Widgetized Section

Go to Admin » Appearance » Widgets » and move Gabfire Widget: Social into that MastheadOverlay zone

„Dziadek w polskim mundurze”: Jan Wierzbicki

W dzisiejszym wydaniu akcji „Dziadek w polskim mundurze” pragniemy Państwu przedstawić historię kaprala 5. Kresowej Dywizji Piechoty w Armii Andersa Jana Wierzbickiego, zesłańca na Syberię, kawalera Krzyża Walecznych, Krzyża Pamiątkowego oraz brytyjskich odznaczeń wojennych.

, jako kapral 5. Kresowej Dywizji Piechoty w Armii generała Władysława Andersa

Swojego bohaterskiego dziadka zgłosiła do akcji nasza czytelniczka – Halina Niekrasowa, prezes Stowarzyszenia Polaków – Ofiar Represji Politycznych, działającego przy Związku Polaków na Białorusi.

Los naszego dzisiejszego bohatera jest podobny do losów wielu jego rówieśników, którzy w czasie II wojny światowej walczyli w szeregach 2. Korpusu Polskiego pod dowództwem generała Władysława Andersa, a po wojnie postanowili wrócić w rodzinne strony.

Dla nich oznaczało to napiętnowanie mianem „wroga ludu” oraz zesłanie na Syberię nie tylko ich samych, lecz także ich żon, dzieci, a nawet wnuków. Opowiedzmy jednak historię Jana Wierzbickiego od początku.

JAN WIERZBICKI urodził się w 1912 roku we wsi Ogrodniki niedaleko Skidla w chłopskiej rodzinie Antoniego i Anastazji z domu Gorbacz.

Rodzice małego Janka byli Polakami wyznania prawosławnego. Jak podaje Wikipedia: Według Powszechnego Spisu Ludności z 1921 roku Ogrodniki zamieszkiwało 155 osób. zaledwie 11 z nich było wyznania rzymskokatolickiego, natomiast większość – 144 mieszkańców – wyznawała prawosławie. Jednocześnie 16 mieszkańców zadeklarowało podczas spisu ludności polską przynależność narodową, a 119 – uznało, że są Białorusinami.

Rodzina Wierzbickich należała do tych nielicznych wyznawców prawosławia w Ogrodnikach, którzy czuli się Polakami.

Mały Janek od dzieciństwa pomagał ojcu w prowadzeniu dosyć zamożnego gospodarstwa, w którym Wierzbiccy poza uprawą roli, hodowali krowy, świnie i rozmaite ptactwo. Jako dziedzic względnie dużego gospodarstwa Janek cieszył się powodzeniem u miejscowych dziewczyn. Jedną z nich -dziewczynę o imieniu Nina – nasz bohater pokochał tak mocno, że oświadczył się, mając zaledwie 18 lat.

Lata 30. minionego stulecia. Jan Wierzbicki ze swoją żoną Niną

Rodzice Janka wyprawili młodym wesele i zaprosili synową do zamieszkania pod wspólnym dachem. Wkrótce Nina zaszła w ciążę i w 1931 roku na świat przyszedł pierwszy syn Jana Wierzbickiego – Konstanty (ojciec naszej czytelniczki Haliny Niekrasowej). Dwa lata później młode małżeństwo doczekało się kolejnego potomka, którego nazwano Władysławem.

Jan Wierzbicki, jako jedyny żywiciel rodziny i ojciec małych dzieci, mający na utrzymaniu starych rodziców, po których odziedziczył gospodarstwo rolne, został prawdopodobnie zwolniony z obowiązku odbycia wojskowej służby zasadniczej.

Nasz bohater nie został żołnierzem w międzywojennej Polsce. Ciężko za to pracował na utrzymanie rodziców, żony i synów, których liczba wkrótce się podwoiła, gdyż Nina urodziła w 1936 roku kolejnego syna Dymitra, a w 1937 roku – Jana.

Jan i Nina Wierzbiccy z synami. Zdjęcie przedwojenne

Spokojne wiejskie życie Niny i Jana Wierzbickich oraz ich potomków przerwał wybuch wojny, którego skutkiem stało się okupowanie wschodnich terenów II RP przez .

Z punktu widzenia okupacyjnej bolszewickiej władzy Wierzbiccy byli zamożnymi „kułakami” , żerującymi na wyzyskiwaniu ubogich białoruskich chłopów. Na dodatek wszyscy w Ogrodnikach wiedzieli, że Jan Wierzbicki uważa się za Polaka. Stanowiło to okoliczność obciążającą go w oczach bolszewików, którzy w 1940 roku w ramach deportacji ludności polskiej w głąb ZSRR wywieźli naszego bohatera na Syberię.

Będąc w obozie pracy przymusowej Jan Wierzbicki dowiedział się o podpisanym 30 lipca 1941 roku układzie Sikorski-Majski, na którego mocy można było opuścić obóz i zaciągnąć się do Armii Andersa. Mimo braku doświadczenia wojskowego nasz bohater skorzystał z okazji i już 15 września otrzymał przydział do 5. Wileńskiego Pułku Artylerii Lekkiej.

Żołnierze 5. Wileńskiego Pułku Artylerii Lekkiej, w którym służył Jan Wierzbicki

Jan Wierzbicki (stoi trzeci od prawej) z towarzyszami broni

Jan Wierzbicki (po lewej) z kolegą

Wraz ze swoją jednostką, w składzie reorganizowanej 5. Kresowej Dywizji Piechoty, Jan Wierzbicki w sierpniu 1942 roku opuścił teren ZSRR, pokonując w latach 1942-1944 szlak przez Iran, Irak, Palestynę i Egipt, aby w maju 1944 znaleźć się we Włoszech i walczyć w kampanii włoskiej, której największym wypróbowaniem dla Polaków stała się .

