HomeStandard Blog Whole Post

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na Białorusi Znadniemna.pl, zablokowali także szefowi „GP” dostęp do tweetdecka – aplikacji do zarządzania Twitterem. Jak dowiedział się portal Niezalezna.pl – atak na powiązany z Telewizją Republiką serwis „Poland Daily” został dokonany z Rygi, stolicy Łotwy.

Rasa Jakilaitiene, rzeczniczka litewskiego ministra spraw zagranicznych, powiedziała, że fałszywa wiadomość została umieszczona na polskiej stronie internetowej.

Fałszywe wiadomości pojawiły się na Polanddaily.com. W zamieszczonym tam artykule znalazła się uwaga ministra Linkeviciusa, w której twierdził, że na Białoruś trzeba wysłać siły pokojowe – powiedziała rzeczniczka.

Rzeczniczka litwewskiego MSZ zwróciła uwagę, że dla podniesienia wiarygodności fake newsa w artykule pojawiała się także wzmianka na temat polskiego ministra spraw zagranicznych.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy wydało oświadczenie zaprzeczające fałszywym informacjom. Potwierdzono, że odpowiednie służby wszczęły już w tej sprawie dochodzenie.

Jest wysoce prawdopodobne, że trwa cyberatak informacyjny, który jest obecnie badany przez władze litewskie – czytamy w komunikacie.

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” stracił dostęp do konta (zmieniono hasło), na którym wstawiono odnośnik do artykułu zamieszczonego na portalu Znadniemna.pl, który prowadzi Związek Polaków na Białorusi. Ów artykuł to także cyberprowokacja. Dowiadujemy się z niego, że „Polska i Litwa wzywają NATO do wysłania wojsk na Białoruś”.

Podrobiony artykuł na portalu „Poland Daily” nosił tytuł „Polska i Litwa naciskają na wysłanie wojsk na Białoruś”. Napisany był w języku angielskim i podobnie jak publikacja wrzucona na Znadniemna.pl, dezinformował o rzekomych naciskach Polski, Litwy i Stanów Zjednoczonych na NATO. W tekście pojawiły się też nazwiska ministra spraw zagranicznych Polski Zbigniewa Rau oraz Swiatłany Cichanouskiej. Na zdjęciu głównym umieszczono szefa litewskiej dyplomacji Linasa Linkevičiusa.

To nie pierwszy rosyjski atak na media związane ze „Strefą Wolnego Słowa”. Przypomnijmy: w maju 2020 r. portal Niezalezna.pl dwukrotnie padł ofiarą rosyjskich hakerów, którzy zmieniali treść naszych publikacji.

Na naszą stronę (a także na portale Telewizji Republika, Radia Szczecin, olsztyn24.pl oraz stronę gminy Orzysz, gdzie znajduje się garnizon) wstawiono artykuł pt. Amerykanie „chwalą” pobyt w Drawsku. „Jedyne czym mogą strzelić to gumki od majtek”

Gdy opublikowaliśmy informację o tym ataku, Rosjanie dokonali kolejnego włamania, zmieniając ją na „newsa”, że Niezalezna.pl przyznaje się do autorstwa wcześniejszego artykułu.

To nie koniec działań Moskwy przeciwko naszym mediom. Pod koniec maja na anglojęzycznym prorosyjskim portalu „The Duran” ukazał się „wywiad”, przeprowadzony rzekomo przez Katarzynę Gójską dla „Gazety Polskiej”. Rozmówcą wicenaczelnej tygodnika miał być amerykański generał broni Christopher G. Cavoli, dowódca sił amerykańskich w Europie. Nie trzeba chyba dodawać, że rozmowa, w której Cavoli twierdzi, że Polska i kraje bałtyckie są fatalnie zorganizowane pod względem militarnym, została w całości wymyślona.

Znadniemna.pl za niezalezna.pl

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na

Dzisiaj, 2 października, mija dokładnie 17 lat od śmierci Marka Edelmana – legendarnego przywódcy Powstania w Getcie Warszawskim, wybitnego kardiologa i niezłomnego obrońcy praw człowieka. Choć jego późniejsze losy splotły się nierozerwalnie z Warszawą i Łodzią, na łamach Znadniemna.pl pragniemy przypomnieć o kresowym początku tej niezwykłej biografii. To właśnie w Homlu, na dzisiejszej Białorusi, narodził się człowiek, który całe swoje życie poświęcił walce z totalitaryzmami i obronie ludzkiej godności.

Marek Edelman urodził się – według większości źródeł – 1 stycznia 1919 roku w Homlu. Choć rodzina wkrótce potem przeniosła się do Warszawy, to właśnie nad Sożem ukształtowały się korzenie, które zdefiniowały całe jego późniejsze życie. Edelman nie wziął się znikąd – był dzieckiem specyficznego, kresowego tygla kulturowego oraz radykalnych tradycji politycznych, które na przełomie XIX i XX wieku tętniły w Homlu.

Na początku dwudziestego stulecia Homel był prężnym ośrodkiem, w którym społeczność żydowska stanowiła ponad połowę mieszkańców. Było to miasto robotnicze, kolejowe, ale też miejsce narodzin silnego oporu przeciwko carskiemu uciskowi. To tutaj w 1903 roku doszło do jednego z najsłynniejszych pogromów, podczas którego lokalna żydowska samoobrona stawiła zbrojny opór napastnikom. W tej atmosferze buntu i walki o podmiotowość dorastali rodzice Marka.

Jego ojciec, Natan Feliks Edelman, był związany z rosyjskimi socjalistami-rewolucjonistami (eserami), a matka, Cecylia z domu Edelman, była wpływową działaczką Ogólnożydowskiego Związku Robotniczego (Bundu) – partii, która narodziła się na ziemiach dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego i tam miała swoje najsilniejsze bastiony. To właśnie z domu rodzinnego w Homlu młody Marek wyniósł absolutny fundament swojego światopoglądu: głębokie przekonanie, że przed złem i przemocą nigdy nie wolno klękać, a o sprawiedliwość społeczną i wolność trzeba walczyć tam, gdzie się żyje.

Gdy jako młody chłopak, a później dorosły mężczyzna, Edelman stawał na czele Żydowskiej Organizacji Bojowej w Warszawie, realizował w praktyce to, co jego bliscy praktykowali na Kresach. Kiedy w 1943 roku warszawskie getto chwyciło za broń, była to dramatyczna kontynuacja tradycji samoobrony, której lekcję Edelman odebrał z opowieści o rodzinnym Homlu. Jak sam wielokrotnie powtarzał – nie chodziło o militarny triumf, lecz o wybór sposobu umierania: z bronią w ręku, z podniesioną głową.

Marek Edelman w okresie Powstania w Getcie Warszawskim, fot.: Wikipedia

Po wojnie, jako genialny kardiolog w Łodzi, Marek Edelman rewolucjonizował polską medycynę, „ścigając się z Panem Bogiem” o każde ludzkie istnienie. Przez całe dekady komunizmu pozostał wierny bundowskiej zasadzie wyniesionej z Kresów: nigdy nie opuścił Polski, angażował się w działalność KOR-u i „Solidarności”, a na starość głośno krzyczał przeciwko krzywdzie ludzkiej w Bośni, Kosowie czy Afryce.

Dla ludzi urodzonych na Białorusi, postać Marka Edelmana ma wymiar szczególny. Przypomina, że z naszych ziem wyrośli ludzie formatu światowego – niezłomni, wierni uniwersalnym wartościom, którzy potrafili rzucić wyzwanie największym totalitaryzmom XX wieku. Przypominając dziś jego słynne słowa: „Najważniejsze jest życie, a jak już jest życie, to najważniejsza jest wolność”, pamiętajmy, że ten uniwersalny testament wolności miał swój początek w robotniczym, dumnym Homlu.

Cześć Jego Pamięci!

Znadniemna.pl, na zdjęciu: pogrzeb Marka Edelmana – Warszawa, 9 października 2009 r., fot.: Wikipedia.org

Dzisiaj, 2 października, mija dokładnie 17 lat od śmierci Marka Edelmana – legendarnego przywódcy Powstania w Getcie Warszawskim, wybitnego kardiologa i niezłomnego obrońcy praw człowieka. Choć jego późniejsze losy splotły się nierozerwalnie z Warszawą i Łodzią, na łamach Znadniemna.pl pragniemy przypomnieć o kresowym początku tej

Dwór Grebnickich w Orzechownie na Witebszczyźnie, wystawiony pod koniec września na kolejną aukcję za symboliczną cenę, znalazł nabywcę. XIX-wieczną rezydencję polskiej rodziny ziemiańskiej kupił obywatel Stanów Zjednoczonych, który był jedynym uczestnikiem licytacji. Za zabytkowy obiekt zapłacił 47 rubli i 25 kopiejek, czyli równowartość około 60 złotych.

Jeszcze pod koniec sierpnia informowaliśmy, że władze rejonu uszackiego ponownie wystawiły na sprzedaż dwór Grebnickich, licząc na znalezienie inwestora gotowego uratować jeden z najbardziej malowniczo położonych zabytków ziemiańskich na Witebszczyźnie. Cena wywoławcza wynosiła wówczas 45 rubli, a przyszły właściciel miał przejąć na siebie pełną odpowiedzialność za restaurację obiektu.

Tym razem aukcja zakończyła się powodzeniem. Nabywcą został obywatel USA, który jako jedyny przystąpił do licytacji. Informacje o nowym właścicielu są na razie bardzo skąpe. Organizatorzy przetargu i media informujące o transakcji nie ujawnili jego nazwiska ani szczegółów dotyczących prowadzonej działalności. Wiadomo jedynie, że jest obywatelem Stanów Zjednoczonych i deklaruje chęć ratowania zabytkowej nieruchomości.

Według doniesień inwestor zdaje sobie sprawę ze stanu technicznego budynku, który od lat znajduje się w stanie postępującej degradacji i według ocen specjalistów jest zagrożony zawaleniem. Pierwszym etapem działań ma być zabezpieczenie obiektu oraz zahamowanie dalszego niszczenia murów. Prace konserwacyjne mogą potrwać około roku, a dopiero później będzie można podjąć decyzję o docelowym przeznaczeniu dworu. Wśród rozważanych wariantów wymieniane są funkcje muzealne, artystyczne, turystyczne lub hotelowe.

Historia sprzedaży dworu Grebnickich dobrze pokazuje problemy związane z ratowaniem zabytków na Białorusi. Rezydencję próbowano sprzedać od 2014 roku. W 2020 roku znalazł się nabywca, który kupił ją za 27 rubli, jednak nie doprowadził do rozpoczęcia renowacji. Podobnie zakończyła się kolejna transakcja z 2025 roku, kiedy obiekt za 40 rubli nabyła mieszkanka Mińska. Ostatecznie również ona zrezygnowała z realizacji inwestycji, a dwór ponownie wrócił na aukcję.

Położony nad jeziorem Orzechowno majątek został wzniesiony w 1840 roku w stylu późnego klasycyzmu. Za czasów rodziny Grebnickich był centrum dużego gospodarstwa ziemskiego, w którym działały między innymi browar, młyn parowy, kuźnia, fabryka płótna i stadnina koni. Po rewolucji bolszewickiej obiekt znacjonalizowano. W różnych okresach mieściły się w nim mieszkania kołchozowe, szpital partyzancki i szkoła funkcjonująca do początku lat 90. XX wieku. Od momentu jej zamknięcia budynek pozostaje opuszczony.

Nowy właściciel przejął nie tylko sam dwór o powierzchni około 510 metrów kwadratowych, ale również prawo dzierżawy terenu wraz z otaczającym go parkiem do 2070 roku. Zgodnie z warunkami sprzedaży będzie zobowiązany do ochrony zabytku i przeprowadzenia jego rekonstrukcji w ciągu pięciu lat. W ciągu 30 dni od zawarcia umowy musi również podpisać formalne zobowiązanie do zachowania historyczno-kulturowej wartości obiektu.

Po latach nieudanych prób sprzedaży i dwóch niespełnionych obietnic renowacji, los dworu Grebnickich ponownie zależy od determinacji prywatnego inwestora. Tym razem jest nim tajemniczy Amerykanin, który zdecydował się zaryzykować tam, gdzie jego poprzednicy ponieśli porażkę.

Znadniemna.pl na podstawie Dziady.by – wirtualna podróż na Białoruś, na zdjęciu : nabyty przez obywatela USA dwór Grebnickich  w Orzechownie na Witebszczyźnie, fot.: facebook.com

Dwór Grebnickich w Orzechownie na Witebszczyźnie, wystawiony pod koniec września na kolejną aukcję za symboliczną cenę, znalazł nabywcę. XIX-wieczną rezydencję polskiej rodziny ziemiańskiej kupił obywatel Stanów Zjednoczonych, który był jedynym uczestnikiem licytacji. Za zabytkowy obiekt zapłacił 47 rubli i 25 kopiejek, czyli równowartość około 60

Rekrutacja na studia w roku akademickim 2026/2027 pokazała wyraźne różnice między Polską a Białorusią. Podczas gdy polskie uczelnie odnotowują wysokie lub wręcz rekordowe zainteresowanie kandydatów, część białoruskich szkół wyższych po raz pierwszy od wielu lat zmaga się z problemem niewypełnionych limitów przyjęć.

W Polsce tegoroczna kampania rekrutacyjna przebiegała pod znakiem dużej konkurencji na najbardziej popularnych kierunkach. Wiele uczelni informowało o wzroście liczby kandydatów. Uniwersytet Warszawski przyciągnął około 37,6 tys. kandydatów, którzy dokonali 74,8 tys. rejestracji. Natomiast Uniwersytet Jagielloński otrzymał około 42 tys. zgłoszeń od 23 tys. kandydatów, co oznacza wzrost w porównaniu z poprzednim rokiem. Szczególnym zainteresowaniem cieszyły się kierunki medyczne, psychologia, prawo, zarządzanie oraz informatyka.

Również uczelnie techniczne notowały bardzo dobre wyniki. Politechnika Białostocka poinformowała o rekordowych 6440 zgłoszeniach na studia pierwszego stopnia. Największą popularnością cieszyły się tam cyberbezpieczeństwo, informatyka, zarządzanie finansami i rachunkowość oraz budownictwo.

Polski system szkolnictwa wyższego pozostaje atrakcyjny także dla studentów zagranicznych. W roku akademickim 2024/2025 studiowało w Polsce około 12,2 tys. obywateli Białorusi. Choć pełne dane za rok 2026/2027 nie zostały jeszcze opublikowane, uczelnie sygnalizują utrzymujące się duże zainteresowanie ze strony kandydatów z Białorusi.

Odmienny obraz wyłania się z tegorocznej rekrutacji na Białorusi. Według informacji przywoływanych przez niezależne media, po raz pierwszy od wielu lat część uczelni w Mińsku i Grodnie nie zdołała wypełnić limitów przyjęć na kierunki medyczne i techniczne. Media zwracały uwagę na niedobór kandydatów nawet na specjalnościach, które dotychczas należały do najbardziej obleganych.

Eksperci wskazują kilka przyczyn tego zjawiska. Wśród najważniejszych wymienia się niż demograficzny, emigrację młodych ludzi oraz rosnące zainteresowanie studiami za granicą. Dla wielu maturzystów z Białorusi szczególnie kuszącą perspektywą pozostają uczelnie w Polsce, oferujące dyplomy uznawane w całej Unii Europejskiej oraz większe możliwości rozwoju zawodowego.

Tegoroczna rekrutacja pokazuje więc dwa przeciwstawne trendy. W Polsce uczelnie nadal przyciągają dużą liczbę kandydatów, a konkurencja na najbardziej prestiżowych kierunkach pozostaje wysoka. Na Białorusi coraz częściej mówi się natomiast o problemach z obsadzeniem wszystkich miejsc i o rosnącej mobilności edukacyjnej młodzieży. W efekcie Polska umacnia swoją pozycję jako jeden z głównych kierunków studiów zagranicznych wybieranych przez młodych Białorusinów.

Opr. Emilia Kuklewska/Znadniemna.pl, na zdjęciach: wiodące uniwersytety Polski i Białorusi – Uniwersytet Warszawski i Białoruski Uniwersytet Państwowy, kolaż: Znadniemna.pl

Rekrutacja na studia w roku akademickim 2026/2027 pokazała wyraźne różnice między Polską a Białorusią. Podczas gdy polskie uczelnie odnotowują wysokie lub wręcz rekordowe zainteresowanie kandydatów, część białoruskich szkół wyższych po raz pierwszy od wielu lat zmaga się z problemem niewypełnionych limitów przyjęć. W Polsce tegoroczna kampania

Gwałtowny wzrost odmów ochrony międzynarodowej dla Białorusinów doprowadził do pierwszego masowego protestu pod siedzibą Urzędu do Spraw Cudzoziemców. Demonstracja unaoczniła narastające napięcie między wnioskodawcami a polską administracją, która od kilku miesięcy stosuje znacznie bardziej restrykcyjną praktykę.

26 września przed budynkiem Urzędu do Spraw Cudzoziemców w Warszawie zebrało się ponad 50 Białorusinów. Przynieśli flagi, transparenty i petycję, domagając się wyjaśnienia, dlaczego Polska zaczęła masowo odmawiać im ochrony międzynarodowej. W centrum protestu znalazło się pytanie skierowane do urzędników:

„Kiedy Białoruś stała się bezpieczna?”

Pod złożoną do Urzędu petycją podpisało się około 50 osób, co — jak podkreślają organizatorzy — czyni ją formalnym, zbiorowym wnioskiem, na który Urząd „nie może nie zareagować”.

Demonstracja była reakcją na statystyki z ostatnich miesięcy. W sierpniu pozytywne decyzje o przyznaniu ochrony międzynarodowej otrzymało zaledwie 35% białoruskich wnioskodawców — więcej niż w lipcu, gdy status uchodźcy lub ochronę uzupełniającą przyznano tylko 13% osób, ale nieporównywalnie mniej niż w poprzednich latach oraz w pierwszych pięciu miesiącach 2026 roku. W tym okresie odsetek odmów wynosił jedynie 4,5–5,5% wszystkich decyzji, co oznaczało, że ponad 90% Białorusinów otrzymywało ochronę. Obecny spadek skuteczności wniosków, połączony z oczekiwaniem na rozpatrzenie spraw przez 1,5–2 lata, tworzy sytuację, którą prawnicy określają jako kryzysową.

Pierwszym z nich jest zaostrzenie interpretacji ryzyka prześladowań. Urzędnicy częściej uznają, że wnioskodawcy nie wykazują indywidualnego zagrożenia, co wcześniej – po 2020 roku – było traktowane znacznie szerzej. Drugim problemem jest przeciążenie administracji: rozpatrywanie zaległych spraw z lat 2023–2024 wydłuża czas oczekiwania nawet do dwóch lat, a w tym czasie wielu osobom wygasły paszporty, co uniemożliwia wykonanie obowiązkowych czynności proceduralnych.

Najbardziej kontrowersyjny mechanizm dotyczy jednak powrotów części Białorusinów do kraju po uzyskaniu ochrony, np. w celu wymiany paszportu. System graniczny rejestruje każdy przejazd, a urzędnicy widzą te dane podczas analizy kolejnych wniosków. Jak podkreśla prawniczka Irina Waraczkowa, cytowana przez portal Svaboda.org, takie przypadki podważają wiarygodność całej grupy i stały się jednym z argumentów w odmowach.

Waraczkowa apeluje, by osoby, które otrzymały odmowę, koniecznie składały odwołania i – jeśli to konieczne – kierowały sprawy do sądu, który jej zdaniem pozostaje jedyną realną ochroną dla Białorusinów. Zwraca też uwagę na możliwość złożenia wniosku o pobyt czasowy w ciągu 14 dni od odmowy oraz na konieczność precyzyjnego, udokumentowanego uzasadnienia odwołania.

Protestujący oczekują reakcji władz na złożony zbiorowy wniosek. Podkreślają, że masowe odmowy nie tylko zagrażają bezpieczeństwu osób uciekających przed represjami, ale także tworzą chaos prawny, w którym wnioskodawcy tracą dokumenty, status i możliwość legalnego życia w Polsce.

Znadniemna.pl na podstawie Svaboda.org, na zdjęciu: akcja protestacyjna pod siedzibą Urzędu do Spraw Cudzoziemców w Warszawie, fot.: svaboda.org

Gwałtowny wzrost odmów ochrony międzynarodowej dla Białorusinów doprowadził do pierwszego masowego protestu pod siedzibą Urzędu do Spraw Cudzoziemców. Demonstracja unaoczniła narastające napięcie między wnioskodawcami a polską administracją, która od kilku miesięcy stosuje znacznie bardziej restrykcyjną praktykę. 26 września przed budynkiem Urzędu do Spraw Cudzoziemców w Warszawie

Dzisiaj, 30 października, podczas audiencji generalnej na Placu św. Piotra papież Leon XIV wezwał wiernych do modlitwy różańcowej o zakończenie wojen i o pokój, a w swoim przesłaniu skierowanym do Polaków przypomniał o trzynastu greckokatolickich męczennikach z podlaskiego Pratulina. Ich świadectwu powierzył sprawę jedności chrześcijan oraz tych, którzy także dziś cierpią z powodu prześladowań religijnych.

Papież Leon XIV, kończąc środowe spotkanie z wiernymi, podkreślił, że rozpoczynający się październik powinien stać się czasem szczególnej modlitwy różańcowej w intencji pokoju. Wskazał na dramatyczną sytuację w wielu częściach świata, gdzie wojny i przemoc dotykają całe społeczeństwa, a chrześcijanie wciąż bywają prześladowani za swoją wiarę. W tym kontekście papież zwrócił się do pielgrzymów z Polski, przypominając o męczennikach z Pratulina, których beatyfikacja dokonana trzydzieści lat temu przez Jana Pawła II była ważnym gestem wobec Kościoła na Wschodzie. Leon XIV zaznaczył, że Wincenty Lewoniuk i jego dwunastu towarzyszy pozostają aktualnym świadectwem wierności Kościołowi i jedności z Następcą św. Piotra, a ich przykład jest szczególnie wymowny w czasach, gdy jedność chrześcijan bywa wystawiana na próbę.

Historia męczenników z Pratulina jest głęboko związana z dramatycznymi wydarzeniami XIX wieku, kiedy władze carskiej Rosji rozpoczęły likwidację unii brzeskiej. Grekokatolicy, uznawani za zbyt niezależnych i zbyt związanych z Rzymem, byli zmuszani do przejścia na prawosławie. W Pratulinie mieszkańcy – chłopi, ojcowie rodzin, ludzie prości, ale świadomi swojej tożsamości – stanęli w obronie swojej świątyni, nie dopuszczając do jej przejęcia przez wojsko i przekazania prawosławnemu duchowieństwu. Rosyjscy żołnierze otworzyli ogień, zabijając trzynastu mężczyzn. Ich śmierć stała się symbolem niezłomności i wierności Kościołowi, a jednocześnie dramatycznym świadectwem tego, jak wysoką cenę płacono za zachowanie własnej tradycji religijnej.

Dla Polaków na Białorusi historia Pratulina ma szczególne znaczenie. Jest częścią wspólnego dziedzictwa Podlasia, Polesia i Grodzieńszczyzny, regionów, w których przez wieki współistniały różne obrządki, języki i tradycje. Wierność męczenników przypomina o wielowiekowej obecności Kościoła unickiego na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej, o jego roli w kształtowaniu lokalnej kultury i o tym, że wolność religijna nie zawsze była oczywista. W czasach, gdy w regionie znów pojawiają się ograniczenia dotyczące życia religijnego, ich świadectwo nabiera nowego znaczenia i staje się punktem odniesienia dla tych, którzy chcą zachować swoją tożsamość mimo trudności.

Choć liturgiczne wspomnienie męczenników przypada w styczniu, papieskie odniesienie nadaje ich historii pełną aktualność. Leon XIV nie wspomniał o nich z powodu kalendarza, lecz dlatego, że ich przykład wzmacnia jego apel o pokój i jedność. W świecie pełnym konfliktów i napięć historia Pratulina przypomina, że jedność Kościoła i wierność sumieniu mają swoją cenę, ale także swoją moc. Papież, przywołując ich imiona, wskazał, że świadectwo sprzed ponad 150 lat nadal przemawia do współczesnych chrześcijan i może być źródłem nadziei dla tych, którzy dziś cierpią z powodu prześladowań.

Znadniemna.pl na podstawie Vaticannews.va, ilustracja: obraz Walerego Eljasza-Radzikowskiego pt. „Męczennicy z Pratulina”, źródło: Wikipedia

Dzisiaj, 30 października, podczas audiencji generalnej na Placu św. Piotra papież Leon XIV wezwał wiernych do modlitwy różańcowej o zakończenie wojen i o pokój, a w swoim przesłaniu skierowanym do Polaków przypomniał o trzynastu greckokatolickich męczennikach z podlaskiego Pratulina. Ich świadectwu powierzył sprawę jedności chrześcijan

29 września Kościół katolicki oddaje cześć trzem wielkim duchom Bożym – Archaniołom Michałowi, Gabrielowi i Rafałowi. To dzień, w którym wierni przypominają sobie o ich obecności, misji i opiece nad światem oraz każdym człowiekiem.

Dzisiejsze święto kieruje uwagę wiernych ku tajemnicy Bożych wysłanników – duchów, które według tradycji chrześcijańskiej odegrały kluczową rolę w historii zbawienia. Michał – obrońca i wódz zastępów niebiańskich, Gabriel – zwiastun Bożej woli, oraz Rafał – patron podróżnych i chorych, przypominają o nieustannej obecności Boga w życiu ludzi.

Archanioł Michał, nazywany „księciem aniołów”, w Piśmie Świętym jawi się jako ten, który staje w obronie sprawiedliwości i walczy ze złem. W tradycji Kościoła jest patronem miejsc i wspólnot szczególnie narażonych na duchowe zagrożenia, a także opiekunem tych, którzy proszą o siłę w zmaganiach codzienności.

Gabriel, którego imię oznacza „Bóg jest mocą”, jest posłańcem najważniejszych Bożych zapowiedzi. To on zwiastował Zachariaszowi narodziny Jana Chrzciciela, a Maryi – wcielenie Syna Bożego. Jego obecność w historii zbawienia podkreśla, że Bóg przemawia do człowieka nie tylko przez proroków, lecz także przez swoich duchowych wysłanników.

Rafał, „Bóg uleczył”, znany z Księgi Tobiasza, jest przewodnikiem i uzdrowicielem. Towarzyszy Tobiaszowi w podróży, chroni go przed niebezpieczeństwami, pomaga odnaleźć żonę, a jego ojca – Tobita – uzdrawia ze ślepoty. Dlatego wierni powierzają mu swoje drogi, choroby i wszelkie sprawy wymagające opieki i światła.

Wspólne święto trzech archaniołów obchodzone jest od reformy kalendarza liturgicznego z 1969 roku. Choć dawniej każdy z nich miał osobny dzień wspomnienia, dziś Kościół celebruje ich razem, podkreślając jedność ich misji i rolę, jaką pełnią w Bożym planie zbawienia. Jak przypominają publikacje katolickie, aniołowie nie są jedynie symbolami – są znakami Bożej obecności, Jego troski i działania w świecie.

Święto Archaniołów Michała, Gabriela i Rafała jest więc okazją, by zatrzymać się na chwilę i przypomnieć sobie, że – jak pisze eKAI – „aniołowie są posłańcami Boga, którzy towarzyszą człowiekowi w jego drodze”. W tradycji Kościoła ich wspomnienie jest zaproszeniem do wdzięczności za duchową opiekę i do modlitwy o światło, odwagę i uzdrowienie, których tak często potrzebujemy.

Znadniemna.pl na podstawie eKAI.pl, ilustracja: Francesco Botticini, Trzej Archaniołowie z Tobiaszem, obraz ołtarzowy z 1470 roku, fot.: wikimedia commons/domena publiczna

29 września Kościół katolicki oddaje cześć trzem wielkim duchom Bożym – Archaniołom Michałowi, Gabrielowi i Rafałowi. To dzień, w którym wierni przypominają sobie o ich obecności, misji i opiece nad światem oraz każdym człowiekiem. Dzisiejsze święto kieruje uwagę wiernych ku tajemnicy Bożych wysłanników – duchów, które

W 266. rocznicę urodzin generała Michała Sokolnickiego pragniemy przypomnieć postać, która w Grodnie zapisała jedną z najbardziej spektakularnych kart kampanii 1792 roku. Wybitny inżynier wojskowy, absolwent warszawskiej Szkoły Rycerskiej, a w późniejszych latach generał armii Księstwa Warszawskiego i uczestnik wyprawy na Moskwę, nasz bohater uchodził w oczach współczesnych za oficera o nieprzeciętnym zmyśle taktycznym. Potomni zapamiętali go jako żołnierza dwóch epok, który do rzemiosła wojennego podchodził z precyzją konstruktora.

Michał Sokolnicki, urodzony29 września 1760 roku w Wierzei koło Buku (Wielkopolska), zdobył gruntowne wykształcenie wojskowe w kraju, a następnie pogłębiał wiedzę z zakresu hydrografii i geodezji w Niemczech i Francji. Gdy w 1792 roku wybuchła wojna polsko-rosyjska w obronie Konstytucji 3 Maja, objął on funkcję kwatermistrza generalnego armii litewskiej. Szybko napierające wojska carskie zmusiły siły polsko-litewskie do odwrotu. To właśnie wtedy, na odcinku nadniemeńskim w okolicach Grodna, Sokolnicki dokonał czynu, który na stałe wpisał się do historii polskiej inżynierii wojskowej.

W obliczu braku wykwalifikowanych rzemieślników i materiałów, Sokolnicki osobiście objął rolę projektanta, kierownika budowy oraz komendanta przeprawy. W głębokiej dolinie rzecznej, gdzie niemożliwe było wbicie tradycyjnych pali, zastosował genialne i nowatorskie rozwiązanie architektoniczne. Wzniósł most pływający z połączonych tratw, oparty na planie łuku, który był naturalnie zaklinowany i stabilizowany przez silny prąd Niemna. Jako klucz całego sklepienia posłużył statek, na który Sokolnicki wpłynął osobiście w miejsce najsilniejszego nurtu, aby spiąć liny i zabezpieczyć konstrukcję. Ta trwała przeprawa o długości ponad 120 metrów umożliwiła sprawne i bezpieczne wycofanie się całego polskiego korpusu wraz z ciężkimi taborami i artylerią, krzyżując tym samym plany rosyjskiego pościgu.

Wykonana przy pomocy sztucznej inteligencji wizualizacja mostu Sokolnickiego na Niemnie

Grodno stało się dla młodego wówczas podpułkownika miejscem kluczowym – to tutaj jego teoretyczna wiedza inżynieryjna została poddana najcięższej weryfikacji na polu bitwy. Choć wojna 1792 roku zakończyła się porażką polityczną Rzeczypospolitej, Sokolnicki nie złożył broni. Walczył w insurekcji kościuszkowskiej, a po upadku państwa emigrował do Francji, gdzie współtworzył Legię Naddunajską. Stał się jednym z kluczowych strategów napoleońskich na Wschodzie. Dla cesarza Francuzów przygotował m.in. słynne opracowania geograficzne i wywiadowcze dotyczące Rosji, a podczas kampanii 1812 roku służył w ścisłym sztabie Napoleona Bonapartego jako jego osobisty adiutant.

Swoją żołnierską drogę kontynuował w kampanii saskiej. W 1813 roku, podczas bitwy pod Lipskiem, generał Sokolnicki dowodził dwiema brygadami jazdy w korpusie generała Aleksandra Różnieckiego, wykazując się niezłomnością na zagrożonym, prawym skrzydle wojsk francuskich.

Dziś, wspominając rocznicę jego urodzin, patrzymy na Sokolnickiego przez pryzmat Grodna. Miasto to zapisało się w jego biografii jako miejsce, gdzie talent inżyniera zbiegł się z niezłomnością obrońcy ojczyzny. Oryginalny most nad Niemnem, choć istniał zaledwie chwilę, pozostaje trwałym symbolem polskiej pomysłowości wojskowej – konstrukcji wzniesionej z drewna, lin i niezwykłej determinacji.

Opr. Walery Kowalewski/Znadniemna.pl, Ilustracja: Portret generała Michała Sokolnickiego – 1815 r., źródło: Wikipedia

W 266. rocznicę urodzin generała Michała Sokolnickiego pragniemy przypomnieć postać, która w Grodnie zapisała jedną z najbardziej spektakularnych kart kampanii 1792 roku. Wybitny inżynier wojskowy, absolwent warszawskiej Szkoły Rycerskiej, a w późniejszych latach generał armii Księstwa Warszawskiego i uczestnik wyprawy na Moskwę, nasz bohater uchodził

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej podjął uchwałę, na mocy której rok 2027 będzie obchodzony jako Rok Świętego Andrzeja Boboli. Decyzja ta upamiętnia 370. rocznicę męczeńskiej śmierci jezuity, którego duchowe dziedzictwo od wieków pozostaje jednym z najważniejszych filarów tradycji religijnej i kulturowej Europy Środkowo‑Wschodniej.

Uchwała przyjęta 18 września 2026 roku podkreśla znaczenie św. Andrzeja Boboli jako jednego z głównych patronów Polski, a zarazem postaci głęboko zakorzenionej w historii dawnych Kresów. Bobola, określany niegdyś mianem „duszochwata” ze względu na niezwykłą skuteczność w pracy duszpasterskiej, pozostaje szczególnie ważny dla katolików na terenach dzisiejszej Białorusi. Jego niezłomna postawa w obliczu prześladowań stała się tam symbolem wierności wierze oraz duchowej odporności, inspirując kolejne pokolenia do zachowania własnej tożsamości religijnej.

Współcześnie postać Boboli funkcjonuje również jako orędownik jedności. Miejsca związane z jego życiem i męczeństwem, zwłaszcza sanktuarium w Janowie Poleskim, stanowią przestrzeń modlitwy o pokój i pojednanie ponad podziałami narodowościowymi. Kult świętego pełni tam rolę strażnika pamięci historycznej, który spaja lokalne społeczności wokół wspólnego dziedzictwa dawnej Rzeczypospolitej.

Rok 2027, ogłoszony Rokiem Świętego Andrzeja Boboli, otworzy drogę do organizacji licznych wydarzeń religijnych, naukowych i kulturalnych zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami. Inicjatywy te mają przypominać o aktualności przesłania Boboli oraz o jego znaczeniu dla współczesnych wspólnot, zwłaszcza tych żyjących na terenach, gdzie jego misja była najbardziej żywa.

Znadniemna.pl na podstawie Sejm.gov.pl, na portrecie: św. Andrzej Bobola, źródło: domena publiczna

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej podjął uchwałę, na mocy której rok 2027 będzie obchodzony jako Rok Świętego Andrzeja Boboli. Decyzja ta upamiętnia 370. rocznicę męczeńskiej śmierci jezuity, którego duchowe dziedzictwo od wieków pozostaje jednym z najważniejszych filarów tradycji religijnej i kulturowej Europy Środkowo‑Wschodniej. Uchwała przyjęta 18 września 2026

405 lat temu, 24 września 1621 roku, w obozie pod Chocimiem, zakończył życie jeden z najświetniejszych dowódców w dziejach Rzeczypospolitej — Jan Karol Chodkiewicz, hetman wielki litewski, wojewoda wileński, hrabia na Szkłowie, Nowej Myszy i Bychowie. Jego śmierć, choć przyszła w chwili triumfu nad potęgą turecką, była dla Kresów ciosem, który odczuwano przez pokolenia.

Wspominając Chodkiewicza dziś, warto pamiętać, że był on nie tylko wodzem o niezwykłym talencie, lecz także człowiekiem głęboko zakorzenionym w tradycji Wielkiego Księstwa Litewskiego — tej samej, która przez wieki współtworzyła duchowy pejzaż ziem współczesnej Białorusi. Urodzony w rodzinie o wielkich zasługach dla państwa, wykształcony na Akademii Wileńskiej, od młodości łączył kresową twardość z europejską kulturą i szerokimi horyzontami.

Jego życie było nieustanną służbą Rzeczypospolitej. Gdy obejmował buławę hetmańską, kraj potrzebował dowódcy, który potrafi nie tylko zwyciężać, lecz także budować trwałe fundamenty obrony. Chodkiewicz rozumiał to doskonale. Ufortyfikował Lachowicze, w Bychowie wzniósł potężną warownię, a w swoich dobrach w Kretyndze ufundował wspaniały kościół i klasztor — obiekty, które do dziś przypominają o jego pobożności i trosce o rozwój kultury na rubieżach państwa.

Już jego współcześni dostrzegali wyjątkowość hetmana. Krzysztof Radziwiłł „Piorun”, sam wybitny dowódca, miał powiedzieć o nim: „Gdyby Rzeczpospolita miała dwóch takich mężów, żadna potęga nie zdołałaby jej poruszyć”. Z kolei naoczni świadkowie zmagań z Turkami pisali w relacjach, że wódz ten ma w sobie coś z dawnych bohaterów, których imiona zapisano w księgach starożytnych. A w XIX wieku Joachim Lelewel podkreślał, że Chodkiewicz był „jednym z tych, którzy nie tylko bronili granic, lecz także ducha narodu”.

