HomeHistoriaDzmitry Hurniewicz: „Tę historię o «nazistach z Armii Krajowej» obowiązkowo wyślę do Prokuratury Generalnej”

Dzmitry Hurniewicz: „Tę historię o «nazistach z Armii Krajowej» obowiązkowo wyślę do Prokuratury Generalnej”

Białoruski dziennikarz Dzmitryj Hurniewicz opublikował na facebooku historię, związaną z jego rodziną z okresu II wojny światowej i z działaniami Armii Krajowej w Puszczy Nalibockiej.  Wspomnienia swoich bliskich Dzmitry ma zamiar wysłać do Prokuratury Generalnej Republiki Białorusi, która prowadzi śledztwo w sprawie karnej o ludobójstwie narodu białoruskiego w czasie II wojny światowej i latach powojennych, którego to ludobójstwa według prokuratora generalnego Białorusi Andreja Szweda miała się dopuszczać m.in. Armia Krajowa.

Wpis Dzmitryja Hurniewicza przetłumaczyliśmy na język polski w całości:

Tę historię o „nazistach z Armii Krajowej” obowiązkowo wyślę do Prokuratury Generalnej. Dotyczy ona mojej rodziny. Niech tam czytają, edukują się.

Na obrzeżach Puszczy Nalibockiej obok Derewny (obecnie agromiasteczko na Białorusi w rejonie stołpeckim obwodu mińskiego – red.), był kiedyś majątek Barok. Jego właścicielami byli Czaińscy, krewni mojej prababci Sedalii Czaińskiej-Biruli. Zarządzała tam Marysia Czaińska (na zdjęciu po prawej, razem ze swoją matką, którą moja babcia nazywała ciocią Pauliną).

Marysia była panią z charakterem, dlatego nic dziwnego w tym, że podczas wojny wstąpiła ona do Armii Krajowej i otrzymała pseudonim „Księżniczka”. Marysia była łączniczką, sanitariuszką i kwatermistrzynią Stołpeckiego Zgrupowania Armii Krajowej, którą miejscowi nazywali po prostu „legionami”.

Młoda Czaińska często jeździła do Iwieńca na białym koniu, gdzie gościła u brata Feliksa Dzierżyńskiego Kazika i jego żony Lucji. Dzierżyńscy pracowali w żandarmerii niemieckiej, jako tłumacze, ale nieoficjalnie byli agentami AK. Informacje o niemieckim garnizonie przekazywali dowództwu Stołpeckiego Zgrupowania Armii Krajowej przez naszą krewną Marysię. Zawdzięczając między innymi tym informacjom „legiony” zaplanowali i zrealizowali tak zwane „powstanie iwienieckie”, czyli napad na garnizon niemiecki, liczący setki nazistów i pracujących dla nich policjantów. Ponad stu z nich Akowcy zabili, a część wzięli do niewoli. Do przeprowadzenia takiej operacji w ciągu całej okupacji niemieckiej nie były zdolne tysiące sowieckich partyzantów przebywające w Puszczy Nalibockiej.

W lipcu Niemcy zabili Dzierżyńskich. W zimie 1943 roku zniknęła też Marysia. O tym jak to się odbywało opowiadała mi kilka lat temu siostra mojej babci:

„Ciocia Paulina przyszła do nas na chutor. Mówi: byli u was partyzanci, może coś mówili o naszej Marysi? Oni rzeczywiście często do nas zaglądali, ale niczego nam nie mówili”.

Paulina Czaińska już nigdy nie zobaczyła swojej córki. Została schwytana przez partyzantów sowieckich i rozstrzelana. Po co? Bo już poczynając od wiosny bolszewicy rozbrajali polskie jednostki. Czemu? Bo świat dowiedział się prawdy o Katyniu i Stalin doskonale rozumiał, że nie będzie mógł już okłamywać Polaków. Tacy, jak Marysia odmówili wstąpienia do sowieckiej partyzantki.

Dzisiaj te imbecyle (chodzi o białoruskich prokuratorów – red.) mają czelność nazywać takich ludzi, jaką była Marysia Czaińska, nazistami. Ale to właśnie tacy jak ona realnie walczyli z nazistami, a nie ukrywali się w lesie i tańczyli pod harmonię. Syna Marysi, który też walczył w szeregach AK Sowieci zesłali na Syberię.

W AK byli dwaj bracia Marysi. Oprócz tego w puszczy walczyli w szeregach AK również inni nasi Czaińscy: Wiktor zginął w puszczy razem z ojcem Wiktorem w 1942 roku. Henryk Czaiński, zaginął gdzieś w puszczy, Jana Czaińskiego bolszewicy zabili w 1947 roku. Matka Marysi (na zdjęciu) odmówiła się repatriować po wojnie do Polski i zmarła w Baroku.

Ktoś zauważy, że ci Czaińscy walczyli w AK o Polskę, a nie o Białoruś (tak jakby wysłane z Moskwy NKWD, które kierowało sowiecką partyzanką, walczyło o Białoruś – gdzie tam). Czaińscy walczyli przede wszystkim ze złem, które przyszło na ich ziemię, na której oni żyli przez stulecia i ucierpieli jeszcze w czasie Powstania Styczniowego. Walczyć po stronie Stalina oni nie mogli pod żadnym pozorem. I właśnie za to takich ludzi dzisiejsza junta (łukaszenkowska – red.) nazywa nazistami. Uważam, że teraz jest dobra okazja, żeby po raz kolejny opowiedzieć, jak wówczas było naprawdę.

 Znadniemna.pl za Dzmitry Hurniewicz/facebook.com/hurnievic

Latest comment

  • Świetne, dziękuję za opowieści.

Skomentuj