Jan Wierzbicki wykazał się podczas bitwy męstwem i ofiarnością. Został ranny w rękę w przedostatnim dniu jednej z najkrwawszych batalii II wojny światowej – 18 maja 1944 roku. Za męstwo i ofiarność na polu walki został odznaczony przez dowództwo Krzyżem Walecznych.

Po kuracji w szpitalu polowym, 31 sierpnia 1944 roku Jan Wierzbicki otrzymał przydział do 7. Pułku Artylerii Polowej, wchodzącego w skład 7. Dywizji Piechoty.

Ten przydział był ostatnim przydziałem wojennym naszego bohatera.

Kolejnym miejscem, w którym się znalazł już po zakończeniu wojny, była . Podobnie jak większość żołnierzy Armii Andersa Jan Wierzbicki miał możliwość pozostać w Wielkiej Brytanii, albo osiedlić się w jednym z krajów Zachodu.

Zaświadczenie z Ministerstwa Obrony Wielkiej Brytanii o przebiegu służby Jana Wierzbickiego, adresowane wnukowi bohatera Igorowi Wierzbickiemu

W rodzinnych Ogrodnikach pozostawił jednak w 1940 roku żonę Ninę i czterech synów. Pragnienie połączenia się z rodziną okazało się silniejsze od strachu powrotu do ZSRR. W maju 1947 roku Jan Wierzbicki został zatem zdemobilizowany z honorami i opuścił Obóz Repatriacyjny nr 94 w brytyjskim Polkemmet, aby skierować się w kierunku polsko-radzieckiej granicy i oddać się w ręce Sowietów.

Weteran wojenny szybko zorientował się, że w sowieckiej rzeczywistości nie jest postrzegany jako żołnierz, który przybliżał zwycięstwo nad hitlerowskimi Niemcami. Jedyne, co cieszyło – wszyscy w rodzinie przeżyli wojnę, a starszy syn Konstanty, któremu pod nieobecność ojca przyszło przejąć obowiązki gospodarza, miał już nawet narzeczoną Marię, z którą wkrótce się pobrał.

Jan Wierzbicki przy pomocy już dorosłych i dorastających synów zajął się gospodarstwem. Jego żona Nina urodziła mu jeszcze córeczkę i syna.

Spokojne rodzinne życie nie potrwało jednak długo. Zimą 1951 roku do domu Wierzbickich zapukali uzbrojeni żołnierze. Byli to żołnierze . Pokazali postanowienie Kolegium Specjalnego przy MGB ZSRR, na mocy którego Jan Wierzbicki wraz z żoną i wszystkimi domownikami, w tym – będącą w zaawansowanej ciąży synową Marią, został skazany na zesłanie na Syberię za to, że walczył w szeregach Armii Andersa.

1 kwietnia 1951 roku rodzina Wierzbickich w pełnym składzie przybyła do miejscowości Czeremchowo w obwodzie irkuckim. Jana Wierzbickiego i jego starszego syna Konstantego skierowano do pracy w zakładach produkcji cegły. Maria, żona Konstantego, 15 maja 1951 roku urodziła synka Eugeniusza, pierwszego z wnuków naszego bohatera.

Nasza czytelniczka Halina Niekrasowa opowiada, że jej rodzicom – Marii i Konstantemu Wierzbickim – wkrótce cofnięto zarzuty i anulowano karę zesłania, proponując skorzystanie z repatriacji do Polski. Młode małżeństwo postanowiło jednak pozostać w Czeremchowie i zaczekać, aż Sowieci wypuszczą resztę rodziny.

Ogółem rodzina Wierzbickich spędziła na zesłaniu w Czeremchowie sześć lat. W tym okresie Marii i Konstantemu urodziło się troje dzieci: Eugeniusz – 1951 r., nasza czytelniczka Halina – 1953 r., Anatol – 1955 r.

W 1957 roku liczna rodzina Wierzbickich wróciła w rodzinne strony. Dom w Ogrodnikach należał już do innych ludzi.

Jan wraz z żoną Niną oraz nieletnimi dziećmi zamieszkał w Grodnie, trudniąc się najpierw jako robotnik na kolei, a potem w zakładach produkcji przegubów krzyżakowych (obecnie Przedsiębiorstwo „Biełkard” – red.).

Małżeństwo Marii i Konstantego Wierzbickich z trójką wnuków naszego bohatera zamieszkało w Łunnie.

Jan Wierzbicki, mimo wieloletniej wojennej i powojennej tułaczki zdołał przetrwać przy najbliższych i wychować dzieci na porządnych ludzi. Będąc wielodzietnym ojcem szukał sprawiedliwości w sowieckich, a po upadku ZSRR także białoruskich urzędach. Domagał się przyznania mu statusu weterana i świadczeń kombatanckich za udział w II wojnie światowej. Niestety – bezskutecznie.

W latach 90. minionego stulecia uczestnik Bitwy o Monte Cassino wystąpił o pomoc do Zarządu Głównego Związku Polaków na Białorusi. Pomoc od uzyskał. Była to jedyna organizacja, która uznała go za bohatera.

W roku 1996, w wieku 84 lat, Jan Wierzbicki, kawaler Krzyża Walecznych, Krzyża Pamiątkowego Monte Cassino oraz brytyjskich odznaczeń wojennych, odszedł na wieczną wartę.

Nasz bohater nigdy nie wyrzekł się prawosławia, podobnie jak nie ukrywał tego, że jest Polakiem. Pochowany został na grodzieńskim cmentarzu komunalnym według obrządku prawosławnego.

Cześć Jego Pamięci!

Znadniemna.pl na podstawie wspomnień i dokumentów, udostępnionych przez wnuczkę Jana Wierzbickiego – Halinę Niekrasową

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *