Widgetized Section

Go to Admin » Appearance » Widgets » and move Gabfire Widget: Social into that MastheadOverlay zone

Życie dla Piękna

Nadniemeńska Grodzieńszczyzna, Ziemia Dobrych Ludzi zapewne ukształtowała tutejsze charaktery nie tylko swymi niezwykłymi dziejami, ale także pięknem krajobrazu. Magiczny Niemen, lidzkie bory, dolina Czarnej Hańczy, Marychy i Mołczadki, cudne północne niebo i przestrzenie pól zawsze inspirowały twórczo dusze tutejszych Artystów.

Winnicki_Julian

Autor artykułu prof. podczas konferencji naukowej w Grodnie w 2002 roku

Miałem i mam to szczęście, że z kilkoma z Nich się zaprzyjaźniłem. Gdzieś około roku 1994-95, gdy rankiem zdawałem klucze od pokoju w hotelu Turist, recepcjonistka przekazała: «K Wam zwanili, Was żdut na Sowietskoj tri!». Nie trzeba było pytać o to, Kto dzwonił. Na Dominikańskiej 3 w pracowni Mistrza Stanisława czekali On sam oraz nieodłączni Rysio Dalkiewicz i Wacek Danowski. Do Grodna przybyłem wraz z kolegami późną nocą, a Oni już z samego rana wiedzieli i zapraszali!

U Stasia w uporządkowanej pracowni pełnej większych i mniejszych obrazów, grafik, szkiców, pędzli, farb, kartonów i bristoli siedzieli Trzej Wspaniali Muszkieterowie Pędzla i jeszcze dwu innych grodzieńskich Artystów członków Towarzystwa Polskich Plastyków na Białorusi. Było piękne lato, Dominikańska już żyła, na niebie płynęły wspaniałe grodzieńskie cumulusy, jakby wprost z obrazów Ferdynanda Ruszczyca. Po serdecznym powitaniu Staszek poprosił o chwilę ciszy, a mnie usadził na jednym z solidniejszych krzeseł swojej artystycznej kwatery. Znaliśmy się już nieco ponad dwa lata i dotąd takiej ceremonii nie pamiętałem? Staszek z Ryśkiem, który wtedy prezesował Towarzystwu, wstali i wygłosili laudację … dla mnie!

W kilku poważnych (na Nich!) słowach – zawsze żartowali, śmiali się i w ogóle mieli świetny nastrój, oświadczyli, iż doceniają moją pracę oświatową na rzecz polskich środowisk Grodzieńszczyzny, teksty w «Głosie znad Niemna» i «Magazynie Polskim», zaś nade wszystko działalność «Straży Mogił Polskich» – na Wschodzie i wręczyli mi: legitymację nr 3 (!!! Nr 1. , nr 2. docent Paweł Zworski mąż, ojciec i teść znakomitych Artystów z Wrocławia, z którego żartowaliśmy, że jest najlepszym inżynierem wśród Artystów i najlepszym Artystą wśród inżynierów) Honorowego Członka TPPnB, a w chwilę po tym … mój portret, namalowany przez Mistrza Dalkiewicza.

Na portrecie, mimo iż wówczas byłem skromnym doktorem nauk, widniałem w purpurze i w rektorskich gronostajach z berłem dumnie spoglądając w Przyszłość… oświadczyli przy tym czytając napis na odwrocie obrazu, że w uznaniu zasług oświatowych oraz kierowania upamiętnieniami polskiej martyrologii na Grodzieńszczyźnie i Nowogródczyźnie – mianują mnie Rektorem Akademii Kresowej! Kochani Koledzy, zamurowało mnie, wzruszyło, a później było tylko wesoło. Jak zawsze na Dominikańskiej 3. Legitymację do dzisiaj przechowuję z pietyzmem (i podaję jako wyróżnienie w różnych ankietach zawodowych), zaś portret «rektorski » wisi na honorowym miejscu w moim profesorskim gabinecie na Uniwersytecie Wrocławskim.

Obok portretu dwie Rysiowe wizje, rapsodie niemeńskie, a w domu galeria Staszkowych grafik świątyń Grodzieńszczyzny i jeszcze trzy niemeńskie dalkiewicze. Nie mam tylko akwarel Wacława. Porozbierano mi je we Wrocławiu. Miałem nadzieję na kolejne, ale kochany dobry Wacek tak szybko odszedł…

artysci_01

Wacław Danowski (drugi z lewej) podczas posiedzenia założycielskiego Towarzystwa Plastyków Polskich na Białorusi w 1992 roku. Fot.: Jarosław Waniukiewicz

Wybiegając nieco naprzód w tej krótkiej opowieści – obrazy niemeńskie i świątynie Grodzieńskie otrzymałem od obu Przyjaciół także wiele lat później, gdy po tragicznym wypadku, jakiego doznałem, Obaj – Staszek i Rysio specjalnie przyjechali do mnie do szpitala w tak dalekim Wrocławiu i podarowali mi wizerunki tego czego jak sądziłem, już nie zobaczę. Staszek, nieco strapiony sytuacją, ale mimo wszystko z tym swoim nieodłącznym przyjaznym uśmiechem, powiedział: «Nie bój się, my Polacy mamy szczególne względy u Pana Boga» (i dodał ciszej: «Przecież wiadomo, że Pan Bóg jest… Polakiem! »). Trochę racji miał, ale nie całkiem. Odwiedzili mnie wówczas także zacny ks. Stanisław Pacyno z Lidy i niezawodny Tadek Gawin, no i oczywiście Tereska Sobol z Iwieńca. Tadzio Malewicz (też Artysta, bo rzeźbi w drewnie!) przysłał serdeczny list (Pani Bronia z Nieświeża – zioła, a ciocia Albina ze Starzynek – zaświadczenie o Mszy świętej).

Tacy tutaj Ludzie, a wśród Nich Staszek Kiczko i Rysio Dalkiewicz. W każdym razie z trudem, ale i ukochany Niemen oraz Świteź znowu zobaczyłem! Lidę, Wołkowysk, Nowogródek, Rubieżewicze, Nowogródek, i Mińsk także. Teraz znów nie mogę, ale to nie sprawa zdrowia lecz … i tu znów dygresja: gdy nie mogąc nawiedzać i badać naukowo umiłowanych zakątków Grodzieńszczyzny, Nowogródczyzny i Mińszczyzny, przeniosłem swoje peregrynacje za miedzę, na litewską Wileńszczyznę, Staszek i Rysiek szybko mnie namierzyli i odnaleźli w … Solecznikach, gdzie sami artystycznie od lat współpracują z Grażyną Zaborowską dyrektorką Rejonowego Centrum Kultury.

Wynajęli auto, znaleźli kierowcę jechali prawie dwieście kilometrów przez granicę i mnie odnaleźli! Prawda Mickiewiczowskiego poematu spod Oszmiany – «przysłowia niedźwiedziego», o tym, że prawdziwych «Przyjaciół poznajemy w biedzie», okazała się w pełni prawdziwa. Wspaniała Stasiowa pracowania zawsze mi imponowała. Lubiłem oglądać, dotykać dzieł skończonych i zaczętych, wypytywać o tematy i techniki sztuki. Wiele dzieł Staszka ma żółtawy odcień albo tło – żartowałem, że zapewne w tej pracowni krąży duch Marca Chagalla (też żółte tła), gdyż Staszek ukończył Akademię Sztuk Pięknych właśnie w chagallowskim Witebsku. Dopiero po co najmniej trzeciej wizycie nauczyłem się pytać, ale nie zachwycać obrazami bo każdy, którym szczególnie się cieszyłem, Stanisław (przecież Polak, nie Gruzin!) natychmiast zdejmował z ściany i z uśmiechem wręczał mi w podarunku! Tak niechcący zostałem obdarowany miniaturką – obrazkiem Fary Grodzieńskiej, obrazkiem niewielkim, ale wyraźnie dla Mistrza Staszka wiele znaczącym. Podobnie było z grafi ką Zamku Stanisławowskiego. Niech mi to Staszek wybaczy – a wybaczy jak Go znam na pewno, bo to mój szczery Przyjaciel. Rysio z kolei wręczał mi swoje oleje z Rzeką i krajobrazami bohatyrowickimi. Od tamtego czasu aż do roku 2005, ilekroć byłem w Grodnie, raczej przejazdem, zawsze nawiedzałem tę małą świątyńkę sztuki, która była domem wszystkich polskich Artystów Grodna. Nie tylko Ich, bo Staszek zawsze serdecznie przyjmował wszelkich innych gości zwłaszcza z Polski – Korony. W pewnym momencie miał gościa niezwykle interesującego, bo warszawianina, urodzonego w Grodnie na… Dominikańskiej 3 – w Jego Pracowni!

Pracownia na pierwszym piętrze (po sowiecku – drugim) zajmowała jasny pokój z balkonikiem od ulicy, przedpokój i pomieszczenie – składzik na farby, płótna, stelaże i jakieś butelki. Wchodziło się po schodach, których nie remontowano zapewne od 17 września 1939 roku. Obok mieszkali dziwni ludzie. Stan budynku odpowiadał ówczesnej nazwie ulicy: sowietskaja, ale w Pracowni, zawsze byliśmy na Dominikańskiej! Zwłaszcza do czasu, gdy uliczne krawężniki odznaczały się półkolistym wytłoczonym napisem Magistrat Miasta Grodna. Położone w historycznym centrum miasta obiekty wraz z urynkowieniem stały się cenne. Podniesiono czynsze, na które Staszka nie było stać. Kto dzisiaj użytkuje lokal przy Dominikańskiej 3? – nie wiem. Wiem jednak, że wspomnienia o tym miejscu nie tylko w mojej pamięci pozostaną bardzo długo. Zapewne na zawsze.

Jak wspomniałem Staszek przyjeżdżał (niestety rzadko) do Wrocławia i Obornik Śląskich gdzie jako Oddział «Wspólnoty Polskiej» organizowaliśmy Plenery Polonijne. Ryszard z kolei w Obornikach prawie się rozpanoszył! Widywałem Ich obu na kolejnych Zjazdach . Objeżdżaliśmy naszą starą nyską Straży Mogił Polskich okolice Kanału Augustowskiego. Wraz z Ryśkiem i Wackiem aranżował nasze wystawy w ramach akcji Wszechnica Polska na Wschodzie. Ale przede wszystkim każdy z Nich zawsze był przemiłym Kompanem, Kolegą, Przyjacielem. Staszka cechowała niezwykła skromność, a to przecież Artysta, którego obrazy znają wszystkie ośrodki polonijne na świecie z skarbcem prywatnym, dziś świętego Jana Pawła II na czele, któremu dar od Polaków z Białorusi wręczał osobiście. Zawsze też pamiętał, Kim jest: POLAKIEM.

Ryś jest inny, ale … taki sam! Nie ma, niestety, Wacka – ciepłego Człowieka o sercu gołębia. Często o Nim myślę – jak tylko nieco wyzdrowiałem, odwiedziłem Go na cmentarzyku w Łunnie. Obaj moi Przyjaciele obchodzili niedawno swe Jubileusze. Nie byłem na nich, ale widziałem fotografie w polskiej prasie grodzieńskiej. Ich uśmiechnięte twarze gdy stali otoczeni Przyjaciółmi i znajomymi. Byli/są w świetnej kondycji. Będą nadal żyli dla Piękna, które odtwarzają i tworzą. Są częścią polskiej Grodzieńszczyzny. Bez Nich też byłaby piękna, ale z Nimi jest piękniejsza. PS. Rysiu, Staszku, we wrześniu znów będę w Solecznikach…

Zdzisław Julian Winnicki/”Magazyn Polski”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *