HomeStandard Blog Whole Post

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na Białorusi Znadniemna.pl, zablokowali także szefowi „GP” dostęp do tweetdecka – aplikacji do zarządzania Twitterem. Jak dowiedział się portal Niezalezna.pl – atak na powiązany z Telewizją Republiką serwis „Poland Daily” został dokonany z Rygi, stolicy Łotwy.

Rasa Jakilaitiene, rzeczniczka litewskiego ministra spraw zagranicznych, powiedziała, że fałszywa wiadomość została umieszczona na polskiej stronie internetowej.

Fałszywe wiadomości pojawiły się na Polanddaily.com. W zamieszczonym tam artykule znalazła się uwaga ministra Linkeviciusa, w której twierdził, że na Białoruś trzeba wysłać siły pokojowe – powiedziała rzeczniczka.

Rzeczniczka litwewskiego MSZ zwróciła uwagę, że dla podniesienia wiarygodności fake newsa w artykule pojawiała się także wzmianka na temat polskiego ministra spraw zagranicznych.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy wydało oświadczenie zaprzeczające fałszywym informacjom. Potwierdzono, że odpowiednie służby wszczęły już w tej sprawie dochodzenie.

Jest wysoce prawdopodobne, że trwa cyberatak informacyjny, który jest obecnie badany przez władze litewskie – czytamy w komunikacie.

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” stracił dostęp do konta (zmieniono hasło), na którym wstawiono odnośnik do artykułu zamieszczonego na portalu Znadniemna.pl, który prowadzi Związek Polaków na Białorusi. Ów artykuł to także cyberprowokacja. Dowiadujemy się z niego, że „Polska i Litwa wzywają NATO do wysłania wojsk na Białoruś”.

Podrobiony artykuł na portalu „Poland Daily” nosił tytuł „Polska i Litwa naciskają na wysłanie wojsk na Białoruś”. Napisany był w języku angielskim i podobnie jak publikacja wrzucona na Znadniemna.pl, dezinformował o rzekomych naciskach Polski, Litwy i Stanów Zjednoczonych na NATO. W tekście pojawiły się też nazwiska ministra spraw zagranicznych Polski Zbigniewa Rau oraz Swiatłany Cichanouskiej. Na zdjęciu głównym umieszczono szefa litewskiej dyplomacji Linasa Linkevičiusa.

To nie pierwszy rosyjski atak na media związane ze „Strefą Wolnego Słowa”. Przypomnijmy: w maju 2020 r. portal Niezalezna.pl dwukrotnie padł ofiarą rosyjskich hakerów, którzy zmieniali treść naszych publikacji.

Na naszą stronę (a także na portale Telewizji Republika, Radia Szczecin, olsztyn24.pl oraz stronę gminy Orzysz, gdzie znajduje się garnizon) wstawiono artykuł pt. Amerykanie „chwalą” pobyt w Drawsku. „Jedyne czym mogą strzelić to gumki od majtek”

Gdy opublikowaliśmy informację o tym ataku, Rosjanie dokonali kolejnego włamania, zmieniając ją na „newsa”, że Niezalezna.pl przyznaje się do autorstwa wcześniejszego artykułu.

To nie koniec działań Moskwy przeciwko naszym mediom. Pod koniec maja na anglojęzycznym prorosyjskim portalu „The Duran” ukazał się „wywiad”, przeprowadzony rzekomo przez Katarzynę Gójską dla „Gazety Polskiej”. Rozmówcą wicenaczelnej tygodnika miał być amerykański generał broni Christopher G. Cavoli, dowódca sił amerykańskich w Europie. Nie trzeba chyba dodawać, że rozmowa, w której Cavoli twierdzi, że Polska i kraje bałtyckie są fatalnie zorganizowane pod względem militarnym, została w całości wymyślona.

Znadniemna.pl za niezalezna.pl

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na

Była wnuczką jednego z najwybitniejszych francuskich rodów arystokratycznych, obracała się w kręgach europejskich monarchów i dyplomatów, a mimo to swoje najważniejsze życiowe dzieło stworzyła z dala od Paryża – w Nieświeżu. Maria Dorota Radziwiłłowa z domu de Castellane nie tylko przywróciła świetność rodowej siedzibie Radziwiłłów, ale ocaliła bezcenne archiwum, bibliotekę i pamiątki jednego z najpotężniejszych rodów dawnej Rzeczypospolitej. W 111. rocznicę jej śmierci przypominamy postać kobiety, bez której dziedzictwo Nieświeża mogło nie przetrwać do naszych czasów.

Historia zamku w Nieświeżu zna wielu wybitnych gospodarzy, jednak niewiele osób odegrało w jego dziejach tak znaczącą rolę jak Maria Dorota Radziwiłłowa. Choć nie urodziła się ani na Litwie, ani w Polsce, to właśnie ona sprawiła, że dawna rezydencja Radziwiłłów odzyskała należne miejsce w historii i kulturze Europy.

Z Paryża do Nieświeża

Maria Dorota de Castellane przyszła na świat 19 lutego 1840 roku w Paryżu. Była córką Henriego de Castellane oraz Pauline de Talleyrand-Périgord, wywodzącej się z jednego z najsłynniejszych rodów francuskiej arystokracji. Otrzymała staranne wykształcenie, biegle władała kilkoma językami i od najmłodszych lat obracała się w świecie wielkiej polityki oraz kultury.

W wieku zaledwie siedemnastu lat poślubiła księcia Antoniego Wilhelma Radziwiłła, XIII ordynata nieświeskiego. Małżeństwo połączyło dwie wielkie europejskie rodziny, jednak młoda księżna szybko przekonała się, że przyszłość rodu Radziwiłłów zależy nie od salonów Berlina czy Paryża, lecz od odległego Nieświeża.

Rezydencja, która umierała

Zamek w Nieświeżu na rysunku Tomasza Makowskiego z początku XVII wieku (domena publiczna)

Kiedy Maria Dorota po raz pierwszy przyjechała do Nieświeża, zastała obraz daleki od dawnej świetności.

Jeszcze sto lat wcześniej zamek należał do najwspanialszych rezydencji magnackich Europy. W jego murach przechowywano jedne z najbogatszych archiwów rodzinnych, imponującą bibliotekę, kolekcje dzieł sztuki, militariów i pamiątek historycznych.

Po wojnach napoleońskich i konfiskatach dokonanych przez władze rosyjskie sytuacja uległa dramatycznej zmianie. Wywożono dzieła sztuki, księgozbiory i archiwalia. Sam zamek przez dziesięciolecia pozostawał niemal opuszczony. Dachy przeciekały, wnętrza niszczały, a wiele pomieszczeń nie nadawało się do zamieszkania.

Badacze podkreślają, że kiedy Radziwiłłowie przybyli do Nieświeża, mogli korzystać jedynie z kilku pokoi. Przez pewien czas mieszkali nawet w pobliskich Radziwiłłmontach, ponieważ zamek wymagał natychmiastowych prac zabezpieczających.

Kobieta, która podjęła decyzję

W historiografii przez wiele lat odbudowę zamku przypisywano głównie Antoniemu Wilhelmowi Radziwiłłowi. Współczesne badania pokazują jednak znacznie większą rolę jego żony.

Historyk Rafał Jankowski z Archiwum Głównego Akt Dawnych zwraca uwagę, że to właśnie Maria Dorota była inicjatorką kompleksowej renowacji rezydencji. Dostrzegała w Nieświeżu nie tylko rodzinny majątek, ale przede wszystkim symbol wielowiekowej historii Rzeczypospolitej oraz miejsca, które powinno ponownie stać się centrum pamięci o Radziwiłłach.

Prace rozpoczęte pod koniec lat siedemdziesiątych XIX wieku trwały przez wiele lat i wymagały ogromnych nakładów finansowych. Nie chodziło jedynie o naprawę murów czy odnowienie wnętrz. Księżna zamierzała przywrócić zamkowi jego dawną rangę.

Ratunek dla bezcennych archiwów

Największym zagrożeniem nie były jednak popękane ściany ani zniszczone stropy.

Znacznie cenniejsze od samych murów były dokumenty przechowywane od XVI wieku przez kolejne pokolenia Radziwiłłów.

Archiwum nieświeskie należało do najważniejszych prywatnych zbiorów w Europie. Zawierało tysiące dokumentów dotyczących historii Wielkiego Księstwa Litewskiego, Rzeczypospolitej Obojga Narodów, działalności Radziwiłłów oraz życia politycznego i gospodarczego kilku stuleci.

Dokumenty przechowywano jednak w fatalnych warunkach. Wilgoć, kurz oraz brak odpowiedniego zabezpieczenia powodowały ich stopniową degradację.

Maria Dorota poleciła uporządkować cały zbiór, skatalogować dokumenty i stworzyć odpowiednie warunki ich przechowywania. Historycy są zgodni – gdyby nie podjęte wówczas działania, znaczna część archiwum mogłaby zostać bezpowrotnie utracona.

Biblioteka odrodzona niemal od podstaw

Nie mniejsze znaczenie miała odbudowa biblioteki.

W zachodnim skrzydle zamku urządzono nowoczesną bibliotekę zajmującą niemal całe piętro. Liczyła około piętnastu tysięcy tomów.

Książki sprowadzano z wielu krajów Europy. Kupowano księgozbiory po skasowanych klasztorach, odzyskiwano rozproszone rodzinne zbiory oraz nabywano nowe wydawnictwa naukowe.

Biblioteka szybko ponownie stała się jedną z najważniejszych prywatnych bibliotek na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej.

Powrót rodzinnych skarbów

Maria Dorota rozumiała, że zamek nie odzyska dawnego znaczenia bez swoich historycznych pamiątek.

Rozpoczęła więc wieloletnią akcję sprowadzania do Nieświeża rozproszonych kolekcji Radziwiłłów.

Udało jej się przekonać przedstawicieli berlińskiej linii rodu do przekazania licznych portretów, dokumentów i rodzinnych pamiątek. Prowadziła również starania o odzyskanie części zbiorów wywiezionych po 1812 roku do Petersburga.

Choć nie wszystko udało się odzyskać, wiele cennych obiektów ponownie trafiło do zamku, przywracając mu charakter prawdziwego muzeum historii Radziwiłłów.

Nieśwież tonący w zieleni

Równie imponującym przedsięwzięciem okazała się przebudowa otoczenia zamku.

Między 1878 a 1911 rokiem wokół rezydencji powstał ogromny park krajobrazowy w stylu angielskim o powierzchni około stu hektarów.

Sadzono setki drzew, zakładano rozległe trawniki, tworzono nowe stawy, kanały, mostki i romantyczne alejki spacerowe.

Powstały tarasy widokowe, z których rozciągał się widok na wodne fortyfikacje i parkowe krajobrazy.

Do dziś układ zieleni wokół zamku pozostaje jednym z najbardziej charakterystycznych elementów zespołu pałacowo-parkowego wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Gospodyni europejskich elit

Nieśwież ponownie stał się miejscem spotkań arystokracji i ludzi kultury.

Do zamku przyjeżdżali politycy, dyplomaci, artyści oraz przedstawiciele europejskich rodzin panujących. Maria Dorota uchodziła za znakomitą organizatorkę życia towarzyskiego i osobę obdarzoną niezwykłą kulturą osobistą.

Jednocześnie nie zaniedbywała swojej działalności literackiej.

Przez wiele lat prowadziła pamiętniki, które po jej śmierci ukazały się drukiem pod tytułem „Souvenirs de la princesse Radziwiłł (née Castellane) 1840–1873”.

Nie są to jedynie wspomnienia arystokratki.

To fascynujący obraz Europy XIX wieku widzianej oczami osoby, która znała osobiście cesarzy, królów, ministrów i najwybitniejszych przedstawicieli ówczesnych elit.

