczesnym relacjom Polski z krajami regionu.

Przez blisko dwie dekady działalności portal wypracował rozpoznawalną markę oraz szerokie grono odbiorców. Jego autorzy publikowali zarówno bieżące informacje polityczne, jak i analizy, publicystykę historyczną oraz materiały poświęcone kulturze i dziedzictwu dawnych ziem wschodnich Rzeczypospolitej. Kresy24.pl stał się również ważnym miejscem wymiany informacji dla środowisk polskich na Białorusi, Ukrainie, Litwie i w innych krajach regionu.

W 2026 roku działalność portalu została czasowo zawieszona. Problemy finansowe oraz brak stabilnego wsparcia instytucjonalnego doprowadziły do przerwania codziennej działalności redakcji. Decyzja ta wywołała liczne reakcje czytelników i środowisk zajmujących się tematyką wschodnią.

Przełom nastąpił 18 czerwca 2026 roku, kiedy redakcja opublikowała komunikat zatytułowany „Kresy24. Reaktywacja”. Autorzy poinformowali o powrocie serwisu, podkreślając, że mimo trudności nie zamierzają rezygnować ze swojej misji. „Wracamy do gry. Tak łatwo się nas nie pozbędą” – napisali redaktorzy, nawiązując do wcześniejszych problemów związanych z utratą finansowania.

W opublikowanym oświadczeniu redakcja podziękowała czytelnikom za wsparcie i wierność. To właśnie liczne apele odbiorców miały stać się jednym z najważniejszych powodów wznowienia działalności. Jak podkreślono, portal przeszedł gruntowną modernizację, która ma poprawić komfort korzystania z serwisu.

Redaktorzy zaznaczają, że obecnie pracują społecznie, dlatego liczba publikowanych materiałów może być początkowo mniejsza niż wcześniej. Jednocześnie deklarują, że chcą skupić się na jakości publikowanych treści i stopniowo odbudowywać swoją pozycję. W przyszłości portal planuje zwrócić się do czytelników o wsparcie finansowe oraz wprowadzić reklamy, które – jak zapewnia redakcja – mają pozostać nienachalne i nieinwazyjne.

Szczególną wymowę mają słowa redakcji, która zauważyła, że powrót Kresy24.pl może być „przykrą niespodzianką” dla osób i środowisk niechętnych niezależnym mediom zajmującym się sytuacją na Wschodzie. Przez lata portal wielokrotnie opisywał represje na Białorusi, sytuację Polaków za wschodnią granicą oraz działania władz Rosji i Białorusi, co czyniło go jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich mediów specjalizujących się w tej tematyce.

Powrót Kresy24.pl można więc traktować nie tylko jako reaktywację internetowego medium, lecz także jako odbudowę ważnego ośrodka informacji o Europie Wschodniej. W czasie trwających napięć geopolitycznych oraz wojny w Ukrainie zapotrzebowanie na rzetelne informacje, analizy i komentarze dotyczące regionu pozostaje bardzo duże.

Redakcja podsumowała swój powrót prostym apelem skierowanym do odbiorców:

„Miło znowu dla Was pisać. Bądźcie z nami!”. Słowa te najlepiej oddają charakter reaktywacji portalu – stopniowej, opartej na zaangażowaniu zespołu i wsparciu czytelników, którzy przez lata tworzyli społeczność skupioną wokół Kresy24.pl.

Znadniemna.pl

Po okresie zawieszenia działalności portal Kresy24.pl ponownie wraca do aktywnego funkcjonowania. Dla wielu czytelników zainteresowanych tematyką Europy Wschodniej, sytuacją Polaków za wschodnią granicą oraz historią dawnych Kresów jest to wydarzenie o szczególnym znaczeniu. Kresy24.pl od lat zajmował wyjątkowe miejsce w polskiej przestrzeni medialnej. Portal powstał jako

Andrzej Poczobut, dziennikarz, publicysta i działacz polskiej mniejszości na Białorusi, został pierwszym laureatem Nagrody im. Stefana Mellera. Uroczyste wręczenie wyróżnienia odbyło się 19 czerwca podczas zakończenia VI Festiwalu Dyplomatycznego w Białymstoku.

Nagroda została ustanowiona, by honorować osoby, które swoją działalnością potwierdzają znaczenie wartości takich jak wolność, prawda i odpowiedzialność obywatelska. Organizatorzy nie mieli wątpliwości, kto powinien zostać jej pierwszym laureatem.

Uroczysta gala odbyła się na kampusie Uniwersytetu w Białymstoku i zgromadziła przedstawicieli świata nauki, dyplomacji, samorządu, polityki oraz licznie przybyłych mieszkańców regionu. W wydarzeniu uczestniczyli także studenci, uczniowie oraz przedstawiciele mediów. Andrzejowi Poczobutowi towarzyszyła żona Oksana.

