HomeStandard Blog Whole Post

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na Białorusi Znadniemna.pl, zablokowali także szefowi „GP” dostęp do tweetdecka – aplikacji do zarządzania Twitterem. Jak dowiedział się portal Niezalezna.pl – atak na powiązany z Telewizją Republiką serwis „Poland Daily” został dokonany z Rygi, stolicy Łotwy.

Rasa Jakilaitiene, rzeczniczka litewskiego ministra spraw zagranicznych, powiedziała, że fałszywa wiadomość została umieszczona na polskiej stronie internetowej.

Fałszywe wiadomości pojawiły się na Polanddaily.com. W zamieszczonym tam artykule znalazła się uwaga ministra Linkeviciusa, w której twierdził, że na Białoruś trzeba wysłać siły pokojowe – powiedziała rzeczniczka.

Rzeczniczka litwewskiego MSZ zwróciła uwagę, że dla podniesienia wiarygodności fake newsa w artykule pojawiała się także wzmianka na temat polskiego ministra spraw zagranicznych.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy wydało oświadczenie zaprzeczające fałszywym informacjom. Potwierdzono, że odpowiednie służby wszczęły już w tej sprawie dochodzenie.

Jest wysoce prawdopodobne, że trwa cyberatak informacyjny, który jest obecnie badany przez władze litewskie – czytamy w komunikacie.

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” stracił dostęp do konta (zmieniono hasło), na którym wstawiono odnośnik do artykułu zamieszczonego na portalu Znadniemna.pl, który prowadzi Związek Polaków na Białorusi. Ów artykuł to także cyberprowokacja. Dowiadujemy się z niego, że „Polska i Litwa wzywają NATO do wysłania wojsk na Białoruś”.

Podrobiony artykuł na portalu „Poland Daily” nosił tytuł „Polska i Litwa naciskają na wysłanie wojsk na Białoruś”. Napisany był w języku angielskim i podobnie jak publikacja wrzucona na Znadniemna.pl, dezinformował o rzekomych naciskach Polski, Litwy i Stanów Zjednoczonych na NATO. W tekście pojawiły się też nazwiska ministra spraw zagranicznych Polski Zbigniewa Rau oraz Swiatłany Cichanouskiej. Na zdjęciu głównym umieszczono szefa litewskiej dyplomacji Linasa Linkevičiusa.

To nie pierwszy rosyjski atak na media związane ze „Strefą Wolnego Słowa”. Przypomnijmy: w maju 2020 r. portal Niezalezna.pl dwukrotnie padł ofiarą rosyjskich hakerów, którzy zmieniali treść naszych publikacji.

Na naszą stronę (a także na portale Telewizji Republika, Radia Szczecin, olsztyn24.pl oraz stronę gminy Orzysz, gdzie znajduje się garnizon) wstawiono artykuł pt. Amerykanie „chwalą” pobyt w Drawsku. „Jedyne czym mogą strzelić to gumki od majtek”

Gdy opublikowaliśmy informację o tym ataku, Rosjanie dokonali kolejnego włamania, zmieniając ją na „newsa”, że Niezalezna.pl przyznaje się do autorstwa wcześniejszego artykułu.

To nie koniec działań Moskwy przeciwko naszym mediom. Pod koniec maja na anglojęzycznym prorosyjskim portalu „The Duran” ukazał się „wywiad”, przeprowadzony rzekomo przez Katarzynę Gójską dla „Gazety Polskiej”. Rozmówcą wicenaczelnej tygodnika miał być amerykański generał broni Christopher G. Cavoli, dowódca sił amerykańskich w Europie. Nie trzeba chyba dodawać, że rozmowa, w której Cavoli twierdzi, że Polska i kraje bałtyckie są fatalnie zorganizowane pod względem militarnym, została w całości wymyślona.

Znadniemna.pl za niezalezna.pl

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na

Zabytkowe obrazy religijne należące do ks. Henryka Okołotowicza, byłego więźnia politycznego skazanego przez białoruski sąd na 11 lat kolonii karnej, zostały wystawione na sprzedaż. Aukcje zakończyły się sprzedażą wszystkich trzech ikon jednemu nabywcy. Dochód ze sprzedaży majątku duchownego trafi do budżetu państwa – poinformowali działacze z brzeskiego oddziału Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna”.

Represje wobec ks. Henryka Okołotowicza nie zakończyły się wraz z jego uwolnieniem i wyjazdem z Białorusi. Władze nadal przejmują i sprzedają jego majątek. Tym razem na aukcję trafiły trzy zabytkowe ikony należące do kapłana: „Zmartwychwstanie Chrystusa”, „Święta Męczennica Paraskewia”, „Matka Boża Trzech Radości”.

Każdy z obrazów został wystawiony na osobnej aukcji. We wszystkich przypadkach zgłosił się tylko jeden zainteresowany kupiec, który nabył dzieła za cenę wywoławczą. Łącznie za trzy ikony do białoruskiego budżetu miało trafić 4620 rubli białoruskich (ok. 6,1 tys. złotych).

Najstarsza ze sprzedanych ikon pochodzi z XVIII wieku. Jej sprzedaż przez państwo wywołuje szczególne oburzenie, ponieważ nie chodzi jedynie o przedmioty materialne, ale o dzieła związane z historią Kościoła katolickiego na Białorusi i osobą duchownego, który padł ofiarą represji politycznych.