Jednak największą próbą jego życia była wyprawa chocimska. W 1621 roku, stojąc na czele wojsk Rzeczypospolitej, zatrzymał potęgę Imperium Osmańskiego. Choć był już ciężko chory, nie opuścił żołnierzy. W ostatnich dniach życia, wspierany przez wiarę i poczucie obowiązku, kierował obroną obozu, który stał się symbolem niezłomności. Zmarł wśród swoich, w namiocie, który dla wielu był sercem całej armii. Jego śmierć nie osłabiła ducha obrońców — przeciwnie, stała się dla nich zobowiązaniem, by wytrwać do końca.

Pamięć o Chodkiewiczu trwała przez wieki. Do 1939 roku jego imię nosił 26. Pułk Ułanów Wielkopolskich stacjonujący w Baranowiczach — mieście, które dla Polaków na Kresach było jednym z ważnych punktów wojskowej tradycji. Ułani Chodkiewicza, podobnie jak ich patron, łączyli odwagę z wiernością Rzeczypospolitej, a ich historia jest częścią wspólnego dziedzictwa Polaków żyjących dziś na Białorusi.

W rocznicę śmierci hetmana warto przypomnieć sobie, że Chodkiewicz nie był bohaterem „z podręcznika”, lecz człowiekiem z krwi i kości — takim, który potrafił łączyć wojskową surowość z troską o kulturę, wiarę i rozwój swoich ziem. Jego życie pokazuje, że wielkość nie rodzi się z siły, lecz z odpowiedzialności.

Dla Polaków na Białorusi jego postać pozostaje szczególnie bliska. To bohater, który działał na ziemiach, po których dziś chodzimy; który budował twierdze i świątynie w miejscach, które wciąż są częścią naszego krajobrazu; który bronił Rzeczypospolitej takiej, jaką współtworzyli nasi przodkowie.

Wspominając go po 405 latach, pamiętamy nie tylko o wielkim wodzu, lecz także o człowieku, który wierzył, że siła państwa tkwi w jedności jego narodów i w wierności wartościom, które przetrwają każdą burzę.

Opr. Kazimierz Sadowski/Znadniemna.pl, ilustracja: Portret Jana Karola Chodkiewicza, pędzla Marcello Bacciarelli, 1781 r., źródło: Wikipedia

405 lat temu, 24 września 1621 roku, w obozie pod Chocimiem, zakończył życie jeden z najświetniejszych dowódców w dziejach Rzeczypospolitej — Jan Karol Chodkiewicz, hetman wielki litewski, wojewoda wileński, hrabia na Szkłowie, Nowej Myszy i Bychowie. Jego śmierć, choć przyszła w chwili triumfu nad potęgą

Andrzej Poczobut rozpoczął wizytę w Stanach Zjednoczonych od spotkania w Departamencie Stanu. To właśnie tam doszło do rozmowy ze specjalnym wysłannikiem prezydenta Donalda Trumpa ds. Białorusi, Johnem Coale’em — dyplomatą, który odegrał kluczową rolę w negocjacjach prowadzących do uwolnienia dziennikarza po ponad pięciu latach więzienia.


Podczas spotkania omówiono kulisy rozmów z Aleksandrem Łukaszenką oraz kwestie dotyczące sytuacji polskiej mniejszości i losu pozostałych więźniów politycznych białoruskiego reżimu. Coale, działający z bezpośredniego upoważnienia prezydenta USA, podkreślał, że sprawa Poczobuta była podnoszona „za każdym razem” podczas jego rozmów z Łukaszenką oraz ambasadorem Białorusi przy ONZ, Walentinem Rybakowem. Mińsk powtarzał oskarżenia o „ekstremizm”, lecz — jak relacjonował wysłannik — doskonale zdawał sobie sprawę, że dziennikarz stał się kluczową figurą w relacjach z Zachodem. „Cisnęliśmy, cisnęliśmy, no i w końcu Łukaszenka się zgodził” — mówił Coale.
Wysłannik zaznaczył, że rozmowy nie koncentrowały się na sporach o definicje więźniów politycznych. Amerykanie przekonywali Łukaszenkę, że jeśli chce uchodzić za uczestnika międzynarodowej gry, musi respektować zobowiązania, które sam deklaruje — zwłaszcza że „chce stać się światowym graczem”. Coale wspomniał również o specyfice wschodniej dyplomacji, przyznając, że część spotkań w Mińsku odbywała się w atmosferze dalekiej od protokołu. „Czwarty toast — mówię: nie. No dobra, to już mnie poskłada, albo żołądek mi wysiądzie (…). Niektórych niemalże trzeba było wynosić” — opowiadał.

W spotkaniu w Departamencie Stanu uczestniczyli także żona dziennikarza, Oksana Poczobut, oraz p.o. szefa polskiej ambasady w Waszyngtonie, Bogdan Klich. Choć misja Coale’a zakończyła się sukcesem, wysłannik tonował nastroje, przypominając, że „takie porozumienia mogą się posypać w dowolnej chwili”.

Wizyta Poczobuta w USA będzie kontynuowana — w planie znajduje się m.in. wystąpienie na Uniwersytecie Georgetown.

Znadniemna.pl na podstawie TVN24, na zdjęciu: Andrzej Poczobut i John Coale, fot.: Facebook.com/andrzej.poczobut.9

Andrzej Poczobut rozpoczął wizytę w Stanach Zjednoczonych od spotkania w Departamencie Stanu. To właśnie tam doszło do rozmowy ze specjalnym wysłannikiem prezydenta Donalda Trumpa ds. Białorusi, Johnem Coale’em — dyplomatą, który odegrał kluczową rolę w negocjacjach prowadzących do uwolnienia dziennikarza po ponad pięciu latach więzienia. Podczas

Przejdź do treści