HomeSpołeczeństwoBiałorusini żegnają się ze śp. Romanem Bandarenką (FOTO, WIDEO)

Białorusini żegnają się ze śp. Romanem Bandarenką (FOTO, WIDEO)

W mińskiej cerkwi pw. Zmartwychwstania Pańskiego odbywa się pożegnanie ze śp.  Romanem Bandarenką, który został zakatowany na śmierć po tym, jak wyszedł na podwórze bloku, w którym mieszkał, żeby zapytać nieznanych mu ludzi po co obcinają biało-czerwono białe wstążki na Placu Przemian (nieoficjalna nazwa podwórza, na którym mieszkańcy robili patriotyczne instalacje, wyrażając protest przeciwko dyktaturze Łukaszenki).

Pożegnać się z zabitym przyszły tysiące mieszkańców Mińska. Jeszcze przed otwarciem cerkwi cały plac przed świątynią został wypełniony ludźmi, którzy wciąż idą, żeby pożegnać ofiarę przemocy, która stała się symbolem pokojowego sprzeciwu Białorusinów przeciwko dyktaturze. Na wieńcach, które przynoszą ludzie widnieje napis „Bohaterowi Białorusi”.

Liczba kwiatów i wieńców przynoszonych przez ludzi jest tak duża, że nie mogłyby się zmieścić nawet w ciężarówce. Wobec tego przedstawiciele mińskich biur biur pogrzebowych z własnej inicjatywy podstawiają pod cerkiew samochody, aby przewieźć kwiaty na Cmentarz Północny w Mińsku, gdzie zostanie pochowany Roman Bandarenka.

Wśród wielu duchownych, którzy przyszli pożegnać się z Romanem, są księża zarówno prawosławni, jak i katoliccy.

Przypomnijmy, że 31-letni Roman Bandarenka 11 listopada wyszedł na Plac Przemian, żeby zapytać znajdujących się tam cywili w maseczkach, po co zdejmują  dekoracje wykonane z biało-czerwono-białych wstążek. Reakcją na pytanie stało się pobicie mężczyzny, po którym został on schwytany za ręce i nogi i zaniesiony do nieoznakowanego busa. Pół godziny później Roman Bandarenka był już nieprzytomny i z Centralnej Komendy Milicji Mińska  z obrażeniami głowy został przewieziony do szpitala. Lekarze podjęli próbę jego ratowania. Zabieg, wymagający trepanacji czaszki trwał kilka godzin. Pacjent, niestety, zmarł.

Komitet Śledczy Białorusi wszczął formalne dochodzenie  sprawdzające w związku z faktem śmierci młodego człowieka, ale prokuratura nie poinformowała o wszczęciu sprawy karnej w sprawie jego zabójstwa.

Dopiero 13 listopada Aleksander Łukaszenko zlecił Prokuraturze Generalnej, aby objęła kontrolą  śledztwo w tej głośnej sprawie, wiadomość o której rozeszła się szerokim echem po całej Białorusi. Łukaszenko mówiąc o pobiciu Romana Bandarenki zapewniał, że był on pijany. Jednak rodzina zabitego posiada kopię zrobionego w szpitalu badania krwi, z którego wynika, że był absolutnie trzeźwy.

Dziennikarka portalu TUT.BY Katarzyna Borysewicz, pisząca o sprawie pobicia i tragicznej śmierci Romana Bandarenki, ujawniła m.in., że wbrew temu co mówił publicznie Łukaszenka, skatowany na śmierć mężczyzna był trzeźwy. Za rzekome rozpowszechnianie nieprawdziwej informacji została schwytana  i osadzona w areszcie śledczym KGB Białorusi.

Znadniemna.pl na podstawie TUT.BY

No comments

Skomentuj