Kolejne aukcje majątku księdza

Sprzedaż ikon jest kolejnym etapem pozbywania się majątku ks. Okołotowicza. Wcześniej białoruskie władze wystawiły na sprzedaż również jego samochód, inne przedmioty należące do kapłana oraz nieruchomości.

2 lipca po raz czwarty próbowano sprzedać działkę należącą do duchownego w miejscowości Nowa Mysz w rejonie baranowickim obwodu brzeskiego. Aukcja ponownie nie doszła do skutku, ponieważ nie znalazł się żaden chętny nabywca.

Kapłan skazany za „zdradę państwa”

Ks. Henryk Okołotowicz

Ks. Henryk Okołotowicz, proboszcz parafii w Nowej Myszy, został zatrzymany 16 listopada 2023 roku. Białoruski sąd uznał go za winnego „zdrady państwa” i skazał na 11 lat pozbawienia wolności.

Duchowny od początku odrzucał oskarżenia. Podczas śledztwa informował, że zarzuty dotyczące rzekomej współpracy z Watykanem i Polską są bezpodstawne i nie mają potwierdzenia w rzeczywistości.

Po niemal dwóch latach spędzonych w więzieniu ks. Okołotowicz został zwolniony w listopadzie 2025 roku w ramach aktu łaski. Jednak wolność oznaczała dla niego konieczność opuszczenia ojczyzny. Razem z innym uwolnionym duchownym – ks. Andrzejem Juchniewiczem – został przewieziony do Rzymu, gdzie obaj kapłani dochodzą do zdrowia po pobycie w więzieniu.

Sprzedaż majątku ks. Henryka Okołotowicza pokazuje, że represje wobec osób uznanych przez władze za przeciwników politycznych nie kończą się nawet po ich uwolnieniu.

Znadniemna.pl/@viasna_brest

Zabytkowe obrazy religijne należące do ks. Henryka Okołotowicza, byłego więźnia politycznego skazanego przez białoruski sąd na 11 lat kolonii karnej, zostały wystawione na sprzedaż. Aukcje zakończyły się sprzedażą wszystkich trzech ikon jednemu nabywcy. Dochód ze sprzedaży majątku duchownego trafi do budżetu państwa – poinformowali działacze

Od trzech tygodni na antenie Pierwszego Programu Białoruskiego Radia nie jest transmitowana niedzielna Msza św. z archikatedry pw. Najświętszej Maryi Panny w Mińsku. Wierni obawiają się, że może to oznaczać kolejne ograniczenie obecności Kościoła katolickiego w przestrzeni publicznej, choć liczą, że przerwa ma jedynie charakter techniczny.

Sprawdzono emisję z niedzieli, 12 lipca. Zamiast Mszy św. słuchacze usłyszeli muzykę klasyczną. Informacje zamieszczone na stronie internetowej radia również wskazują na nieścisłości. W ramówce na godzinę 8.15 zapowiedziano program „Kazanie katolickie”, jednak faktycznie wyemitowano inną audycję.

Dla wielu katolików, zwłaszcza osób starszych, samotnych i chorych, transmisja radiowa była jedyną możliwością uczestniczenia w niedzielnej liturgii.

Jedna z wiernych opowiedziała, że jej ciężko chora, leżąca krewna od wielu lat uczestniczyła we Mszy św. właśnie dzięki radiowej transmisji. Brak nabożeństwa od trzech tygodni jest dla niej źródłem dużego stresu i poczucia duchowej izolacji.

Choć z archikatedry oraz z innych kościołów na Białorusi prowadzone są transmisje internetowe, wielu seniorów nie korzysta z internetu ani nowoczesnych urządzeń, dlatego radio pozostaje dla nich jedynym sposobem uczestniczenia w liturgii.

Jak ustalili wierni, również parafia archikatedralna nie wiedziała o zaprzestaniu emisji. Kapłani nadal odprawiali niedzielną Mszę św. o godz. 8.15 zgodnie z harmonogramem, dostosowując jej przebieg do czasu przeznaczonego na transmisję radiową. Wszystko wskazuje na to, że parafia nie została uprzedzona o wstrzymaniu nadawania.

Wierni próbowali uzyskać wyjaśnienia od kierownictwa rozgłośni. Na stronie internetowej radia nie znaleźli jednak numerów telefonów do redakcji, a połączenia na numery dostępne w internetowych katalogach pozostały bez odpowiedzi. Nie doczekali się również reakcji na wiadomości wysłane za pośrednictwem mediów społecznościowych.

W aktualnym programie Pierwszego Programu Białoruskiego Radia na najbliższą niedzielę ponownie widnieje pozycja „Kazanie katolickie” o godz. 8.15. Wierni mają nadzieję, że tym razem transmisja Mszy św. zostanie przywrócona, a jej wcześniejsze wstrzymanie było jedynie skutkiem problemów technicznych.

Radiowe transmisje Mszy św. z mińskiej archikatedry zostały wznowione w 2021 roku po interwencji ówczesnego administratora apostolskiego archidiecezji mińsko-mohylewskiej, śp. biskupa Kazimierza Wielikosielca. Od tamtej pory były emitowane regularnie przez ostatnich pięć lat.

Brak oficjalnego wyjaśnienia ze strony państwowego nadawcy budzi jednak niepokój wiernych, zwłaszcza w sytuacji, gdy na Białorusi od kilku lat obserwowane są coraz większe ograniczenia działalności Kościoła katolickiego i innych wspólnot religijnych.

