HomeStandard Blog Whole Post

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na Białorusi Znadniemna.pl, zablokowali także szefowi „GP” dostęp do tweetdecka – aplikacji do zarządzania Twitterem. Jak dowiedział się portal Niezalezna.pl – atak na powiązany z Telewizją Republiką serwis „Poland Daily” został dokonany z Rygi, stolicy Łotwy.

Rasa Jakilaitiene, rzeczniczka litewskiego ministra spraw zagranicznych, powiedziała, że fałszywa wiadomość została umieszczona na polskiej stronie internetowej.

Fałszywe wiadomości pojawiły się na Polanddaily.com. W zamieszczonym tam artykule znalazła się uwaga ministra Linkeviciusa, w której twierdził, że na Białoruś trzeba wysłać siły pokojowe – powiedziała rzeczniczka.

Rzeczniczka litwewskiego MSZ zwróciła uwagę, że dla podniesienia wiarygodności fake newsa w artykule pojawiała się także wzmianka na temat polskiego ministra spraw zagranicznych.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy wydało oświadczenie zaprzeczające fałszywym informacjom. Potwierdzono, że odpowiednie służby wszczęły już w tej sprawie dochodzenie.

Jest wysoce prawdopodobne, że trwa cyberatak informacyjny, który jest obecnie badany przez władze litewskie – czytamy w komunikacie.

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” stracił dostęp do konta (zmieniono hasło), na którym wstawiono odnośnik do artykułu zamieszczonego na portalu Znadniemna.pl, który prowadzi Związek Polaków na Białorusi. Ów artykuł to także cyberprowokacja. Dowiadujemy się z niego, że „Polska i Litwa wzywają NATO do wysłania wojsk na Białoruś”.

Podrobiony artykuł na portalu „Poland Daily” nosił tytuł „Polska i Litwa naciskają na wysłanie wojsk na Białoruś”. Napisany był w języku angielskim i podobnie jak publikacja wrzucona na Znadniemna.pl, dezinformował o rzekomych naciskach Polski, Litwy i Stanów Zjednoczonych na NATO. W tekście pojawiły się też nazwiska ministra spraw zagranicznych Polski Zbigniewa Rau oraz Swiatłany Cichanouskiej. Na zdjęciu głównym umieszczono szefa litewskiej dyplomacji Linasa Linkevičiusa.

To nie pierwszy rosyjski atak na media związane ze „Strefą Wolnego Słowa”. Przypomnijmy: w maju 2020 r. portal Niezalezna.pl dwukrotnie padł ofiarą rosyjskich hakerów, którzy zmieniali treść naszych publikacji.

Na naszą stronę (a także na portale Telewizji Republika, Radia Szczecin, olsztyn24.pl oraz stronę gminy Orzysz, gdzie znajduje się garnizon) wstawiono artykuł pt. Amerykanie „chwalą” pobyt w Drawsku. „Jedyne czym mogą strzelić to gumki od majtek”

Gdy opublikowaliśmy informację o tym ataku, Rosjanie dokonali kolejnego włamania, zmieniając ją na „newsa”, że Niezalezna.pl przyznaje się do autorstwa wcześniejszego artykułu.

To nie koniec działań Moskwy przeciwko naszym mediom. Pod koniec maja na anglojęzycznym prorosyjskim portalu „The Duran” ukazał się „wywiad”, przeprowadzony rzekomo przez Katarzynę Gójską dla „Gazety Polskiej”. Rozmówcą wicenaczelnej tygodnika miał być amerykański generał broni Christopher G. Cavoli, dowódca sił amerykańskich w Europie. Nie trzeba chyba dodawać, że rozmowa, w której Cavoli twierdzi, że Polska i kraje bałtyckie są fatalnie zorganizowane pod względem militarnym, została w całości wymyślona.

Znadniemna.pl za niezalezna.pl

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na

Polonia i Polacy mieszkający na stałe poza granicami kraju mogą już zgłaszać swój udział w XXII Światowych Letnich Igrzyskach Polonijnych, które odbędą się w Ustce w dniach 25–30 sierpnia 2026 r. Liczba miejsc jest ograniczona, dlatego każdy dzień zwłoki zmniejsza szansę na zakwalifikowanie się do udziału w wydarzeniu.

