, reporter portalu Hrodna.life i, jak mówi o nim redakcja, a zgadzają się czytelnicy – najszybszy dziennikarz w Grodnie, znalazł schronienie na Łotwie. Podczas protestów przeciwko fałszerstwom wyborczym w Grodnie -owcy złamali Rusłanowi obie ręce.

Rusłan Kulewicz, fot.: facebook.com

O tym, że Rusłan, którego nasi czytelnicy znają m.in. z naszych publikacji o nim , znalazł się na Łotwie opowiedziała w rozmowie z Magdaleną Rigamonti dla „Dziennika. Gazety Prawnej” szefowa białoruskiego Press Clubu Julia Słucka.

Publikujemy fragment rozmowy poświęcony Rusłanowi Kulewiczowi, który Magdalena Rigamonti opublikowała na swoim profilu facebookowym:

Julia Słucka: (…)

– Proszę spojrzeć na to zdjęcie, to Rusłan, młody dziennikarz z Grodna.

Dwie ręce ma połamane?
– Hm. Połamali w nadgarstkach, przy łokciach. Przez to nie może pracować, nie może pisać. W więzieniu tak się znęcali. Potem przewieźli go do szpitala. A kiedy ze szpitala wyszedł, zaczęła się nagonka na niego w mediach społecznościowych, grożono mu, jego żonie, jego rodzice. Zaczął się bać. Ten strach go niszczył psychicznie. W regionach nie jest tak, jak w Mińsku. W Mińsku dziennikarze byli bardziej przygotowani na to, co się dzieje. Przywykli do protestów, do demonstracji, do różnych reakcji OMON-u. Koledzy z mediów lokalnych przeciwnie. Ich to zaskoczyło, wielu żyje w strachu. Przecież teraz jest tak, że pierwszy raz w historii Białorusi, protesty są nie tylko w Mińsku, ale także w mniejszych miastach.
Co z Rusłanem?
– Jest teraz za granicą.
To był przerzut?
– Przerzut do Unii Europejskiej. Blisko, na Łotwę. Pomógł tamtejszy związek dziennikarzy. Łotewscy dziennikarze rozmawiali z ich ministrem spraw zagranicznych, szybko zorganizowano wizy. Więcej, Rusłanowi zapewniono mieszkanie, wyżywienie. Do tego ma ochronę i sesje z psychologiem. Wszystko po to, żeby jak najwięcej traumy z niego zdjąć, żeby mógł normalnie żyć.