Znadniemna.pl/katolik.life

Od trzech tygodni na antenie Pierwszego Programu Białoruskiego Radia nie jest transmitowana niedzielna Msza św. z archikatedry pw. Najświętszej Maryi Panny w Mińsku. Wierni obawiają się, że może to oznaczać kolejne ograniczenie obecności Kościoła katolickiego w przestrzeni publicznej, choć liczą, że przerwa ma jedynie charakter

Kolejny katolicki duchowny padł ofiarą represji białoruskiego reżimu. Ks. Jerzy Grycko, administrator parafii w Dereczynie na Grodzieńszczyźnie, został zatrzymany przez milicję i skazany na 15 dni aresztu administracyjnego. Władze nie poinformowały, o co oskarżono kapłana. Zdaniem obrońców praw człowieka przyczyną prześladowania mogła być niedawna wizyta grupy duchownych i świeckich z Polski oraz Niemiec.

Według przekazanych informacji 9 lipca do księdza zadzwonili przedstawiciele lokalnych władz, prosząc go o przyjazd do siedziby rady wiejskiej. Gdy około godziny 17.00 duchowny stawił się na miejscu, czekali już na niego funkcjonariusze milicji.

Kapłan został zatrzymany, zakuty w kajdanki i przewieziony na posterunek. Samochód duchownego pozostał zaparkowany przed budynkiem rady wiejskiej. Już następnego dnia, 10 lipca, sąd skazał go na 15 dób aresztu. Nie wiadomo, o jakie wykroczenie lub czyn został oskarżony.

Według obrońców praw człowieka bezpośrednią przyczyną represji mogła być niedawna wizyta zagranicznych gości w Dereczynie. Kilka dni przed zatrzymaniem księdza Grycko odwiedziło około dziesięciu osób z Polski i Niemiec – zarówno duchownych, jak i świeckich. Niewykluczone, że właśnie ten kontakt z zagranicą zwrócił uwagę białoruskich służb.

Ks. Jerzy Grycko od wielu lat posługuje w parafiach diecezji grodzieńskiej. 7 października 2024 roku został zwolniony z obowiązków rezydenta parafii pw. św. Jana Pawła II w Smorgoniach (dekanat smorgoński) i mianowany administratorem parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Dereczynie (dekanat słonimski).

Nie jest to pierwszy przypadek nacisków na duchownego. W przeszłości był on wielokrotnie atakowany przez prorządowe kanały propagandowe, które przedstawiały go w negatywnym świetle.

Według inicjatywy „Chrześcijańska Wizja” od jesieni 2020 roku do końca maja 2026 roku z różnymi formami represji na Białorusi zetknęło się co najmniej 93 chrześcijańskich duchownych, w tym 36 księży katolickich.

Znadniemna.pl

Kolejny katolicki duchowny padł ofiarą represji białoruskiego reżimu. Ks. Jerzy Grycko, administrator parafii w Dereczynie na Grodzieńszczyźnie, został zatrzymany przez milicję i skazany na 15 dni aresztu administracyjnego. Władze nie poinformowały, o co oskarżono kapłana. Zdaniem obrońców praw człowieka przyczyną prześladowania mogła być niedawna wizyta

Mija kolejna rocznica brutalnej niemieckiej operacji „Hermann”, która latem 1943 roku obróciła w zgliszcza dziesiątki kresowych osad i na zawsze zmieniła losy mieszkańców rejonu Puszczy Nalibockiej.

Przeprowadzona w okresie od 13 lipca do 8 sierpnia akcja pacyfikacyjna była bezpośrednią odpowiedzią okupanta na brawurowe Powstanie Iwienieckie z 19 czerwca, kiedy to żołnierze Armii Krajowej rozbili niemiecki garnizon, stając w obronie gnębionej ludności cywilnej. Zemsta hitlerowców uderzyła z bezwzględną siłą nie tylko w polskie i sowieckie oddziały partyzanckie, ale przede wszystkim w bezbronne kobiety, dzieci i mężczyzn zamieszkujących okoliczne wioski.

Podczas wielotygodniowej obławy niemieckie oddziały zastosowały taktykę spalonej ziemi, metodycznie niszcząc osady stanowiące naturalne zaplecze dla leśnych oddziałów. Mieszkańcy pacyfikowanych terenów uciekali w głąb puszczy lub padali ofiarą masowych deportacji. Tysiące rodzin zostało rozdzielonych, a dorośli wraz z dziećmi zostali wywiezieni w nieludzkich warunkach na przymusowe roboty do pobliskiego Mińska oraz w głąb III Rzeszy. Towarzyszyły temu grabieże mienia, pogromy oraz masowe egzekucje, z których najtragiczniejsza dotknęła same Naliboki – 8 sierpnia Niemcy spalili miejscowość i rozstrzelali trzech kapłanów: ks. Józefa Bajko, ks. Józefa Baradyna oraz ks. Aleksandra Żołnierskiego.

Operacja „Hermann” nie zdołała jednak rozbić polskiej partyzantki w Puszczy Nalibockiej, choć zadała Armii Krajowej bolesne straty. W Terebejnie zginęła m.in. słynna miejscowa łączniczka AK, Halina Drucka-Podbereska ps. „Księżniczka”, która w momencie śmierci zdążyła krzyknąć: „Jeszcze Polska nie zginęła!”. Pomimo tych tragicznych ciosów opór nie został złamany – wkrótce do AK zaczęli masowo napływać nowi ochotnicy, w tym uciekinierzy przed wywózkami na roboty. W rejonie puszczy z nową siłą rozwinęły działalność silne formacje, takie jak Polski Oddział Partyzancki im. Tadeusza Kościuszki, I batalion 78. Pułku Piechoty AK, 27. Pułk Ułanów AK oraz 77. Lidzki Pułk Piechoty AK.

Dziś, wspominając tamte dramatyczne tygodnie, oddajemy hołd wszystkim ofiarom niemieckiego terroru w Puszczy Nalibockiej. Pamięć o spalonych wioskach, zamordowanych kapłanach, niezłomnych łączniczkach i tysiącach rodaków wywiezionych do niewolniczej pracy pozostaje bolesną, ale i pełną dumy kartą naszej narodowej historii. Te tragiczne wydarzenia przypominają nam o cenie, jaką ludność cywilna oraz żołnierze Kresów Wschodnich zapłacili za wierność Ojczyźnie i nieustanną walkę o wolność.

Opr. Emilia Kuklewska/Znadniemna.pl, na zdjęciu: Partyzanci schwytani przez Niemców w czasie operacji „Hermann”. fot: Bundesarchiv, Bild 101III-Niquille-067-21 / Niquille / CC-BY-SA 3.0

Mija kolejna rocznica brutalnej niemieckiej operacji „Hermann”, która latem 1943 roku obróciła w zgliszcza dziesiątki kresowych osad i na zawsze zmieniła losy mieszkańców rejonu Puszczy Nalibockiej. Przeprowadzona w okresie od 13 lipca do 8 sierpnia akcja pacyfikacyjna była bezpośrednią odpowiedzią okupanta na brawurowe Powstanie Iwienieckie z

W sobotę, 5 września 2026 roku, odbędzie się 15. edycja Narodowego Czytania, której tegoroczną lekturą został absolutny fundament polskiego romantyzmu – „Dziady” Adama Mickiewicza. Wydarzenie, organizowane pod patronatem Pary Prezydenckiej, po raz kolejny zjednoczy tysiące Polaków w kraju i za granicą wokół wspólnego czytania wybitnych dzieł rodzimej literatury. Lokalne biblioteki, szkoły oraz instytucje kultury mogą już zgłaszać swoje autorskie pomysły na realizację tegorocznej odsłony akcji za pośrednictwem oficjalnego formularza.

W opublikowanym liście intencyjnym Para Prezydencka podkreśliła szczególne znaczenie tegorocznej lektury, nazywając „Dziady” narodowym misterium oraz swoistą „lekturą lektur”, która w genialny sposób łączy tradycję dawnych obrzędów z głęboką refleksją nad polską tożsamością. Z okazji jubileuszowej odsłony, Kancelaria Prezydenta RP przygotowała również specjalny, oficjalny audiobook z nagraniem dramatu, który ma pomóc w popularyzacji utworu wśród młodego pokolenia oraz ułatwić organizację lokalnych wydarzeń.

Inicjatywa Narodowego Czytania ma już długą i bogatą tradycję, sięgającą 2012 roku, kiedy to z okazji 200-lecia Kampanii Napoleońskiej wspólnie czytano „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza. W ciągu minionych czternastu lat Polacy spotykali się, by wspólnie zgłębiać m.in. dzieła Aleksandra Fredry, „Trylogię” Henryka Sienkiewicza, „Przedwiośnie” Stefana Żeromskiego, a w ubiegłym roku – ponadczasowe poezje Jana Kochanowskiego. Projekt z roku na rok przyciąga coraz większą liczbę uczestników, stając się jednym z najważniejszych i najbardziej powszechnych wydarzeń kulturalnych w kraju.

Organizatorzy przypominają, że zgłoszenia do udziału w akcji można przesyłać przez cały lipiec i sierpień. Każda instytucja, która zarejestruje swoje wydarzenie przez internetowy formularz na stronie Prezydent.pl, otrzyma pamiątkowy stempel, którym będzie można ostemplować przyniesione przez uczestników prywatne egzemplarze książek

Znadniemna.pl na podstawie Biblioteka Narodowa oraz Prezydent.pl, źródło ilustracji: Biblioteka Narodowa

W sobotę, 5 września 2026 roku, odbędzie się 15. edycja Narodowego Czytania, której tegoroczną lekturą został absolutny fundament polskiego romantyzmu – „Dziady” Adama Mickiewicza. Wydarzenie, organizowane pod patronatem Pary Prezydenckiej, po raz kolejny zjednoczy tysiące Polaków w kraju i za granicą wokół wspólnego czytania wybitnych

12 lipca obchodzimy Dzień Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej. W tym roku mija dokładnie 81 lat od tej tragedii – największej komunistycznej zbrodni dokonanej na Polakach po II wojnie światowej. Mimo upływu lat, rodziny ofiar wciąż nie znają miejsc spoczynku swoich bliskich, a współczesna polityka historyczna Rosji i Białorusi skutecznie blokuje odkrycie pełnej prawdy.

W lipcu 1945 roku w rejonie Puszczy Augustowskiej Armia Czerwona, przy ścisłej współpracy z funkcjonariuszami polskiej bezpieki oraz żołnierzami tzw. Ludowego Wojska Polskiego, przeprowadziła szeroko zakrojoną operację wojskową. Jej głównym celem była całkowita likwidacja działającego na tym terenie podziemia niepodległościowego, które broniło miejscowej ludności przed sowieckim terrorem.

W trakcie tych działań Sowieci wkroczyli na tutejsze tereny i masowo aresztowali cywilów oraz osoby podejrzewane o współpracę z partyzantami. Ponad 7 tysięcy osób zostało odesłanych na tyły, gdzie poddano je brutalnym przesłuchaniom prowadzonym przez funkcjonariuszy Smierszu (Smiersz- skrót od ros. smiert szpionam („śmierć szpiegom”) – to nazwa radzieckich organów kontrwywiadu wojskowego utworzonych w czerwcu 1943 roku).

Jak wskazuje dr Marek Jedynak, dyrektor Oddziału IPN w Białymstoku, o ostatecznym losie zatrzymanych zadecydował utajniony przez lata szyfrogram generała Wiktora Abakumowa przesłany do Moskwy. W raporcie tym znalazła się propozycja likwidacji uwięzionych Polaków . Na liście śmierci znalazły się co najmniej 592 osoby – ludzie ci nigdy nie wrócili do domów, a historycy szacują, że ostateczna liczba zamordowanych wynosi co najmniej 600 osób.

Od dekad trwają intensywne próby ustalenia dalszych losów zaginionych oraz odnalezienia ich masowych grobów. Zadanie to jest jednak niezwykle trudne. Poszukiwania miejsc spoczynku ofiar skutecznie utrudnia obecna polityka historyczna Rosji i Białorusi. W krajach tych kluczowe archiwa pozostają ściśle utajnione, a funkcjonariusze NKWD i Smiersz, odpowiedzialni za ten mord, są do dziś oficjalnie uznawani za bohaterów.

Aby oddać cześć zamordowanym i zadbać o pamięć historyczną, w 2015 roku Sejm RP ustanowił 12 lipca oficjalnym Dniem Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej.

 Znadniemna.pl na podstawie Radio Maryja oraz Dzieje.plna zdjęćiu: krzyż w Gibach poświęcony pamięci pomordowanych w obławie augustowskiej, fot.: Wikipedia

12 lipca obchodzimy Dzień Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej. W tym roku mija dokładnie 81 lat od tej tragedii – największej komunistycznej zbrodni dokonanej na Polakach po II wojnie światowej. Mimo upływu lat, rodziny ofiar wciąż nie znają miejsc spoczynku swoich bliskich, a współczesna polityka historyczna

Zaostrzenie przepisów wizowych z lipca ubiegłego roku wywołało kryzys na polskich uczelniach, drastycznie ograniczając napływ studentów zagranicznych. Najgłębszy regres dotknął obywateli Białorusi, którzy obok Ukraińców od lat stanowią filar umiędzynarodowienia polskiego szkolnictwa wyższego. Polskie bariery biurokratyczne stały się przy tym idealnym narzędziem dla propagandy w Mińsku.

Białorusini głównymi poszkodowanymi nowych przepisów

Wprowadzone 1 lipca ubiegłego roku restrykcje w procesie rekrutacji i wydawania wiz studenckich uderzyły bezpośrednio w kandydatów zza wschodniej granicy. Raport Ośrodka Przetwarzania Informacji (OPI PIB) przedstawiony podczas dorocznej narady „Study in Poland” wskazuje, że to właśnie obywatele Białorusi zanotowali największy spadek liczby studiujących w Polsce w 2025 roku.

Nowe obowiązki kontrolne nałożone na uczelnie oraz samych kandydatów stworzyły barierę formalną, która dla wielu młodych Białorusinów okazała się niemożliwa do pokonania w krótkim czasie.

Woda na młyn reżimu w Mińsku

Spadek liczby studentów z Białorusi ma nie tylko wymiar akademicki, ale też głęboki kontekst polityczny. Problemy z uzyskaniem polskich wiz i rygorystyczne procedury stały się wodą na młyn dla białoruskiej propagandy.

Państwowe media i aparat reżimu Aleksandra Łukaszenki skwapliwie wykorzystują polskie bariery administracyjne do prowadzenia kampanii zniechęcającej młodzież do wyjazdu. Przekaz Mińska jest prosty: Zachód zamknął granice, a Polacy nie chcą u siebie Białorusinów i celowo rzucają im kłody pod nogi. Dla reżimu, który od lat walczy z drenażem mózgów i ucieczką młodych, politycznie zaangażowanych ludzi, obecne procedury w Warszawie są idealnym narzędziem do zatrzymania młodzieży w kraju lub przekierowania jej na uczelnie w Rosji.

Krach w rekrutacji i tąpnięcie statystyk

Dane OPI PIB obrazują potężną skalę odpływu młodzieży akademickiej z zagranicy, gdzie rekrutacja z Białorusi była kluczowym komponentem:

  • Spadek rekrutacji: Na pierwszy rok studiów w roku akademickim 2025/2026 przyjęto o 8,8 tysiąca mniej obcokrajowców niż rok wcześniej.
  • Ogólny ubytek: Łączna liczba studentów zagranicznych w Polsce skurczyła się w ciągu roku o 7,1 tysiąca osób (do poziomu 97 950).
  • Utrata pozycji: Wskaźnik umiędzynarodowienia polskich uczelni spadł z 8,3% do 7,5%, podczas gdy sąsiednie kraje (np. Łotwa z wynikiem ponad 16%) przejmują zawiedzionych kandydatów.