Rejestracja uczestników trwa, a organizatorzy spodziewają się ponad tysiąca zawodników reprezentujących ponad czterdzieści krajów świata. Igrzyska są największym cyklicznym wydarzeniem sportowym adresowanym wyłącznie do Polonii i Polaków mieszkających na stałe poza granicami Polski, a ich celem jest integracja środowisk polonijnych, promocja aktywności fizycznej oraz wzmacnianie więzi z krajem pochodzenia.

Tegoroczna edycja odbędzie się w Ustce – nadmorskim kurorcie z nowoczesną infrastrukturą sportową i doświadczeniem w organizacji imprez międzynarodowych. Zawodnicy będą rywalizować w kilkudziesięciu dyscyplinach, od lekkiej atletyki i pływania, po gry zespołowe, tenis, sporty siłowe i konkurencje rekreacyjne. Tradycyjnie Igrzyskom towarzyszyć będą wydarzenia kulturalne, spotkania integracyjne oraz program dla rodzin uczestników.

Organizatorzy przypominają, że wypełnienie formularza rejestracyjnego nie oznacza automatycznej kwalifikacji. Ostateczne decyzje podejmuje Komitet Organizacyjny, który w razie wątpliwości może poprosić o potwierdzenie miejsca stałego zamieszkania lub pochodzenia polskiego. Minimalny wiek uczestnika to 16 lat. Po pozytywnym rozpatrzeniu zgłoszenia kandydaci otrzymają potwierdzenie drogą mailową na adres podany w formularzu.

Zanim uczestnicy przystąpią do rejestracji, organizatorzy proszą o zapoznanie się z regulaminem oraz zasadami zgłoszeń, dostępnymi na stronie Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”.

Regulamin: https://wspolnotapolska.org.pl/igrzyskaletnie/2026/regulamin.php

Rejestracja: https://wspolnotapolska.org.pl/igrzyskaletnie/2026/rejestracja.php

Znadniemna.pl na podstawie wspolnotapolska.org.pl, fot.: Facebook.com/Wspolnota.Polska

Polonia i Polacy mieszkający na stałe poza granicami kraju mogą już zgłaszać swój udział w XXII Światowych Letnich Igrzyskach Polonijnych, które odbędą się w Ustce w dniach 25–30 sierpnia 2026 r. Liczba miejsc jest ograniczona, dlatego każdy dzień zwłoki zmniejsza szansę na zakwalifikowanie się do

Samorząd województwa podlaskiego zgłosił Ministerstwu Infrastruktury propozycję uruchomienia pociągów dalekobieżnych do Białowieży i Łomży oraz – w sprzyjających warunkach międzynarodowych – przywrócenia połączenia z Grodnem. Informację podał branżowy portal „Rynek Kolejowy”.

Władze województwa przedstawiły swoje uwagi w ramach konsultacji dotyczących horyzontalnego rozkładu jazdy, wskazując trzy kierunki, które mogłyby zostać włączone do przyszłej sieci połączeń dalekobieżnych. Jak wyjaśniła Małgorzata Pułtorak z Podlaskiego Urzędu Marszałkowskiego, ewentualny powrót pociągów do Grodna byłby możliwy dopiero po zakończeniu modernizacji linii oraz po poprawie sytuacji geopolitycznej na granicy polsko‑białoruskiej.

Samorząd podkreśla jednocześnie, że nie przewiduje większych zmian w regionalnej siatce połączeń finansowanych z budżetu województwa. „Rynek Kolejowy” przypomina, że ruch pasażerski między Polską a Grodnem został zawieszony w 2020 roku – najpierw z powodu pandemii, a później z powodu kryzysu migracyjnego i napięć na granicy.

Portal odnotowuje również, że wcześniejsze doniesienia białoruskiej telewizji państwowej o rzekomym wznowieniu połączeń od 1 kwietnia 2026 roku zostały zdementowane przez PKP Polskie Linie Kolejowe w odpowiedzi udzielonej Biełsatowi. MSWiA już w grudniu 2025 roku informowało, że „wciąż nie ma warunków do przywrócenia ruchu z Białorusią”, uzależniając decyzję od poziomu zagrożeń migracyjnych.

Znadniemna.pl na podstawie Rynek Kolejowy  i Belsat.eu,  na zdjęciu: po przybyciu pociągu z Polski na dworzec w Grodnie, fot.: archiwum Znadniemna.pl

Samorząd województwa podlaskiego zgłosił Ministerstwu Infrastruktury propozycję uruchomienia pociągów dalekobieżnych do Białowieży i Łomży oraz – w sprzyjających warunkach międzynarodowych – przywrócenia połączenia z Grodnem. Informację podał branżowy portal „Rynek Kolejowy”. Władze województwa przedstawiły swoje uwagi w ramach konsultacji dotyczących horyzontalnego rozkładu jazdy, wskazując trzy kierunki,

Białoruski doktor teologii, ksiądz Eugeniusz Wintow, będący kapłanem posługującym w archidiecezji mińsko-mohylewskiej, udzielił wywiadu Vatican News, w którym rozważał o aktualnym stanie procesów beatyfikacyjnych dwóch kluczowych postaci Kościoła na Białorusi: biskupa Zygmunta Łozińskiego — męczennika prześladowanego przez bolszewików, oraz Edwarda Woyniłłowicza — fundatora Czerwonego Kościoła w Mińsku. Teolog podkreślił, że oba postępowania wymagają rzetelnych badań historycznych i wolnych od politycznych interpretacji, a w przypadku bpa Łozińskiego konieczne jest także potwierdzenie cudu. W rozmowie odniósł się również do świadectwa kard. Kazimierza Świątka jako punktu odniesienia dla współczesnych procesów beatyfikacyjnych.

Ks. Wintow przypomina, że proces beatyfikacyjny bpa Zygmunta Łozińskiego — jednego z najbardziej symbolicznych pasterzy Kościoła na Białorusi — jest zaawansowany, ale nadal wymaga pracy badawczej i teologicznej. Biskup, więziony i szykanowany przez bolszewików, pozostaje ważnym świadkiem wiary i niezłomności. Teolog podkreśla jednak, że proces nie może zostać zakończony bez potwierdzonego cudu, który jest niezbędnym elementem beatyfikacji. Kościół — jak zaznacza — musi zachować pełną ostrożność, aby nie ulec presji emocjonalnej czy politycznej, zwłaszcza w obecnych warunkach na Białorusi.

Biskup Zygmunt Łoziński, kolaż: Vatican News

W odniesieniu do Edwarda Woyniłłowicza, fundatora kościoła św. Szymona i Heleny w Mińsku, dominikanin zauważa, że proces znajduje się na wcześniejszym etapie i wymaga szczególnej precyzji metodologicznej. Woyniłłowicz jest postacią o dużym znaczeniu historycznym i kulturowym, ale — jak podkreśla o. Wintou — Kościół nie beatyfikuje za zasługi społeczne czy narodowe, lecz za heroiczność cnót i świadectwo życia chrześcijańskiego. Dlatego konieczne jest oddzielenie pamięci historycznej od kryteriów teologicznych.

Edward Woyniłłowicz, kolaż: Vatican News

W rozmowie pojawia się również refleksja nad postacią kard. Kazimierza Świątka, którego życie — naznaczone łagrami, prześladowaniami i heroiczną wiernością Kościołowi — stanowi przykład świętości dojrzewającej w ekstremalnych warunkach. O. Wintou wskazuje, że świadectwo kardynała jest ważnym punktem odniesienia dla współczesnych procesów beatyfikacyjnych na Białorusi, pokazując, jak głęboko zakorzeniona może być świętość w doświadczeniu cierpienia.

Dominikanin podkreśla, że święci nie są narzędziem budowania tożsamości narodowej ani elementem politycznej narracji. Są „ikonami Chrystusa”, które mają prowadzić wiernych do duchowej przemiany. Dlatego procesy beatyfikacyjne muszą być prowadzone z pełną odpowiedzialnością, bez pośpiechu i bez prób instrumentalizacji.

Znadniemna.pl na podstawie Vatican Newsna zdjęciu: doktor teologii, dominikanin Jauhien Wintou, fot.: Vatican News

Białoruski doktor teologii, ksiądz Eugeniusz Wintow, będący kapłanem posługującym w archidiecezji mińsko-mohylewskiej, udzielił wywiadu Vatican News, w którym rozważał o aktualnym stanie procesów beatyfikacyjnych dwóch kluczowych postaci Kościoła na Białorusi: biskupa Zygmunta Łozińskiego — męczennika prześladowanego przez bolszewików, oraz Edwarda Woyniłłowicza — fundatora Czerwonego Kościoła

Z okazji Złotego Jubileuszu Kapłaństwa biskupa seniora diecezji grodzieńskiej Aleksandra Kaszkiewicza papież Leon XIV skierował do jubilata osobiste życzenia, wyrażając wdzięczność za jego wieloletnią posługę w Kościele na Białorusi. Ojciec Święty udzielił także apostolskiego błogosławieństwa biskupowi oraz jego bliskim.

W przesłaniu podpisanym przez papieża Leona XIV podkreślono, że 50‑lecie kapłaństwa pierwszego ordynariusza diecezji grodzieńskiej jest okazją do wyrażenia głębokiej wdzięczności za „ofiarne służenie duchowemu dobru Kościoła na Białorusi”. Papież zaznaczył, że bp Kaszkiewicz z oddaniem wypełniał powierzoną mu misję, a jego wieloletnia obecność w Konferencji Episkopatu — której przez lata przewodniczył — pozostaje ważnym świadectwem troski o Kościół lokalny.

Biskup emeryt Aleksander Kaszkiewicz, obchodzący Żłoty Jubileusz Kapłaństwa, fot.: Grodnensis.by

Leon XIV przypomniał również o „apostolskiej gorliwości o Chrystusowe stado”, którą biskup senior okazywał poprzez wiarę, miłość i wytrwałość w codziennej posłudze. W imieniu Stolicy Apostolskiej zapewnił o duchowej łączności z jubilatem i radości z jego jubileuszu.

Na zakończenie papież udzielił bp. Kaszkiewiczowi oraz jego bliskim apostolskiego błogosławieństwa, życząc „bratu Aleksandrowi” wszelkiego dobra i umocnienia na dalsze lata życia i służby.

Znadniemna.pl na podstawie Grodnensis.byfot.: Vatican News

Z okazji Złotego Jubileuszu Kapłaństwa biskupa seniora diecezji grodzieńskiej Aleksandra Kaszkiewicza papież Leon XIV skierował do jubilata osobiste życzenia, wyrażając wdzięczność za jego wieloletnią posługę w Kościele na Białorusi. Ojciec Święty udzielił także apostolskiego błogosławieństwa biskupowi oraz jego bliskim. W przesłaniu podpisanym przez papieża Leona XIV

Podczas dzisiejszej gali „Człowiek Roku Gazety Wyborczej” jednym z najbardziej przejmujących momentów było wręczenie Nagrody Specjalnej Andrzejowi Poczobutowi — dziennikarzowi, publicyście i działaczowi polskiej mniejszości na Białorusi, który przez lata pozostawał więźniem reżimu Alaksandra Łukaszenki.

W warszawskim spotkaniu, które zgromadziło przedstawicieli świata kultury, mediów, nauki i organizacji społecznych, wyróżnienie dla Poczobuta stało się jednym z centralnych punktów wieczoru. Podkreślano, że to jedna z najważniejszych postaci polskiej społeczności na Białorusi, a zarazem symbol sprzeciwu wobec represji i walki o prawa człowieka.

W laudacji przypomniano, że Poczobut jest dziennikarzem, publicystą i działaczem polskiej mniejszości, więźniem politycznym oraz Kawalerem Orderu Orła Białego. Jego wieloletnie uwięzienie stało się jednym z najbardziej znanych przykładów prześladowań wobec niezależnych dziennikarzy i aktywistów. Po uwolnieniu w 2026 roku zapowiedział, że gdy tylko pozwoli mu na to stan zdrowia, zamierza wrócić na Białoruś.

Odbierając nagrodę, Poczobut wygłosił krótkie, lecz niezwykle mocne przemówienie. „Nie czuję się bohaterem. (…) Ale faktem jest, że mnie nie złamali. Dlatego tak się boją polskiego ducha nad Niemnem” — powiedział ze sceny. Jego słowa wywołały długą owację i stały się jednym z najbardziej zapamiętanych fragmentów gali.

Z okazji przyznania wyróżnienia „Gazeta Wyborcza” opublikowała laudację, w której podkreślono, że Poczobut pozostaje symbolem odwagi, wierności wartościom i odpowiedzialności za wspólnotę. Redakcja zaznaczyła, że jego postawa — zarówno w działalności publicznej, jak i w czasie wieloletniego uwięzienia — budzi powszechny szacunek i stanowi świadectwo siły polskiej tożsamości na Białorusi.

Znadniemna.pl na podstawie TVP.info i Wyborcza.pl, na zdjęciu: Andrzej Poczobut przemawia podczas gali „Człowiek Roku Gazety Wyborczej” fot.: facebook.com

 

Podczas dzisiejszej gali „Człowiek Roku Gazety Wyborczej” jednym z najbardziej przejmujących momentów było wręczenie Nagrody Specjalnej Andrzejowi Poczobutowi — dziennikarzowi, publicyście i działaczowi polskiej mniejszości na Białorusi, który przez lata pozostawał więźniem reżimu Alaksandra Łukaszenki. W warszawskim spotkaniu, które zgromadziło przedstawicieli świata kultury, mediów, nauki i

Metropolita mińsko‑mohylewski abp Józef Staniewski w rozmowie z białoruską redakcją Vatican News przyznał, że władze Białorusi systemowo odmawiają polskim duchownym prawa do dalszej posługi. Jak podkreślił, kolejne decyzje o nieprzedłużeniu zezwoleń dotykają parafie w całym kraju, a Kościół zmuszony jest szukać rozwiązań w sytuacji, która „nie zależy od niego”.

W wywiadzie hierarcha mówi wprost, że proces cofania zezwoleń trwa od dłuższego czasu, a decyzje władz są jednostronne i niepodważalne. Zaznacza, że diecezje starają się reagować, ale „nie wszystko zależy od Kościoła”, a każda odmowa oznacza realne osłabienie wspólnot, które od lat prowadzone były przez polskich kapłanów. Abp Staniewski podkreśla również, że w obecnych warunkach nie ma możliwości przewidzenia, ilu duchownych będzie mogło kontynuować posługę w kolejnych miesiącach.

Białoruska inicjatywa „Chrześcijańska Wizja”, streszczając rozmowę, zwraca uwagę, że słowa metropolity są najbardziej otwartym dotąd potwierdzeniem, iż władze Białorusi prowadzą konsekwentną politykę ograniczania obecności polskich księży.

Organizacja przypomina, że to właśnie duchowni z Polski przez dekady stanowili fundament odbudowy struktur Kościoła katolickiego po upadku ZSRR.

Ostatnie miesiące przyniosły kolejne przykłady takich działań. Jak informowaliśmy niedawno, władze odmówiły przedłużenia zezwoleń m.in. pięciu polskim księżom i jednemu zakonnikowi pracującym w archidiecezji mińsko‑mohylewskiej, w tym długoletnim proboszczom i dziekanom. Wcześniej podobne decyzje zapadły wobec duchownych w diecezjach witebskiej i pińskiej. Każdy z tych przypadków oznaczał konieczność nagłego opuszczenia parafii i pozostawienia wiernych bez duszpasterzy, którzy często pracowali tam od kilkunastu lub kilkudziesięciu lat.

Słowa abp. Staniewskiego potwierdzają więc to, o czym od miesięcy alarmują wierni i organizacje monitorujące sytuację Kościoła na Białorusi: proces eliminowania polskich księży trwa i ma charakter systemowy, a jego skutki coraz dotkliwiej odczuwają lokalne wspólnoty.

 Znadniemna.pl na podstawie Vatican News, Na zdjęciu: Abp Józef Staniewski w Watykanie, fot.: Vatican News

Metropolita mińsko‑mohylewski abp Józef Staniewski w rozmowie z białoruską redakcją Vatican News przyznał, że władze Białorusi systemowo odmawiają polskim duchownym prawa do dalszej posługi. Jak podkreślił, kolejne decyzje o nieprzedłużeniu zezwoleń dotykają parafie w całym kraju, a Kościół zmuszony jest szukać rozwiązań w sytuacji, która

Rada Miasta Sopotu podczas sesji, która odbyła się dziś – 28 maja 2026 roku – jednogłośnie podjęła uchwałę o nadaniu Andrzejowi Poczobutowi tytułu Honorowego Obywatela Sopotu. Oficjalna uroczystość wręczenia wyróżnienia odbędzie się 6 września podczas Koncertu dla Mieszkańców w Operze Leśnej.

Decyzja sopockich radnych jest wyrazem solidarności miasta z prześladowanymi na Białorusi oraz hołdem dla odwagi i niezłomności Andrzeja Poczobuta, dziennikarza i działacza polskiej mniejszości, który spędził ponad pięć lat w więzieniu reżimu Łukaszenki.

Poczobut we wpisie na portalu X podziękował władzom Sopotu za przyznanie wyróżnienia. „To zaszczyt dla mnie. Z całego serca dziękuję też za wieloletnią współpracę i konsekwentne wspieranie Związku Polaków na Białorusi!” – napisał, przypominając o konsekwentnym zaangażowaniu miasta w sprawy represjonowanych Polaków na Białorusi.

W uzasadnieniu uchwały podkreślono, że „Sopot od wielu lat angażuje się w działania solidarnościowe i pomocowe wobec osób prześladowanych, potrzebujących oraz zmuszonych do opuszczenia swoich domów z przyczyn politycznych lub humanitarnych”. Miasto „wielokrotnie dawało wyraz swojej solidarności poprzez działania samorządu, organizacji społecznych, instytucji miejskich oraz samych mieszkańców”, tworząc wspólnotę „opartą na empatii, odpowiedzialności i otwartości”.

Wrześniowa uroczystość w Sopocie będzie kolejnym ważnym momentem w kalendarzu publicznych wystąpień Poczobuta po jego uwolnieniu — wcześniej odebrał już z rąk prezydenta RP Karola Nawrockiego Order Orła Białego, a w połowie czerwca ma pojawić się w Parlamencie Europejskim, który uhonorował go Nagrodą Sacharowa.

 Znadniemna.pl na podstawie Polskie Radio, na zdjęciu: Andrzej Poczobut z żoną Oksaną podczas niedawnej wizyty w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, fot.: Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku

Rada Miasta Sopotu podczas sesji, która odbyła się dziś – 28 maja 2026 roku – jednogłośnie podjęła uchwałę o nadaniu Andrzejowi Poczobutowi tytułu Honorowego Obywatela Sopotu. Oficjalna uroczystość wręczenia wyróżnienia odbędzie się 6 września podczas Koncertu dla Mieszkańców w Operze Leśnej. Decyzja sopockich radnych jest wyrazem

Podczas audiencji ogólnej 27 maja papież Leon XIV spotkał się z Alesiem Bialackim, białoruskim laureatem Pokojowej Nagrody Nobla, który przybył do Watykanu wraz z żoną Natalią Pinczuk. Bialacki przekazał Ojcu Świętemu list opisujący prześladowania wierzących i duchowieństwa w Białorusi, prosząc, by Stolica Apostolska „nie zapominała o kraju, w którym wiara staje się powodem do represji”.

Noblista został zaproszony jako honorowy uczestnik audiencji i wraz z żoną zajmował miejsce w loży tuż obok papieskiej sceny. W rozmowie z Leonem XIV podziękował za dotychczasową troskę o więzionych Białorusinów, podkreślając, że wśród blisko tysiąca więźniów politycznych znajdują się osoby prześladowane właśnie z powodu swojej wiary. Zwrócił uwagę, że sytuacja Kościoła w kraju pogarsza się z każdym miesiącem, a działania władz wobec wspólnot religijnych mają charakter systemowy i celowy.

W przekazanym Papieżowi liście Bialacki szczegółowo opisał warunki panujące w białoruskich więzieniach oraz sytuację wierzących, którzy stają się celem aparatu bezpieczeństwa. Wskazał na aresztowanie ks. Anatola Parachniewicza, przypomniał o uwolnieniu ks. Henryka Okołotowicza i o. Andrzeja Juchniewicza, zaznaczając jednak, że obaj duchowni zostali pozbawieni prawa powrotu do ojczyzny. Podkreślił, że represje dotykają zarówno Kościół katolicki, jak i inne wspólnoty chrześcijańskie, a ich skala pozostaje w dużej mierze ukryta z powodu zastraszania rodzin i blokowania przepływu informacji.

Aleś Bialacki, który sam spędził ponad cztery lata w więzieniu z zasądzonych dziesięciu i został zwolniony dopiero w grudniu 2025 roku przy międzynarodowym pośrednictwie, mówił Papieżowi o cierpieniu więźniów, o warunkach izolacji oraz o rosnącej presji wobec osób wierzących. Jego spotkanie z Leonem XIV stało się mocnym świadectwem o sytuacji, w której wolność religijna na Białorusi jest jednym z najbardziej zagrożonych praw człowieka.

Znadniemna.pl na podstawie Ekai.pl, na zdjęciu: Papież Leon XIV wita białoruskiego noblistę Alesia Bialackiego i jego małżonkę Natalię Pinczuk, fot.: Katolik.life

 

Podczas audiencji ogólnej 27 maja papież Leon XIV spotkał się z Alesiem Bialackim, białoruskim laureatem Pokojowej Nagrody Nobla, który przybył do Watykanu wraz z żoną Natalią Pinczuk. Bialacki przekazał Ojcu Świętemu list opisujący prześladowania wierzących i duchowieństwa w Białorusi, prosząc, by Stolica Apostolska „nie zapominała

Mija dokładnie 150 lat od dnia, w którym przyszedł na świat jeden z najbardziej fascynujących, a zarazem najbardziej zwalczanych przez komunistyczną cenzurę polskich pisarzy. Ferdynand Antoni Ossendowski – podróżnik, naukowiec, świadek krwawych narodzin bolszewizmu i drugi, po Henryku Sienkiewiczu, najpoczytniejszy polski autor dwudziestolecia międzywojennego na świecie – pozostaje postacią, której życiorys mógłby posłużyć za scenariusz dla kilku hollywoodzkich produkcji.

Dla nas, współczesnych, jego postać ma jednak wymiar szczególny: głęboko zakorzeniony w etosie Kresów Wschodnich i wciąż żywy w pamięci tych, którzy walczą z totalitarnym kłamstwem.

Syn Ziemi Witebskiej

Ferdynand Antoni Ossendowski przyszedł na świat w Lucynie (dzisiejsza Ludza na Łotwie), w Imperium Rosyjskim – miasteczku w guberni witebskiej – regionie o bogatej, wielokulturowej przeszłości. Dzieciństwo i młodość spędzone w tym kresowym tyglu, w bliskości tamtejszej przyrody i specyficznego ducha pogranicza, ukształtowały niezwykłą wrażliwość oraz wieczną ciekawość świata niestrudzonego wędrowca.

Los rzucił go na bezkresne obszary Imperium Rosyjskiego i Azji. Jako chemik i geograf brał udział w wyprawach naukowych na Syberię, Mandżurię i do Chin. Prawdziwą próbą ognia okazał się jednak rok 1917. Ossendowski na własne oczy widział narodziny potwora – krwawą rewolucję bolszewicką. Ścigany przez czerezwyczajkę (Czeka – pierwszą sowiecką tajną policję polityczną, słynącą ze skrajnego okrucieństwa i masowych egzekucji), podjął dramatyczną ucieczkę przez ogarniętą chaosem Syberię, Mongolię i rubieże Tybetu. Przeżycia te opisał w głośnej książce „Zwierzęta, ludzie, bogowie”, która przyniosła mu globalną sławę, osiągając gigantyczne nakłady i tłumaczenia na kilkadziesiąt języków.

„Lenin” – wyrok śmierci wydany przez system

Powróciwszy do wolnej Polski, Ossendowski stał się jednym z najważniejszych głosów ostrzegających Zachód przed barbarzyństwem płynącym z Moskwy. Kulminacją jego publicystycznej i literackiej działalności była wydana w 1930 roku powieść beletryzowana „Lenin”. Pisarz, posługując się faktami i własnymi obserwacjami, bezlitośnie obnażył w niej psychopatyczny profil wodza rewolucji, pokazując moralną pustkę i okrucieństwo nowego systemu.

Okładka polskiego wydania „Lenina” Ossendowskiego, fot.: tezeusz.pl

Sowieci nigdy mu tego nie wybaczyli. Książka uderzała w sam fundament założycielskiego mitu ZSRR. Jak potężna była to nienawiść, pokazały wydarzenia z początku 1945 roku. Ossendowski zmarł w Żółwinie pod Warszawą tuż przed wkroczeniem Armii Czerwonej. Kilka dni po jego pogrzebie, funkcjonariusze NKWD rozkopali jego grób, by upewnić się, czy „największy wróg systemu” naprawdę nie żyje. Przez cały okres PRL-u jego nazwisko było objęte całkowitym zapisem cenzorskim, a książki bezwzględnie usuwano z bibliotek i niszczono.

Jak „Lenin” Ossendowskiego przemówił po rosyjsku

Choć komuniści próbowali całkowicie wymazać pamięć o pisarzu, jego dzieło przetrwało i po latach wróciło tam, gdzie jest najbardziej potrzebne. Przez dziesięciolecia paradoksem pozostawał bowiem fakt, że genialna i demaskatorska powieść „Lenin” nigdy nie była dostępna w języku rosyjskim – języku tych, którzy najbardziej ucierpieli z rąk komunistycznej dyktatury.

Ta historyczna luka została zamknięta dzięki niezwykłemu splotowi losów. Pierwszego w historii tłumaczenia powieści „Lenin” na język rosyjski dokonał nasz redakcyjny kolega Andrzej Pisalnik, a misję tę powierzył mu człowiek-legenda – śp. Paweł Szeremet.

Szeremiet, wybitny niezależny dziennikarz pochodzący z Mińska, który sam stał się symbolem bezkompromisowej walki o wolność słowa na Białorusi, w Rosji i Ukrainie (gdzie zginął w tragiczny sposób w zamachu bombowym w 2016 roku), doskonale rozumiał niszczycielską siłę postradzieckiego mitu. To właśnie on dostrzegł w zapomnianej książce Ossendowskiego genialny oręż intelektualny. Zlecając Pisalnikowi ten trudny i odpowiedzialny przekład, Szeremet doprowadził do spełnienia symbolicznego aktu dziejowej sprawiedliwości.

„Lenin” wydany dzięki staraniom Pawła Szeremeta w Rosji w języku rosyjskim. Fot. arhciwum Znadniemna.pl

Dzięki tej współpracy wydanie to stało się potężnym narzędziem edukacyjnym dla niezależnych środowisk na całym obszarze postradzieckim, odkłamując postać Lenina i pokazując prawdziwe, zbrodnicze korzenie systemu, którego cienie wciąż ciągną się nad Europą Wschodnią.

W 150. rocznicę urodzin Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego wspominamy go nie tylko jako mistrza pióra i syna Ziemi Witebskiej, ale jako proroka, którego Słowo – dzięki wizjonerstwu i odwadze takich ludzi jak Paweł Szeremet – wciąż brzmi donośnie jako przestroga i drogowskaz ku wolności.

Opr. Kazimierz Sadowski/Znadniemna.pl, źródło portretu Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego: Wikipedia

Mija dokładnie 150 lat od dnia, w którym przyszedł na świat jeden z najbardziej fascynujących, a zarazem najbardziej zwalczanych przez komunistyczną cenzurę polskich pisarzy. Ferdynand Antoni Ossendowski – podróżnik, naukowiec, świadek krwawych narodzin bolszewizmu i drugi, po Henryku Sienkiewiczu, najpoczytniejszy polski autor dwudziestolecia międzywojennego na

W ciągu zaledwie pierwszej doby od apelów żony polityka, Iny Kulej, darczyńcy wpłacili na rzecz Aleksandra Milinkiewicza ponad 83 tysiące złotych. To już blisko dwie trzecie z potrzebnej kwoty, która ma pokryć koszty kosztownego leczenia i intensywnej rehabilitacji. W akcję pomocy dla lidera białoruskich sił demokratycznych zaangażowało się już ponad 600 osób.

Aleksander Milinkiewicz – wspólny kandydat opozycji w wyborach prezydenckich na Białorusi w 2006 roku oraz Honorowy Członek Związku Polaków na Białorusi – od listopada 2025 roku zmaga się z poważnymi problemami zdrowotnymi. Trafił do szpitala po skomplikowanej operacji usunięcia skrzepliny w tętnicy szyjnej.

Po zabiegu u polityka doszło do obrzęku mózgu, w wyniku czego spędził on kilka tygodni na oddziale reanimacji. Walkę o życie utrudniły dodatkowo ciężkie infekcje, które wymagały wielomiesięcznego, wycieńczającego leczenia szpitalnego.

Obecnie stan Aleksandra Milinkiewicza jest stabilny, jednak wymaga on natychmiastowej i intensywnej rehabilitacji neurologicznej oraz ruchowej. Polityk ma niesprawną lewą rękę i wciąż boryka się z dużymi trudnościami z chodzeniem. Koszt dalszego specjalistycznego leczenia, profesjonalnej rehabilitacji oraz bieżącej opieki oszacowano na około 30 tysięcy euro (ok. 130 tysięcy złotych).

Organizatorem zbiórki jest rodzina oraz bliscy polityka, którzy apelują o dalszą solidarność i wsparcie, by jak najszybciej zebrać brakującą część funduszy i zapewnić Milinkiewiczowi powrót do sprawności.

Jak można pomóc? Oficjalna zbiórka funduszy na leczenie i rehabilitację Aleksandra Milinkiewicza jest prowadzona na platformie Zrzutka.pl pod adresem: https://zrzutka.pl/p8hzuf

 Znadniemna.pl na podstawie Białoruska Redakcja Polskiego Radia oraz  Zrzutka.pl, na zdjęciu: Aleksander Milinkiewicz z żoną Iną Kulej, fot.: Facebook.com/ina.kuley

W ciągu zaledwie pierwszej doby od apelów żony polityka, Iny Kulej, darczyńcy wpłacili na rzecz Aleksandra Milinkiewicza ponad 83 tysiące złotych. To już blisko dwie trzecie z potrzebnej kwoty, która ma pokryć koszty kosztownego leczenia i intensywnej rehabilitacji. W akcję pomocy dla lidera białoruskich sił

Przejdź do treści