Nagrodę wręczył wojewoda podlaski i dyrektor programowy Festiwalu Dyplomatycznego dr Jacek Brzozowski. Podkreślał on, że idea festiwalu opiera się na przekonaniu, iż dyplomacja nie jest wyłącznie światem interesów politycznych i gospodarczych, ale również przestrzenią wartości.

– Poszukując osoby, która swoją działalnością najpełniej świadczy o przywiązaniu do tych wartości, trudno było nie wskazać Andrzeja Poczobuta – mówił podczas uroczystości.

Laureat, odbierając nagrodę, podkreślał swoje związki z Białymstokiem i Podlasiem.

– Dla mieszkańców Grodna Białystok nie jest obcym miastem. Historia połączyła nasze miasta, dlatego zawsze czuję się tutaj jak u siebie – powiedział.

Podczas wystąpienia Poczobut wrócił do wydarzeń, które doprowadziły do jego aresztowania przez białoruski reżim. Został zatrzymany w 2021 roku podczas represji wymierzonych w działaczy polskiej mniejszości na Białorusi. W 2023 roku skazano go na osiem lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze pod zarzutami uznawanymi przez organizacje praw człowieka za politycznie motywowane.

Dziennikarz spędził w więzieniu 1859 dni. Wolność odzyskał w kwietniu 2026 roku i powrócił do Polski. Wkrótce został odznaczony Orderem Orła Białego – najwyższym polskim odznaczeniem państwowym.

Znadniemna.pl/Fot.: uwb.edu.pl

Andrzej Poczobut, dziennikarz, publicysta i działacz polskiej mniejszości na Białorusi, został pierwszym laureatem Nagrody im. Stefana Mellera. Uroczyste wręczenie wyróżnienia odbyło się 19 czerwca podczas zakończenia VI Festiwalu Dyplomatycznego w Białymstoku. Nagroda została ustanowiona, by honorować osoby, które swoją działalnością potwierdzają znaczenie wartości takich jak wolność,

Wczoraj w Operze i Filharmonii Podlaskiej otwarto wystawę „Archiwum świata. Światło dla innych. Sztuka jako służba pamięci” – projekt, który łączy trzy odmienne języki artystyczne i jednocześnie prowadzi wspólną refleksję nad tym, jak człowiek przechowuje pamięć.

Ekspozycja prezentuje prace trojga twórców: Agnieszki Olczak, Andrzeja Bakumenko-Chętnickiego oraz Andrzeja Filipowicza – malarza pochodzącego z Grodna, członka Towarzystwa Plastyków Polskich. Ich dzieła nie opowiadają historii w sensie chronologii wydarzeń. Są raczej próbą uchwycenia tego, jak w świadomości człowieka zapisują się miejsca, emocje i obrazy, które z czasem zmieniają swoje znaczenie.

Jak podkreślono podczas otwarcia wystawy, nie jest to narracja o przeszłości, lecz o pamięci jako procesie – dynamicznym, kruchym i nieustannie przekształcanym.

Podczas inauguracji wystawy głos zabrała Małgorzata Bil-Jaruzelska, zastępca dyrektora Opery i Filharmonii Podlaskiej, która zwróciła uwagę na konieczność równowagi między dziedzictwem a nowoczesnością:

„Sztuka bez tradycji jest jak stado owiec bez pasterza, a sztuka bez innowacji jest trupem” – cytowała Winston’a Churchilla. – „W tych słowach zawiera się głęboka prawda. Cieszę się, że prezentowana dziś wystawa łączy oba te elementy – szacunek dla artystycznego dziedzictwa oraz odwagę poszukiwania nowych sposobów patrzenia na świat”.

Te słowa dobrze oddają charakter ekspozycji, w której szkło, kamień i malarstwo stają się równorzędnymi nośnikami pamięci.

Kurator wystawy, prof. Jan Wiktor Sienkiewicz, podkreślił, że „Archiwum świata” odwołuje się do zupełnie innego rodzaju pamięci niż ta znana z archiwów historycznych:

„Najważniejsze archiwa nie powstają z dokumentów i danych. Tworzą je ludzie, ich emocje i pozostawione przez nich ślady. Sztuka od wieków pozostaje jednym z najtrwalszych nośników pamięci – pozwala zachować to, czego nie sposób zapisać w żadnym katalogu ani bazie danych”.

Właśnie w tym kontekście szczególnie wyraźnie wybrzmiewają prace Andrzeja Filipowicza.

Andrzej Filipowicz, urodzony w Grodnie, należy do Towarzystwa Plastyków Polskich – środowiska artystów działających na styku kultur i tradycji regionu Kresów. Jego twórczość rozwijała się między realizmem a coraz bardziej syntetycznym, symbolicznym językiem malarskim, w którym obraz staje się nie odwzorowaniem rzeczywistości, lecz jej wewnętrzną rekonstrukcją.

Jego malarstwo – jak wskazują opracowania krytyczne i katalogowe – oscyluje wokół trzech głównych obszarów: portretu, aktu i pejzażu, przy czym szczególne znaczenie ma dla niego figura człowieka oraz przestrzeń krajobrazu traktowana jako zapis emocji i pamięci.

W jego twórczości, zwłaszcza w cyklu prezentowanym na wystawie – „Krajobraz po krajobrazie” – widzialny świat ulega stopniowej redukcji. Obraz nie dokumentuje, lecz „rozpamiętuje” rzeczywistość, przekształcając ją w strukturę wewnętrznego doświadczenia.

Ukończył Uniwersytet im. Janki Kupały w Grodnie. Odbywał stypendia twórcze m.in. w Kunstlerhaus Schloss Wiepersdorf w Niemczech oraz w Stanach Zjednoczonych. W 2003 roku został zaproszony na międzynarodowy projekt artystyczny w Katarze. W 2022 roku z wyróżnieniem ukończył studia magisterskie na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Przygotował pracę dyplomową w pracowni grafiki warsztatowej pod kierunkiem profesora Rafała Kochańskiego i magistra Bogusława Deptuły. W 2018 roku został uhonorowany Nagrodą Ministra Kultury. Specjalizuje się w malarstwie sztalugowym, łącząc różne techniki i materiały. Tworzy również w zakresie grafiki, fotografii oraz projektowania wnętrz. Uczestnik licznych wystaw indywidualnych i zbiorowych w Polsce i za granicą.

Trzy języki jednej pamięci

Ekspozycja „Archiwum świata” budowana jest na dialogu trzech różnych materii artystycznych.

Szkło Agnieszki Olczak staje się metaforą kruchości i światła pamięci – zatrzymuje to, co ulotne. Rzeźby Andrzeja Bakumenko-Chętnickiego wprowadzają do wystawy ciężar i materialność doświadczenia – kamień staje się zapisem emocji i relacji. Malarstwo Andrzeja Filipowicza natomiast działa jak filtr – przekształca rzeczywistość w jej wewnętrzny obraz, zapisany nie w faktach, lecz w percepcji.

Wspólnym mianownikiem wszystkich prac jest przekonanie, że pamięć nie jest archiwum zamkniętym, lecz procesem nieustannego przekształcania. Ekspozycja nie narzuca jednej interpretacji. Jak podkreślają organizatorzy, zwiedzający nie otrzymują gotowej narracji, lecz przestrzeń do indywidualnego odbioru. Każde dzieło staje się impulsem do zatrzymania się i refleksji nad relacją między człowiekiem, pamięcią i światem.

Wystawę można oglądać w Sali Wystawowej Opery i Filharmonii Podlaskiej przy ul. Odeskiej 1 w Białymstoku do 13 września 2026 roku.

Znadniemna.pl/oifp.eu/Fot.: oifp.eu

Wczoraj w Operze i Filharmonii Podlaskiej otwarto wystawę „Archiwum świata. Światło dla innych. Sztuka jako służba pamięci” – projekt, który łączy trzy odmienne języki artystyczne i jednocześnie prowadzi wspólną refleksję nad tym, jak człowiek przechowuje pamięć. Ekspozycja prezentuje prace trojga twórców: Agnieszki Olczak, Andrzeja Bakumenko-Chętnickiego oraz

W siedzibie Polskiej Agencji Prasowej odbyło się dzisiaj uroczyste przekazanie statuetki „Za wolność słowa” Andrzejowi Poczobutowi – dziennikarzowi i działaczowi mniejszości polskiej na Białorusi, który przez ponad pięć lat był więziony przez władze w Mińsku.

Nagroda została przyznana mu jeszcze w 2021 roku przez Światowe Stowarzyszenie Mediów Polonijnych, krótko po jego aresztowaniu. PAP przechowywała ją jako depozyt i teraz oficjalnie przekazała jej laureatowi.

Spotkanie w warszawskiej siedzibie agencji miało wyraźnie symboliczny charakter. Wzięli w nim udział przedstawiciele środowiska dziennikarskiego, w tym prezes Światowego Stowarzyszenia Mediów Polonijnych Teresa Sygnarek, dyrektor generalny PAP Marek Błoński oraz redaktor naczelny PAP Wojciech Tumidalski.

Dyrektor generalny PAP podkreślał, że Poczobut stał się dla wielu dziennikarzy punktem odniesienia i symbolem konsekwencji w obronie wartości. W swoim wystąpieniu nawiązał do tradycji listów pisanych z więzienia przez opozycjonistów w PRL, wskazując, że wolność słowa ma swoją realną cenę, którą dziennikarz zapłacił osobiście.

Podczas uroczystości Poczobut odebrał nie tylko statuetkę, ale również list od dziennikarzy PAP oraz symboliczny upominek. Sam przyznał, że wzruszenie towarzyszące temu momentowi jest dla niego bardzo silne, podkreślając, że całe jego życie zawodowe było związane z mediami polonijnymi.

Zwrócił uwagę, że praca w takich redakcjach ma szczególny charakter – często skromny pod względem skali, ale wyjątkowo ważny ze względu na kontakt z odbiorcami posługującymi się językiem ojczystym. Jak zaznaczył, to właśnie ta więź była dla niego zawsze najważniejsza.

Statuetka „Za wolność słowa” została ustanowiona jako wyraz solidarności z dziennikarzem już po jego aresztowaniu w 2021 roku. W tym samym roku Poczobut został także wyróżniony tytułem Dziennikarza Roku Grand Press oraz Medalem Wolności Słowa.

Na zdjęciu: Teresa Sygnarek, prezes Światowego Stowarzyszenia Mediów Polonijnych i Andrzej Poczobut

Znadniemna.pl/PAP

W siedzibie Polskiej Agencji Prasowej odbyło się dzisiaj uroczyste przekazanie statuetki „Za wolność słowa” Andrzejowi Poczobutowi – dziennikarzowi i działaczowi mniejszości polskiej na Białorusi, który przez ponad pięć lat był więziony przez władze w Mińsku. Nagroda została przyznana mu jeszcze w 2021 roku przez Światowe Stowarzyszenie

Po ataku drona na autobus przewożący białoruskie dzieci w Rosji, Aleksander Łukaszenka zapowiedział wprowadzenie obowiązkowego państwowego nadzoru i zgody na wszystkie zorganizowane wyjazdy nieletnich za granicę. W praktyce może to oznaczać znaczące ograniczenie kolonii i obozów, m.in. do Polski.

Aleksander Łukaszenka polecił wprowadzenie zakazu organizowanych wyjazdów dzieci za granicę bez zgody państwa i odpowiedniego nadzoru administracyjnego. Decyzja została ogłoszona dzień po incydencie w obwodzie briańskim w Rosji, gdzie — według białoruskich mediów — doszło do ataku drona na autobus przewożący dzieci z Białorusi, w tym z Reczycy, które jechały na obóz nad Morzem Czarnym.

W swoim wystąpieniu Łukaszenka apelował do rodziców, aby w obecnej sytuacji ograniczali zagraniczne wyjazdy dzieci i organizowali zajęcia w kraju. Jak podkreślał, Białoruś ma wystarczające warunki do uprawiania sportu i organizacji wypoczynku, a „dzieci powinny zostać w domu”.

Nowe zasady mają obejmować wszystkie zorganizowane grupy nieletnich — zarówno wyjazdy wypoczynkowe, jak i sportowe czy edukacyjne. Każda taka podróż ma wymagać zatwierdzenia przez państwo, co w praktyce może znacząco ograniczyć dotychczasowe programy wymiany międzynarodowej.

Łukaszenka odniósł się również do samej organizacji wyjazdu, wskazując, że była ona zlecana prywatnej firmie transportowej i formalnie odbywała się zgodnie z prawem. Jednocześnie zaznaczył, że w obecnej sytuacji rodzice i organizatorzy powinni zachować większą ostrożność przy planowaniu podobnych przedsięwzięć.

Eksperci zwracają uwagę, że nowe regulacje wpisują się w trend rosnącej kontroli państwa nad mobilnością obywateli, szczególnie w odniesieniu do dzieci i młodzieży. W praktyce mogą one ograniczyć wyjazdy zagraniczne, w tym do krajów Unii Europejskiej, takich jak Polska.

Na razie nie wiadomo, jak rygorystycznie przepisy będą egzekwowane i czy staną się trwałym elementem polityki państwa, czy też reakcją na bieżącą sytuację bezpieczeństwa.

Znadniemna.pl

Po ataku drona na autobus przewożący białoruskie dzieci w Rosji, Aleksander Łukaszenka zapowiedział wprowadzenie obowiązkowego państwowego nadzoru i zgody na wszystkie zorganizowane wyjazdy nieletnich za granicę. W praktyce może to oznaczać znaczące ograniczenie kolonii i obozów, m.in. do Polski. Aleksander Łukaszenka polecił wprowadzenie zakazu organizowanych wyjazdów

Przejdź do treści