Dla historyków pamiętniki Marii Doroty pozostają jednym z najcenniejszych źródeł do badań nad życiem europejskiej arystokracji drugiej połowy XIX wieku.

Maria Dorota Radziwiłłowa zmarła 10 lipca 1915 roku w Klenicy. Kilka lat później Europa, którą znała, przestała istnieć.

Przetrwało jednak jej największe dzieło.

Dzięki jej determinacji ocalały archiwa Radziwiłłów, odbudowano bibliotekę, odzyskano liczne pamiątki rodzinne, a zamek w Nieświeżu ponownie stał się jedną z najważniejszych rezydencji dawnej Rzeczypospolitej.

Dziś, odwiedzając wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO zespół pałacowo-parkowy w Nieświeżu, warto pamiętać, że jego obecny wygląd zawdzięczamy w ogromnej mierze francuskiej księżnej, która uczyniła z ratowania polskiego i litewskiego dziedzictwa swoją życiową misję. Choć sama pozostawała zwykle w cieniu historii, jej dzieło przetrwało wojny, rewolucje i polityczne granice, stając się trwałym świadectwem tego, jak wiele może zmienić determinacja jednej osoby.

Opracowała Emilia Kuklewska

Znadniemna.pl/Fot.: wikipedia.org, domena publiczna

Była wnuczką jednego z najwybitniejszych francuskich rodów arystokratycznych, obracała się w kręgach europejskich monarchów i dyplomatów, a mimo to swoje najważniejsze życiowe dzieło stworzyła z dala od Paryża – w Nieświeżu. Maria Dorota Radziwiłłowa z domu de Castellane nie tylko przywróciła świetność rodowej siedzibie Radziwiłłów,

Fundacja Wolność i Demokracja, będąca wieloletnim partnerem naszego portalu, otrzymała prestiżowy Srebrny Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” za wybitne zasługi w ochronie polskiego dziedzictwa na Kresach Wschodnich oraz koordynację prac poszukiwawczo-ekshumacyjnych ofiar zbrodni wołyńskiej w Puźnikach.

Wyróżnienie zostało oficjalnie wręczone przez Ministrę Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Martę Cienkowską. Odznaczenie to stanowi najwyższe uznanie dla wieloletniej misji fundacji, która skupia się na popularyzacji historii Kresów, opiece nad miejscami pamięci narodowej poza granicami kraju oraz odkrywaniu prawdy historycznej. Przedstawiciele organizacji podkreślają, że medal jest zobowiązaniem do dalszej pracy na rzecz przyszłych pokoleń i wyrazem wdzięczności dla wszystkich partnerów wspierających te działania.

W imieniu całej organizacji to wyjątkowe odznaczenie odebrała Lilia Luboniewicz, Prezes Zarządu Fundacji Wolność i Demokracja. Podczas uroczystości przekazała ona serdeczne podziękowania i podkreśliła, że przyznany medal jest wspólnym sukcesem wszystkich osób zaangażowanych w codzienne, często wieloletnie wysiłki na rzecz przywracania narodowej pamięci.

Dla kierowanego przez Lilię Luboniewicz zarządu ta nagroda resortowa to również potwierdzenie rangi takich inicjatyw jak badania w Puźnikach, które wymagają ścisłego partnerstwa instytucjonalnego i dyplomatycznego. Wydarzenie to ugruntowało pozycję fundacji jako jednego z kluczowych podmiotów dbających o polską tożsamość historyczną poza współczesnymi granicami Rzeczypospolitej.

Znadniemna.pl na podstawie Facebook.com/FundacjaWID, na zdjęciu: Lilia Luboniewicz, prezes Fundacji WID odbiera wyróżnienie z rąk ministry Marty Cieńkowskiej, fot.: Facebook.com

Fundacja Wolność i Demokracja, będąca wieloletnim partnerem naszego portalu, otrzymała prestiżowy Srebrny Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” za wybitne zasługi w ochronie polskiego dziedzictwa na Kresach Wschodnich oraz koordynację prac poszukiwawczo-ekshumacyjnych ofiar zbrodni wołyńskiej w Puźnikach. Wyróżnienie zostało oficjalnie wręczone przez Ministrę Kultury i Dziedzictwa Narodowego,

Polski duchowny, ks. kanonik Bogusław Modrzejewski, po 30 latach pracy duszpasterskiej na Białorusi został zmuszony do powrotu do Polski. To efekt polityki białoruskich władz, które odmówiły grupie polskich księży pozwoleń na dalszą działalność religijną. Oficjalne komunikaty kościelne milczą o powodach wyjazdu, co zdaniem niezależnych obserwatorów dowodzi istnienia ukrytych napięć na linii Kościół–państwo.

5 lipca 2026 roku w parafii św. Mikołaja w Świrze odbyło się uroczyste pożegnanie ks. Modrzejewskiego, dotychczasowego proboszcza i dziekana dekanatu miadziolskiego. W wydarzeniu wzięli udział najważniejsi hierarchowie archidiecezji mińsko-mohylewskiej, w tym metropolita abp Józef Staniewski.

Choć oficjalny komunikat kurii skupiał się wyłącznie na podziękowaniach za wieloletnią pracę, ks. Modrzejewski jest w rzeczywistości jednym z pięciu polskich duchownych z tej archidiecezji, którzy w ostatnim czasie stracili prawo do prowadzenia działalności duszpasterskiej na Białorusi. Podobny los spotkał wcześniej ks. Mariana Szerszenia, który po 36 latach posługi opuścił dekanat stołpecki bez jakiejkolwiek wzmianki w oficjalnych mediach kościelnych.

Według białoruskiej chrześcijańskiej inicjatywy „Chrześcijańska Wizja”, sytuacje te obnażają dwulicowość białoruskiego reżimu. Podczas gdy publicznie demonstruje się rzekomą jedność i dobre relacje między państwem a Kościołem Katolickim, w tle trwają zakulisowe procesy uderzające w zagranicznych duchownych. Ks. Modrzejewski swoją dalszą posługę będzie kontynuował w diecezji warszawsko-praskiej, do której formalnie należy.

Znadniemna.pl na podstawie Inicjatywa „Chrześcijańska Wizja”, na zdjęciu: ks. kanonik Bogusław Modrzejewski, fot.: CatholicMinsk.by

Polski duchowny, ks. kanonik Bogusław Modrzejewski, po 30 latach pracy duszpasterskiej na Białorusi został zmuszony do powrotu do Polski. To efekt polityki białoruskich władz, które odmówiły grupie polskich księży pozwoleń na dalszą działalność religijną. Oficjalne komunikaty kościelne milczą o powodach wyjazdu, co zdaniem niezależnych obserwatorów

We wtorek, 7 lipca 2026 roku, znany dziennikarz i działacz mniejszości polskiej na Białorusi Andrzej Poczobut odwiedził siedzibę krajowego oddziału Amnesty International. Podczas spotkania dyrektorka organizacji, Anna Błaszczak-Banasiak, wręczyła mu nagrodę specjalną „Pióro Nadziei”. Wyróżnienie to zostało przyznane dziennikarzowi za niezłomność w pracy medialnej na rzecz praw człowieka jeszcze w marcu 2023 roku, jednak z powodu trwającego wówczas uwięzienia w białoruskiej kolonii karnej laureat nie miał możliwości jego wcześniejszego odebrania.

Wydarzenie zorganizowane po niedawnym odzyskaniu wolności przez dziennikarza stało się przestrzenią do podsumowania dotychczasowych wysiłków społeczności międzynarodowej na rzecz jego uwolnienia. Kluczowym punktem spotkania było przekazanie dziennikarzowi oprawionego zbioru listów solidarnościowych, które były systematycznie nadsyłane przez osoby prywatne do biura organizacji w ramach akcji powitalnej.

Odnosząc się bezpośrednio do otrzymanej korespondencji, Andrzej Poczobut przekazał swoje oficjalne podziękowania za pośrednictwem serwisu X:

Rozmowy z zespołem Amnesty International Polska dotyczyły również osobistych doświadczeń opozycjonisty, aktualnej sytuacji w obszarze przestrzegania praw człowieka w Europie Wschodniej oraz systemowych wyzwań związanych z obroną wolności słowa i niezależności mediów.

Znadniemna.pl na podstawie Facebook.com/FPPNW oraz X.com, Na zdjęciu: Andrzej Poczobut odbiera nagrodę specjalną  Amnesty International Polska „Pióro Nadziei”, fot.: Facebook.com/FPPNW

We wtorek, 7 lipca 2026 roku, znany dziennikarz i działacz mniejszości polskiej na Białorusi Andrzej Poczobut odwiedził siedzibę krajowego oddziału Amnesty International. Podczas spotkania dyrektorka organizacji, Anna Błaszczak-Banasiak, wręczyła mu nagrodę specjalną „Pióro Nadziei”. Wyróżnienie to zostało przyznane dziennikarzowi za niezłomność w pracy medialnej na

Fundacja Wolność i Demokracja ogłasza rozpoczęcie rekrutacji do prestiżowego programu „Szkoła Lidera Polonijnego „Ja-Lider”. Kompleksowy projekt szkoleniowy dla organizacji polskich”. Z tej okazji organizator zaprasza wszystkie osoby zaangażowane w działalność na rzecz Polonii oraz zainteresowane podniesieniem swoich kompetencji na specjalne spotkanie informacyjne online. Wydarzenie odbędzie się w najbliższy poniedziałek, 13 lipca 2026 roku o godzinie 16:00.

Podczas 40-minutowego spotkania koordynatorzy z Fundacji Wolność i Demokracja szczegółowo przedstawią założenia projektu, omówią krok po kroku przebieg procesu rekrutacji oraz odpowiedzą na wszystkie pytania uczestników. Program „Ja-Lider” to unikalna szansa dla działaczy polonijnych na świecie, by rozwinąć kluczowe umiejętności z zakresu zarządzania zespołem, komunikacji oraz budowania silnych struktur organizacji polskich za granicą.

Informacje organizacyjne:

  • Organizator: Fundacja Wolność i Demokracja (WID)
  • Data: Poniedziałek, 13 lipca 2026 roku
  • Godzina: 16:00
  • Czas trwania: ok. 40 minut
  • Format: Spotkanie online

Jak wziąć udział?

Warunkiem uczestnictwa jest wypełnienie krótkiego Formularza zgłoszeniowego Jotform. Umożliwi to organizatorom określenie liczby słuchaczy. Bezpośredni link do platformy online zostanie przesłany zarejestrowanym osobom na adres e-mail podany podczas zapisu.

Znadniemna.pl na podstawie Facebook.com/FundacjaWID

Fundacja Wolność i Demokracja ogłasza rozpoczęcie rekrutacji do prestiżowego programu „Szkoła Lidera Polonijnego „Ja-Lider”. Kompleksowy projekt szkoleniowy dla organizacji polskich”. Z tej okazji organizator zaprasza wszystkie osoby zaangażowane w działalność na rzecz Polonii oraz zainteresowane podniesieniem swoich kompetencji na specjalne spotkanie informacyjne online. Wydarzenie odbędzie

W Warszawie odbyła się oficjalna prezentacja poruszającej książki „Archipelag Białoruś. Relacje byłych więźniów politycznych”, wydanej przez Ośrodek Studiów Wschodnich (OSW). Głównym punktem wydarzenia było wystąpienie Andrzeja Poczobuta, wybitnego dziennikarza i działacza mniejszości polskiej na Białorusi, który po latach spędzonych w kolonii karnej napisał kluczowy rozdział prezentowanej książki – wprowadzenie do niej  pt. „Łagier – sedno białoruskiego systemu więziennego”. Spotkanie połączone z debatą ekspertów zgromadziło licznych przedstawicieli mediów, dyplomacji oraz obrońców praw człowieka.

Książka „Archipelag Białoruś. Relacje byłych więźniów politycznych” stanowi wstrząsający zapis systemowych represji stosowanych przez reżim Aleksandra Łukaszenki. Oprócz tekstu programowego Andrzeja Poczobuta pt. „Łagier – sedno białoruskiego systemu więziennego”, publikacja zawiera unikalne wywiady z dwunastoma byłymi więźniami politycznymi, którzy opisują brutalne mechanizmy łamania ludzkiej godności. Tytuł wprost nawiązuje do słów jednej z bohaterek, która nazwała białoruskie kolonie karne „wysepkami niewolnictwa” tworzącymi współczesny archipelag.

Podczas debaty Andrzej Poczobut opisał realia panujące w białoruskich więzieniach oraz postawy tamtejszych funkcjonariuszy, którzy bezwzględnie wykonują każdy rozkaz aparatu władzy. W dyskusji panelowej wzięli udział także współautorzy i bliscy świadkowie opisanych w publikacji wydarzeń, w tym Paweł Mażejka (jego historia znalazła się w książce), była dyrektor Telewizji Biełsat Agnieszka Romaszewska-Guzy oraz Kamil Kłysiński z OSW.

Pełna wersja publikacji została udostępniona bezpłatnie na oficjalnej stronie Ośrodka Studiów Wschodnich, a wydawca zapowiedział już prace nad jej anglojęzyczną wersją.

Znadniemna.pl na podstawie Reform.news, na zdjęciu: okładka książki „Archipelag Białoruś. Relacje byłych więźniów politycznych”, fot.: social media

 

W Warszawie odbyła się oficjalna prezentacja poruszającej książki „Archipelag Białoruś. Relacje byłych więźniów politycznych”, wydanej przez Ośrodek Studiów Wschodnich (OSW). Głównym punktem wydarzenia było wystąpienie Andrzeja Poczobuta, wybitnego dziennikarza i działacza mniejszości polskiej na Białorusi, który po latach spędzonych w kolonii karnej napisał kluczowy rozdział

W nocy z 6 na 7 lipca 1944 roku żołnierze Armii Krajowej rozpoczęli dramatyczną bitwę o Wilno. Polskie podziemie podjęło suwerenną decyzję, by samodzielnie oswobodzić gród nad Wilią z rąk niemieckiego okupanta. Bezpośrednim impulsem do przyspieszenia działań było gwałtowne zbliżanie się do granic miasta Armii Czerwonej. Polacy chcieli wystąpić wobec nadchodzących sił sowieckich w roli gospodarzy i prawnych zarządców tych ziem.

Militarny zryw i polityczna pułapka

Operacja „Ostra Brama” trwała od 7 do 13 lipca 1944 roku. Stanowiła kluczowy element akcji „Burza” – ogólnokrajowego powstania wymierzonego militarnie w hitlerowskie Niemcy, a politycznie w Związek Radziecki. Plan zakładał zjednoczenie sił wileńskiego i nowogródzkiego okręgu AK w celu wspólnego uderzenia na garnizon wroga. Dowództwo nad operacją objął komendant Obszaru Północno-Wschodniego, płk Aleksander Wilk-Krzyżanowski.

Ze względu na dynamikę frontu wschodniego, płk Wilk-Krzyżanowski zdecydował o natychmiastowym ataku, przyspieszając akcję o całą dobę względem pierwotnych założeń. Polskie oddziały uderzyły na Wilno od południa i południowego wschodu. Historycy szacują, że w momencie rozpoczęcia szturmu siły AK liczyły około 5 tysięcy żołnierzy piechoty i kawalerii, a w toku walk wzrosły do 12 tysięcy.

Walka z przeważającym wrogiem

Niemiecki garnizon stacjonujący w Wilnie dysponował ogromną przewagą. Siły okupanta liczyły od 20 do 30 tysięcy żołnierzy wspieranych przez potężną artylerię, czołgi, działa pancerne oraz lotnictwo operujące z lotniska na Porubanku. Mimo to, polscy żołnierze zdołali wyzwolić znaczną część miasta.

Do walk wkrótce włączyły się jednostki Armii Sowieckiej. Najbardziej krwawe starcia toczyły się w okolicach Góry Bouffałowej, w ogrodzie botanicznym oraz w rejonie więzienia na Łukiszkach. Do 13 lipca połączone działania doprowadziły do całkowitego oczyszczenia miasta z sił niemieckich. Symbolem chwilowego triumfu stała się biało-czerwoną flaga wywieszona przez akowców na Górze Zamkowej. Radość była jednak krótka – po zaledwie kilku godzinach żołnierze sowieccy zerwali polskie barwy i zastąpili je czerwonym sztandarem. Tuż po zdobyciu Wilna dowództwo sowieckie podstępnie rozbroiło polskie oddziały, a oficerów i żołnierzy zmuszono do kapitulacji lub uwięziono, wywożąc ich w głąb ZSRR.

Tradycje rocznicowe na Litwie, ale nie na Białorusi

Pamięć o żołnierzach operacji „Ostra Brama” i akcji „Burza” na dawnych ziemiach północno-wschodniej Rzeczypospolitej (dzisiejsza Litwa i Białoruś) do dziś budzi silne emocje. Obecnie tradycje rocznicowe upamiętniające operację „Ostra Brama” są pielęgnowane właściwie tylko przez polską mniejszość narodową na Litwie.

Tegoroczne uroczystości, organizowane przez Związek Polaków na Litwie rozpoczynają się dzisiaj, 7 lipca, i potrwają do 13 lipca. We wtorek o godz. 12.00 w podwileńskich Skorbucianach odbył się apel pamięci w kwaterze poległych w walce o Wilno żołnierzy Armii Krajowej. Na godz. 14.30 w Boguszach (rejon wileński) – zaplanowana jest uroczystość złożenia wieńców przy pomniku, upamiętniającym aresztowanie oficerów sztabu Okręgu Wileńskiego Armii Krajowej przez NKWD. Kolejny punkt dzisiejszych obchodów to ceremonia składania wieńców w kwaterze poległych w walce o Wilno żołnierzy AK na cmentarzu w Kolonii Wileńskiej o godz. 16.00.

Kulminacją uroczystości w dniu 13 lipca będzie tradycyjny Wiec Pamięci w Krawczunach – z okazji 82. rocznicy bitwy II Zgrupowania Wileńskiej Armii Krajowej stoczonej z Niemcami w miejscowościach: Krawczuny, Płocieniszki, Nowosiółki.

Do roku 2021 każdego roku uroczyste obchody rocznicowe, poświęcone operacji „Ostra Brama”, organizowano także na Białorusi. Niestety, ta wieloletnia tradycja została w ostatnich latach brutalnie przerwana. Wynika to z otwarcie negatywnego stosunku władz Białorusi do Armii Krajowej oraz systematycznego niszczenia pamięci o żołnierzach polskiego podziemia niepodległościowego z czasów II wojny światowej. Represje wymierzone w liderów mniejszości polskiej oraz likwidacja miejsc polskiej pamięci narodowej sprawiły, że publiczne oddanie hołdu bohaterom z 1944 roku na terenie dzisiejszej Białorusi stało się niemożliwe.

Znadniemna.pl na podstawie L24.lt, na zdjęciu: Walki o wyzwolenie Wilna. Patrol żołnierzy Armii Krajowej i radzieckich na ulicy Wielkiej, fot.: Wikipedia

W nocy z 6 na 7 lipca 1944 roku żołnierze Armii Krajowej rozpoczęli dramatyczną bitwę o Wilno. Polskie podziemie podjęło suwerenną decyzję, by samodzielnie oswobodzić gród nad Wilią z rąk niemieckiego okupanta. Bezpośrednim impulsem do przyspieszenia działań było gwałtowne zbliżanie się do granic miasta Armii

107 lat temu, 3 lipca 1919 roku, Flotylla Pińska – rzeczny oddział Wojska Polskiego, stworzony do działań na rzekach i kanałach Polesia – odniosła swoje pierwsze zwycięstwo w wojnie polsko‑bolszewickiej, zdobywając Horodyszcze i przełamując bolszewicką obronę. Wśród oficerów, którzy nadali Flotylli Pińskiej jej charakter i kresową tożsamość, był późniejszy dowódca formacji, komandor Witold Zajączkowski, nazywany przez marynarzy „Księciem Polesia”. Jego intuicja, znajomość rzek i bagien oraz wizja wojny prowadzonej na wodach stały się fundamentem legendy tej niezwykłej jednostki.

Flotylla Pińska powstała jako odpowiedź na realia wojny na Polesiu – krainie rzek, mokradeł i bezdroży, gdzie klasyczne działania lądowe często były niemożliwe. Motorówki, uzbrojone łodzie i improwizowane jednostki rzeczne miały zastąpić mobilność kawalerii, umożliwiając szybkie uderzenia wzdłuż wodnych szlaków. Była to formacja Wojska Polskiego, ale o charakterze głęboko kresowym: dostosowana do rytmu Prypeci, Piny i Jasiołdy, do mgieł, mielizn i zdradliwych zakoli.

Bitwa pod Horodyszczem była pierwszym poważnym sprawdzianem tej koncepcji. Wczesnym rankiem 3 lipca 1919 roku polskie jednostki ruszyły w stronę Horodyszcz, gdzie bolszewicy przygotowali zasadzki na brzegach, licząc, że ostrzał z ukrycia zatrzyma motorówki. Stało się inaczej. Flotylla posuwała się naprzód, wspierając natarcie 34. Pułku Piechoty ogniem i manewrem. Zaskoczenie przeciwnika było całkowite – Horodyszcze zostało zdobyte, a Flotylla Pińska pokazała, że potrafi przełamywać front tam, gdzie wojska lądowe nie mają szans.

Witold Zajączkowski, choć nie dowodził jeszcze całością flotylli, należał do grona oficerów, którzy tworzyli jej kresową doktrynę. Znał Polesie jak własną kieszeń – jego rzeki, kanały, mielizny, mgły i wodne pułapki. Marynarze mówili o nim „Książę Polesia”, bo miał w sobie coś z władcy tej krainy: intuicję, pewność ruchu, umiejętność czytania wody jak mapy. Jego koncepcja szybkich rajdów, śmiałych uderzeń i wykorzystania rzek jako naturalnych korytarzy operacyjnych była fundamentem zwycięstwa pod Horodyszczem.

Ale Zajączkowski zasłużył na pamięć nie tylko jako taktyk. W latach międzywojennych wyrósł na najważniejszego dowódcę Flotylli Pińskiej – człowieka, który potrafił połączyć wojskową dyscyplinę z kresową fantazją. Dbał o wyszkolenie marynarzy, rozwój infrastruktury, modernizację jednostek i budowę etosu służby na wodach Polesia. To za jego czasów Flotylla Pińska stała się formacją nie tylko sprawną, lecz także dumną ze swojej odrębności i tradycji.

Symbolika przydomka walecznego komandora nabrała później dodatkowego znaczenia. Jedna z jednostek flotylli otrzymała nazwę ORP „Książę Polesia”, jakby sama formacja chciała oddać hołd ludziom, którzy tworzyli jej legendę. Ta nazwa odzwierciedlała pamięć o oficerach, którzy na wodach Kresów bronili Rzeczypospolitej – a wśród nich Witold Zajączkowski był jedną z najbardziej znanych postaci.

Wojna 1939 roku przerwała jego służbę. Po agresji sowieckiej Flotylla Pińska została zniszczona lub przejęta przez wroga, a jej oficerowie rozproszyli się po świecie. Zajączkowski trafił na emigrację – najpierw do Wielkiej Brytanii, a później do Kanady. Tam, z dala od rzek Polesia, żył jak wielu polskich oficerów: skromnie, pracowicie, wierny pamięci o kraju, którego nie mógł zobaczyć ponownie. Nie zabiegał o rozgłos, nie budował legendy wokół własnego nazwiska. A jednak legenda przyszła sama – wraz z pamięcią marynarzy, historyków i tych, którzy po latach odnaleźli jego grób na cmentarzu Mount Pleasant w Toronto.

Nagrobna płyta komandora Witolda Zajączkowskiego i jego żony na cmentarzu Mount Pleasant w Toronto, fot.: facebook.com/krzysztof.grzelczyk.3

Dziś to miejsce jest jednym z tych cichych punktów na mapie polskiej pamięci, które przypominają, że historia Flotylli Pińskiej nie skończyła się wraz z utratą Kresów. Żyje w rocznicach, w opowieściach o ludziach, którzy na rzekach Polesia bronili polskiej wolności – i w postaci jej „Księcia”, komandora Witolda Zajączkowskiego.

Opr. Walery Kowalewski, na zdjęciu: komandor Witold Zajączkowski „Książe Polesia”, fot.: Wikipedia

107 lat temu, 3 lipca 1919 roku, Flotylla Pińska – rzeczny oddział Wojska Polskiego, stworzony do działań na rzekach i kanałach Polesia – odniosła swoje pierwsze zwycięstwo w wojnie polsko‑bolszewickiej, zdobywając Horodyszcze i przełamując bolszewicką obronę. Wśród oficerów, którzy nadali Flotylli Pińskiej jej charakter i

Prawa człowieka na Białorusi znalazły się w stanie głębokiego kryzysu — wynika z najnowszego raportu pt. „Ukryte represje w Białorusi 2020–2026”, który zaprezentowało Centrum Praw Człowieka „Wiasna”. Dokument pokazuje, że w ciągu sześciu lat reżim całkowicie zmienił taktykę: zamiast demonstracyjnych zatrzymań i głośnych procesów stosuje dziś model tzw. „niewidzialnego” prześladowania, oparty na blokadzie informacji, zamkniętych sądach i systemowym zastraszaniu społeczeństwa.

Raport opisuje wyraźny zwrot w sposobie działania władz. Obrońcy praw człowieka zaznaczają, że w latach 2020–2021 represje były publiczne i ostentacyjne — masowe zatrzymania na ulicach, pokazowe procesy, brutalne pacyfikacje protestów. Jednak od 2022–2023 roku reżim przeszedł do strategii tak zwanych „schowanych represji”. Jak podkreśla prawnik „Wiasny” Paweł Sapiełka, obserwowany w kraju zewnętrzny spokój jest jedynie pozorem: statystyki dotyczące spraw „ekstremistycznych” zostały utajnione, procesy sądowe odbywają się za zamkniętymi drzwiami, a adwokaci i rodziny oskarżonych są zmuszani do milczenia pod groźbą odpowiedzialności karnej.

Autorzy raportu zwracają uwagę, że państwowe instytucje — takie jak Prokuratura Generalna, Komitet Śledczy, czy MSW — przestały publikować dane, które wcześniej pozwalały ocenić skalę prześladowań. W oficjalnej statystyce sądowej brakuje informacji o większości artykułów wykorzystywanych w sprawach politycznych, a dostęp do materiałów procesowych jest systemowo ograniczany. W efekcie represje nie znikają, lecz stają się coraz mniej widoczne dla społeczeństwa i międzynarodowych instytucji.

Według danych „Wiasny”, każdego roku na Białorusi wszczynanych jest około 5 000 nowych spraw politycznych. W bazie organizacji znajduje się już niemal 8,5 tysiąca osób skazanych z powodów politycznych, podczas gdy na państwowej liście osób „zaangażowanych w działalność ekstremistyczną” widnieje około 6,6 tysiąca nazwisk. Obrońcy praw człowieka podkreślają, że bez niezależnego monitoringu opinia publiczna nie poznałaby ponad dwóch tysięcy przypadków politycznie motywowanego prześladowania.

Raport zwraca uwagę na rosnącą rolę wyroków zaocznych, które stały się narzędziem represji wobec osób przebywających za granicą. To mechanizm pozwalający władzom ścigać migrantów politycznych, wpisywać ich na listy poszukiwanych i konfiskować majątek tych ludzi.

Osobny rozdział raportu poświęcono sytuacji w miejscach pozbawienia wolności. Autorzy wskazują, że władze systemowo ograniczają możliwości przekazywania informacji z kolonii i aresztów: zwężają kanały komunikacji, utrudniają dostęp do adwokatów po etapowaniu, a także represjonują internetowe społeczności rodzin więźniów. W praktyce oznacza to niemal całkowite odcięcie społeczeństwa od wiedzy o warunkach, w jakich przetrzymywani są więźniowie polityczni.

„Wiasna” podkreśla, że represje dotykają nie tylko osób oskarżonych w sprawach politycznych, lecz także prawników, dziennikarzy, obserwatorów sądowych, działaczy społecznych oraz Białorusinów w emigracji. Coraz częściej stosowane są mniej widoczne formy nacisku: problemy z zatrudnieniem, zawodowa izolacja, presja administracyjna i rosnąca autocenzura.

Raport zwraca również uwagę na zmianę interpretacji społecznego milczenia. W warunkach pełnej blokady informacyjnej i ryzyka represji brak publicznego sprzeciwu nie jest już oznaką bierności, lecz staje się racjonalną strategią przetrwania. Ta wymuszona adaptacja może prowadzić do głębokiego rozłamu wartości między Białorusinami, żyjącymi w kraju a diasporą białoruską żyjącą w wolnym świecie. Zjawisko to może także prowadzić do niebezpiecznej „normalizacji” represji.

W podsumowaniu autorzy raportu stwierdzają, że w latach 2025–2026 represyjny system na Białorusi wszedł w nową fazę. Udział otwartych represji zmalał, lecz codzienna presja nie zniknęła, ale stała się mniej widoczna, co utrudnia jej dokumentowanie i może prowadzić do powstania fałszywego wrażenia złagodzenia sytuacji.

„Wiasna” alarmuje, że tradycyjne metody monitorowania naruszeń praw człowieka przestają działać, a konieczna jest głęboka przebudowa sposobów dokumentowania prześladowań, aby nie dopuścić do zafałszowania obrazu rzeczywistości.

Znadniemna.pl na podstawie Spring96.org, fot.: picture-aliance/dpa

Prawa człowieka na Białorusi znalazły się w stanie głębokiego kryzysu — wynika z najnowszego raportu pt. „Ukryte represje w Białorusi 2020–2026”, który zaprezentowało Centrum Praw Człowieka „Wiasna”. Dokument pokazuje, że w ciągu sześciu lat reżim całkowicie zmienił taktykę: zamiast demonstracyjnych zatrzymań i głośnych procesów stosuje

Tegoroczny fest w Budsławiu zgromadził 2680 pielgrzymów, najwięcej od ponad dekady. Wydarzeniu towarzyszyły uroczystości upamiętniające pionierów odrodzenia Kościoła katolickiego na Białorusi,  których wkład w odbudowę życia religijnego został szczególnie podkreślony.

Tegoroczne uroczystości maryjne w Budsławiu zgromadziły 2680 pielgrzymów, najwięcej od ponad dekady. Wydarzeniu towarzyszyły uroczystości upamiętniające pionierów odrodzenia Kościoła katolickiego na Białorusi, w tym ks. Tadeusza Kondrusiewicza, ks. Zbigniewa Chmielewskiego, ks. Antoniego Koczana i ks. Wiktora Misiewicza, których wkład w odbudowę życia religijnego został szczególnie podkreślony.

Rekordowa dla ostatnich lat liczba pielgrzymów dotarła w 2026 roku na katolicki fest w Budsławiu pieszo i na rowerach. Łącznie 2680 osób wyruszyło w drogę, by uczestniczyć w jednym z najważniejszych wydarzeń religijnych na Białorusi. To więcej niż w 2025 roku (2484 uczestników) i znacznie więcej niż w 2024 roku (1982). Wynik niemal dorównuje „złotym latom”, takim jak 2014, gdy do Budsławia przybyło około 2700 osób.

Najliczniejszą grupą okazało się pielgrzymstwo z Mińska, które dotarło do sanktuarium w składzie 379 osób. Wśród pielgrzymek wyróżniających się formą znalazła się „pierwsza nowoczesna pielgrzymka” na monokole, prowadzona przez księdza Władysława Zawalniuka – na tym nietypowym środku transportu dotarło 15 osób. Ojciec z synem pokonali 185 kilometrów na rowerach w trzy dni, wyruszając ze Stołpców. Jedna z grup mińskich odbyła natomiast „postną pielgrzymkę”, podczas której większość uczestników przez pięć dni piła wyłącznie wodę.

Najbardziej międzynarodowy charakter miała pielgrzymka dominikanów z Witebska, gromadząca wiernych z Białorusi, Polski, Rosji, Ekwadoru i Hondurasu. W Budsławiu pojawiło się również 114 rodzin, które wyruszyły w jedniodniową pielgrzymkę rodzinną. Najdłuższą trasę – niemal 300 kilometrów w dziewięć dni – pokonali tradycyjnie pielgrzymi z Baranowicz.

Tegoroczne uroczystości w Budsławiu miały jednak nie tylko wymiar pielgrzymkowy. W ich trakcie oddano hołd pionierom odrodzenia Kościoła katolickiego na Białorusi, wspominając duchownych, którzy w latach 80. i 90. XX wieku odbudowywali struktury kościelne po dekadach represji. Wymieniono m.in.:

  • ks. Tadeusza Kondrusiewicza – pierwszego po latach prześladowań biskupa katolickiego na Białorusi,
  • ks. Zbigniewa Chmielewskiego – jednego z najważniejszych organizatorów życia parafialnego w Mińsku,
  • ks. Antoniego Koczana – zaangażowanego w odzyskiwanie świątyń i tworzenie wspólnot,
  • ks. Wiktora Misiewicza – jednego z kapłanów, którzy jako pierwsi wrócili do pracy duszpasterskiej.

Wśród pionierów powojennego odrodzenia pielgrzymek do Budsławia — tych, którzy po 1991 roku odbudowywali rangę narodowego sanktuarium maryjnego — wymieniani są hierarchowie szczególnie związani z pierwszymi latami reaktywacji Kościoła na Białorusi. Należą do nich: bp Aleksander Kaszkiewicz, abp Tadeusz Kondrusiewicz, bp Antoni Dziemianka, bp Władysław Blin, bp Henryk Drozdowicz oraz bp Jerzy Kasabucki. To właśnie oni, poprzez swoją obecność, organizacyjne wsparcie i konsekwentne podkreślanie znaczenia kultu Matki Bożej Budsławskiej, odegrali kluczową rolę w przywróceniu ogólnokrajowego charakteru uroczystości maryjnych.

Ich udział w pierwszych pielgrzymkach po odzyskaniu wolności religijnej był nie tylko symbolem odrodzenia Kościoła, lecz także fundamentem, na którym zbudowano współczesną tradycję narodowego odpustu w Budsławiu. Dzięki ich zaangażowaniu sanktuarium odzyskało rangę centralnego miejsca kultu maryjnego na Białorusi, a coroczne uroczystości stały się jednym z najważniejszych wydarzeń religijnych w kraju.

W homiliach podkreślano, że współczesne pielgrzymowanie – w swojej różnorodności, od tradycyjnych marszów po nowoczesne formy mobilności – jest kontynuacją tamtego wysiłku i świadectwem żywotności wiary na Białorusi.

Znadniemna.pl ma podstawie Katolik.life oraz Ekai.pl, fot.: Katolik.life

Tegoroczny fest w Budsławiu zgromadził 2680 pielgrzymów, najwięcej od ponad dekady. Wydarzeniu towarzyszyły uroczystości upamiętniające pionierów odrodzenia Kościoła katolickiego na Białorusi,  których wkład w odbudowę życia religijnego został szczególnie podkreślony. Tegoroczne uroczystości maryjne w Budsławiu zgromadziły 2680 pielgrzymów, najwięcej od ponad dekady. Wydarzeniu towarzyszyły uroczystości upamiętniające

Przejdź do treści