HomeStandard Blog Whole Post

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na Białorusi Znadniemna.pl, zablokowali także szefowi „GP” dostęp do tweetdecka – aplikacji do zarządzania Twitterem. Jak dowiedział się portal Niezalezna.pl – atak na powiązany z Telewizją Republiką serwis „Poland Daily” został dokonany z Rygi, stolicy Łotwy.

Rasa Jakilaitiene, rzeczniczka litewskiego ministra spraw zagranicznych, powiedziała, że fałszywa wiadomość została umieszczona na polskiej stronie internetowej.

Fałszywe wiadomości pojawiły się na Polanddaily.com. W zamieszczonym tam artykule znalazła się uwaga ministra Linkeviciusa, w której twierdził, że na Białoruś trzeba wysłać siły pokojowe – powiedziała rzeczniczka.

Rzeczniczka litwewskiego MSZ zwróciła uwagę, że dla podniesienia wiarygodności fake newsa w artykule pojawiała się także wzmianka na temat polskiego ministra spraw zagranicznych.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy wydało oświadczenie zaprzeczające fałszywym informacjom. Potwierdzono, że odpowiednie służby wszczęły już w tej sprawie dochodzenie.

Jest wysoce prawdopodobne, że trwa cyberatak informacyjny, który jest obecnie badany przez władze litewskie – czytamy w komunikacie.

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” stracił dostęp do konta (zmieniono hasło), na którym wstawiono odnośnik do artykułu zamieszczonego na portalu Znadniemna.pl, który prowadzi Związek Polaków na Białorusi. Ów artykuł to także cyberprowokacja. Dowiadujemy się z niego, że „Polska i Litwa wzywają NATO do wysłania wojsk na Białoruś”.

Podrobiony artykuł na portalu „Poland Daily” nosił tytuł „Polska i Litwa naciskają na wysłanie wojsk na Białoruś”. Napisany był w języku angielskim i podobnie jak publikacja wrzucona na Znadniemna.pl, dezinformował o rzekomych naciskach Polski, Litwy i Stanów Zjednoczonych na NATO. W tekście pojawiły się też nazwiska ministra spraw zagranicznych Polski Zbigniewa Rau oraz Swiatłany Cichanouskiej. Na zdjęciu głównym umieszczono szefa litewskiej dyplomacji Linasa Linkevičiusa.

To nie pierwszy rosyjski atak na media związane ze „Strefą Wolnego Słowa”. Przypomnijmy: w maju 2020 r. portal Niezalezna.pl dwukrotnie padł ofiarą rosyjskich hakerów, którzy zmieniali treść naszych publikacji.

Na naszą stronę (a także na portale Telewizji Republika, Radia Szczecin, olsztyn24.pl oraz stronę gminy Orzysz, gdzie znajduje się garnizon) wstawiono artykuł pt. Amerykanie „chwalą” pobyt w Drawsku. „Jedyne czym mogą strzelić to gumki od majtek”

Gdy opublikowaliśmy informację o tym ataku, Rosjanie dokonali kolejnego włamania, zmieniając ją na „newsa”, że Niezalezna.pl przyznaje się do autorstwa wcześniejszego artykułu.

To nie koniec działań Moskwy przeciwko naszym mediom. Pod koniec maja na anglojęzycznym prorosyjskim portalu „The Duran” ukazał się „wywiad”, przeprowadzony rzekomo przez Katarzynę Gójską dla „Gazety Polskiej”. Rozmówcą wicenaczelnej tygodnika miał być amerykański generał broni Christopher G. Cavoli, dowódca sił amerykańskich w Europie. Nie trzeba chyba dodawać, że rozmowa, w której Cavoli twierdzi, że Polska i kraje bałtyckie są fatalnie zorganizowane pod względem militarnym, została w całości wymyślona.

Znadniemna.pl za niezalezna.pl

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na

Na Białorusi trwa próba ratowania niszczejących zabytkowych dworów poprzez ich sprzedaż na publicznych aukcjach za symboliczne kwoty. Najnowsza oferta dotyczy dworu rodziny Grebnickich w rejonie uszackim obwodu witebskiego, który – mimo kolejnych właścicieli – od lat pozostaje opuszczony i popada w ruinę. Cena wywoławcza to zaledwie 45 rubli, czyli około 55 złotych.

Dwór Grebnickich, wzniesiony w 1840 roku w stylu późnego klasycyzmu, stoi zaledwie 80 metrów od jeziora Orehowo. Mimo wyjątkowego położenia i historycznej wartości, od lat 90. XX wieku pozostaje niezamieszkany. Władze próbują go sprzedać od 2014 roku – bez powodzenia. W 2020 roku posiadłość nabyto za 27 rubli, jednak nowy właściciel nie zdołał rozpocząć prac restauracyjnych. Podobnie zakończyła się aukcja z 2025 roku, gdy dwór sprzedano za 40 rubli mieszkance Mińska, która wkrótce zrezygnowała z nieruchomości.

Tabliczka ochronna, potwierdzająca status zabytku, chronionego przez państwo, fot.: Dziady.by

Teraz ogłoszono kolejną próbę. Aukcja odbędzie się 30 września, a warunki pozostają niezmienne: nabywca musi zachować historyczno‑kulturowy charakter obiektu, odtworzyć jego walory architektoniczne i przeprowadzić pełną renowację na własny koszt. Na realizację zobowiązań przewidziano trzy lata.

Sprzedaż za symboliczne kwoty ma zachęcić prywatnych inwestorów do ratowania zabytków, których państwo nie jest w stanie utrzymać. W praktyce jednak większość takich obiektów wymaga ogromnych nakładów finansowych, a kolejne nieudane aukcje pokazują, że znalezienie chętnego do podjęcia wyzwania jest coraz trudniejsze.