Edukacyjne i finansowe koszty barier administracyjnych

Wprowadzenie rygorystycznych procedur bez odpowiedniego okresu przejściowego przyniosło natychmiastowe straty ekonomiczne i wizerunkowe. Przewodnicząca KRASP, prof. Bogumiła Kaniewska, podkreśla, że procedury wizowe powinny w większym stopniu uwzględniać fakt, iż celem przyjazdu tych osób są wyłącznie studia. Postuluje ona, aby umowy międzyuczelniane były czynnikiem ułatwiającym zdobywanie dokumentów.

Według wyliczeń Fundacji Perspektywy, nagłe zablokowanie napływu studentów ze Wschodu i innych rejonów świata pozbawiło polski dochód narodowy aż około 0,5 miliarda złotych. Straty wizerunkowe na międzynarodowym rynku edukacyjnym są jednak – zdaniem ekspertów – całkowicie niepoliczalne. Kryzys dotknął cały sektor, ale najsilniej uderzył w studia I stopnia oraz w uczelnie niepubliczne, które dotychczas były najpopularniejszym wyborem wśród młodzieży z Białorusi.

Znadniemna.pl na podstawie Naukawpolsce.pl, zdjęcie ilustracyjne, źródło: Shutterstock

Zaostrzenie przepisów wizowych z lipca ubiegłego roku wywołało kryzys na polskich uczelniach, drastycznie ograniczając napływ studentów zagranicznych. Najgłębszy regres dotknął obywateli Białorusi, którzy obok Ukraińców od lat stanowią filar umiędzynarodowienia polskiego szkolnictwa wyższego. Polskie bariery biurokratyczne stały się przy tym idealnym narzędziem dla propagandy w

Była wnuczką jednego z najwybitniejszych francuskich rodów arystokratycznych, obracała się w kręgach europejskich monarchów i dyplomatów, a mimo to swoje najważniejsze życiowe dzieło stworzyła z dala od Paryża – w Nieświeżu. Maria Dorota Radziwiłłowa z domu de Castellane nie tylko przywróciła świetność rodowej siedzibie Radziwiłłów, ale ocaliła bezcenne archiwum, bibliotekę i pamiątki jednego z najpotężniejszych rodów dawnej Rzeczypospolitej. W 111. rocznicę jej śmierci przypominamy postać kobiety, bez której dziedzictwo Nieświeża mogło nie przetrwać do naszych czasów.

Historia zamku w Nieświeżu zna wielu wybitnych gospodarzy, jednak niewiele osób odegrało w jego dziejach tak znaczącą rolę jak Maria Dorota Radziwiłłowa. Choć nie urodziła się ani na Litwie, ani w Polsce, to właśnie ona sprawiła, że dawna rezydencja Radziwiłłów odzyskała należne miejsce w historii i kulturze Europy.

Z Paryża do Nieświeża

Maria Dorota de Castellane przyszła na świat 19 lutego 1840 roku w Paryżu. Była córką Henriego de Castellane oraz Pauline de Talleyrand-Périgord, wywodzącej się z jednego z najsłynniejszych rodów francuskiej arystokracji. Otrzymała staranne wykształcenie, biegle władała kilkoma językami i od najmłodszych lat obracała się w świecie wielkiej polityki oraz kultury.

W wieku zaledwie siedemnastu lat poślubiła księcia Antoniego Wilhelma Radziwiłła, XIII ordynata nieświeskiego. Małżeństwo połączyło dwie wielkie europejskie rodziny, jednak młoda księżna szybko przekonała się, że przyszłość rodu Radziwiłłów zależy nie od salonów Berlina czy Paryża, lecz od odległego Nieświeża.

Rezydencja, która umierała

Zamek w Nieświeżu na rysunku Tomasza Makowskiego z początku XVII wieku (domena publiczna)

Kiedy Maria Dorota po raz pierwszy przyjechała do Nieświeża, zastała obraz daleki od dawnej świetności.

Jeszcze sto lat wcześniej zamek należał do najwspanialszych rezydencji magnackich Europy. W jego murach przechowywano jedne z najbogatszych archiwów rodzinnych, imponującą bibliotekę, kolekcje dzieł sztuki, militariów i pamiątek historycznych.

Po wojnach napoleońskich i konfiskatach dokonanych przez władze rosyjskie sytuacja uległa dramatycznej zmianie. Wywożono dzieła sztuki, księgozbiory i archiwalia. Sam zamek przez dziesięciolecia pozostawał niemal opuszczony. Dachy przeciekały, wnętrza niszczały, a wiele pomieszczeń nie nadawało się do zamieszkania.

Badacze podkreślają, że kiedy Radziwiłłowie przybyli do Nieświeża, mogli korzystać jedynie z kilku pokoi. Przez pewien czas mieszkali nawet w pobliskich Radziwiłłmontach, ponieważ zamek wymagał natychmiastowych prac zabezpieczających.

Kobieta, która podjęła decyzję

W historiografii przez wiele lat odbudowę zamku przypisywano głównie Antoniemu Wilhelmowi Radziwiłłowi. Współczesne badania pokazują jednak znacznie większą rolę jego żony.

Historyk Rafał Jankowski z Archiwum Głównego Akt Dawnych zwraca uwagę, że to właśnie Maria Dorota była inicjatorką kompleksowej renowacji rezydencji. Dostrzegała w Nieświeżu nie tylko rodzinny majątek, ale przede wszystkim symbol wielowiekowej historii Rzeczypospolitej oraz miejsca, które powinno ponownie stać się centrum pamięci o Radziwiłłach.

Prace rozpoczęte pod koniec lat siedemdziesiątych XIX wieku trwały przez wiele lat i wymagały ogromnych nakładów finansowych. Nie chodziło jedynie o naprawę murów czy odnowienie wnętrz. Księżna zamierzała przywrócić zamkowi jego dawną rangę.

Ratunek dla bezcennych archiwów

Największym zagrożeniem nie były jednak popękane ściany ani zniszczone stropy.

Znacznie cenniejsze od samych murów były dokumenty przechowywane od XVI wieku przez kolejne pokolenia Radziwiłłów.

Archiwum nieświeskie należało do najważniejszych prywatnych zbiorów w Europie. Zawierało tysiące dokumentów dotyczących historii Wielkiego Księstwa Litewskiego, Rzeczypospolitej Obojga Narodów, działalności Radziwiłłów oraz życia politycznego i gospodarczego kilku stuleci.

Dokumenty przechowywano jednak w fatalnych warunkach. Wilgoć, kurz oraz brak odpowiedniego zabezpieczenia powodowały ich stopniową degradację.

Maria Dorota poleciła uporządkować cały zbiór, skatalogować dokumenty i stworzyć odpowiednie warunki ich przechowywania. Historycy są zgodni – gdyby nie podjęte wówczas działania, znaczna część archiwum mogłaby zostać bezpowrotnie utracona.

Biblioteka odrodzona niemal od podstaw

Nie mniejsze znaczenie miała odbudowa biblioteki.

W zachodnim skrzydle zamku urządzono nowoczesną bibliotekę zajmującą niemal całe piętro. Liczyła około piętnastu tysięcy tomów.

Książki sprowadzano z wielu krajów Europy. Kupowano księgozbiory po skasowanych klasztorach, odzyskiwano rozproszone rodzinne zbiory oraz nabywano nowe wydawnictwa naukowe.

Biblioteka szybko ponownie stała się jedną z najważniejszych prywatnych bibliotek na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej.

Powrót rodzinnych skarbów

Maria Dorota rozumiała, że zamek nie odzyska dawnego znaczenia bez swoich historycznych pamiątek.

Rozpoczęła więc wieloletnią akcję sprowadzania do Nieświeża rozproszonych kolekcji Radziwiłłów.

Udało jej się przekonać przedstawicieli berlińskiej linii rodu do przekazania licznych portretów, dokumentów i rodzinnych pamiątek. Prowadziła również starania o odzyskanie części zbiorów wywiezionych po 1812 roku do Petersburga.

Choć nie wszystko udało się odzyskać, wiele cennych obiektów ponownie trafiło do zamku, przywracając mu charakter prawdziwego muzeum historii Radziwiłłów.

Nieśwież tonący w zieleni

Równie imponującym przedsięwzięciem okazała się przebudowa otoczenia zamku.

Między 1878 a 1911 rokiem wokół rezydencji powstał ogromny park krajobrazowy w stylu angielskim o powierzchni około stu hektarów.

Sadzono setki drzew, zakładano rozległe trawniki, tworzono nowe stawy, kanały, mostki i romantyczne alejki spacerowe.

Powstały tarasy widokowe, z których rozciągał się widok na wodne fortyfikacje i parkowe krajobrazy.

Do dziś układ zieleni wokół zamku pozostaje jednym z najbardziej charakterystycznych elementów zespołu pałacowo-parkowego wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Gospodyni europejskich elit

Nieśwież ponownie stał się miejscem spotkań arystokracji i ludzi kultury.

Do zamku przyjeżdżali politycy, dyplomaci, artyści oraz przedstawiciele europejskich rodzin panujących. Maria Dorota uchodziła za znakomitą organizatorkę życia towarzyskiego i osobę obdarzoną niezwykłą kulturą osobistą.

Jednocześnie nie zaniedbywała swojej działalności literackiej.

Przez wiele lat prowadziła pamiętniki, które po jej śmierci ukazały się drukiem pod tytułem „Souvenirs de la princesse Radziwiłł (née Castellane) 1840–1873”.

Nie są to jedynie wspomnienia arystokratki.

To fascynujący obraz Europy XIX wieku widzianej oczami osoby, która znała osobiście cesarzy, królów, ministrów i najwybitniejszych przedstawicieli ówczesnych elit.

Dla historyków pamiętniki Marii Doroty pozostają jednym z najcenniejszych źródeł do badań nad życiem europejskiej arystokracji drugiej połowy XIX wieku.

Maria Dorota Radziwiłłowa zmarła 10 lipca 1915 roku w Klenicy. Kilka lat później Europa, którą znała, przestała istnieć.

Przetrwało jednak jej największe dzieło.

Dzięki jej determinacji ocalały archiwa Radziwiłłów, odbudowano bibliotekę, odzyskano liczne pamiątki rodzinne, a zamek w Nieświeżu ponownie stał się jedną z najważniejszych rezydencji dawnej Rzeczypospolitej.

Dziś, odwiedzając wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO zespół pałacowo-parkowy w Nieświeżu, warto pamiętać, że jego obecny wygląd zawdzięczamy w ogromnej mierze francuskiej księżnej, która uczyniła z ratowania polskiego i litewskiego dziedzictwa swoją życiową misję. Choć sama pozostawała zwykle w cieniu historii, jej dzieło przetrwało wojny, rewolucje i polityczne granice, stając się trwałym świadectwem tego, jak wiele może zmienić determinacja jednej osoby.

Opracowała Emilia Kuklewska

Znadniemna.pl/Fot.: wikipedia.org, domena publiczna

Była wnuczką jednego z najwybitniejszych francuskich rodów arystokratycznych, obracała się w kręgach europejskich monarchów i dyplomatów, a mimo to swoje najważniejsze życiowe dzieło stworzyła z dala od Paryża – w Nieświeżu. Maria Dorota Radziwiłłowa z domu de Castellane nie tylko przywróciła świetność rodowej siedzibie Radziwiłłów,

Fundacja Wolność i Demokracja, będąca wieloletnim partnerem naszego portalu, otrzymała prestiżowy Srebrny Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” za wybitne zasługi w ochronie polskiego dziedzictwa na Kresach Wschodnich oraz koordynację prac poszukiwawczo-ekshumacyjnych ofiar zbrodni wołyńskiej w Puźnikach.

Wyróżnienie zostało oficjalnie wręczone przez Ministrę Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Martę Cienkowską. Odznaczenie to stanowi najwyższe uznanie dla wieloletniej misji fundacji, która skupia się na popularyzacji historii Kresów, opiece nad miejscami pamięci narodowej poza granicami kraju oraz odkrywaniu prawdy historycznej. Przedstawiciele organizacji podkreślają, że medal jest zobowiązaniem do dalszej pracy na rzecz przyszłych pokoleń i wyrazem wdzięczności dla wszystkich partnerów wspierających te działania.

W imieniu całej organizacji to wyjątkowe odznaczenie odebrała Lilia Luboniewicz, Prezes Zarządu Fundacji Wolność i Demokracja. Podczas uroczystości przekazała ona serdeczne podziękowania i podkreśliła, że przyznany medal jest wspólnym sukcesem wszystkich osób zaangażowanych w codzienne, często wieloletnie wysiłki na rzecz przywracania narodowej pamięci.

Dla kierowanego przez Lilię Luboniewicz zarządu ta nagroda resortowa to również potwierdzenie rangi takich inicjatyw jak badania w Puźnikach, które wymagają ścisłego partnerstwa instytucjonalnego i dyplomatycznego. Wydarzenie to ugruntowało pozycję fundacji jako jednego z kluczowych podmiotów dbających o polską tożsamość historyczną poza współczesnymi granicami Rzeczypospolitej.

Znadniemna.pl na podstawie Facebook.com/FundacjaWID, na zdjęciu: Lilia Luboniewicz, prezes Fundacji WID odbiera wyróżnienie z rąk ministry Marty Cieńkowskiej, fot.: Facebook.com

Fundacja Wolność i Demokracja, będąca wieloletnim partnerem naszego portalu, otrzymała prestiżowy Srebrny Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” za wybitne zasługi w ochronie polskiego dziedzictwa na Kresach Wschodnich oraz koordynację prac poszukiwawczo-ekshumacyjnych ofiar zbrodni wołyńskiej w Puźnikach. Wyróżnienie zostało oficjalnie wręczone przez Ministrę Kultury i Dziedzictwa Narodowego,

Polski duchowny, ks. kanonik Bogusław Modrzejewski, po 30 latach pracy duszpasterskiej na Białorusi został zmuszony do powrotu do Polski. To efekt polityki białoruskich władz, które odmówiły grupie polskich księży pozwoleń na dalszą działalność religijną. Oficjalne komunikaty kościelne milczą o powodach wyjazdu, co zdaniem niezależnych obserwatorów dowodzi istnienia ukrytych napięć na linii Kościół–państwo.

5 lipca 2026 roku w parafii św. Mikołaja w Świrze odbyło się uroczyste pożegnanie ks. Modrzejewskiego, dotychczasowego proboszcza i dziekana dekanatu miadziolskiego. W wydarzeniu wzięli udział najważniejsi hierarchowie archidiecezji mińsko-mohylewskiej, w tym metropolita abp Józef Staniewski.

Choć oficjalny komunikat kurii skupiał się wyłącznie na podziękowaniach za wieloletnią pracę, ks. Modrzejewski jest w rzeczywistości jednym z pięciu polskich duchownych z tej archidiecezji, którzy w ostatnim czasie stracili prawo do prowadzenia działalności duszpasterskiej na Białorusi. Podobny los spotkał wcześniej ks. Mariana Szerszenia, który po 36 latach posługi opuścił dekanat stołpecki bez jakiejkolwiek wzmianki w oficjalnych mediach kościelnych.

Według białoruskiej chrześcijańskiej inicjatywy „Chrześcijańska Wizja”, sytuacje te obnażają dwulicowość białoruskiego reżimu. Podczas gdy publicznie demonstruje się rzekomą jedność i dobre relacje między państwem a Kościołem Katolickim, w tle trwają zakulisowe procesy uderzające w zagranicznych duchownych. Ks. Modrzejewski swoją dalszą posługę będzie kontynuował w diecezji warszawsko-praskiej, do której formalnie należy.

Znadniemna.pl na podstawie Inicjatywa „Chrześcijańska Wizja”, na zdjęciu: ks. kanonik Bogusław Modrzejewski, fot.: CatholicMinsk.by

Polski duchowny, ks. kanonik Bogusław Modrzejewski, po 30 latach pracy duszpasterskiej na Białorusi został zmuszony do powrotu do Polski. To efekt polityki białoruskich władz, które odmówiły grupie polskich księży pozwoleń na dalszą działalność religijną. Oficjalne komunikaty kościelne milczą o powodach wyjazdu, co zdaniem niezależnych obserwatorów

Przejdź do treści