Znadniemna.pl na podstawie strony facebookowej witryny Dziady.by, fot.: Dziady.by

Na Białorusi trwa próba ratowania niszczejących zabytkowych dworów poprzez ich sprzedaż na publicznych aukcjach za symboliczne kwoty. Najnowsza oferta dotyczy dworu rodziny Grebnickich w rejonie uszackim obwodu witebskiego, który – mimo kolejnych właścicieli – od lat pozostaje opuszczony i popada w ruinę. Cena wywoławcza to

Od początku 2026 roku białoruskie władze odmówiły przedłużenia zezwoleń na działalność duszpasterską co najmniej dwudziestu polskim księżom pracującym w czterech diecezjach: pińskiej, witebskiej, mińsko‑mohylewskiej i grodzieńskiej. Część duchownych została zmuszona do opuszczenia kraju, inni czekają na ewentualny przegląd decyzji lub starają się o obywatelstwo białoruskie, które pozwoliłoby im uniknąć obowiązkowych zgód państwowych. Dane zebrała inicjatywa „Chrześcijańska Wizja”. Informacje potwierdzają również publikacje portalu Kresy24.pl.

Według zebranych danych odmowy obejmują duchownych z całego terytorium Białorusi. W wielu przypadkach są to kapłani, którzy pracowali w białoruskich parafiach od kilkunastu do ponad trzydziestu lat, pełniąc funkcje proboszczów, dziekanów, wykładowców seminariów, budowniczych kościołów czy kustoszy sanktuariów.

Diecezja pińska straciła w tym roku trzech kapłanów z Polski: ks. Adama Straczyńskiego, duszpasterza w Iwacewiczach, Kosowie i Wólce; ks. Pawła Kruczka, związanego z parafiami w Janowie, Drohiczynie i Bezdzieżu; ks. Janusza Pulita, od 32 lat posługującego w Różanach i Łyskowie.

Dwóm innym księżom z tej diecezji przedłużono pozwolenia jedynie na pół roku, co – jak podkreślają duchowni – w praktyce oznacza stan ciągłej niepewności.

W diecezji witebskiej odmowy otrzymali: ks. Stanisław Mrzygłód, salwatorianin i kustosz sanktuarium w Brasławiu (w jego przypadku decyzja została cofnięta w ostatniej chwili); ks. Zenon Szczenchor, wikariusz z parafii w Widzach; o. Waldemar Kujawa, wikariusz z Udziela.

Najwięcej odmów dotyczy archidiecezji mińsko‑mohylewskiej. Wśród kapłanów, którym nie przedłużono zezwoleń, są: o. Sobiesław Tomala, od ponad 25 lat związany z Soligorskiem; o. Lech Bahanek, proboszcz w Iwieńcu; ks. Marian Szerszeń, dziekan stołbcowski i proboszcz w Nalibokach; ks. Bogusław Madrzejewski, dziekan miadziolski i proboszcz w Świrze; o. Paweł Lelito, proboszcz w Naroczy; o. Wojciech Wróblewski, kapucyn z Dokszyc i Mołodeczna; o. Roman Schulz, administrator parafii św. Jadwigi i św. Kazimierza w Mohylewie.

W diecezji grodzieńskiej odmowy otrzymali: ks. Zbigniew Dragula, michalita z parafii w Starych Wasiliszkach; o. Andrzej Szczupał, proboszcz w Nowej Rudzie i wykładowca seminarium; ks. Cezary Mich, proboszcz w Skidlu; ks. Kazimierz Murawa SDB, były przełożony salezjanów w Smorgoniach.

Część duchownych już wyjechała do Polski. Inni pozostają na Białorusi, licząc na zmianę decyzji lub na rozpatrzenie wniosków o obywatelstwo. W kilku przypadkach duchowieństwo kierowało prośby o interwencję bezpośrednio do Aleksandra Łukaszenki – zarówno w Mińsku, jak i w Grodnie.

Zebrane przypadki pokazują, że odmowy nie są incydentalne, lecz mają charakter systemowy i dotyczą całego kraju. W sytuacji chronicznego braku miejscowych księży decyzje władz uderzają przede wszystkim w wiernych, którzy tracą wieloletnich duszpasterzy i opiekunów wspólnot.

Znadniemna.pl na podstawie „Chrześcijańska Wizja”, oraz Kresy24.pl, źródło ilustracji: Kresy24.pl

Od początku 2026 roku białoruskie władze odmówiły przedłużenia zezwoleń na działalność duszpasterską co najmniej dwudziestu polskim księżom pracującym w czterech diecezjach: pińskiej, witebskiej, mińsko‑mohylewskiej i grodzieńskiej. Część duchownych została zmuszona do opuszczenia kraju, inni czekają na ewentualny przegląd decyzji lub starają się o obywatelstwo białoruskie,

Władze Białorusi konsekwentnie rozszerzają skalę represji wobec środowisk działających poza granicami kraju. Na liście „ekstremistycznych formacji” i „ekstremistycznych materiałów” pojawiają się już nie tylko media, organizacje praw człowieka czy struktury diaspory, lecz także międzynarodowe instytucje akademickie, fundacje oraz inicjatywy wspierające demokrację. Zjawisko, które w 2022 roku miało charakter incydentalny, w 2026 roku przerodziło się w systemowy mechanizm ścigania wszystkiego, co związane z aktywnością Białorusinów za granicą.

Represje wobec zagranicznych struktur zaczęły się nasilać cztery lata temu, gdy władze w Mińsku po raz pierwszy uznały za „ekstremistyczne formacje” organizacje działające w środowiskach emigracyjnych. W 2022 roku pod uderzeniem znalazł się m.in. Prawosławny Związek Białorusinów w Wielkiej Brytanii, a rok później – polska Fundacja Ręka Wielkiej Pomocy, udzielająca wsparcia uchodźcom politycznym. W tym samym okresie białoruskie służby zaczęły kierować uwagę również na warszawską Fundację Wolność i Demokracja, która od lat wspiera niezależne inicjatywy obywatelskie, media oraz projekty edukacyjne związane z Białorusią. Choć formalnie nie została wpisana na listę „ekstremistycznych formacji”, jej działalność – podobnie jak innych polskich organizacji – stała się przedmiotem presji, propagandowych ataków i prób dyskredytacji.

W 2023 roku status „formacji ekstremistycznej” otrzymało Stowarzyszenie Białoruskiego Biznesu za Granicą (ABBA), skupiające przedsiębiorców zmuszonych do wyjazdu z Białorusi.

Od 2024 roku represje zaczęły obejmować coraz szersze spektrum instytucji. Władze Białorusi uznały za ekstremistyczne m.in. estońskie fundacje wspierające inicjatywy obywatelskie, całą sieć tak zwanych „Białoruskich Ambasad Ludowych”, a także DW Belarus, czyli białoruską redakcję Deutsche Welle wraz z jej kanałami i botami. W kolejnych miesiącach na listę trafiały organizacje, które nie zajmują się wyłącznie tematyką białoruską – jak International IDEA (czyli Międzynarodowy Instytut na rzecz Demokracji i Pomocy Wyborczej z siedzibą w Sztokholmie – red.), wspierająca demokratyczne procesy wyborcze na świecie, czy East European Democratic Center, od lat działający na rzecz społeczeństwa obywatelskiego w regionie.

W 2025 roku represje objęły również instytucje kultury i organizatorów wydarzeń diaspory, a w 2026 roku – kolejne fundacje, uczelnie i inicjatywy edukacyjne. W kwietniu „ekstremistyczną organizacją” ogłoszono Europejski Uniwersytet Humanistyczny w Wilnie, a tydzień później – Fundację Szwedzkiego Międzynarodowego Centrum Liberalnego (SILC). W czerwcu pod zakaz trafiła cała sieć ABA Together, działająca w Stanach Zjednoczonych.

Równolegle trwa masowe rozszerzanie listy „ekstremistycznych materiałów”. Tylko w 2026 roku zakazano co najmniej 70 źródeł informacji związanych z zagranicą. Wśród nich znalazły się największe światowe media: BBC News (rosyjska redakcja), Głos Ameryki, Nowaja Gazieta Europa, Voxeurope, PAP, Postimees, a nawet Euronews. Pod zakaz trafiły także kanały rosyjskiej opozycji, jak „Nawalny LIVE”, oraz popularne formaty internetowe, w tym YouTube’owy kanał „wDud’”.

Szczególną uwagę białoruskie sądy poświęcają organizacjom praw człowieka. W 2026 roku „ekstremistycznymi materiałami” ogłoszono zasoby FIDH (Fédération internationale pour les droits humains, czyli Międzynarodowej Federacji na rzecz Praw Człowieka – red.), Human Rights House Foundation, IGFM, a także profile noblistów – Centrum Wolności Obywatelskich z Ukrainy i rosyjskiego Memoriału. Pod zakaz trafiły również strony fundacji zajmujących się edukacją i kulturą, w tym białostockie OKNO NA WSCHÓD, Kolegium Europy Wschodniej, programy EU4Belarus – SALT oraz zasoby Fundacji Konrada Adenauera.

Geografia prześladowań objęła niemal cały świat. W 2026 roku za „ekstremistyczne” uznano dziesiątki grup diaspory – od Filadelfii, Bostonu i Las Vegas, przez Paryż, Berlin, Rzym i Oslo, po Batumi, Tel Awiw i Montreal. Pod represjami znalazła się nawet społeczność Białorusinów w Moskwie.

Białoruskie sądy rejonowe działają jak taśmowy mechanizm. W 2026 roku liderem w wydawaniu wyroków przeciw zagranicznym zasobom został Sąd Rejonu Głuskiego (14 decyzji), tuż za nim na tym niechlubnym podium uplasował się Sąd Rejonu Goreckiego (11 decyzji), a tuż za nimi znalazł się Sąd Rejonu Nieświeskiego, który w kwietniu wydał 10 wyroków dotyczących diaspory.

Z przedstawionego obrazu wyłania się nowa strategia władz w Mińsku: kryminalizacja wszelkiej aktywności Białorusinów poza krajem, niezależnie od jej charakteru – edukacyjnego, kulturalnego, medialnego czy humanitarnego. Represje wobec zagranicznych struktur stały się jednym z głównych narzędzi izolowania społeczeństwa od świata i tłumienia wszelkich form niezależnej aktywności.

Znadniemna.pl na podstawie Spring96.org, źródło ilustracji: Spring96.org

Władze Białorusi konsekwentnie rozszerzają skalę represji wobec środowisk działających poza granicami kraju. Na liście „ekstremistycznych formacji” i „ekstremistycznych materiałów” pojawiają się już nie tylko media, organizacje praw człowieka czy struktury diaspory, lecz także międzynarodowe instytucje akademickie, fundacje oraz inicjatywy wspierające demokrację. Zjawisko, które w 2022

Sto sześćdziesiąt pięć lat temu, 26 sierpnia 1861 roku (według kalendarza juliańskiego – 14 sierpnia), w Grodnie rozegrały się wydarzenia, które na trwałe wpisały się w historię miasta i całej Grodzieńszczyzny. W czasie gwałtownych demonstracji, narastającego napięcia społecznego i presji rusyfikacyjnej, gdy emocje wśród mieszkańców osiągały punkt wrzenia, dziekan grodzieński ks. Józef Majewski stanął wobec wyboru, który mógł zaważyć na losie ludzi, Kościoła i samego miasta. Jego decyzje – opisane trzydzieści lat później w jego własnych wspomnieniach – ukazują duchownego, który nie podżegał, lecz prowadził; nie wzywał do przemocy, lecz do godności; nie szukał konfrontacji, lecz bronił prawa ludzi do modlitwy i obecności Kościoła w życiu publicznym.

W Grodnie narastało wzburzenie. Tłum domagał się od duchowieństwa udziału w procesji, która w oczach mieszkańców była nie tylko aktem religijnym, lecz także manifestacją godności wobec zaborcy. Odmowa wikariuszy doprowadziła do otwartego konfliktu i bojkotu kościoła. Gdy wierni zwrócili się do dziekana, prosząc, by Kościół „stanął na czele”, Majewski odpowiedział spokojnie, ale stanowczo: „Kościół słucha jedynie Ducha Bożego… nie jest piłką posłuszną w rękach tych, którzy chcą nią grać według własnego uznania.”

Słowa te nie były ucieczką od odpowiedzialności. Przeciwnie — były zapowiedzią, że Kościół nie opuści wiernych w chwili próby.

W niedzielę ks. Majewski wygłosił kazanie, którego sens znamy z jego własnych zapisków. Tłumaczył, że procesja musi pozostać aktem religijnym, odbywanym „w duchu pojednania, chrześcijańskiego zjednoczenia i braterskiej miłości”, że nie wolno jej przekształcać w demonstrację polityczną ani śpiewać pieśni zakazanych przez władze. Ale jednocześnie – i to pamięć Grodna zachowała najmocniej – nie odmówił prowadzenia ludu.

W chwili, gdy wielu duchownych w innych miastach wycofywało się ze strachu przed represjami, Majewski powiedział: „Kościół was nie opuści.”

Gdy z Wilna nadeszła depesza: „Wszelkie nadzwyczajne procesje są najwyższą wolą zakazane”, dziekan grodzieński znalazł się w sytuacji dramatycznej. Z jednej strony – zakaz władzy. Z drugiej – obietnica złożona ludowi w imię Boga. Wiedział, że odmowa może doprowadzić do wybuchu. Wiedział też, że procesja nie może być demonstracją polityczną. Dlatego zdecydował się ją poprowadzić – nie jako akt buntu, lecz jako akt odwagi i odpowiedzialności.

W dniu procesji plac przed kościołem otoczyły wojska. Po zakończeniu nabożeństwa Majewski wszedł na ambonę i powiedział wiernym, że procesje są zakazane, ale że nie może zwolnić ich z obietnicy złożonej Bogu. „Niech każdy z was postąpi według własnego sumienia i własnego rozeznania” – dodał, przypominając, że nie wolno używać przemocy.

Procesja wyszła z kościoła. Lud uklęknął przed kordonem wojsk, odmawiając litanię. Generał Goldgöer (dowódca stacjonującego w Grodnie wojska rosyjskiego – red.), widząc krzyż, zdjął czapkę i nakazał to samo żołnierzom. Gdy demonstranci próbowali przejść dalej, generał powiedział: „I ja wierzę w Niego tak samo jak wy, ale każdy musi wypełnić swój obowiązek.”

Wtedy Majewski dał znak, że chce mówić:

„W swoim pragnieniu wypełnienia obietnicy złożonej Bogu napotkaliście przeszkodę, która nie zależy od was. Wobec tego uważam waszą obietnicę za spełnioną przed Bogiem.”

Procesja wróciła do kościoła w pokoju. Ale w pamięci Grodna pozostała jako akt duchowego sprzeciwu, jako moment, w którym kapłan stanął między ludem a wojskiem, broniąc prawa wiernych do modlitwy i obecności Kościoła w przestrzeni publicznej.

Kilka dni później Majewski został aresztowany i przewieziony do Wilna. Oskarżono go o „podburzającą propowiedź”, choć jego kazanie było aktem uspokojenia. Skazano go na zesłanie do Tobołska. W 1862 roku został ułaskawiony. Życie zakończył w Druskienikach.

Dziś, w 165. rocznicę tamtych wydarzeń, wspominamy ks. Józefa Majewskiego jako człowieka, który w chwili próby wybrał odwagę. Jego kazanie nie było manifestem politycznym – ale jego postawa była manifestem godności. Jego słowa nie były wezwaniem do buntu – ale jego czyn był sprzeciwem wobec przemocy administracyjnej. Jego decyzje nie były aktem rewolucji – ale jego obecność była aktem wolności.

Wspominając ks. Majewskiego, trudno nie zauważyć, że jego wybór – dokonany w Grodnie w 1861 roku – nie należy wyłącznie do przeszłości. W pamięci Grodzieńszczyzny jego postawa stała się symbolem duchownego, który w chwili napięcia społecznego stanął między ludem a władzą, próbując ocalić godność ludzi i zachować pokój.

Historia lubi powracać w nowych formach. W 2020 roku, gdy Białoruś ogarnęła fala protestów przeciwko przemocy państwowej, wielu duchownych – zarówno katolickich, jak i prawosławnych – znalazło się w sytuacji zadziwiająco podobnej do tej, przed którą w 1861 roku stanął dziekan grodzieński. Oni również musieli odpowiedzieć na pytanie, czy Kościół może milczeć, gdy lud szuka w nim oparcia; czy ma prawo odwrócić się od tych, którzy przychodzą do świątyni nie tylko po modlitwę, lecz także po nadzieję.

Tak jak w 1861 roku, także w 2020 roku duchowni stawali przed wyborem, który nie był polityczny, lecz moralny: czy w chwili społecznego napięcia Kościół ma pozostać jedynie obserwatorem, czy też – jak mówił ks. Majewski – „nie opuścić wiernych”.

Ta paralela nie służy ocenom współczesności. Służy zrozumieniu, że historia ks. Majewskiego jest świadectwem, które przekracza epokę: pokazuje, że w czasach niepokoju ludzie zawsze zwracają się ku Kościołowi, a Kościół zawsze musi odpowiedzieć – nie polityką, lecz sumieniem.

 Znadniemna.pl na podstawie Pawet.net oraz Naszapamiec.pl, na zdjęciu: Katedra pw. św. Franciszka Ksawerego, w której posługiwał śp. ks. Józef Majewski, fot.: Wikipedia

Sto sześćdziesiąt pięć lat temu, 26 sierpnia 1861 roku (według kalendarza juliańskiego – 14 sierpnia), w Grodnie rozegrały się wydarzenia, które na trwałe wpisały się w historię miasta i całej Grodzieńszczyzny. W czasie gwałtownych demonstracji, narastającego napięcia społecznego i presji rusyfikacyjnej, gdy emocje wśród mieszkańców

Podczas uroczystości ku czci Matki Bożej Brasławskiej – Królowej Jezior, które 22 sierpnia zgromadziły w Brasławiu rzesze wiernych z całej Białorusi, nuncjusz apostolski w Republice Białoruś, abp Ignazio Ceffalia, wezwał katolików do troski o dobro wspólne, budowania mostów i niesienia pocieszenia w trudnym czasie dla kraju. Jego słowa, cytowane w depeszy Katolickiej Agencji Informacyjnej i szeroko komentowane w białoruskich mediach kościelnych, wybrzmiały szczególnie mocno w sanktuarium, które od lat jest duchowym centrum regionu.

Uroczystej Mszy świętej przewodniczył biskup witebski Aleh Butkiewicz, a koncelebrowali ją m.in. abp Ignazio Ceffalia, bp Jerzy Kasabucki oraz archimandryta Siergiej Hajek. W liturgii uczestniczyli również przedstawiciele władz lokalnych, co podkreśliło znaczenie święta nie tylko jako wydarzenia religijnego, lecz także – społecznego. Jak przypominają białoruskie źródła, Matka Boża – Królowa Jezior jest dla mieszkańców Brasławszczyzny opiekunką rodzin, miejscowości i całego regionu, a tegoroczne hasło uroczystości brzmiało: „Trwać z Maryją – Sławić Boga – Budować pokój”.

W homilii bp Butkiewicz mówił o konieczności dokonywania właściwych wyborów moralnych i o tym, że życie „z Maryją” oznacza życie zgodne z Ewangelią, które prowadzi do pokoju w sercu, rodzinie i kraju. Zachęcał wiernych, by pytali samych siebie, komu ufają bardziej – Chrystusowi czy „smokowi”, czyli złu, które próbuje ich odciągnąć od dobra.

Po zakończeniu liturgii głos zabrał nuncjusz apostolski abp Ignazio Ceffalia. W swoim wystąpieniu podkreślił piękno i wartość białoruskiej tradycji chrześcijańskiej, zachęcając wiernych, by jej strzegli i pielęgnowali. Mówił o potrzebie świadków wiary, którzy potrafią „nieść pocieszenie, budować mosty i siać dobro”. Zwrócił uwagę, że sanktuarium w Brasławiu jest miejscem, które przemawia do serc w ciszy i pomaga wiernym odnaleźć duchową równowagę. Przekazał również pozdrowienia i błogosławieństwo od papieża Leona XIV, zapewniając, że Ojciec Święty modli się za Kościół na Białorusi, aby pozostawał znakiem nadziei i pokoju.

Władze lokalne, reprezentowane przez przewodniczącą Brasławskiego Rejonowego Komitetu Wykonawczego Alenę Babinską, podkreśliły rolę Kościoła w wychowaniu młodzieży, kształtowaniu wartości rodzinnych i moralnych oraz w rozwoju społecznym regionu. Wyraziły wdzięczność duchownym za ich pracę i troskę o sanktuarium, które stało się ważnym miejscem dla turystów i pielgrzymów.

Na zakończenie uroczystości biskup Butkiewicz oraz kustosz bazyliki w Brasławiu ks. Stanisław Mrzygłód podziękowali wiernym za obecność, modlitwę i przygotowanie święta, zapraszając jednocześnie na przyszłoroczne obchody. Dla mieszkańców Brasławszczyzny to wydarzenie pozostaje nie tylko religijnym świętem, lecz także momentem wspólnoty, wdzięczności i modlitwy za rodziny, region i całą Białoruś.

Znadniemna.pl na podstawie Ekai.pl oraz Waladarka.by, na zdjęciu: przemawia nuncjiusz apostolski abp Ignazio Ceffalia, fot.: Waladarka.by

Podczas uroczystości ku czci Matki Bożej Brasławskiej – Królowej Jezior, które 22 sierpnia zgromadziły w Brasławiu rzesze wiernych z całej Białorusi, nuncjusz apostolski w Republice Białoruś, abp Ignazio Ceffalia, wezwał katolików do troski o dobro wspólne, budowania mostów i niesienia pocieszenia w trudnym czasie dla

Ruch harcerski na Białorusi obchodzi 25‑lecie swojej działalności. Jubileusz stał się okazją do przypomnienia historii skautingu w tym kraju, który od końca lat 90. rozwijał się dzięki zaangażowaniu instruktorów, młodzieży i środowisk lokalnych. Uroczystości rocznicowe odbyły się w Trokielach (dekanat raduński), o czym informuje witryna Diecezji Grodzieńskiej Grodnensis.by, relacjonująca spotkanie drużynowych, instruktorów i harcerzy z różnych regionów kraju.

W Trokielach wspominano początki ruchu, pierwsze drużyny powstające w Grodnie i Mińsku oraz ludzi, którzy przez lata budowali harcerstwo w trudnych warunkach społecznych i organizacyjnych. Najstarsi instruktorzy opowiadali o pracy z młodzieżą w czasach, gdy skauting dopiero odradzał się na Białorusi po dziesięcioleciach przerwy, a każda nowa drużyna była świadectwem determinacji i wiary w sens wychowania opartego na odpowiedzialności, służbie i braterstwie.

Podkreślano, że przez ćwierć wieku harcerstwo na Białorusi stało się ważną przestrzenią rozwoju młodych ludzi. Dla wielu z nich było miejscem, w którym mogli odkrywać swoje talenty, uczyć się samodzielności i budować więzi, które często wykraczały poza lokalne środowisko. Wspominano także o współpracy z polskimi drużynami i o tym, że ruch na Białorusi od początku czerpał z tradycji harcerstwa Rzeczypospolitej, łącząc ją z własnym doświadczeniem skautowym.

Jubileusz miał charakter nie tylko świąteczny, lecz także symboliczny. Był potwierdzeniem, że mimo trudności harcerstwo na Białorusi przetrwało i nadal wychowuje kolejne pokolenia młodzieży w duchu wartości, które pozostają aktualne niezależnie od sytuacji politycznej. Dla Polaków na Białorusi to ważny sygnał, że skauting pozostaje jednym z najbardziej trwałych elementów życia społecznego, łącząc tradycję, lokalną tożsamość i nowoczesne wychowanie młodzieży.

Znadniemna.pl na podstawie Grodnensis.by, fot.: Grodnensis.by

Ruch harcerski na Białorusi obchodzi 25‑lecie swojej działalności. Jubileusz stał się okazją do przypomnienia historii skautingu w tym kraju, który od końca lat 90. rozwijał się dzięki zaangażowaniu instruktorów, młodzieży i środowisk lokalnych. Uroczystości rocznicowe odbyły się w Trokielach (dekanat raduński), o czym informuje witryna

Fundacja Joachima Lelewela prowadzi zbiórkę na realizację filmu dokumentalnego „Lwów 1939”, trzeciej części cyklu poświęconego obronie miast II Rzeczypospolitej we wrześniu 1939 roku. Po „Krwi na bruku. Grodno 1939” i „Fatalnym rozkazie. Wilno 1939” twórcy wracają do historii Lwowa – miasta, które przez dziesięć dni stawiało opór niemieckiej agresji, a następnie znalazło się w dramatycznym położeniu po wkroczeniu Armii Czerwonej. Warto przypomnieć, że pierwszy z filmów, poświęcony obronie Grodna, powstał dzięki wsparciu mieszkańców Grodzieńszczyzny, którzy w lipcu 2014 roku przekazali na jego realizację ponad dziewięć tysięcy złotych.

Nowy film opowie o przebiegu walk, decyzjach dowódcy obrony gen. Władysława Langnera oraz o tragicznym finale kapitulacji przed Sowietami, którzy natychmiast złamali warunki umowy i doprowadzili do zagłady polskich oficerów. Scenariusz jest już gotowy, ekipa filmowa przeprowadziła badania studyjne we Lwowie i wybrała plenerowe lokalizacje. Projekt powstaje we współpracy z wybitnymi historykami – prof. Wojciechem Włodarkiewiczem, autorem książki „Lwów 1939”, oraz prof. Czesławem Grzelakiem, autorem „Kresów w czerwieni”. Partnerem przedsięwzięcia jest także „Kurier Galicyjski”, największe polskie pismo na Ukrainie.

Twórcy podkreślają, że prace nad filmem planowano już sześć lat temu, lecz przeszkodziła pandemia i wojna. Dziś, mimo trudnych warunków, chcą wrócić do projektu – również dlatego, że w czasie rosyjskiej agresji pamięć o polskiej obronie Lwowa nabiera szczególnego znaczenia. W 2026 roku Fundacja zamierza dotrzeć do dokumentów dotyczących gen. Langnera, spróbować zrekonstruować jego drogę ucieczki do Rumunii oraz wykorzystać wrześniowe rekonstrukcje historyczne do nakręcenia scen batalistycznych.

Fundacja dziękuje wszystkim dotychczasowym darczyńcom i zachęca do wsparcia produkcji filmu, który ma przywrócić pamięć o jednym z najważniejszych epizodów obrony Kresów w 1939 roku.

Znadniemna.pl na podstawie Zrzutka.pl, źródło ilustracji: facebook.com/LWOW1939

Fundacja Joachima Lelewela prowadzi zbiórkę na realizację filmu dokumentalnego „Lwów 1939”, trzeciej części cyklu poświęconego obronie miast II Rzeczypospolitej we wrześniu 1939 roku. Po „Krwi na bruku. Grodno 1939” i „Fatalnym rozkazie. Wilno 1939” twórcy wracają do historii Lwowa – miasta, które przez dziesięć dni

Prezydent RP Karol Nawrocki od początku urzędowania rozpatrzył już kilkaset wniosków o nadanie polskiego obywatelstwa. Łącznie wyróżnił 65 cudzoziemców, w tym dwóch Białorusinów i kilkunastu Ukraińców. Część decyzji zapada błyskawicznie, nawet w ciągu kilku dni, ale rośnie również liczba odmów. To pokazuje, że prezydencka ścieżka – choć najszybsza – nie jest dostępna dla wszystkich, a dla wielu osób kluczowe pozostają inne procedury, często długie i nieprzewidywalne.

Tempo rozpatrywania wniosków w Kancelarii Prezydenta bywa bardzo wysokie, jednak nie zawsze kończy się pozytywnie. Białoruski niezależny portal Reform.news zwraca uwagę, że decyzje prezydenckie to tylko jedna z kilku dróg do obywatelstwa. Większość cudzoziemców – w tym Białorusinów – musi korzystać z procedur prowadzonych przez wojewodów: uznania za obywatela, naturalizacji po latach pobytu czy uproszczonych trybów dla osób o polskich korzeniach. To właśnie te ścieżki są najbardziej obciążone biurokracją i niepewnością.

Sytuacja Białorusinów starających się o legalizację swojego pobytu oraz określenia statusu w Polsce pozostaje szczególnie trudna. Tysiące osób, które po 2020 roku uciekły przed represjami reżimu Łukaszenki, od lat czekają na decyzje pobytowe, często bez jasnych terminów i bez możliwości przewidzenia rozstrzygnięcia. Wielu z nich – mimo pracy, działalności społecznej czy naukowej – nadal nie ma stabilnego statusu, który pozwoliłby im bezpiecznie żyć w Polsce.

W środowiskach białoruskich podkreśla się, że choć pojedyncze decyzje prezydenta – jak nadanie obywatelstwa dwóm działaczom – są odbierane jako gest solidarności, nie rozwiązują problemów tysięcy innych osób. System pozostaje nierównomierny: jedni otrzymują obywatelstwo w kilka dni, inni tkwią w zawieszeniu przez lata.

Dlatego coraz częściej w środowiskach przymusowych migrantów pojawia się pytanie, czy polskie procedury obywatelskie są dostosowane do realnych potrzeb ludzi, którzy znaleźli w Polsce schronienie przed autorytarnymi reżimami. Dla wielu Białorusinów obywatelstwo byłoby nie tylko formalnym potwierdzeniem ich obecności w kraju, lecz przede wszystkim gwarancją bezpieczeństwa i stabilności po latach niepewności.

Znadniemna.pl na podstawie Reform.news, fot.: x.com/NawrockiKn/Mikołaj Bujak/KPRP

Prezydent RP Karol Nawrocki od początku urzędowania rozpatrzył już kilkaset wniosków o nadanie polskiego obywatelstwa. Łącznie wyróżnił 65 cudzoziemców, w tym dwóch Białorusinów i kilkunastu Ukraińców. Część decyzji zapada błyskawicznie, nawet w ciągu kilku dni, ale rośnie również liczba odmów. To pokazuje, że prezydencka ścieżka

Ks. Stanisław Mrzygłód, salwatorianin i wieloletni kustosz sanktuarium w Brasławiu, uzyskał kolejne przedłużenie zezwolenia na posługę duszpasterską i nie opuści Białorusi. Informacja ta, potwierdzona oficjalnie podczas uroczystości odpustowych ku czci Matki Bożej Brasławskiej Królowej Jezior, stanowi pierwszy od miesięcy pozytywny sygnał w obliczu narastających represji reżimu Aleksandra Łukaszenki wobec polskiego duchowieństwa.

Podczas uroczystości odpustowych, które odbyły się w dniach 21–22 sierpnia, pielgrzymów ponownie witał ks. Stanisław Mrzygłód. Obecność duchownego u boku biskupa witebskiego Olega Butkiewicza wywołała ogromną radość wiernych, ponieważ termin jego dotychczasowego, tymczasowego pozwolenia na pobyt upłynął bezpowrotnie 15 sierpnia. Z dostępnych informacji wynika, że proboszcz nie tylko zabezpieczył prawo do dalszej pracy duszpasterskiej, ale podjął również formalne kroki i przygotował dokumenty niezbędne do ubiegania się o obywatelstwo białoruskie.

Sprawa ks. Mrzygłoda ciągnie się od maja 2026 roku, kiedy to białoruskie władze państwowe odmówiły trzem polskim kapłanom z diecezji witebskiej prawa do kontynuowania posługi. Podczas gdy dwaj pozostali duchowni – ks. Zenon Szcząchor (saletyn) oraz o. Waldemar Kujawa – zostali ostatecznie zmuszeni do opuszczenia terytorium Białorusi, za kustoszem z Brasławia ujął się ordynariusz diecezji. Zaowocowało to wówczas jedynie trzymiesięcznym, przejściowym pozwoleniem na kontynuowanie posługi.

Decyzje odmowne uderzające w polskich księży wpisują się w szeroko zakrojoną i systematyczną politykę Mińska, nakierowaną na eliminowanie zagranicznego duchowieństwa. Sytuacja ta bezpośrednio zagraża ciągłości pracy duszpasterskiej w regionie. Kościół Katolicki na Białorusi od lat zmaga się z dotkliwym brakiem rodzimych powołań, przez co wydalanie kapłanów z Polski pozostawia dziesiątki lokalnych parafii bez stałej opieki kapłańskiej.

Przypadek sanktuarium w Brasławiu nie odwraca całkowicie negatywnego trendu, ale daje nadzieję katolickiej mniejszości na Białorusi. Wiadomo, że w kraju wciąż przebywa część kapłanów z diecezji grodzieńskiej oraz mińsko-mohylewskiej, którzy pomimo braku zgody na posługę nie zdecydowali się na natychmiastowy wyjazd. Duchowni ci oczekują na ponowne rozpatrzenie swoich spraw na najwyższym szczeblu państwowym. W ich obronie aktywnie interweniuje metropolita mińsko-mohylewski, arcybiskup Józef Staniewski. Lokalni wierni prowadzą nieustanne modlitwy w intencji pomyślnego rozwiązania kryzysu, licząc na to, że urzędniczy precedens z Brasławia otworzy drogę do legalizacji pobytu również dla innych polskich misjonarzy.

Znadniemna.pl na podstawie Katolik.life, na zdjęciu: ks. Stanisław Mrzygłód i biskup witebski Oleg Butkiewicz, fot.: Katolik.life

Ks. Stanisław Mrzygłód, salwatorianin i wieloletni kustosz sanktuarium w Brasławiu, uzyskał kolejne przedłużenie zezwolenia na posługę duszpasterską i nie opuści Białorusi. Informacja ta, potwierdzona oficjalnie podczas uroczystości odpustowych ku czci Matki Bożej Brasławskiej Królowej Jezior, stanowi pierwszy od miesięcy pozytywny sygnał w obliczu narastających represji

Dzisiaj, 22 sierpnia 2026 roku, w Warszawie odbyły się uroczystości pogrzebowe Aleksandra Milinkiewicza, jednego z najwybitniejszych liderów białoruskiej opozycji demokratycznej, fizyka, samorządowca, działacza narodowego i przyjaciela Polaków. W Archikatedrze św. Jana Chrzciciela oraz na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach gromadzili się bliscy, przedstawiciele środowisk białoruskich i polskich, politycy, działacze społeczni oraz ludzie kultury, by oddać hołd człowiekowi, który całe życie poświęcił wolności, godności i europejskiej przyszłości Białorusi.

Aleksander Milinkiewicz odszedł 11 sierpnia o godzinie 7:15 rano, po wielu miesiącach walki o zdrowie po ciężkiej operacji przeprowadzonej w listopadzie 2025 roku. Jego śmierć poruszyła zarówno Białorusinów, jak i Polaków, dla których był symbolem dialogu, odwagi i niezmiennej wiary w sens pracy na rzecz dobra wspólnego. W sobotę w Warszawie odbyło się jego ostatnie pożegnanie.

Uroczystości rozpoczęły się w Archikatedrze św. Jana Chrzciciela, gdzie wystawiono trumnę i gdzie licznie zgromadzeni Białorusini i Polacy mogli oddać mu hołd. W świątyni panowała atmosfera skupienia i wdzięczności. W przemówieniach podkreślano, że Milinkiewicz należał do pokolenia białoruskich intelektualistów, dla których nauka, kultura i polityka były naturalnymi elementami służby publicznej. Wspominano jego łagodność, życzliwość i niezwykłą kulturę osobistą, które wyróżniały go na tle ostrej, często brutalnej rzeczywistości białoruskiego życia politycznego.

Podczas uroczystości ogłoszono decyzję Prezydenta RP Karola Nawrockiego o pośmiertnym uhonorowaniu Aleksandra Milinkiewicza Krzyżem Oficerskim Orderu Zasługi Rzeczpospolitej. Odznaczenie to, jedno z najwyższych w państwowym systemie wyróżnień, podkreślało znaczenie jego wieloletniej działalności na rzecz wolności, demokracji i praw człowieka oraz jego wyjątkową rolę w budowaniu relacji między Polakami i Białorusinami. Informacja o nadaniu orderu została przyjęta przez zgromadzonych z głębokim wzruszeniem.

Po mszy kondukt żałobny udał się na Cmentarz Wojskowy na Powązkach. Tam, wśród osób zasłużonych dla wolności i demokracji, spoczął człowiek, który przez dekady pozostawał jednym z najważniejszych głosów białoruskiego odrodzenia narodowego. W ostatniej drodze towarzyszyli mu przedstawiciele diaspory białoruskiej, działacze społeczni, politycy, naukowcy i przyjaciele. Wspominano go jako człowieka, który potrafił łączyć środowiska, inspirować młodych i budować mosty między narodami.

Milinkiewicz urodził się 25 lipca 1947 roku w Grodnie, w rodzinie o głębokich tradycjach patriotycznych. Jego pradziadek walczył w Powstaniu Styczniowym i został represjonowany przez władze carskie, a dziadek był działaczem białoruskiej mniejszości narodowej w II Rzeczypospolitej. Rodzice Milinkiewicza pracowali w Domu Sierot Janusza Korczaka i znali wielkiego pedagoga osobiście. Wspomnienia o Korczaku – o jego podejściu do dzieci, o atmosferze domu, o szacunku dla słabszych – były ważną częścią rodzinnej pamięci Milinkiewicza. Jak podkreślał, to właśnie korczakowski duch odpowiedzialności i służby publicznej ukształtował jego wrażliwość, a później całe życie zawodowe i polityczne.

Sam Milinkiewicz był z wykształcenia fizykiem, doktorem nauk, autorem około 65 prac naukowych i monografii. Pracował w Akademii Nauk Białoruskiej SRR, wykładał na Uniwersytecie Grodzieńskim, kierował katedrą na Uniwersytecie w Algierii, odbywał staże we Francji, USA i Polsce.

W latach 1990–1996 był wicemerem Grodna, odpowiadając za edukację, kulturę, służbę zdrowia, młodzież, sport, media, religię, stosunki międzynarodowe i ochronę dziedzictwa historycznego. Kierował organizacją „Ratusz”, która zajmowała się ochroną grodzieńskich zabytków. To on odnalazł miejsce pochówku ostatniego króla Rzeczypospolitej Obojga Narodów, Stanisława Augusta Poniatowskiego w Wołczynie, za co został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi dla Kultury Polskiej. Organizował renowację grodzieńskich zabytków, w tym zabytkowego zegara wieżowego na kościele farnym.

Polacy na Białorusi pamiętają go jako człowieka wyjątkowo zasłużonego dla przyjaźni między narodami. Związek Polaków na Białorusi nadał mu tytuł Członka Honorowego, doceniając jego wsparcie, życzliwość i konsekwentną obronę praw polskiej mniejszości.

Największym wydarzeniem jego działalności politycznej były wybory prezydenckie w marcu 2006 roku, w których był wspólnym kandydatem opozycyjnego Kongresu Sił Demokratycznych. Po brutalnie sfałszowanych wyborach wezwał swoich zwolenników do demonstracji w centrum Mińska, która przerodziła się w protest okupacyjny. Został aresztowany na 15 dni. Po wyborach stworzył ruch „O Wolność”, którym kierował do 2016 roku. Był laureatem Nagrody Sacharowa oraz Nagrody im. Kazimierza Pułaskiego „Rycerz Wolności”.

W ostatnich latach życia, na emigracji w Polsce, współtworzył Wolny Uniwersytet Białoruski i doradzał Swiatłanie Cichanouskiej. Pozostał wierny swoim wartościom: konserwatywno‑chrześcijańskim, republikańskim, głęboko zakorzenionym w tradycji białoruskiego odrodzenia narodowego.

Jego odejście jest bolesne, bo odchodzi człowiek, który potrafił mówić o wolności bez patosu, a o demokracji bez nienawiści. Człowiek, który wierzył, że Białoruś może być domem dla wszystkich — niezależnie od narodowości, języka czy wyznania.

Cześć Jego Pamięci.

Znadniemna.pl, fot.: facebook.com

Dzisiaj, 22 sierpnia 2026 roku, w Warszawie odbyły się uroczystości pogrzebowe Aleksandra Milinkiewicza, jednego z najwybitniejszych liderów białoruskiej opozycji demokratycznej, fizyka, samorządowca, działacza narodowego i przyjaciela Polaków. W Archikatedrze św. Jana Chrzciciela oraz na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach gromadzili się bliscy, przedstawiciele środowisk białoruskich i

Przejdź do treści